Reklama

No i google prawda!

22/04/2017 19:00
Nasze dzieci wychowują tablety i komórki. Odmóżdżają je, a system edukacji produkuje klony. Jak w Matrixie. O tym, jak wykorzystać nowe technologie w edukacji, mówi Łukasz Gabarkiewicz

Komórka, tablet, komputer są niebezpieczne?

To potężne narzędzia w rękach dzieci, czyli osób, które czasami nie wiedzą jak je dobrze wykorzystać. Spora część dzieci i młodzież poświęca mnóstwo czasu na głupiutkie filmiki i gry, które bardzo je wciągają.

Powiedzmy to wprost, większość tych rzeczy je odmóżdża.

Ubezwłasnowolnia ich myślenie, wyobraźnię i sposób zdobywania wiedzy. Dzieci rzadko pytają o coś innych ludzi, bo to kosztuje zbyt wiele energii i czasu. Rzadko posiadają mentorów, dla mnie była to moja babcia, która opowiadała mi o świecie. Teraz wszystko sprawdzają w internecie, bo tam już jest to napisane. O ile wiedzą gdzie szukać, to ok, ale jest masa zaułków w sieci, które nie są dobrym miejsc dla dzieci i młodzieży.

Reklama

Najgorsze, że to, co napisał „wujek Google” przyjmują bezkrytycznie. Ksiądz Józef Tischner mówił, że są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda. Okazuje się, że jest i czwarta: google prawda.

Prawdą w sieci staje się to, co ukazuje się na pierwszym miejscu. Ktoś zapłacił za pozycjonowanie swoich treści i to on decyduje, co ludzie biorą za obowiązującą prawdę. Pewni ludzie pokazują nam tę wizję świata, która im odpowiada.
Poza tym media, czyli czwarta władza dyktuje nam co jest ważne. Dziś nie liczy się już to, co jest sprawdzone i pogłębione. Liczy się to, kto jest szybszy i jak bardzo szokujące treści nam podaje.

Nasza wiedza jest coraz bardziej powierzchowna. Przebiegamy wzrokiem po nagłówkach stron internetowych, ale nie czytamy o co w danym tekście chodzi. Wiemy np., że Lewandowski strzelił gola, ale nie mamy pojęcia w jakim meczu, czy to było z karnego itd.

Powierzchowność to jedno, a drugą stroną medalu jest utrata zdolności zapamiętywania. Coraz więcej rzeczy zapisujemy w komórkach, liczymy w kalkulatorach, nawet wspomnienia z wakacji powierzamy, w formie zdjęć, jakiejś wirtualnej chmurze. Coraz więcej z siebie oddajemy komuś.
Cały świat staje się powierzchowny. Wolimy raczej się uśmiechać, niż zagłębić w siebie. Raczej wyglądać niż być. To wszystko ma za zadanie sprawić, byśmy przeżyli nasze życie jak najmniej problemowo. By jak najmniej się zmęczyć, a jak najwięcej mieć. Wszystko to powoduje, że dzieciaki są zagubione, gdy spotykają je realne problemy.

Reklama

Dzisiejsza szkoła nie przygotowuje do ich rozwiązywania?

Świat dynamicznie się zmienia, a wraz z nim wyzwania przed jakimi stają nasze dzieci. Rodzice czasami nie poświęcają wystarczającej ilości czasu swoim pociechom. Robią swoje, a dziecko spędza czas przed komputerem. Dorośli myślą, że jest bezpieczne, a tam ono jeszcze bardziej się demoralizuje. Zobacz jak to się kompletnie zmieniło: kiedyś o 22:00 w wakacje był problem z zaciągnięciem dzieciaków do domów, a dzisiaj na dworze jest cicho.
Spaceruję, jeżdżę wokół Lipki, piękne tereny, ale na tych ścieżkach jest zupełnie pusto. Także w weekendy. Nie ma jazdy na rowerze, ganianego, zabawy w wojnę, podchodów, wypadów w poszukiwaniu skarbów.

Bo dzisiaj dzieci przeżywają te przygody wirtualnie.

Tak, ale te dzieciaki są w większości przebodźcowane. Od najmłodszych lat otoczone techniką, kolorami, wybuchami i śmiercią. Część z nich jest odczulonych od prawidłowych reakcji, które człowiek powinien mieć gdy widzi zło lub dobro. Zauważ jak wyglądają ich oczy gdy grają – one są w innym świecie. Myślimy, że gdy kończą grać wracają do świata rzeczywistego, ale nie do końca. Cały czas chcą powrotu do świata wirtualnego.

Reklama

Podobno dzieci, które zbyt szybko mają kontakt z nowymi technologiami gorzej się rozwijają, później zaczynają mówić.

Zobacz co się dzieje w poczekalniach: rodzice chcą mieć spokój z dziećmi, więc dają im komórki. Takiemu maluchowi już coś błyska przed oczami, jest zajęte i jest cicho i sprawa z głowy. Tyle, że to jest złe rozwiązywanie problemów, bo dziecko będzie potrzebować takiego uspokajacza coraz częściej i coraz mocniejszych treści. A potem takie zwykłe rzeczy jak natura, kwiat czy drzewo, nie robią na nim wrażenia. Co to za atrakcja, skoro nie płonie, nie można jej zastrzelić czy ściąć.

Mówimy o uzależnieniu. Psychiatrzy biją na alarm, że coraz więcej ludzi ma problem z oderwaniem się od telefonu czy komputera.
Bo w sieci, grze dostają coś, czego brakuje im w realnym życiu. Są superbohaterami, mają masę pieniędzy. To jest dla ich mózgów jak narkotyk.

Widzę to choćby tutaj, w mojej szkole. Uczę dzieci i sprawdzam wiedzę z użyciem nowych technologii, pokazuję im, że np. tablet można wykorzystać w pożytecznym celu. Jednak w nagrodę pozwalam im chwilę w coś zagrać. I co się dzieje? Część z nich nie potrafi się od tego oderwać. Mogliby grać godzinami, zapominając czasami o potrzebach fizjologicznych i całym taczającym ich świecie.

Reklama

Z jednej strony twierdzisz, że nowe technologie są be, a z drugiej sam ich używasz i podsuwasz dzieciom.

To są zupełnie inni młodzi ludzie niż my. Oni wyrośli wśród rzeczy, które nam się nawet nie śniły. Jeżeli edukacja nie idzie w parze z technologią (która rozwija się z miesiąca na miesiąc), a chce przekazywać choćby najbardziej wartościowe treści w niewłaściwej otoczce, to nic z tego nie będzie. W książce jest zwykle dużo tekstu i mało obrazków, co słabo działa na te rozbudzone dziecięce zmysły.
Gdy ja zaprzęgam technologię w służbie edukacji, a tablety kojarzą im się z przyjemnością, to uczę, potem sprawdzam ich wiedzę, losuję nagrody z najlepszych ocen. W wykorzystaniu nowych technologii trzeba zachować umiar i zdrowy rozsądek, bo  przecież nie da się zupełnie od nich odciąć.

Tablety czy komórki są tak skonstruowane, by ich obsługa była intuicyjna. Może o to chodzi, by jak najmłodsze osoby ich używały.

To jest walka o sprzedaż. A taka komórka, zwłaszcza z dostępem do internetu jest potężnym narzędziem. W rękach młodego, nieukształtowanego człowieka może być narzędziem wielkiej krzywdy. Zwłaszcza, że młodych ludzi przyciąga zakazany owoc, a tych w sieci nie brakuje.

Reklama

Jak znaleźć równowagę między złym a dobrym korzystaniem ze zdobyczy techniki?

Jest jedno wyjście, które powoli praktykuję. Chodzi o system nagród. Dzięki czasowi poświęconemu na naukę moi uczniowie biorą udział w losowaniu nagród. Takie docenienie ich trudu. W szkole oceny są zapisem numerycznym, który nie mówi nic o tym, jaki trud uczeń włożył w ich zdobycie. A ja staram się, by jego wysiłek przekierować z rzeczy głupiutkich na wartościowe. Na przykład angażując się mocno na moich lekcjach, wykorzystując jak najlepiej mój czas, zdobywają oceny a te dają szansę wylosowania jakiś drobnych nagród. To dzieci bardzo cieszy i motywuje do nauki.

W Skandynawii np. odchodzi się od tradycyjnych lekcji z użyciem długopisu i zeszytu

W Finlandii odeszli od zapisywania treści w zeszytach, wszystko jest w tabletach. To już jest zły pomysł. Technologia ma wspierać edukację, ale nie mamy pozbywać się rzeczy tak potrzebnych jak pisanie. Używanie kolorów, rysowanie, pisanie niesamowicie rozwija nasz umysł. Gdy to wszystko będzie w tabletach, będziemy upośledzać pewne funkcje naszych mózgów.

Reklama

To jest tworzenie nowego Matrixa, w którym ktoś inny decyduje w co klikamy.

Niedługo nie będziemy mogli nic napisać od siebie, tylko kliknąć w odpowiedź, która jest w kluczu. Tak są skonstruowane matury czy egzaminy gimnazjalne – jeżeli nie trafisz w klucz myślowy osoby, która ten test układała, to stracisz punkty i jesteś odsuwany poza główny nurt.

To świat zero – jedynkowy. Szablonowanie.

Wszyscy mamy być jednakowi, a kreatywność jest be. To szufladkowanie jest złe. Przecież każdy z nas jest inny! Wrzucanie wszystkich do jednego worka jest szkodą dla całego społeczeństwa. Ci mądrzy muszą trochę zgłupieć, a ci niezbyt mądrzy dociągnąć do standardu.

Reklama

Wiesz czego się boję? Że tylko promil ludzkości wie jak ta cała technologia działa. Sam klikam w coś nie mając pojęcia co dzieje się pod ciekłokrystalicznym ekranem. A co się stanie, gdy tych „zorientowanych” zabraknie? Wrócimy niemal do epoki kamienia łupanego.

Racja, ale może nie byłoby nam z tym tak źle? Podam przykład. W Lipce często występują przerwy w dostawie prądu. Ostatnio dzieciaki mówiły mi, że wtedy działy się bardzo interesujące rzeczy. Mama zaczęła rozmawiać z tatą, który dotąd po powrocie z pracy jedynie włączał telewizor. Dziecko samo zauważyło, że gdy nie było prądu, to było inaczej i na pewno lepiej.
Sam zawsze zaczynam lekcje od pytania co się u dzieci wydarzyło i widzę, że one nie są przyzwyczajone do tego pytania. Niektóre milczą, jakby przez tydzień nic się w ich życiu nie zdarzyło. Coraz więcej czasu muszą poświęcić na naukę, a coraz mniej rozmawiają o takich przyziemnych sprawach, o których my rozmawialiśmy gdy byliśmy młodzi. O głupotach też, ale to były nasze sprawy.

Siedzimy w klasie w twoim mieszkaniu, na ławie są tablety sprzężone z wielkim ekranem. Jak prowadzisz tu lekcje?

Podczas nauki angielskiego słowa angielskie i obrazki kolorujemy, a na youtubie oglądamy filmik, który powstał ze słów jakie dzieci poznają na lekcji. Dzieci odtwarzają go także w domach. Potem, na podstawie tych słówek, gramy w grę. Uczniowie przyporządkowują słowo obrazkowi klikając w odpowiedź na tablecie. Ilość dobrych odpowiedzi i szybkość reakcji jest mierzona, wyświetlana w postaci rankingu. Jest to świetny rodzaj powtórki, a później sprawdzam tę wiedzę w tradycyjny sposób.

Reklama

Skoro mowa o tradycji. Uczysz w tradycyjnej szkole, ale nie masz tam do dyspozycji zbyt wielu nowych technologii.

Na pewne rzeczy nie mogę sobie tam pozwolić. Sugerowałem np. zakup tabletów czy przenośnego mikrofonu z głośnikiem, który zapewniłby równy odbiór treści audio dla każdego ucznia, ale nie udało się. Jestem tam bardziej ograniczany przez biurokrację, finanse, które zabijają innowacje. Chciałem wprowadzić słownik na telefon, by uczniowie łatwo mogli sprawdzać sobie słówka. Pomysł upadł, ponieważ nie wszystkie osoby posiadały smartphone. Przez to klasa straciła innowację, która mogła się przeistoczyć w kolejne. Ja w tym momencie gasnę i przeprowadzam takie zajęcia w swojej szkole językowej.

Tradycyjna edukacja zostaje w tyle i nie przystaje do potrzeb młodych ludzi?

Bardzo podoba mi się holenderski czy belgijski tryb nauczania, w którym szkoła we współpracy z rodzicami ukierunkowuje dzieci na rozwój ich mocnych stron, od najmłodszych lat. Dziecko i jego zdolności są na pierwszym miejscu. Pozwalają mu się skupić na jego talencie, dzięki czemu w Holandii np. mają dobrych specjalistów i bogaty kraj. Tego naszemu systemowi edukacji bardzo brakuje.

Reklama

A co sądzisz o kierunku amerykańskim, w którym bardzo duży nacisk kładzie się na specjalizację, a niewielki na wiedzę ogólną?

Wiedza ogólna jest ważna i my pod tym względem przodujemy w Europie. Ale uważam, że powinniśmy więcej czasu poświęcać na szlifowanie talentów.
Nowe technologie mogą ułatwić nam wychwycenie tego, w czym uczeń jest dobry. Potem należy mu podsuwać określone treści, zabierać na fakultatywne wyjazdy i tak dalej. To wszystko, z użyciem nowych technologii, posłużyć może do stworzenia mapy mózgu i umiejętności ucznia. W tym kierunku powinna iść nasza edukacja jeśli chce być konkurencyjna. Nie ilość, ale jakość. Nie ogólnie, a bardziej precyzyjnie.

Nowe technologie mają przewagę nad tradycyjnymi przyborami szkolnymi?

Tak, bo to nauka w miłej otoczce. Taki cukierek, który jest smaczny, ale też zdrowy i coś daje. Wykorzystujemy te same urządzenia, których uczniowie używają na co dzień, ale do innych, bardziej wzniosłych celów.

Reklama

Brzmi poważnie.

Tak i poważnie powinniśmy się za to zabrać. Ja w takiej malutkiej szkole, w małym środowisku próbuję to robić.

Podpowiedz rodzicom co zrobić, by choćby odwrócić proporcje czasu poświęcanego przez dzieci na odmóżdżające gry i naukę.

Tak jak nas rozliczają w życiu dorosłym i za dobrze wykonaną pracę dostajemy zapłatę, a za popełnione wykroczenie mandat, tak dzieci powinniśmy uczyć, że każdy ich czyn jest ważny i ma konsekwencje. Chodzi o to, by nagradzać wykonywane prace domowe, naukę w ten sposób dając pozytywne bodźce. Rodzice powinni np. pokazywać dzieciom, że ich czas spędzony na graniu jest mniej warty, niżej oceniany niż ten na nauce. Prowadząc taką tablicę osiągnięć dziecka i nagradzając po osiągnięciu zamierzonego celu mogliby stymulować jego rozwój. Powinni to konsekwentnie egzekwować, a dziecko poznałoby że każdy ich krok i poniesiony trud ma wymierne korzyści. Gdybyśmy mieli w tym względzie wspólny front rodziców i nauczycieli, to nie mielibyśmy wielu obecnych problemów.

Aby nie demonizować zupełnie gier komputerowych powiedz, że nie wszystkie są złe.

Kiedyś sam sporo grałem, ale  moimi ulubionymi grami były gry strategiczne jak Cezar, Faraon, Age of Empires, w których od zera budując swoje państwo, armie i surowce podbijałem inne kraje. Jeśli więc rodzice mieliby wybrać gry dla dzieci, to powinni iść w strategię. Na przykład Simsy to super sprawa. Jest w tej grze element opieki nad innymi czy czytania książek, za co zbiera się bonusy.
Rodzice powinni dzieciom w tym graniu towarzyszyć, sprawdzać co ich pociechy robią i tłumaczyć im w jaki sposób ich działania w grze mogą przełożyć się na realne życie.

Niedawno rozpocząłeś studia doktoranckie. Rozumiem, że w kręgu twoich badań będą nowe technologie i edukacja.

Zacząłem studia doktoranckie na Uniwersytecie Gdańskim. Wspólnie z promotorem piszemy publikacją naukową, która da mi furtkę do otwarcia przewodu doktorskiego. Badać będę motywację i sukces w nauczaniu języków obcych oparte o innowacje i nowoczesne technologie.

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości