Reklama

Przetarg jak wyrok

01/02/2013 11:00
Przez blisko dwadzieścia lat prowadzili swoje firmy, dając zatrudnienie około 100 osobom. Dzisiaj niektórym grozi bankructwo, ludzi trzeba będzie zwolnić

W gminie Okonek działa kilka Zakładów Usług Leśnych. Cztery z nich świadczyły usługi dla okoneckiego nadleśnictwa. W grudniu minionego roku odbył się przetarg na prace na rok 2013. Wygrało go konsorcjum ze Szczecinka.
Miejscowi zostali bez pracy, niektórzy z ogromnymi kredytami za zakupiony drogi sprzęt. Są zdesperowani, ich wieloletnia praca poszła na marne. - Jak to jest możliwe, że dopuszcza się do przetargu obcą firmę, nas skazując na utratę pracy? Dlaczego nie robi się wszystkiego, aby pracę dać ludziom stąd? Co to za państwo? - pytają rozgoryczeni.
Nadleśniczy nadleśnictwa Okonek Bronisław Niemiec uważa, że nic w tej sprawie nie może zrobić. Przetargi rządzą się swoimi prawami, akurat w tym przypadku wygrał ten, który dał najniższą cenę.
[[reklama]]
W grudniu do przetargu na prace zlecone przez okoneckie nadleśnictwo przystąpiły cztery zakłady usług leśnych z gminy Okonek. Kilka minut przed upływem terminu swoją ofertę złożyło konsorcjum ze Szczecinka. Po otwarciu kopert okazało się, że jego oferta była najniższa.
- Miejscowi złożyli propozycję o 3,5 procent wyższą niż ta, którą my zaproponowaliśmy, co stanowiło około 150 tysięcy złotych. Z kolei konsorcjum dało o 1 procent niższą, co w stosunku do naszych zakładów usług leśnych dawało różnice między złożonymi ofertami 223 tysięcy złotych. Procentowo jest to może niewiele, ale kwotowo są to jednak znaczne pieniądze – tłumaczy Bronisław Niemiec. - Nie było więc podstaw, aby przetarg unieważnić, trzeba było podpisać umowę z konsorcjum – dodaje.
[[nowa_strona]]
Nikogo nie straszę
Nadleśniczy przyznaje, że nie miał zamiaru stosować wobec konsorcjum taryfy ulgowej, co w rozmowach z właścicielami dawał wyraźnie do zrozumienia. Nie spodobało się im to i napisali skargę do dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Pile. Oprócz zarzutów merytorycznych, zdaniem nadleśniczego, pojawiły się również pomówienia. – Napisali, że ich straszę i że nikt mi nic nie zrobi, bo ja się nie boję dyrektora RDLP. To była nieprawda. Nie straszyłem, tylko powiedziałem, że będę egzekwował to, co w umowie zapisane – wyjaśnia B. Niemiec.
[[reklama]]
Właściciele konsorcjum z kolei zarzucili mu, że narzuca zbyt wygórowane zadania na początku roku oraz nie dopuszczam pozyskania drewna maszynami wielooperacyjnymi. - Fakt, zlecone prace na pierwsze dwa tygodnie są wyższe o 0,3 procent w stosunku do upływu czasu. Tłumaczyli, że nie mieli w tym czasie możliwości zapoznania się z obcymi przecież dla nich lasami. Dyrektor Ryszard Standio kazał dać im do końca stycznia czas na zapoznanie się z terenem i specyfiką pracy w naszym nadleśnictwie. Przystałem na to i dopuściłem technologię pozyskania maszynami wielooperacyjnymi, ale po wyznaczonym terminie zacznę ich rozliczać z tego, co jest zapisane w umowie. Nie mam wyjścia, nie pozwolę sobie, żeby w pracy nadleśnictwa były jakieś niedociągnięcia. Chcę zaznaczyć, że to samo by dotyczyło zakładów z naszego terenu. Niektóre okoneckie ZUL-e doświadczyły już tego w roku poprzednim – twierdzi nadleśniczy.
[[nowa_strona]]
Szkoda chłopaków
Przyznaje, że to, iż przetarg wygrała „obca” firma nie jest dla niego szczęśliwym rozwiązaniem. „Swoi” znali lasy jak własną kieszeń, stawiali się na każde wezwanie, nie było większych zarzutów do ich pracy. Za ubiegły rok nadleśnictwo Okonek mogło wykazać się znakomitym wynikiem, uzyskało około 2 mln oszczędności w stosunku do planowanych kosztów. - Nie chcę tego zepsuć – podkreśla.
Bronisław Niemiec mówi, że tak po ludzku szkoda mu „chłopaków z Okonka”. W swoje firmy zainwestowali ogromne pieniądze, zakupili drogie maszyny, bez których dzisiaj praca w lesie jest niemożliwa, dają zatrudnienie około 100 osobom, nierzadko jedynym żywicielom rodziny. Dzisiaj znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji: kredyty trzeba spłacać, a dochodów brak. Poza tym co zrobić z ludźmi? Najprościej byłoby wszystkich zwolnić. To kolejne rodzinne tragedie.
[[reklama]]
Koło się zamyka
Właściciele ZUL tuż po przegranych przetargach przyrzekli sobie, że nie zgodzą się być podwykonawcami konsorcjum. Być może była to reakcja na gorąco i zbyt pochopna. – Moja rada była taka: schować ambicję do kieszeni i przyjąć ich ofertę, a w grudniu przystąpić do kolejnego przetargu, bogatsi o doświadczenia – tłumaczy nadleśniczy.
Właściciele ZUL-i są w trudnej sytuacji. Jeśli nie zapewnią swoim ludziom pracy, będą musieli ich zwolnić. Ci z kolei mogą przejść sami do pracy dla konsorcjum. Gdyby tak się stało, to są małe szanse, żeby przystąpić do przyszłorocznego przetargu, bowiem trzeba się wykazać tym, że będzie kim zlecone prace wykonywać. Koło się więc zamyka.
Na pocieszenie pozostaje informacja, że państwo dostrzegło w takich przetargach coś niewłaściwego i przygotowywana jest ustawa, która będzie regulowała te sprawy w ten sposób, że zaproponowana cena będzie jednym ze składników oferty. Mają być preferowane firmy z własnego terenu, na dodatek konieczne będą referencje.

Ryszard Mikietyński


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości