Tak, od początku. Najpierw były kolonie, tak się zaczęło. Stołówka nie działała od razu. Dopiero wraz z jej otwarciem dostałam tę pracę, którą wykonuję do dzisiaj.
Wcześniej pracowałam w domu. Właściwie, to kiedyś byłam zatrudniona w zakładzie krawieckim, ale potem wyszłam za mąż i zostałam gospodynią domową. Później jednak okazało się, że potrzeba, abym poszła do pracy. Córka pewnego dnia wróciła ze szkoły, mówiąc, że będą tam potrzebować kucharki. Jednocześnie złożyłam papiery do szkoły i zakładu krawieckiego. Przyjęto mnie i tu i tu, ale ze względów ekonomicznych, jak chociażby dojazdy, zdecydowałam się na szkołę w Sławianowie i tak pracuję już od 20 paru lat.
Reklama
No strach był, bo ja właściwie to chciałam pracować jako pomoc w kuchni. Niestety, mogli wówczas zatrudnić tylko jedną osobę, więc od początku musiałam sobie ze wszystkim radzić. Nie chodziło zresztą o samo gotowanie. Trzeba było też robić raporty, czego na początku nie potrafiłam. Był więc i płacz, i śmiech. Kolonie jak przyjeżdżały, to też były spore wymagania. Każda grupa chciała czegoś innego i trzeba było wszystko pogodzić. Jedni chcieli nabiał, a drudzy wędliny, więc tak trzeba było planować zaopatrzenie. Do tego zawsze należało pilnować, aby wszystkie wymogi Sanepidu były spełnione.
W większości trenerzy dawali propozycje, co ma być na śniadania, obiady i kolacje i myśmy się do tego stosowali. Szliśmy na ugodę. Sanepid przyjeżdżał sprawdzać każdy turnus i to kilkakrotnie. Kuchnia zawsze była głównym celem tych kontroli. Choć zawsze starałam się, żeby wszystko było w jak najlepszym porządku, to stres był duży. Dzięki uwagom i wskazówkom kontrolujących moja wiedza i doświadczenie były lepsze niż po niejednym kursie.
Reklama
Wydaje mi się, że dla dzieci szkolnych. Jest trochę więcej swobody, choć teraz, chyba od dwóch lat, są duże wymagania przy układaniu jadłospisu. Dzieci mogą pić albo wodę, albo soki 100%, a kiedyś robiłam im napoje z syropów rozcieńczanych wodą. Coraz częściej, o dziwo, jest wybierana woda mineralna, co świadczy o kształtowaniu się zdrowotnych nawyków. Musi być też w jadłospisie odpowiednia ilość witamin, wymagane są owoce i warzywa w każdym posiłku.
W posiłkach musi być też mała ilość soli, przynajmniej raz w tygodniu musi być ryba, wprowadzono ryże, kasze. Niestety dzieci tego nie chcą jeść i wolą to, co znają z domów, czyli najlepiej schabowe z ziemniakami. Dzieciaki nie przepadają np. za kopytkami, nie znają takich dań. Kiedyś robiłam dania bardziej mączne, pierogi, kluski, ale uczniowie tego już nie lubią. To dla nas też przykre czasem, że pół dnia spędzamy na smażeniu naleśników ze szpinakiem, a później dzieciaki nie chcą tego jeść. Dlatego zadałam to pytanie nawet paniom z Sanepidu: czy mam gotować tak, jak są przepisy i praktycznie wszystko wyrzucać, czy tak, żeby dzieci coś zjadły? Powiedziały, żeby gotować tak, żeby dzieci zjadły. Staram się co jakiś czas podawać takie inne dania, ale nie codziennie, żeby nie wyrzucać. W obu szkołach [pani Jadzia gotuje obecnie dla szkół w Sławianowie i Kleszczynie – red.] dzieciaki uwielbiają makaron z twarogiem i truskawkami. Jedna szkoła woli więcej zupy, a druga preferuje bardziej drugie dania. Lubiana jest także zupa pomidorowa. Jadłospisy piszę z głowy i podobnie gotuję, bo po tylu latach nie muszę już zaglądać do książki czy zeszytu. Potem się ze mnie śmieją, że jak dzwonią po przepis na drożdżówkę, to nie chcę podać, a ja po prostu robię to „na oko” i dlatego nie podam dokładnego przepisu.
Reklama
Ma Pani jakieś metody, żeby zachęcać dzieciaki do jedzenia?
Jeszcze nie tak dawno niektórzy politycy głośno mówili o dużym problemie niedożywionych dzieci. Jak Pani to widzi?
Lubi Pani poeksperymentować, czy ma Pani już sprawdzony jadłospis?
A jak to jest z naszą lokalną kuchnią? Jest jeszcze coś takiego?
Czasami trzeba pomóc maluchom z przedszkola, bywają też szczególne dzieci, którym trzeba poświęcić więcej uwagi i bardziej je zachęcić. Czasami wystarczy podejść do nich i np. dać im posmakować i dopiero wtedy same zaczynają jeść. Czasem jak nie zjadają, to mówię, żeby zabrały do domu. Po co my to mamy wyrzucać?
Reklama
Przez większość czasu. Na trzy godziny przychodzi do pomocy jedna osoba.
Do pracy przychodzę na 7.00. Zaczynam wtedy już działać: przyprawiam mięso, zrobię jakąś surówkę. Potem przychodzi pani Mariola, pomaga mi, np. obrać ziemniaki czy przy smażeniu. Teraz mamy już piec indukcyjny, co ułatwia pracę, wystarczy włożyć mięso na blachy. Są jednak dania wymagające smażenia na patelni, co też zajmuje sporo czasu. W między czasie przychodzą przedszkolaki na śniadanie, więc trzeba jeszcze po nich posprzątać. Na 11-tą musimy mieć już obiad gotowy, bo przyjeżdża pan z Kleszczyny i zabiera w termosy. Następnie przychodzą nasze przedszkolaki, a na koniec dzieci szkolne. Potem trzeba jeszcze tylko posprzątać. Dodatkowo w mej pracy są jeszcze do wypełnienia dokumenty w dzienniku żywieniowym.
Reklama
Dla przeszło 50. W przyszłym roku trochę dzieci dojdzie, bo będzie szkoła 8-klasowa.
Organizacyjnie są bardzo duże postępy. Kiedyś mieliśmy wyparzacz do naczyń, to było ciężkie, teraz już mamy zmywarkę, piec konwekcyjny, wszelkie urządzenia elektryczne. To znacząco ułatwia pracę.
Wydaje mi się, że u nas nie ma tego problemu. Może gdzieś tak, ale nie wydaje mi się. Gdyby dziecko było głodne, to zjadłoby wszystko. Owszem, zdarzają się dzieci bardzo chude, ale to nie z powodu głodu, przeważnie to typowe dziecięce niejadki.
Reklama
Repertuar mam podobny i mniej więcej powtarza się w miesięcznych cyklach. Gotuję po prostu to, co dzieciom najbardziej podchodzi, żeby nie wyrzucać jedzenia. Lubię sobie czasami coś nowego popróbować, ale jak dzieciaki tego nie jedzą, to nie wdrażam na stałe. Jedną z takich nowości, które się kiedyś bardzo dobrze przyjęły były mięsne kotlety z warzywami.
Tak. Dzieci wspominają. Nie raz mówią, że chciałyby zjeść mój obiad albo że później na innych stołówkach, nie miały już tak dobrych. Nie wiem czy tak jest, czy tylko tak mówią, ale miło to usłyszeć.
Reklama
Nie bardzo. Kiedyś bardzo lubiłam piec, ale teraz już też się nie chce. Obiad zrobię, ale ciasta to już rzadko piekę. W przeszłości przygotowywałam także imprezy komunijne czy weselne, lecz i zapał minął, i zdrowie wprowadziło ograniczenia.
Tak, z KGW też już jestem związana jakieś 20 lat. Wcześniej było nas sporo, ponad 35 osób, a obecnie pozostało nas 25. Młode kobiety się tak nie angażują, nie chcą. Kiedyś to zaangażowanie było większe, teraz każdy się odwraca, znajdując różne wymówki. Wydaje mi się, że jest gorzej. Niemniej gdy czegoś się już podejmujemy, to nie ma żadnego problemu i mogę liczyć na nasze gospodynie. Chciałabym jednak żeby było więcej osób podejmujących inicjatywę, bo wraz z przejściem na emeryturę w szkole, prawdopodobnie zrezygnuję też z przewodniczenia KGW i mam nadzieję, że nie będzie problemu ze znalezieniem kogoś na moje miejsce. Nasza działalność to głównie przygotowywanie imprez wiejskich czy też środowiskowych, np. balu seniora, andrzejek, spotkania opłatkowego czy naszych świętojanek. Grillujemy, śpiewamy, puszczamy na jezioro wianki. Na wiele swoich imprez przygotowujemy w grupach różne nowe potrawy, sałatki, desery. Wspólnie uczestniczyłyśmy w kilku wycieczkach, np. na targi i koncerty do Poznania, byłyśmy w Gdańsku, Malborku, Częstochowie, Licheniu. To są wyjazdy integracyjne, w których biorą też udział kobiety z kół z Buntowa czy Kleszczyny. Teraz jako KGW organizujemy wycieczkę do ogrodów Hortulusa. Kiedyś więcej było wyjazdów i innych imprez, ale od pewnego czasu mam obowiązki względem rodziny i nie mogę sobie pozwolić na dłuższe wyjazdy.
Reklama
To tylko w domu albo w kole się tak gotuje: szare kluchy, rypslok, placki ziemniaczane. W większości rodzin jednak chyba tego nie ma, bo dzieciaki nie jedzą, nie znają. Czasem pytam: co lubicie, co jecie, to wam ugotuję, ale dzieci najczęściej odpowiadają, że schabowe. Nieraz aż dziw bierze, jak można na okrągło jeść schabowe. Tym bardziej, że kiedyś nie każda rodzina mogła sobie pozwolić na taki obiad kilka razy w tygodniu.
Dziękuję za rozmowę, a także pyszne obiady, z których korzystałem jako uczeń.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Brak tematów? Doceniam długoletnią pracę pani Jadzi w szkolnej kuchni, ale po co taki długaśny artykuł?
ma kobietka dryg do gotowania.Smaczne, to dzieciaki zjadają.koło szkoły może być stołówka dla wszystkich chętnych jesli bedzie smacznie i tanio.Tak praktykują Szkoły gastronomiczne aby to co mają na praktykach,żeby się nie zmarnowało to na ulicy stolik .najchętniej przechodnie kupują drożdżówki ...
Brak tematów? Doceniam długoletnią pracę pani Jadzi w szkolnej kuchni, ale po co taki długaśny artykuł?
ma kobietka dryg do gotowania.Smaczne, to dzieciaki zjadają.koło szkoły może być stołówka dla wszystkich chętnych jesli bedzie smacznie i tanio.Tak praktykują Szkoły gastronomiczne aby to co mają na praktykach,żeby się nie zmarnowało to na ulicy stolik .najchętniej przechodnie kupują drożdżówki ...