Reklama

Nikt nic nie wie

13/01/2013 00:00
Rozdawanie laptopów znajomym, imprezy w zamkniętym gronie za kilka tysięcy złotych, lewe delegacje, niezasłużone premie - tak szastano publicznymi pieniędzmi

Kilka miesięcy temu zapadł wyrok w sprawie byłego prezesa i skarbnika Stowarzyszenia Pomocy Zespołowi Szkół Zawodowych Przemysłu Spożywczego w Krajence. Sąd nakazał oddać przywłaszczone przez nich pieniądze: skarbnikowi 87 tys. zł, prezesowi 40 tys. zł. Nowe władze stowarzyszenia chcą złożyć do sądu cywilnego wobec tych osób wniosek o niegospodarność. Okazuje się jednak, że będzie to chyba niemożliwe. Dlaczego tak się stało i kto ponosi za to winę z obecnym prezesem stowarzyszenia, Stanisławem Mińko, rozmawia Ryszard Mikietyński.

Jest wyrok w sprawie karnej, podobno chcecie, jako stowarzyszenie, założyć byłemu prezesowi, jego zastępczyni i księgowej sprawę cywilną.
Zastępczyni nie, tylko byłemu prezesowi, księgowej i sekretarzowi stowarzyszenia. Jest już egzekucja należności, którą sąd nakazał zwrócić, Następstwem sprawy karnej jest sprawa cywilna o ustawowe odsetki od momentu zaboru do czasu zwrotu należności. Dotyczy to prezesa i byłej księgowej. Co do pozostałych działań, to założenie sprawy cywilnej nie jest takie proste jak nam się wydawało. Za nietrafione zakupy nie można nikogo w tej sytuacji pociągnąć do odpowiedzialności. Można natomiast pociągnąć do odpowiedzialności za podpisywanie delegacji, nie mając do tego pełnomocnictw zarządu stowarzyszenia. W statucie jest napisane, że prawo do podpisywania merytorycznych dokumentów ma prezes, wiceprezes, skarbnik albo wyznaczony członek zarządu. Ta osoba, która delegacje podpisywała, takich uprawnień nie miała. Chodzi o byłą dyrektor Niepublicznego Gimnazjum w Krajence.

Podobno prezes stowarzyszenia zrobił duże zakupy sprzętu elektronicznego i rozdawał komu chciał. Za to też odpowie?
Tak, to prawda. Miał ten sprzęt oddać do 11 grudnia 2012 roku, ale nie zrobił tego. Chodzi o laptopy, głośniki, kamery do monitoringu, dyktafony. Nikt nie wie, gdzie ten sprzęt się znajduje. Podobno kamery były kupione do monitoringu Niepublicznego Gimnazjum i miały być podpięte pod system Zespołu Szkół Spożywczych. Okazało się, że dyrektor szkoły nigdy tych kamer nie widział i nic o nich nie wie.

A jak się tłumaczył były prezes?
Mówił, że on to wszystko na pewno przekazał i nie wie, co się dalej z tym stało. Dyktafony, jak tłumaczył, włożył do szuflady jakiegoś biurka i powinny tam być, problem tylko, że nikt ich tam nie widział. Ja nie wiem, gdzie co jest i nie jestem od tego, żeby tego szukać.

A laptopy?

Dwadzieścia kilka laptopów jest złożonych w magazynie byłego ZSS. Oprócz tego „spływają” laptopy, które szerokim gestem pan prezes rozdawał wszystkim znajomym. Rozliczają się inne osoby, których podpisy znajdują się na fakturach zakupu. Część sprzętu oddała była pani dyrektor Niepublicznego Gimnazjum, ale też nie cały, bo twierdzi, że nie wie, gdzie jest reszta. Byłem kompletnie zaskoczony: jak to, pani dyrektor i nie wie?
[[reklama]]
I nic w tej sprawie nie da się zrobić?
Zastanowimy się nad tym, bo w przyszłym tygodniu chcemy zrobić zebranie zarządu stowarzyszenia, a 26 stycznia walne zebranie. Chcemy trochę zmienić formułę stowarzyszenia, ale na razie nie chcę o tym więcej mówić.

W tej chwili przygotowuję pismo do osoby, która podpisywała delegacje o zwrot pieniędzy, jeśli to nie pomoże, to wówczas założymy sprawę cywilną.

Innym problemem jest to, że na skutek takiego działania poprzednich władz stowarzyszenia Gimnazjum Niepubliczne w Jastrowiu ma do zwrotu 55 tysięcy dotacji. Pytanie, skąd je wziąć?

Nie próbował Pan odwoływać się?

Zrobiłem odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i czekam na decyzję.
Jak to możliwe, że dziesiątki tysięcy złotych szły na niepotrzebne zakupy, delegacje i nikt tego nie kontrolował?

Uważam, że całkowitą winę ponosi za to komisja rewizyjna i poprzedni zarząd. Prawnik jasno mi powiedział: kupowanie czegoś nie jest jeszcze przestępstwem, prawdopodobnie istniało ciche przyzwolenie wszystkich osób odpowiedzialnych za wydawanie takich decyzji i sprawa jest przegrana. Tu była rola komisji rewizyjnej, która miała jasno powiedzieć, że w ten sposób publicznymi pieniędzmi nie można było szastać. Ale co tu się dziwić, skoro przewodniczący komisji rewizyjnej mieszkał w Poznaniu, inni jej członkowie jeszcze dalej. Oczywiście były kontrole, ale podejrzewam, że na zasadzie: „Wszystko u was gra? Jak gra, to podpisujemy protokół”. Inaczej tego nie mogę sobie wyobrazić. Wystarczyło tylko sprawdzić stan kasy i porównać go z ostatnim raportem kasowym i wszystko by wyszło na jaw. Nawet tego nie zrobiono. Okazało się, że pani księgowa zabierała po prostu pieniądze sobie. Nawet w maju, kiedy już wiedziała, jaki jest wynik audytu, potrafiła przywłaszczyć 2 tysiące złotych. W ten sposób „wyparowało” niemal 87 tysięcy złotych i sąd karny to potwierdził. Do tego dochodzi jeszcze ponad 40 tysięcy złotych, które przywłaszczył były prezes.
[[nowa_strona]]
Ale podobno macie „haka” na prezesa, co pozwoli złożyć wniosek do sądu cywilnego.
Tak. Na umowie o pracę z panem prezesem widnieje wpis, że w imieniu stowarzyszenia podpisują ją wiceprezes stowarzyszenia, pani W., i była księgowa, pani D. Okazało się, że umowę podpisały całkiem inne osoby, które nie miały pełnomocnictwa zarządu stowarzyszenia do podpisywania na tych warunkach, na jakich podpisały umowę. To znaczy, że pan prezes ma otrzymywać piętnastoprocentową premię, że ma do dyspozycji służbowy telefon komórkowy. Poza tym płaca podstawowa była wyższa o 100 złotych niż w umowie. Pan G. kosztował stowarzyszenie miesięcznie około 6 tys. złotych brutto przez 21 miesięcy, to jest do czasu odejścia na zwolnienie lekarskie.W związku z tym postanowiłem nie wydać byłemu prezesowi świadectwa pracy, bo jakim prawem.

Jest jeszcze inna sprawa bardzo bolesna: okazało się, że za kilka lat nie odprowadzano w ogóle składki ZUS od wielu osób. Co dziwne, osoby, które dostawały wynagrodzenie, otrzymywały je brutto, czyli bez potrąceń składki na ZUS. Nie rozumiem, czy nikt nie wiedział, że takie składki się odprowadza?

Ale te pieniądze trzeba zwrócić?
Oczywiście. I koledzy nauczyciele przeklinają mnie, bo wysyłałem do nich pismo, że trzeba te pieniądze oddać ZUS-owi. Przecież oni wzięli je niezasłużenie. Nie mam o to do nich pretensji, bo mogli przecież nie wiedzieć.

Podobno były prezes naprawiał w swoim warsztacie komputery. Rachunki, jakie wystawiał, miały przekraczać ich wartość. Czy to prawda?
Prawda. Za naprawienie laptopa brał około 2 tysięcy złotych, to więcej niż wartość nowego. Okazało się, że nagle sprzęt masowo się psuje, a pan G. go hurtowo naprawia. Była pani dyrektor wszystko mu podpisywała. Pieniądze wyciekały ciurkiem. W roku 2010 w kasie stowarzyszenia było około 300 tysięcy złotych, a na koniec 2011 kilka tysięcy, to gdzieś te pieniądze musiały pójść. Jak mogło być dobrze, jeżeli pod koniec nauki w klasie Niepublicznego Gimnazjum w Krajence było 8-11 uczniów (łącznie w trzech klasach 24), to ilu uczniów musi być, żeby starczyło przynajmniej na wypłaty dla nauczycieli? Nauczyciele zarabiali więcej niż wynosiła dotacja z gminy. To nie jest worek bez dna. I właśnie za to chcieliśmy pociągnąć do odpowiedzialności byłą panią dyrektor, ale okazuje się, że nie można. Po prostu zawaliła komisja rewizyjna, bo można było już dawno temu zapobiec.

Pani dyrektor miała szeroki gest, z okazji Dnia Edukacji Narodowej w restauracji było spotkanie, za które zapłacono ponad tysiąc złotych. Dostawała pisma o ograniczeniu w szkole popołudniowych kółek zainteresowań. Byłem zaskoczony jak się dowiedziałem, ile kółek można utworzyć dla dwudziestu uczniów. A za to nauczycielom płacono.

[[reklama]]
Na spotkanie z rodzicami zakupiono trzynaście kilogramów ciastek, mam na to faktury. To niemal kilogram na jednego obecnego na zebraniu.

Koleżanka z pracy wychodziła za mąż, to kupiono z publicznych pieniędzy ekstra prezent. Oczywiście, można kupić, ale nie za aż tyle. Kwiaty rozdawano wszystkim z byle jakiej okazji. Miło dostać kwiaty, ale to szło z publicznych pieniędzy i to w sytuacji, kiedy kasa już zaczęła świecić pustkami.

Na walnym zebraniu stowarzyszenia było 29 osób, na kolację dla nich wydano ponad trzy tysiące złotych. Jak obliczyłem, na jedną osobę to jest tyle co na wesele z poprawinami.
Nie żałuje Pan, że został Pan prezesem?

Czasami żałuję, miałem kryzys w październiku, ale powiedziałem sobie: szkoda to wszystko zostawić, przynajmniej Gimnazjum Niepubliczne w Jastrowiu niech działa. Pracują tu fajni nauczyciele, osiągają wspaniałe wyniki zarówno w nauce jak i sporcie. Nie można tego zmarnować. Mam nadzieję, że tamto to już rozdział zamknięty. Trzeba myśleć o przyszłości.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości