Reklama

Nieprzytomny chłopiec dryfował na basenie – gdzie ratownicy?

28/06/2017 18:00

Pyta matka dwunastolatka oburzona tym, co stało się na pływalni i składa zawiadomienie na policję. Dyrektor ZCAS uważa zastrzeżenia za bezpodstawne i pyta, czy dziecko z napadami epilepsji powinno w ogóle być w wodzie

Katarzyna Boryczka nie była świadkiem zdarzenia. Zarzuty opiera na podstawie tego, co wie z relacji dzieci, które razem z jej synem były na basenie na lekcji wychowania fizycznego. Dwunastoletni chłopiec stracił przytomność podczas zajęć w dziecięcej niecce. Zdarzenie miało miejsce w jej głębszej części.

– Prawdopodobnie dostał napadu epileptycznego. U syna objawia się on nagłą utratą przytomności, nie ma drgawek – opisuje kobieta. Nie ma zastrzeżeń do nauczyciela wychowania fizycznego. Wedle jej wiedzy zachował się on prawidłowo. Pretensje rości do ratowników Laguny.

Reklama

– Nie było właściwej reakcji ze strony osób, które są przeszkolone w tym zakresie. Mój nieprzytomny syn dryfował na powierzchni. Nie może być tak, że dzieciak dryfuje, a ratownik tego nie widzi – na podstawie swoich doświadczeń i rozmów z innymi uważa, że to nie pierwszy raz, kiedy ratownicy nie obserwują należycie wody.

– Chociażby po to, aby zapobiec ewentualnym podobnym zdarzeniom – wyjaśnia, dlaczego zgłosiła sprawę na policję.

– Pod kątem narażenia zdrowia i życia przez niedopilnowanie tego, co dzieje się na basenie – opisuje charakter zgłoszenia.

Reklama

Napady ostatnio częstsze, woda wskazana

– Nauczyciel zachował się przytomnie. Musiał nawoływać ratowników gwizdkiem, bo nic nie słyszeli. Z tego, co się orientuję, nie było ich w tej części basenu – dodaje nasza rozmówczyni. Nie wiadomo, ile sekund chłopiec unosił się na wodzie. Na szczęście twarzą na powierzchni. Pierwszy zareagował jego kolega.

– Chłopiec, który był z synem, dociągnął go do brzegu, wtedy zareagował nauczyciel – relacjonuje matka. Na pływalni pojawiły się służby medyczne. Dwunastolatka zabrano na obserwację do złotowskiego szpitala.

Reklama

– Był w stanie po napadzie. Będzie miał robione badania w kierunku tego, czy się nie zachłysnął. Do żadnego podtopienia na szczęście nie doszło. Lekarzowi nie podoba się jednak gardło syna. Chcą też sprawdzić go pod kątem ewentualnego zachłystowego zapalenia płuc… – mówiła nam kilka dni temu. Przyznaje, ostatnio chłopcu często zdarzają się utraty przytomności. Co to znaczy często? Kiedy miał miejsce ostatni?

– Pod koniec kwietnia – odpowiada. Natychmiast też zastrzega.

– Przy czym nie ma przeciwwskazań lekarskich, żeby nie wchodzić do wody. Jeżeli chodzi o dzieci neurologiczne, pływalnia wręcz wspiera w zakresie rehabilitacji. Wycisza i pomaga – podkreśla.

Reklama

Mama Marcela jest dumna, że chłopak tak rozsądnie zachował się widząc nieprzytomnego kolegę

Przytomna postawa Marcela

– Syn wie o chorobie kolegi, przyjaźnią się. Tłumaczyłyśmy mu, co należy robić, gdy straci przytomność. Jestem najdumniejszą mamą na świecie po tym, jak Marcel zachował się na basenie. Widząc, że kolega dryfuje, podszedł, podłożył pod niego ręce i powoli podszedł do brzegu. Zdążył jeszcze zdjąć okulary, sprawdził tętno na ręce, na szyi i, schylając się, sprawdził, czy oddycha. Wtedy podszedł nauczyciel, pan Mariusz Ziatyk i wołał ratownika– mówi Karolina Megger, matka jedenastoletniego Marcela, który doholował będącego trzy–cztery metry od brzegu kolegę. Kobieta nie wie, jak dokładnie było tym razem, gdzie rzeczywiście stali ratownicy, choć od chłopców słyszała, że nie byli obecni w tej części basenu. Nie kryje jednak uwag na podstawie własnych, wcześniejszych obserwacji. Jej zdaniem z tym, jak niektórzy ratownicy podchodzą do obserwowania kąpiących się w Lagunie, różnie bywa.

Reklama

Nikt nie poinformował

Dyrektor Złotowskiego Centrum Aktywności Społecznej w ostatnich dniach rozmawiał z ratownikami, analizował przebieg zdarzenia i jest przekonany, że ich postawa była jak najbardziej właściwa. Przyznaje, że podczas tej lekcji wychowania fizycznego ratowników nie było w tej części basenu.

– Tam, gdzie jest rekreacyjna część i zjeżdżalnia, było jednak aż pięcioro instruktorów, którzy obserwowali tę nieckę – wyjaśnia. Jak dalej relacjonuje, dwóch ratowników było w tym czasie przy dużej niecce.

– Mieliśmy informację, że jedno z pływających w niej dzieci szczególnie trzeba chronić – wyjaśnia, że stąd taki podział obowiązków między ratowników i instruktorów.

Reklama

Podkreśla, że taką wiedzę ratownicy powinni mieć również o dwunastolatku, który stracił przytomność i dryfował.

– Jeżeli dziecku coś dolega, powinniśmy o tym wiedzieć w pierwszej kolejności. Powinna nas powiadomić szkoła albo rodzice. Nie oczekujemy medycznych szczegółów. Wystarczy informacja, że na to dziecko trzeba zwrócić szczególną uwagę – mówi Sławomir Wilowski. W tym przypadku ma jednak wątpliwości, czy chłopiec powinien w ogóle wchodzić do wody.

– Ja nie wiem, czy tutaj lekarz nie powinien zaopiniować, czy takie dziecko może i, ewentualnie w jaki sposób, korzystać z basenu. To jest bardzo istotne.

Reklama

Uratowali

Zdaniem dyrektora ZCAS przykład sprzed kilku dni wręcz udowadnia, że system zadziałał.

– Po to są instruktorzy ze szkół, żeby w razie trudnych sytuacji alarmować. I tak też było. W momencie, kiedy to się stało, ktoś podniósł rękę do ratowników, którzy przybiegli na to zdarzenie, udzielili fachowej pomocy, krok po kroku, zresztą widać to na monitoringu – Wilowski podkreśla, że ratownicy przynieśli deskę ortopedyczną, podłączyli dziecko pod tlenoterapię, cały czas nawiązywali z nim kontakt i wezwali karetkę pogotowia.

Reklama

– Po przyjeździe lekarza ten kazał się chłopcu ubrać i zabrali go na obserwację.

– Nie złamaliśmy żadnych przepisów – podkreśla Sławomir Wilowski, potwierdzając, że policja zabezpieczyła nagrania z monitoringu.

Mariusz Ziatyk nie chciał komentować przebiegu zdarzenia. Uznał, że są od tego właściwe służby, które mają dostęp do nagrania z monitoringu, a na nim wszystko zapewne widać.

Dyrektor ZCAS nie kryje oburzenia nagonką na ratowników.

– Takie przypadki niestety się zdarzają, bo to jest basen. Nie znaczy to jednak, że tych chłopaków trzeba linczować – stwierdza i przypomina zdarzenie sprzed zaledwie kilkunastu dni, kiedy ratownicy ratowali osobę, która zasłabła na pływalni.

Reklama

– Było bardzo niebezpiecznie. Ta osoba upadła, ratownicy zareagowali, nie wyczuli u niej pulsu i udzielili pierwszej pomocy – podkreśla, że walka o życie się powiodła.

fot. autorstwa matki dwunastolatka, K. Megger

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Woda - niezalogowany 2017-07-05 15:55:37

    Nie wszyscy ratownicy, źle tam pracują,..... a zatrudniony synuś Dyr jako ratownik czy daje przykład?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2017-07-01 20:50:28

    Znieczulicą jest pływanie z kiłą.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Polak - niezalogowany 2017-07-01 02:00:06

    ja nie mam dziecka i pływam i ty się mną zajmuj jak zależy ci na 500 nędznych złotych i na mnie uważaj bo kto inny nie jak ty lewaku !!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości