Reklama

Optymistka

28/01/2013 00:00
Dramaty przeżyła już w dzieciństwie. Pochowała dwóch mężów, a od dziesięciu lat sama zmaga się ze śmiertelną chorobą. Mimo to wciąż pozostaje wzorem pogodnej, życiowej postawy

Niedawno Maria Trokowska pożegnała się z funkcją prezesa chóru Wrzos. To była ostatnia publiczna funkcja, jaką przez lata było dane pełnić tej niezwykłej osobie. To jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Zakrzewa. Przede wszystkim za sprawą wieloletniej działalności społecznej, a także urzędniczej pracy, na którą składały się m.in. pełnienie funkcji sekretarza gminy czy kierownika urzędu stanu cywilnego. Będąca od wielu lat na emeryturze pani Maria znana jest z jeszcze jednego powodu – od lat skutecznie stawia opór śmiertelnej chorobie. Mało tego – swoje trudne losy znosi z uśmiechem na twarzy, dla wielu będąc wzorem pogodnej postawy.
[[reklama]]
Wspaniali, ale różni

Już młodość mocno ją doświadczyła. Była jednym z najmłodszych w gronie dziesięciorga rodzeństwa. Jedna z sióstr zaginęła w czasie wojny, nigdy się nie odnalazła. Z kolei brat i ojciec zginęli w obozie koncentracyjnym i na froncie. Wiele lat później panią Marię doświadczyły kolejne traumatyczne wydarzenia – pochowała dwóch mężów. Pierwszy, Zygfryd Wrzeszcz, zmarł w 1965 roku, po zaledwie ośmiu latach małżeństwa. Przyczyną śmierci był nowotwór mózgu. Ponownie pani Maria wyszła za mąż dwa lata później. Wybrankiem był Karol Trokowski. Wspólnie przeżyli 36 lat. Drugi małżonek zmarł w 2003 roku, również na nowotwór. Jak podwójna wdowa wspomina dzisiaj małżeńskie chwile? Jak dwa tak tragiczne wydarzenia ocenia z perspektywy czasu? – Miałam dwóch wspaniałych mężów. Drugi bardzo kochał dzieci po pierwszym małżonku – mówi bez chwili wahania, dodając żartem, że bywało, iż to rodzonemu synowi Karola obrywało się za wszystkich pozostałych (z każdym z małżonków pani Maria ma po dwójce dzieci). – Nie porównuje mężów. Byli innymi ludźmi, wspaniałymi, ale różnymi. Przede wszystkim byli jednak dobrymi mężami i ojcami – mówi, po czym dodaje... – Dzisiaj całość życia z perspektywy czasu nakręca mi się w umyśle, jakby był to jakiś film. Coś, co oglądam, ale coś, co nie było moim udziałem. Zastanawiam się wtedy, czy to w ogóle była prawda, że byłam kiedyś mężatką? Dzisiaj są to tak odległe wspomnienia, jakby w ogóle się nie wydarzyły – opisuje, jak sama przyznaje, dziwne odczucia.

Wiara i nadzieja

Przez wszystkich postrzegana jako niezwykła życiowa optymistka, przyznaje jednak, że były momenty, szczególnie w chwilach samotności, kiedy było jej bardzo trudno. – Pamiętam nieprzespane, przepłakane noce. Pojawiające się zwątpienie, w Boga również. Wtedy, oczywiście z pomocą innych, także księży zrozumiałam, że każdy wewnętrznie może upaść, ale trzeba się podnosić i iść dalej. Więc przepraszałam Boga i starałam się dalej podążać do przodu.

Przyznaje, że niezwykle ważna była praca i ludzie, z którymi spędzała czas. Nie tylko najbliżsi, którzy są oczywiście największym wsparciem, ale również przyjaciele, znajomi, także ci, z którymi była związana służbowo. – Zawsze miałam dobre koleżanki i kolegów – mówi w zamyśleniu, szczególnie wspominając Jerzego Podlewskiego i księdza Domachowskiego. – Wszystko trzeba w życiu przeżyć. Na wszystkie problemy najlepszą receptą jest wiara i nadzieja – stwierdza z przekonaniem.

[[nowa_strona]]
Najlepsza psycholog


Krótko po śmierci drugiego męża choroba dotknęła też panią Marię. Od 2003 roku rozpoczęły się zmagania z nowotworami. Pierwszy zaatakował pierś. Pani Maria sama wybadała guza po kąpieli. Lekarz zbagatelizował sprawę, ona czuła jednak, że może to być coś poważniejszego. Prywatnie, na skutek trudnej sytuacji służby zdrowia, wykonała biopsję. Skończyło się na amputacji piersi. W 2008 roku nowotwór zaatakował jelita, a chora przeszła kolejną operację. Pani Maria ma też dzisiaj dwie endoprotezy w biodrach.

Co ciekawe i godne podziwu, doświadczona przez los kobieta przyznaje, że o ile z trudem radziła sobie z odejściem mężów, o tyle nigdy nie była załamana swoim stanem zdrowia. – Zawsze myślałam kategoriami: musi być dobrze, będę żyła. Zawsze byłam silna nadzieją. Dobroć moich bliskich, dużo modlitwy i prośby do Boga do dzisiaj pomagają – tłumaczy. Skromnie mówi, że gdy spotykała osoby walczące z nowotworami, rzeczywiście umiała w jakiś dziwny sposób pozytywnie na nich wpływać. – Kiedy leżałam w szpitalu w Poznaniu, podziwiali, że jestem tak odważna, pocieszałam innych, szczególnie dzieci. Lekarze mówili, że nie mają na oddziale lepszego psychologa – wspomina z uśmiechem.
[[reklama]]
Silna rozumem

Wśród ludzi, przede wszystkim najbliższych, ale też rówieśników z zakrzewskiego koła emerytów, pani Maria odnalazła sposób na codzienność. Liczne spotkania, przynależność do wspomnianego chóru Wrzos, a przed laty Tęczy, także były receptą na walkę z życiowymi trudnościami. To z tymi osobami odnajduje od lat radość życia, głównie poprzez śpiew, który w rodzinie pani Marii zawsze był czymś niezwykle istotnym.

Co dla kobiety po takich przejściach znaczy dzisiaj słowo przyszłość? O czym myśli, planując kolejny dzień? Jakie zadania stawia sobie na jesień życia? – Pragnę, mam takie życzenie, żeby dzieci i wnuki miały temperament jak ja. Żeby nie narzekali i zawsze umieli znajdować pozytywną stronę życia. Chciałabym jednak, żeby ich życie było łatwiejsze niż moje. A moja przyszłość? Nieustannie wierzę, że będzie dobrze. A gdy już zbliży się koniec, mam tylko nadzieję, że nie będę cierpiała, że do końca będę miała sprawny rozum, żeby dla nikogo nie być ciężarem. Mogę żyć bez ręki, ale żeby rozum był sprawny, to jest dla mnie ważne... – stwierdza, po chwili namysłu dodając. – Z każdym dniem jestem przygotowana na odejście, nie przerażam się tym. Taka jest ta moja choroba.

Piotr Steffen

O swojej babci na łamach „Aktualności” chciała w kilku zdaniach powiedzieć wnuczka, Dominika Żak:

– Babcia Maria odgrywa w naszej rodzinie bardzo ważną rolę. Jest nie tylko dobrą, troskliwą matką, ale również najukochańszą, niepowtarzalną babcią i prababcią. Jest dla nas autorytetem. Mimo wielu problemów ze zdrowiem, licznych operacji, dolegliwości i chorób, nie ma w jej życiu miejsca na smutek, przygnębienie i, co najważniejsze, nudę. To osoba z ogromnym poczuciem humoru, pełna zapału i energii do życia. To dusza towarzystwa i kobieta - artystka. Mimo wielu trudnych chwil w życiu, babcia nadal wiedzie życie pełne optymizmu.

To przykre, ale ludzie w podeszłym wieku bywają często ciężarem i problemem dla rodziny. W przypadku babci jest inaczej. Jest wytrwała, samodzielna i nie użala się nad sobą. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Do tego jest postrzegana za kobietę z klasą. Zawsze zadbana, elegancko uczesana, uśmiechnięta, do tego szykownie ubrana, o czym świadczą pękające w zawiasach szafy, przepełnione modnymi sukienkami.

Na babcię zawsze można liczyć. Jest nie tylko moją babcią, ale też przyjaciółką. Wszyscy jesteśmy z niej bardzo dumni


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości