- Widać muszą być najpierw ofiary w tej inwestycji, żeby gmina zobaczyła problem i zagrożenie - piszą do wójta mieszkańcy Kaczoch
Temat lip, który co jakiś czas niczym bumerang wraca do urzędu gminy, od lat dzieli mieszkańców Kaczoch. Dzieli, łącząc zarazem, wszak niezdecydowani podpisują się, może i nieopatrznie, pod przeciwstawnymi wnioskami. Problem, z pozoru prosty, ma złożone podłoże, być może dlatego niektórzy zdążyli się już w nim pogubić. Nie pogubił się jednak Grzegorz Górski, inspektor ds. drogownictwa, informatyki i zadrzewień w gminie Złotów, który wskazuje nam pewien absurd. Zacznijmy jednak od początku.
Nim będzie za późno
Tym razem chodzi „samowolę” jednego z właścicieli położonych w Kaczochach działek, który prowadzi przydomową pasiekę i który z własnej inicjatywy i w porozumieniu z gminą Złotów, bez obciążania jej jakimikolwiek kosztami, nasadził w Kaczochach w pasie drogowym szeregi lip. Autorom pisma skierowanego do wójta Piotra Lacha oraz mieszkańcom wsi, którzy się pod nim podpisali, prospołeczna – wydawało by się – aktywność sąsiada nie przypadła jednak do gustu. Postanowili zaprotestować. „Te drzewa w obecnym stanie nie stwarzają zagrożenia, ale za kilka lat będą wielkie i oblegane przez roje pszczół i os” - prognozują w piśmie. „Te oto też lipy są posadzone przy planowanym placu zabaw dla dzieci. Jak pan Tucholski sobie wyobraża dzieci wśród tych owadów?” - pytają, dodając, że przy swojej działce mężczyzna lip nie posadził, a tylko „innym mieszkańcom przy posesjach”. „Nikt nas nie pyta o pozwolenie, pan Tucholski zachowuje się, jakby mieszkał w tej wsi sam” - osoby podpisane pod dokumentem nie godzą się na taki stan rzeczy. „Nie dość, że stwarza zagrożenie ze składowaniem dużej ilości pasiek w centrum wsi, to teraz jeszcze te drzewa” - utyskują mieszkańcy Kaczoch – „widać muszą być najpierw ofiary w tej inwestycji, żeby gmina zobaczyła problem i zagrożenie. Ciekawi jesteśmy, czy Pan Górski, wydający zgodę, zapoznał się z obecną sytuacją i lokalizacją inwestycji. Żądamy zmiany lokalizacji placu zabaw, bo tam jest zbyt duże ryzyko ukąszeń przez te owady, choć pożyteczne, ale i zabójcze. Prosimy o ponowne rozważenie tej sprawy, nim będzie za późno!” – podsumowują. [[reklama]] Lipa lipie nierówna
Grzegorz Górski niebezpieczeństwa w nasadzeniu drzew nie upatruje, jego zdaniem nie będą one stanowiły większego zagrożenia aniżeli dziesiątki hektarów rzepaku okalającego wieś, a także aniżeli lipy, które rosną przy powiatowej drodze, przebiegającej pomiędzy Sławianowem a Kaczochami w kierunkach Buntowo – Skic.
Przypomnijmy, to właśnie wspomniane drzewa bywały w przeszłości przedmiotem scysji, wszak pismo, które wpłynęło do wójta w maju, nie jest pierwszym. Wcześniej część mieszkańców Kaczoch upominała się najpierw o wydanie zakazu pozyskiwania kwiatów lipy, później, z uwagi na możliwość zarobku na ich zbiorze, już pod piórem innej osoby – o zniesienie tegoż zakazu, który starostwo, przychylając się do pierwszego wniosku, wydało. I za drugim razem urzędnicy wykazali się zrozumieniem – zakaz zniesiono. Co ciekawe, jak pokazuje G. Górski, pod oboma wnioskami, tj. w sprawie zniesienia zakazu pozyskiwania kwiatów lipy i pod protestem przeciwko nasadzeniom, w części podpisały się te same osoby. - Tu nie ma problemu z drzewami, tylko ze stosunkami międzysąsiedzkimi – otwarcie przyznaje urzędnik. Bo jak inaczej wyjaśnić tę niekonsekwencję?
Póki co gmina żadnych kroków w przedmiotowej sprawie nie przewiduje podjąć. Przy najbliższej okazji wysłucha najpierw głosu mieszkańców.
Z panem Tucholskim, którego działań pismo dotyczy nie udało nam się skontaktować.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze