Droga między Pleceminem a Tarnówką daleka jest od ideału. To jednak najkrótszy odcinek łączący obie wioski. Siedem kilometrów gruntowego traktu, prowadzącego lasami, swego czasu należącego po części do gminy, powiatu i Lasów Państwowych, kilka lat temu w całości przekazanego Lasom Państwowym i pod zarząd Nadleśnictwa Złotów. Umożliwiło to nadleśnictwu pozyskanie zewnętrznych pieniędzy na solidny remont. Czas jednak leci i stan nawierzchni się pogarsza. W ramach przekazania ustalono, że z drogi mogą korzystać mieszkańcy Plecemina, którzy otrzymali na to stosowne zezwolenia. Tylko oni, każdy inny kierowca musi liczyć się z kontrolą leśników i wlepieniem mandatu. Na wielu i tak nie robi to wrażenia i jeżdżą siedmiokilometrowym odcinkiem, często nie przestrzegając ograniczenia prędkości do trzydziestu kilometrów na godzinę. Ta droga to w okolicy dość drażliwy temat.
Nie chciałbym, żeby nam te przepustki ktokolwiek cofnął
Reklama
– żartuje na początku rozmowy Dariusz Kowalski, prezes miejscowego Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Plecemin. Przyznaje jednak, że nawet gdyby tak się stało, ludzie i tak pewnie jeździliby drogą, skoro inną opcją jest pokonywanie znacznie dłuższych odległości.
Naokoło to jakieś dwadzieścia dwa kilometry
– określa alternatywny dystans potrzebny do tego, aby dojechać z Plecemina do Tarnówki.
Dariusz Kowalski uważa, że błędem było przekazanie drogi Lasom Państwowym.
Mówiąc delikatnie, to nie było rozsądne. Skoro to najkrótsza droga łącząca wieś z gminą, powinna to być droga publiczna
Reklama
– ocenia.
Jesteśmy jedyną miejscowością w gminie, a może i w powiecie, której mieszkańcy nie są tak naprawdę bezpośrednio skomunikowani z władzami. Żeby dotrzeć do gminy w inny sposób musimy jechać przez powiat pilski albo przez gminę Krajenka
– wskazuje na precedens.
Obowiązkiem gminy jest utrzymanie komunikacji. Samorządowcy powinni stanąć na głowie, żeby przywrócić drogę o charakterze publicznym
– uważa. Dariusz Kowalski podkreśla, że zły stan drogi to jedna z przyczyn, dla której nie jeździ nią szkolny autobus. To z kolei jeden z powodów, dla których miejscowa młodzież dojeżdża do szkoły w Starej Łubiance, a nie w Tarnówce.
Gdyby droga była w dobrym stanie, autobus z Tarnówki mógłby jeździć po nasze dzieci
– ocenia. Tymczasem samorząd płaci sąsiedniej gminie Szydłowo po kilkanaście tysięcy złotych rocznie za koszty dowozu uczniów.
Rada gminy powinna jednoznacznie opowiedzieć się po stronie mieszkańców
– uważa Dariusz Kowalski. Temat rzeczywiście wielokrotnie powracał w dyskusjach radnych, ale rozwiązania nie ma. Raz, że jakiekolwiek prace wiążą się z dużymi wydatkami, dwa, że droga nie należy do samorządu. Na komisjach niejednokrotnie stwierdzano, że zły stan drogi powodują przede wszystkim ciężkie transporty. Inną teorię przedstawia jednak nadleśniczy Nadleśnictwa Złotów Tomasz Konieczny. Powołując się na opinie fachowców, którzy mieli oglądać drogę, jako główną przyczynę wskazuje zbyt szybką jazdę mniejszych pojazdów.
Z rozmów z ekspertami wynika, że sami mieszkańcy są sobie winni, ponieważ dziury powstają w wyniku zbyt szybkiej jazdy samochodami osobowymi. Wcale nie od ciężkiego sprzętu. Przy szybkiej jeździe wyrzucane są drobne kamyki, powstają luki, przychodzi deszcz, wypłukuje materiał i powstają dziury
– mówi nadleśniczy. Do tego chyba trudno będzie przekonać miejscowych. Z taką teorią absolutnie nie zgadza się Dariusz Kowalski. Zauważa, że droga najbardziej jest zniszczona przy skrzyżowaniach, a więc tam, gdzie manewruje ciężki sprzęt.
Tymczasem Tomasz Konieczny przyznaje, że fachowcy oglądali drogę, bo Nadleśnictwo Złotów przymierzało się do prac remontowych.
Z grubsza rzecz biorąc chodziło o wydatek około stu tysięcy złotych
– mówi o pracach, które poprawiłyby stan nawierzchni.
To nowsza technologia, stąd taki koszt. Maszyna wzrusza nawierzchnię i na nowo ją profiluje
– wyjaśnia nadleśniczy. Kiedy planowane są te prace?
Na pewno nie w tym roku, bo nie mamy na to pieniędzy w budżecie. Być może w przyszłym, ale nie chciałbym podawać dat.
Reklama
Nadleśniczy podkreśla, że decyzja jego poprzednika o wydaniu zezwoleń była ukłonem w kierunku społeczności.
Rozumiem to, bo mieszkańcy muszą przecież dojechać, ale z drugiej strony my wyremontujemy drogę, a ludzie znowu zaczną szaleć i będzie to samo
– stwierdza Tomasz Konieczny. Przyznaje wprost, że nadleśnictwo nie ma za bardzo interesu, żeby remontować drogę, bo koszty inwestycji byłyby wysokie, tymczasem samochód z drewnem o każdej porze roku spokojnie poradzi sobie na takiej nawierzchni, a nawet gdy będzie ona w gorszym stanie.
Podczas naszej rozmowy nadleśniczy, żeby nie rozbudzać oczekiwań mieszkańców, unika słowa asfalt. Z kolei wójt Jacek Mościcki tylko w takim działaniu dostrzega skuteczne rozwiązanie. Uważa, że skoro droga sama w sobie stanowi solidną podbudowę, wylanie na niej bitumicznej nawierzchni wcale nie musiałoby być nieosiągalnym wyzwaniem.
Gdyby podzielić to zadanie na dwie strony… Obecnie nie mamy oczywiście pieniędzy na taką inwestycję, ale w ciągu trzech, góra czterech lat być może moglibyśmy do niej podejść
Reklama
– deklaruje Jacek Mościcki. Pytanie, czy nadleśnictwo byłoby w stanie przygotować w tym czasie połowę budżetu realizowanego wspólnie z gminą zadania?
Trudno mi się deklarować nie znając kwoty
– odpowiada Tomasz Konieczny.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze