Na śmierć dziecka nie można się przygotować. I oni gotowi nie byli. Matki proszą o zwrot swoich dzieci, ojcowie próbują się pozbierać. Pozostał im żal do świata i ludzi
Życie w rękach kierowcy
„O Panie, daj mi pewną rękę, dobre oko, doskonałą uwagę, bym nie pozostawił za sobą płaczącego człowieka. Ty jesteś Dawcą Życia - proszę Cię przeto, spraw bym nie stał się przyczyną śmierci tych, którym Ty dałeś życie”.
Łzy mieszają litery modlitwy. Matka ściska prawo jazdy syna.
Takich dokumentów Mateusz ma więcej: auto, motocykl, ciężarówka. I więcej modlitw. – Mati jeździł ostrożnie. Masz motocykl, to jedź – mówili koledzy. A on odpowiadał, że ma za dużo do stracenia – matka podsuwa mi nieważne już prawo jazdy. Na krześle skórzana kurtka, kask bez rysy.
Jadą do pracy. Wiozą worki z cementem i marzenia. Rozmawiają, cieszą się, planują. – Bartek to taki śmieszek, wszyscy go takim znali – matka wyjmuje zdjęcie syna. Stoi oparty o ścianę budowy, obok Mateusz. Umyślnie roztargnieni pracują umysłowo...
Auto prowadzi Mateusz.
Zachowaj, o Panie, wszystkich którzy będą mi towarzyszyć od jakichkolwiek nieszczęść i wypadków.
Huk. I cisza. Cisza jest wyrokiem. Nikt nie płacze, nie krzyczy, że go boli. [[reklama]] Przyciąganie śmierci
Bliźniak czuje, gdy drugiemu dzieje się krzywda. Marcin jest „tylko” bratem Mateusza, ale także czuje. Prosi ojca o sprawdzenie, czy z Matim wszystko ok. Podobno był wypadek, a brata nie ma.
Pan Grzegorz też czuje. Jedzie. Korek na drodze to normalność przy wypadku. Śmiało błyskające flesze komórek też. Widz chce widzieć, mieć pamiątkę. Ciekawość musi żreć.
Cementowa kurtyna opada i odsłania rozsypane marzenia przyciśnięte balami. Świata w takich kawałkach nie da się pozbierać. - Mężczyzna czuje się spełniony, kiedy zrobi wszystko żeby chronić rodzinę. Ja nie mogłem zrobić nic – mówi tata Mateusza.
Były PGR w Józefowie. Pani Jadwiga pracuje tu od lat przy produkcji zwierzęcej. Czwartki są najcięższe. W czwartki dzwoni Bartek. Dziś nie dzwoni. Dlaczego? – To ja jadłam śniadanie, a moje dziecko nie żyło – powie później matka. [[nowa_strona]] Morderców na drogach nie ma
Czwartek, 21 czerwca. Krzysztof W. po siódmej wyjeżdża po drewno do leśnictwa pod Sypniewem. Od siedemnastu lat siada za kierownicą ciężarówki i wozi dłużycę. Kurs jak każdy inny. „Naucz mnie, bym kierował pojazdem dla dobra drugich i umiał opanować pokusę przekraczania granicy bezpieczeństwa szybkości”. Zna to. Nigdy nie widział wynalazku Amerykanów, w którym św. Krzysztof po przekroczeniu dozwolonej prędkości mówi: Od teraz nie biorę za to odpowiedzialności. Jemu by tego nie powiedział.
To nie kierowca zmienia kurs na Skórkę. W Węgiercach droga nie przyjmie ciężarówek przez remont. Górzna i Nowiny owszem.
Kierownica oddaje szarpnięcie w spracowane ręce. Wózek dźwigający 14,5 metrowe sosny buntuje się. – Widziałem w lusterku, że wyjechał na lewy pas. Auto z przodu było na wysokości mojej kabiny. Nie wiem co się stało – Krzysztof W. atakuje pobocze. Huk. I cisza. Cisza to... [[reklama]] Doba na śmierć
Po śniadaniu pani Jadwiga wraca do pracy. Obrządza, nie sięga po telefon. Po co? PGR i tak nie ma zasięgu. Nieodebrane połączenia niecierpliwią się w kolejce.
W kolejce stoi też przyszła teściowa Bartka. Miesza się zachodnia odzież i odgłosy rozmów o wypadku i śmierci. Nie żyje Mateusz K. Bartek z nim jechał? Za miesiąc ślub Bartka z moją córką.
Czwartek, przed czternastą. Telefon krzyczy: dziesięć nieodebranych połączeń. Rozmowa: - Jadzia wyjdź szybko koło bramy, bo jest bardzo przykra sprawa.
Godzinę później pani Jadwiga siedzi na policyjnym korytarzu. Podobno niewiedza potrafi być błogosławieństwem. Ona świętą nie jest. Jest matką. - Jeden piórkarz mówi: musicie państwo czekać cierpliwie. I tam krzątają się w tę, i na zad. Panie, ile ja mam czekać? Wy nic nie wiecie?
- Nie powiemy matce, że jej syn nie żyje jeśli nie mamy 100% pewności – mówi nam rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Złotowie, Maciej Zając.
Nie wiedzą. Nie mają dokumentów. Szukają. Dokumenty Bartka muszą być w czerwonym plecaku. Ma tam też kanapki, rzeczy osobiste. Matka to wie.
Bartek ma 23 lata. Pracuje w firmie państwa K. Zimą zrobił prawo jazdy „dwójkę”. Wysoki, postawny, ma złote ręce. Już w szkole rolniczej załatwiał sobie pracę u gospodarza, żeby mieć własnych parę groszy. Ma też piękne zęby po tacie. Po tych zębach pozna go później znajomy strażak. [[nowa_strona]]
Za miesiąc Bartek ma się żenić. Przez silne ręce nie może znaleźć garnituru. Szyje go na miarę. Wesele organizują z narzeczoną właściwie sami. – Złota rączka – chwali mama.
Policja dziękuje rodzicom. Jutro identyfikacja zwłok. Dokumentów brak. Są za to leki, spazmy płaczu i nadzieja. Irracjonalna, może głupia, ale matczyna.
Nadzieja umiera przed dziesiątą w piątek. Miała być policja, miała być prokurator. Spóźniają się. Matka przeklina mundurowych. Wchodzi z mężem. - Przez 24 godziny syn nie żyje, w lodówce siedzi, a oni tak potrafili nas potraktować. Jak wy możecie tak niszczyć ojca i matkę? – matka mogłaby wznieść ręce do nieba, ale trzyma je bezwładnie. - Chyba nie ma Boga. Przez takie jedno dziecko, które wziął ilu ludzi cierpi... [[reklama]] Jeżdżę dobrze
Anioł snu nie nawiedza kierowcy ciężarówki. Grzech obżarstwa to kpina. Tylko te twarze zastygłe w cemencie.
Pan Ryszard jedzie do pracy. Niebo płacze, ale skostniały asfalt nie przyjmuje łez. Dziennikarz wyprzedza kloce drewna i widzi światło. Rezygnuje, ale patrzy. Wózek skręca. Nie słyszy huku. Szczebiot radia zagłusza ciszę. Chmura pyłu i pary wzbija się w górę. Dwójkami do nieba szli.
- Nie wiem co się stało. Ja jechałem dobrze i oni też – kierowca ciężarówki dopada bryły metalu, która przed chwilą była autem. Za kierownicą musi być człowiek. Jest ciało.
Mózg w szoku pracuje inaczej: szybciej, chaotyczniej. Nie dostrzega pasażera, ale on tam jest. Był.
- To było zabójstwo z premedytacją bez wybrania ofiary – ojciec 25 – letniego Mateusza patrzy na ciężarówkę. Po kilku dniach pracownicy firmy transportowej odbierają pojazd. Pan Grzegorz, ojciec Mateusza, prosi, by takich aut na drogi nie wypuszczać. [[nowa_strona]] Śmierć jak interes
Rzeczy Mateusza leżą na półkach, koszule wiszą w szafach. Rodzice nie wierzą, że go nie ma. On wróci, na pewno. - Mam wrażenie, że to jest koszmar, że śni mi się najgorszy sen w życiu i czekam kiedy się obudzę, i strząsnę z siebie to straszeństwo, i powiem: Boże, miałam tak okropny sen. Dziękuję ci Panie, że dałeś mi się obudzić – uśmiechnięta twarz spogląda na matkę ze ściany.
Mateusza nie znają mężczyźni, którzy w piątek pukają do jego rodzinnego domu. Ośmiu w jeden dzień. Z Krakowa, Poznania, Wrocławia. Mają niekoniecznie dobrze skrojone garnitury, krawaty, wyglancowane buty i gadkę. Diabłu wcisną święconą wodę.
Proponują odszkodowanie. Rozbiłeś auto? – dostaniesz nowe. Straciłeś w wypadku rękę? – załatwimy ci rentę. Zginął ci syn? – dostaniesz więcej. Taki biznes.
Pani Hanna, mama Mateusza: - Pytają jak mogą pomóc. Tak, mogą: chcę żeby mój syn żył.
Tego nie mogą. To nic. Wręczają wizytówki, ślą oferty. Pani Jadwidze jeden przedstawia się jako były policjant. Obelgi leją się strumieniem goryczy. Za kilka dni jest następny, młodszy.
Pani Jadwiga: - Oni tak jak świnie: plujesz, a oni myślą, że deszcz pada. [[reklama]] Tego w programie nie mam
Wyje syrena. Głośniej i przeraźliwiej niż kiedyś. – Babcia dzwoni z działki z pytaniem gdzie są dzieci, bo pogotowie jedzie? Pan Grzegorz boi się codzienności. - Nie wiem, czy dam sobie radę. Nie wyczuwam rzeczy ważnych i mniej ważnych. Nie mogę prostych rzeczy zrobić.
Odnoszę wrażenie jakbym stał się głupszym człowiekiem. Wszystko co do tej pory robiłem widzę w innych kolorach. Ryzyko, które normalnie się kalkuluje, dzisiaj jest nie do przejścia. Młodzi może sobie z tym poradzą, ale rodzice nie są przygotowani na odbieranie aktu zgonu dziecka. Nie tak jesteśmy zaprogramowani.
- A najgorsze są telefony, czekasz że syn zadzwoni. A tu głuchy telefon - pani Jadwiga siłuje się z każdym dniem. Patrzy przez okno na granatową astrę syna. Bolą ją uwagi sąsiadów, że to ona po jego śmierci kupiła sobie nowe auto. W lutym zrobiła prawo jazdy. Bartek ją namówił.
Panie, spraw aby piękno tego świata, który stworzyłeś, wraz z radością Twej łaski, mogły mi towarzyszyć na wszystkich drogach moich. Amen.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze