Reklama

Oszust drwi z policji

07/12/2017 17:30
Na konto właściciela złotowskiego lombardu okrada inne osoby. Twierdzi, że działa tak od kilkunastu lat. Po interwencji prokuratora policja zajmuje się sprawą

Zaczęło się od telefonu w czwartek 9 listopada. Do Karola Skrentnego dzwoni kobieta, która przypomina, że zawarła z nim internetową umowę dotyczącą tego, że będzie dla niego sprzedawać rzeczy w sieci.

Miałem rzekomo wysyłać jej gotowe produkty do wystawiania na aukcji

– właściciel poinformował rozmówczynię, że to nieprawda i rozłączył się ze zmieszaną kobietą. Dzień później mailowo skontaktowała się z nim kolejna osoba, która przekazała podobną informację.

Wtedy trochę się wystraszyłem. Wiedziałem, że coś zaczyna być nie tak

Reklama

– właściciel lombardu wyjaśnia, dlaczego dzień później wybrał się do złotowskiej komendy, żeby zgłosić sprawę. Od funkcjonariusza na dyżurce miał usłyszeć, że przyjęcie takiej sprawy zajmie trochę czasu i ma się zgłosić w poniedziałek. Przez weekend odbiera kolejne telefony od osób, których nie zna, z którymi nie zawierał żadnych umów i nie przeprowadzał transakcji, ci jednak twierdzą, że mają coś wspólnego ze Skrentnym. W poniedziałek właściciel lombardu zaczyna być rozgoryczony postawą funkcjonariusza, który przyjmuje go w pomieszczeniu przesłuchań. Rozmowa jest zdecydowanie dłuższa od tej sobotniej, ale zgłoszenie nie zostaje przyjęte. Skrentny zostaje odprawiony z informacją, że pisemnie ma przedstawić, w czym dokładnie rzecz i zgłosić sprawę w złotowskiej prokuraturze.


W dalszej części artykułu dowiesz się o kontaktach Karola z policją oraz z oszustem i sposobach jego działania oraz o tym, co udało się ustalić policji oraz prokuratorowi[[pay]]

Oszukani się zgłaszają

Pomyślałem: dobra, niech mu będzie. Wziąłem szwagra i we dwójkę mieliśmy to napisać. Po chwili szwagier mówi jednak, że przecież oni mają obowiązek przyjąć zawiadomienie, co tu wiele pisać. Pomyślałem, że w sumie ma rację

Reklama

– przyznaje Skrentny.

Nie wychodź, dopóki czegoś z tym nie zrobią

– usłyszał jeszcze zalecenie od szwagra, zanim następnego dnia stawił się w złotowskiej prokuraturze. Gdy przedstawił sprawę prokuratorowi rejonowemu Sebastianowi Drewiczowi…

Od razu przy mnie zadzwonił bezpośrednio do komendanta, powiedział, że to jest skandal i mają mnie przyjąć

– wspomina. Od prokuratora miał jeszcze usłyszeć, że po wyjściu z prokuratury od razu ma się udać na komendę.

Poszedłem i wtedy mnie normalnie przyjęli, złożyłem zawiadomienie

Reklama

– relacjonuje. Podkreśla, że przez kolejne dni na bieżąco dostarczał policji kolejne dokumenty w sprawie, przede wszystkim wydruki z tego, co działo się w sieci, gdy oszust na całego rozpoczął działanie na niekorzyść nie tylko właściciela lombardu, ale też tych ludzi, od których wyciągał w nieuczciwy sposób pieniądze.

Przecież ja codziennie coś tutaj dostaję

– mówi, zerkając nerwowo w ekran komputera. Rozmawiamy w środę 22 listopada.

Dzisiaj to już konkretnie się zdenerwowałem, bo dostałem kolejne telefony

Reklama

– Skrentny przyznaje, że tego dnia skutki działań oszusta jeszcze bardziej się nasiliły, zadzwoniły do niego kolejne oszukane osoby.

Złodziejski sposób

Zadzwonił na policję, aby dowiedzieć się, czy coś więcej udało się ustalić w jego sprawie. Poczuł się zignorowany zdawkowymi informacjami, na co wyjaśnić miał, że obawia się, iż za chwilę w internecie pojawią się na jego temat negatywne opinie i będzie mógł zwijać interes.

Powiedziałem, że będę u nich za dwadzieścia minut i mają dać mi dane policjanta, który prowadzi moją sprawę

Reklama

– Skrentny poszedł, dane otrzymał, w emocjach miał jeszcze stwierdzić, że…

I tak tego gościa nie złapiecie.

Od tego czasu Karol Skrentny czeka na informacje z policji i nerwowo zerka w internet. Podczas naszej rozmowy wyjaśnia, na czym polega szwindel. Podszywając się pod niego oszust wysłał do różnych osób korespondencję z propozycją współpracy, wzorem umowy, informacją o zarobkach dla sprzedających dla właściciela lombardu, które miały wynosić 2,5 tys. zł miesięcznie netto.

Te osoby niby na działalność mojej firmy sprzedają towary na allegro. Ponoszą straty w ten sposób, że wstawili przedmioty na allegro, ktoś je kupił i przelał pieniądze. Wystawiający te rzeczy wysyłali i tracili, kupujący płacili i tracili pieniądze, a ja tracę wizerunkowo

Reklama

– podkreśla, że oficjalnie on otwiera i zamyka wszystkie transakcje, a złodziej kasuje tylko pieniądze. Jak doszło w ogóle do tej sytuacji? Skrentny wyjaśnia, że z jego wiedzy wynika, iż list z umową i ofertą współpracy, rzekomo od niego, trafiły do tych osób poprzez facebook ze strony poświęconej ogłoszeniom o pracę.

Z domeny dorabiaj24.pl. To na całą Polskę idzie

– wyjaśnia, że cyklicznie spływające do niego informacje dochodzą z terenu całego kraju.

Jak tylko dostawałem od tych osób telefony, od razu mówiłem im, żeby zgłaszali to na policji

Reklama

– od niektórych miał otrzymać potwierdzenie, że dokonali zgłoszeń.

Ciebie wybrałem

Właściciel lombardu podkreśla, że złodziej jest tak bezczelny, że wszedł z nim w wymianę mailowej korespondencji.

Gość ma w sumie kilka adresów mailowych. Jak z nim pisałem, to ubaw miał ze mnie taki, że głowa mała

– przyznaje. Właściciel lombardu odpowiedział na wygenerowaną przez oszusta umowę zawieraną niby przez niego samego. Tak dotarł do oszusta. Kiedy odpisał, właściciel lombardu kontynuował korespondencję…

Napisałem, czy mogę prosić o numer telefonu, bo chciałbym zadać kilka pytań, np. co zrobił wam pan Skrentny, że psujecie wizerunek jego firmy? Zapytałem też, jakim trzeba być skurw..., żeby okradać w taki sposób biednych ludzi? Napisałem także, że mam nadzieję, że go znajdą i wsadzą do więzienia za te wyłudzenia. I się przedstawiłem.

Reklama

Oszust odpowiedział. Podał numer telefonu (alarmowy +48112) i stwierdził…

„zadzwoń wieczorem, ponieważ na komendzie jemy ciągle pączki i się opierdalamy już kilkanaście lat z oszustwami w internecie”.

Zapytałem jeszcze, czy robi pod górkę lombardom, czy ja mu coś zrobiłem.

Odpisał: „nic mi nie zrobiłeś Karol, wybrałem twoje dane do mojego patentu na zarobek i tylko tyle”.

Nie był to jeszcze koniec wymiany zdań. Skrentny dodał:

„dzięki za email z policją, myślę, że ten pocisk o pączkach ich ruszy. Sporo paragrafów moim zdaniem naruszyłeś no i w sumie oczyściłeś mnie z jakichkolwiek podejrzeń, że mogę mieć z tym coś wspólnego. – „Mam nadzieję, że się cieszysz”

Reklama

– odpowiedział oszust. Dodał też:

„mam nadzieję, że Pana Karola firma padnie tak jak od Dawida K. z Krapkowic. Sprawdź CEidg”

– co puentuje emotka wyrażająca serdeczny uśmiech.

Adres w Krapkowicach

Serfując w internecie nasz rozmówca znalazł wspomniany adres w Krapkowicach. Zadzwonił, odebrał mężczyzna pracujący w firmie zajmującej się serwisem telefonów.

Ten gość powiedział, że to jest przekręt i to jakiś konkretny. Że to była chyba nawet jakaś lewa firma, lewa działalność

– Karol Skrentny relacjonuje rozmowę, którą utrwalił w dyktafonie swojego telefonu.

Reklama

Podobno w 2013 roku był taki lombard, istniał chyba około miesiąc, teraz dzwoni do mnie sporo osób, które zostały oszukane przez ten lombard…

– opisuje rozmówca Karola Skrentnego. Rozmowa trwa kilka minut, mężczyzna przyznaje, że ludzie do teraz się z nim kontaktują, bo firma, w której pracuje, mieści się w tej samej kamienicy, w której był lombard, rzekomo działający na nazwisko Dawida K. Jak mówi mężczyzna, w kamienicy mieści się kilka podmiotów gospodarczych. Spokojnym głosem wyjaśnia Skrentnemu, że lombard bardzo szybko zwinięto, ale mniej więcej pół roku temu ta sama firma pojawiła się na allegro, z tym samym adresem jako siedzibą, choć fizycznie już jej tam nie ma, przynajmniej pod tym adresem w Krapkowicach. Do mężczyzny, który rozmawiał z Karolem Skrentnym również dzwoniło sporo osób i też mieli mu zarzucać, że ich oszukuje, wielokrotnie musiał wyjaśniać, że nie ma nic wspólnego z lombardem i sprawa jest zgłoszona na policję.

Teraz pan to musi przeboleć

– kończy rozmowę z Karolem Skrentnym.

Postępowanie sprawdzające

Do ilu łącznie doszło transakcji?

Kilku. Na facebooku założyłem grupę, ma siedmiu członków. To te osoby, które się ze mną skontaktowały. Chodzi o wystawianie dość drogich sprzętów, jak telefony, komputery, laptopy, wartości od 2 do 6 tys. zł. Łącznie na ten moment jest to około 25 tys. zł

– właściciel lombardu szacuje dotychczasową wartość strat poniesionych przez oszukanych na jego nazwisko w tym procederze. Z tego co mu wiadomo, część pieniędzy niektórym osobom udało się odzyskać.

Transakcje szły przez PayU, były ubezpieczone

– wyjaśnia. Osobiście strat finansowych K. Skrentny nie poniósł, jednak całość jest markowana jego nazwiskiem, NIP–em i wszelkimi danymi dotyczącymi prowadzonej działalności. Wizerunkowo traci więc coraz więcej, obawia się, że do tych konsekwencji dojdą za chwilę również finansowe.

Na jakim etapie sprawa jest obecnie w złotowskiej policji? Oficer prasowy złotowskiej komendy Maciej Forecki poinformował nas, że póki co prowadzone jest postępowanie sprawdzające i funkcjonariusze ustalają związane z tym fakty.

Takich rzeczy nie robi się w dwa dni

– policjant wyjaśnia, że sprawdzenie wszystkich kwestii wymaga czasu.

Niekiedy postępowania oszustw internetowych potrafią trwać do roku

– stwierdza.

Wyjaśnienia policji

Dlaczego na komendzie początkowo nie chciano przyjąć zgłoszenia od Karola Skrentnego? Policjant stwierdza, że zadając pytania w tej kwestii nie podajemy faktów, które umożliwiły skonfrontowanie przebiegu rozmów z policjantami, którzy mogliby na ten temat więcej powiedzieć.

Być może policjant, który go przyjął, poinformował, że żeby przyjąć zawiadomienie niezbędna będzie dokumentacja. Trzeba potwierdzić pewne fakty

– przypuszcza Maciej Forecki.

Nie podaje pan faktów, są to jedynie jakieś daleko idące subiektywne odczucia

– odpowiada na nasze pytania, nawiązujące do relacji Karola Skrentnego. Ten faktycznie nie pamięta, z jakim policjantem rozmawiał na dyżurce czy kolejnego dnia, ale szczegółowo mówi o terminach, dniach, w których był w komendzie. Czy to nie wystarczy do ustalenia, z którymi policjantami rozmawiał, aby skonfrontować przebieg wydarzeń? Izabela Wrotek ze złotowskiej policji, która następnego dnia zastępuje Macieja Foreckiego stwierdza, że w świetle tak nieprecyzyjnych informacji trudno o takie ustalenia.

Nie wiem, co pan Skrentny mówił na dyżurce. Może nie miał przy sobie jakiś dokumentów. Być może na podstawie tego, co mówił, ktoś uznał, że jest to bardziej sprawa dla prokuratury. Jeżeli czuje się pokrzywdzony, niezadowolony z obsługi dyżurnego, niech napisze skargę i będzie to rozpatrzone, bo w tej chwili trudno mi coś ustalić. Komendant przyjmuje w poniedziałki od 15:30

– dodaje funkcjonariuszka. Gdy dzień wcześniej rozmawiamy jeszcze z Maciejem Foreckim ten uznaje, że informacje o tym, iż mężczyzna miał być wyrzucony z komendy brzmią jak jakaś niedorzeczność. Nikt nie mówi jednak przecież, że był wyrzucony, a odprawiony z kwitkiem.

Że pan prokurator musiał interweniować, żeby tu policja tego pana przyjęła? To są głupoty

– ocenia policjant, podkreślając też, że w ostateczności, skoro mężczyzna udał się do prokuratury, ta równie dobrze może przecież przyjąć zawiadomienie o przestępstwie.

Prokurator dzwonił

Prokurator rejonowy Sebastian Drewicz potwierdza, że właściciel lombardu zjawił się u niego kilka dni temu i przyznał, że ma problem ze zgłoszeniem sprawy w złotowskiej komendzie. Z wyjaśnień, jakie prokurator usłyszał od komendanta (o czym mieli okazję dyskutować również dzień przed naszą rozmową z prokuratorem) wynika, że mężczyzna zgłosił się bez dokumentacji, z mało precyzyjnymi informacjami i bez podstawowych danych, stąd prawdopodobnie takie zamieszanie z przyjęciem zgłoszenia, do którego ostatecznie doszło. Dlatego prokurator nie zgadza się ze stwierdzeniem, że funkcjonariusze zlekceważyli sprawę.

Tak daleko bym tutaj nie wychodził

– odnosi się do tak skrajnej oceny. Choć zastrzega, że szczegółów zajścia nie zna, nie wie, kiedy i z czym mężczyzna rzeczywiście pojawił się w komendzie, w którym momencie, jakie posiadał informacje. Dlatego nie chce rozstrzygać sytuacji.

Sebastian Drewicz potwierdza, że gdy właściciel lombardu zgłosił się do prokuratury, rozmawiał z nim i wykonał w tej sprawie telefon do złotowskiej komendy. Po tej rozmowie poinstruował Karola Skrentnego, że po wyjściu z prokuratury od razu ma się udać do komendy, gdzie będą już na niego czekali i przyjmą zawiadomienie. Prokurator zadzwonił, bo uznał, że takie załatwienie sprawy przez policjantów nie było właściwe, a ewentualny brak dokumentów w żaden sposób nie usprawiedliwia policjanta, który odprawił Skrentnego z komendy.

Dlatego chwyciłem za słuchawkę i powiedziałem, że nie może być tak, żebyście odsyłali do prokuratury osobę, która do was przychodzi. Nawet jeśli osoba zgłaszająca ma niepełne informacje czy dokumentację, powinno się przyjąć wstępne zawiadomienie, zażądać dostarczenia dokumentów, a później uzupełniająco przesłuchać

– Sebastian Drewicz nie ma wątpliwości, że do takiej sytuacji nie powinno było dojść i podobne nie powinny się powtórzyć.

Komendant powiedział, że rzeczywiście przyjrzy się temu i uczuli na to prowadzących tego typu postępowania

– stwierdza prokurator rejonowy.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości