Reklama

Pani Kasia boi się o dzieci, czyli dlaczego tatusiowie uciekają

14/11/2018 08:25

Tu nie chodzi o pieniądze. Co mi po nich? Chodzi o męski wzorzec – mówi pani Kasia, samotna mama.

Zaraz mi przejdzie, ja tak mam zawsze pięć minut. To nie jest wcale tak lekko, gdy o wszystko trzeba samemu walczyć. Dziecko urodziło się chore, siedem miesięcy w szpitalu, a ja sama. Znaczy z babcią. Partner, jak się dowiedział, że jestem w ciąży, to mnie zostawił. Powiedział, że nie będzie ze mną, bo on nie chce mieć dziecka. Powiedział, że da mi pieniądze na aborcję. Nie zgodziłam się, absolutnie. Jeżeli jesteśmy razem, współżyjemy i jest ciąża, to ponosi się tego konsekwencje wspólnie. Czy się chce, czy się nie chce. Tak czy nie?

To, że odszedł, to odszedł, trudno. Może tak musiało być, ale on wyparł się ojcostwa, potwierdzaliśmy je przez sąd. Mówił, że ze mną współżył, ale to nie jest jego dziecko. Takie różne dziwne akcje. Wystąpiłam do sędziego, że wiem, z kim spałam, z kim zaszłam w ciążę. Ja nigdzie na boki nie chodziłam. Zrobiliśmy badanie ojcostwa i co z tego? Potwierdziło się w 100%, tylko chodzi o to, że go nie ma. Gdybym to ja mówiła: nie przyjeżdżaj, dziecko wzięła jako kartę manipulacyjną, może by było inaczej. A to, że jestem tak ugodowa…

Reklama

Bo on od początku nie chciał przyjeżdżać do mojej Nadii. Mieszka w Pile, tam pracuje, nie jest daleko. Dwa razy ją widział. Raz w Pile, gdy ją przywieźli ze szpitala z Poznania. Przez trzy miesiące walczyłam, żeby przyjechał dziecko zobaczyć. W końcu, gdy dziecko przywieźli do Piły, to go wręcz nękałam. Przyjdź, zobacz. Był w szoku, że mała miała rurkę tracheotomijną. Ani na ręce jej nie wziął, ani nie pocałował, ani takiego kontaktu nie miał.

Drugi raz widział ją po pięciu latach. Mówię: co, przyjdziesz na pół godziny tylko do dziecka? Chciał mi dać pieniądze, ale ich nie chciałam. Pieniądze tutaj nie są do niczego potrzebne. Weź tego dzieciaka, mówię, idź z nią, kup jej coś. Powiem ci jaką zabawkę chce. Żeby ona miała coś po nim. Pamiątkę. Dlatego moje drzwi są zawsze otwarte, przy jednym i przy drugim ojcu…

Reklama

Dostaję z funduszu alimentacyjnego alimenty na córkę, bo ojciec nie płaci. Miał teraz sprawę założoną, dostał wyrok do odrobienia godzin na cele społeczne. Teraz znowu byłam na policji, bo znowu nie płacił. To on powiedział pani policjantce, że nie może patrzeć na krzywdę tego dziecka… Ale że ja rano wstaję, zajmuję się, że ciągle jestem pod telefonem, bo nie wiem, co się stanie, to ja mogę. Ja mogę. Moja babcia też może. Moja babcia razem z dziadkiem wzięła nas w rodzinę zastępczą. Ojciec zmarł i naszą trójkę wzięła i wychowywała. Później dziadek zmarł i znikąd nie było pomocy. Nic. Babcia sama wszystko ciągnęła.

Tak sobie myślę, że chyba przerosła go ta odpowiedzialność. Ja miałam 24 lata jak zaszłam, on miał 26 lat. Dorosły, sam mieszkał, niby ułożony. Gdy przyjechał po pięciu latach do mojego dziecka zapytałam: czy ty przez te lata chociaż myślałeś o tym, że gdzieś tam masz córkę? No tak, myślałem. A dlaczego do niej nie przyjeżdżasz? Dlaczego jej nie odwiedzasz? Przecież ja nie wymagam od ciebie, żebyś był codziennie, ale przyjedź choć na pół godziny, na godzinę. Żebyś był tylko. No, no. I na no, no się skończyło.

Reklama

Wiem, że moje dziecko jest chore, to jest trudniej. Nie mówi, jest opóźnione w rozwoju. Jestem w trakcie robienia badań, na jakim ona jest poziomie rozwojowym intelektualnie. Ma też ataki padaczki, takie, że robi się sino-blada, ma drgawki, nieraz idzie mocz. Nieraz ją trzyma cały dzień. On nie może zdzierżyć choroby córki.

A jej brak ojca. Gdy byliśmy w szpitalu i tam ojciec był z dzieckiem, to się tak patrzała... Miała takie oczy zaszklone. Ona mi nie powie, co czuje, przepraszam, że znowu płaczę, ale widać, że Nadii brakuje taty. Teraz będzie miała 11 lat i nawet mi mężczyzn zaczepia na ulicy, za rękaw szarpie.

Reklama

Jak przyjeżdża mój brat, to moja Nadia tak się cieszy... Okręca go, całuje, tuli się do niego. Jej brakuje wzorca męskiego, a ja, będąc kobietą, tego nie przeskoczę. No nie doszyję sobie.

Tak, mam jeszcze synka z drugiego związku. Z jego tatą poznaliśmy się, gdy córka leżała w Poznaniu. Chodziłam wtedy tak nieprzytomna, jakby mnie ktoś w łeb strzelił. Mi lekarze mówili wtedy, że Nadia nie przeżyje. Że każdy dzień to jest walka o życie.

Poznaliśmy się przez internet. To było zabicie czasu, żeby nie myśleć o córce, bo tam była tragedia. Dlatego ja ryczę za każdym razem, gdy o tym mówię, bo mnie to boli. Pewnie powinnam zacząć jakąś terapię. To mi nawet mówią terapeuci mojej Nadii, żebym jakoś to wyrzuciła sobie z głowy. Pokazywałam mu zdjęcia Nadii, trzy lata tak pisaliśmy. Aż zaczął przyjeżdżać. Nie jego dziecko, a on nigdy jej krzywdy nie zrobił. Mnie też nie skrzywdził. Nie chciałam mężczyzny w moim życiu przez to, że ten mnie zostawił, przez to, że Nadia choruje, nie miałam czasu na myślenie o sobie. On to tak przez przypadek mi wleciał.

Reklama

Ten mój partner jest z Nigerii, w Warszawie mieszkał, długa historia. Po narodzinach Natana mieliśmy się wyprowadzić do Niemiec, do Berlina, ale ja się nie zgodziłam. Nie wiem, na ile Nadia rozumie, niech rozumie na cztery lata, ale Złotów to małe miasto, wszyscy ją znają. Wchodzi do sklepu, coś ściągnie z półki czy coś, to nikt mi nie zwraca uwagi, bo ją znają, wiedzą, że jest chora, przymykają oczy. A tam gdyby mi wsiadła do komunikacji miejskiej sama? Jak ona sobie poradzi w obcym środowisku, odcięta od tego domu i babci? Wynająć mieszkanie w Złotowie, to wie pan, jakie są kwoty. A gdzie terapia, leki? No i się rozpadło. Życie nie jest usłane różami.

On akurat przyjeżdża do synka, odwiedza nas i z moją Nadią ma kontakt. On to nieraz na mnie się wydrze, gdy coś mówię Nadii, bo np. ona zrobi coś temu małemu. On nie jest zły. Teraz mieszka w Gdyni, szuka pracy, ma swoje życie, 200 zł miesięcznie mi przysyła. On nie chce mieszkać w Polsce, chce wyjechać. Nie pracuje, ale płaci regularnie. Nie pytam, skąd ma. Nieraz jak nie przyjeżdża do małego przez dwa miesiące, to mówię mu: weź te pieniądze zostaw i przyjedź do niego. Pieniądze to jedna kwestia, a mi najbardziej chodzi, żeby on miał kontakt z dzieckiem. Co mi po pieniądzach, jeżeli dziecko ojca nie widzi? Psychika dziecka jest dla mnie ważniejsza niż kwestie finansowe.

Reklama

Nie mam urazu do mężczyzn, bo nikt nie jest doskonały. Boję się jednak wpuścić do domu następnego. Że na chwilę. Wiem, jakie jest życie z moimi dzieciakami. Boję się, że kolejny wystraszy się i pryśnie. I co, następny wujek był i uciekł? O to chodzi. Nie mówię, że będę do końca życia sama, ale na dzisiaj nie chcę nikogo. Może gdy Natan dorośnie…

Na razie mam babcię. Gdy są chorzy czy Nadia ma ataki, to babcia pomoże. Ona wie, jak się zachować, nawet odśluzowywała Nadię, gdy była malutka i miała rurkę w tchawicy. Ma około dziewięćdziesiątki, wyobraża pan sobie, jaki mam skarb w domu? Mam te ramiona, o które mogę się oprzeć. A gdy zostanę sama z dwójką dzieci? Nie wiem… Może kiedyś kogoś znajdę. Na razie mam dwójkę dzieci, Natan ma trzy latka...

Reklama

Najgorzej, że im to się odbije później, widzi pan, znowu płaczę. Nadia może tak mocno braku ojca nie odczuje, ale mały na pewno. Nie wiem, co będzie, gdy zaczną się pytania: a czemu tata pojechał? A czemu tata z nami nie mieszka? Nie ma obrazu, takiego wzorca rodziny. Tego się najbardziej boję. Jako dorosły człowiek jak on będzie funkcjonował? Nie chcę, żeby szukał wzorców na boku. Żeby się wzorował na kolegach. Dzieciaki próbują wszystkiego, naśladują starszych, gdy widzę na skate parku dzieciaki z ósmej klasy, które pociągają papierosy po kątach... Wiem, że to jest nieuniknione, ale nie daj Boże Natan pójdzie mi gdzieś dalej, w narkotyki czy coś. Boję się, naprawdę.

Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2018-11-14 09:18:15

    Współczesny mężczyzna 19-26/27 to taka życiowa ciota. oczywiscie nie wszyscy ale wiekszosc. pokolenie tabletow, telefonow i wiecznego siedzenia w mediach spolecznosciowych. Takie zyciowe niedorajdy. A tutaj ta Pani co sie tak uzala nad swoim losem na sile chce stworzyc rodzine. Nie wyszlo jej z jednym ktory okazal sie jak wiekszosc w jego wieku takim leluchem i wziela sie za obcorajowca z ktorym myslala ze sie zestarzeje...Owocem tej "tymczasowej" milosci jest jej/ich syn i znowu czar prysl...Reszte pokaze juz zycie, ale po co o tym pisac takie artykuly, w jej systuacji jest wiele kobiet uzalajacych sie tak samo nad swoim losem i nie jedna ma parcie aby znalezc tego jedynego...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-11-14 09:39:53

    Myślę że kobieta się nie uzalaz nad sobą, wręcz przeciwnie wszystko bierze na swoje barki, normalne jest ze chciałby aby dziecko miało. Ojca i kontak z nim, dużo kobiet radzi sobie doskonale bez wsparcia męskiego i nie uważam wcale że to jest uzalanie się nad swoim. Życie, raczej normalna troska o dziecko, jaki los będzie mieć, dziecko potrzebuje pełne i normalnej rodziny do wychowywanie, brak którego kolwiek z rodziców rzutuje to na jego przyszłość, na jego relacje między ludzkie itp.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Patola - niezalogowany 2018-11-14 12:24:50

    Na ch_j w takim wieku dzieciaki robic ma potem stekac jak to zle. I dej dej mnie od panstwa potem. Do roboty wpierw

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości