Radosne eventy, świętowanie. Jestem też konferansjerem, nagłaśniam przemowy, wesela, rocznice, zabawy. Jestem radosnym człowiekiem i staram się tę pozytywną energię ludziom oddawać.
Nie ma czegoś takiego. Gdyby był patent, to wszyscy byliby tacy sami, sztampowi. Dla każdego towarzystwa trzeba znaleźć inny język. Potrzeba wyczucia, by nie wyjść z czymś nieodpowiednim.
Tego się wystrzegam. Wiem, że zespoły starej daty mają żarty czy konkursy niezbyt wysokich lotów, ale ja staram się zmienić spojrzenie na profesję, którą wykonuję. Chcę mieć smak i staram się nigdy niczego żenującego nie mówić.
Reklama
Wzorcami są dla mnie ludzie z wyczuciem, tacy jak Marek Sierocki czy Hirek Wrona. Staram się mówić tak, by nie być najważniejszym. Robię to wtedy, gdy w utworze nie brzmią słowa piosenki. Tu wychodzi znajomość utworów, wiem, kiedy jest samo tło muzyczne. Poza tym w tyle głowy cały czas mam myśl: nie mów za dużo.
Dochodzimy do bardzo ważnego momentu - jestem odpowiedzialny za muzykę i zabawę, ale nie ja jestem tu najważniejszy. Pracuję dla kogoś i robię to przez duże „P”. Jeśli sprawiam, że temperatura na parkiecie rośnie, to super, ale zawsze pamiętam, że jestem tu po coś. Mam misję do wykonania.
Reklama
100% satysfakcji to mit. Jeśli towarzystwo ma od lat 5 do 105, to nie da się wszystkich zadowolić w pełni. Jeśli zadowolonych jest większość, to jest sukces. Choć czasem serce krwawi, gdy kątem oka widzę, że jakaś grupa osób jest niezbyt szczęśliwa. Muszę jednak działać dla dobra ogółu.
Na pewno były to klimaty taty - grupa Smokie czy Czerwone Gitary. Ojciec był fanem nocnego nagrywania muzyki radiowej „Trójki” i innych stacji. Przy użyciu kultowego magnetofonu ZRK, bo zdobycie muzyki na płytach graniczyło z cudem.
Reklama
Grałem na basie dętym, ale po próbach również na perkusji. Później występowałem też w zespole Noli, który w Debrznie założył Stefan Olszak, brałem udział w przygotowywaniu nagrań od kuchni, co wiele mnie nauczyło. Grałem również jako perkusista w grupie „Sunset”, więc sekcja rytmiczna nie jest mi obca. Pierwsze kroki w roli prezentera stawiałem w Technikum Elektrycznym w Złotowie.
Dokładnie, tak to można obrazowo powiedzieć. Miałem magnetofon kasetowy, pierwsze płyty CD i minidyski, i tym próbowałem grać na emocjach koleżanek i kolegów. Wtedy zauważyłem, że praca za konsoletą nie jest łatwa. Cały czas trzeba obserwować ludzi i ich reakcje. Czy dana muzyka ich porywa, czy nie i jak ich podkręcić. Byłem DJ-em, ale nie chęć zaimponowania innym mną kierowała. Interesowała mnie muzyka, zabawa i sprzęt. Cały czas staram się zachować życiową skromność. Nigdy nie pomyślałem, że przez samo bycie prezenterem jestem kimś.
Reklama
Od czasu do czasu grałem, ale studia w Szczecinie i Bydgoszczy nie pozwalały mi rozwijać tej pasji. Jednak zbierałem muzyczne doświadczenia i gdy znalazłem czas, zebrałem sprzęt i oto jestem.
Niech historia to oceni. Staram się nim być, słucham niemal każdego rodzaju muzyki. Mam zasadę, że jeśli czegoś nie lubię, to chcę wiedzieć, dlaczego. Dla własnej uczciwości. Słucham i określam co mi się podoba lub nie. W latach młodzieńczych nie podobała mi się muzyka chodnikowa, choć dziś, w nowej odsłonie, wykonywana przez profesjonalistów jako muzyka taneczna, stanowi mocny element muzyki rozrywkowej. Na przykład w wykonaniu Marka Przeradowskiego, muzyka sesyjnego, bardzo dobrego klawiszowca grającego w USA, który postanowił tworzyć dance. Z pasją i polotem.
Reklama
Przyznam szczerze, że staram się przekonywać odbiorców do swoich propozycji. I jest świetnie, gdy to audytorium zauważa, że może się dobrze bawić przy czymś innym.
Nie traktuję tego jako wielkiej misji, ale staram się pokazać coś więcej niż jeden styl muzyczny. Jestem człowiekiem nie starym, ale wychowanym po staroświecku jeśli chodzi o muzykę. Znam zespoły z lat 60-tych i 70-tych, z lat 90-tych. Jednocześnie jednak staram się śledzić najnowsze trendy.
Kiedy chłonę atmosferę imprezy i dobrze jest mi z tym, co gram, to ludzie to widzą i czują. Zawsze mówię, że pracą DJ-a zajmować się będę tak długo, jak długo będę to czuł. Takich rzeczy nie wolno robić na siłę. To nie jest praca w fabryce na taśmie.
Reklama
Nie. Sprzęt pomaga, ale najważniejsza jest praca, znajomość muzyki, trendów, wyczucie. Ja dbam o to, by mieć dobry sprzęt, ale też przygotowuję się do imprezy dowiadując się, co moi odbiorcy lubią, jaką muzykę i zabawę preferują. Muszę powiedzieć, że ludzie często potrafią zaskoczyć. Niby towarzystwo 40+, zakładasz że pewnie chętnie bawić się będą przy muzyce z lat 90-tych, a okazuje się, że życzą sobie najnowszych hitów. Kiedyś układałem sobie playlisty, ale doszedłem do wniosku, że to mija się z celem.
Dokładnie i dla mnie to jest wspaniałe odkrycie! Obserwuję bawiących się ludzi jak przez szklaną szybkę i staram się ich zrozumieć. To jest piękne obcowanie z drugim człowiekiem. Bardzo interesuje mnie psychologia i ludzkie zachowania, jakie widać podczas imprezy, ponieważ pozwala mi zrozumieć pewne rzeczy, mimo że nie jest ona trzonem mojej pracy.
Reklama
Kabaret „Paranienormalni” ma na ten temat świetny skecz i tak to wygląda na większości imprez, że często króluje „Ona tańczy dla mnie”. Takie swojskie imprezy jak wesela czy urodziny mają sporo disco polo, bo to są klimaty bliskie słowiańskiej duszy. Nie ma co z tym dyskutować, bo jeśli ludzie się przy tym bawią, to trzeba to uszanować.
Wspomniany Marek Przeradowski jest tego najlepszym przykładem. Gra muzykę niezbyt ambitną, ale jeden z jego hitów miał w ciągu trzech tygodni 60 mln odtworzeń na YouTube. Trudno z tym dyskutować.
Tak to już jest. Ale tu chodzi też o szacunek do człowieka. Ja mogę danej muzyki nie lubić, ale muszę wziąć pod uwagę większość towarzystwa, które takiego repertuaru chce.
Reklama
Cały czas słucham, śledzę i odsiewam wartościowe utwory od czegoś co, moim zdaniem, nie chwyci. Nie da się niestety kupić płyty z przebojową składanką, która da 100% sukcesu. Czasem wybieram z płyty jeden utwór.
Nie da się ominąć płacenia za odtwarzanie muzyki. Takie jest prawo. Pliki z internetu nie są dla mnie zadowalające jakościowo. Owszem, oryginalna muzyka kosztuje, ale nie da się czegoś robić dobrze bez inwestowania.
Kiedyś robiłem to nagminnie, ale się z tego wyleczyłem. Jeśli nie jest to praca urągająca wszelkim standardom, to staram się rozumieć, że dany dj jest na określonym etapie rozwoju. Może zaczyna i wtedy trzeba dać mu szansę. Trzeba pamiętać, jak wół cielęciem był, prawda? Poza tym jak mam się bawić, kiedy oceniam i szukam czyichś błędów? Myślę, że już się z tego wyleczyłem.
Reklama
Nie wyznaczyłem sobie granicy wieku. Kiedyś widziałem za konsoletą człowieka około sześćdziesiątki, który był wspaniałym prezenterem. Więc tu nie chodzi o wiek w metryce, tylko ten wewnętrzny. O to, na ile potrafisz się dopasować do towarzystwa w różnym wieku. Chciałbym rozwijać swoją pasję dopóki będę to czuć.
To piękny przykład. Jest wielu ludzi w starszym wieku robiących rzeczy, które młodym się nie śnią. Tu chodzi o ten flow.
Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Stasiu jest naj i wie jak się dostosować do wieku uczestników:)
Najlepszy!!!! Choć mam dobrze po czterdziestce - przy żadnej orkiestrze nie bawiłem się tak dobrze jak przy tym DJ-u. A kilka razy już mi się trafiło.
Najlepszy Dj polecam jak najbardziej super zabawa dużo niespodzianek pozdrawiam
Stasiu jest naj i wie jak się dostosować do wieku uczestników:)
Najlepszy!!!! Choć mam dobrze po czterdziestce - przy żadnej orkiestrze nie bawiłem się tak dobrze jak przy tym DJ-u. A kilka razy już mi się trafiło.
Najlepszy Dj polecam jak najbardziej super zabawa dużo niespodzianek pozdrawiam