Reklama

Alicja Rakieć przeżyła Wołyń

22/11/2016 19:00
Miała 10 lat kiedy na wieś, w której mieszkała napadli banderowcy z UPA. Do dziś nie może otrząsnąć się po tamtych wydarzeniach

Rzeź wołyńska to ludobójstwo dokonane przez ukraińskich nacjonalistów przy wsparciu lokalnej ludności na Polakach zamieszkujących dawne województwo wołyńskie II RP. Mordy i prześladowania mniejszości polskiej dokonywały się ze szczególnym nasileniem w latach 1943–1944 pod okupacją niemiecką. Do dziś te wydarzenia stanowią zadrę w stosunkach polsko–ukraińskich. Nasi wschodni sąsiedzi winę chcą dzielić równo pomiędzy dwa narody i także w Polakach widzą bezwzględnych morderców, a Stefanowi Banderze, przywódcy UPA, organizacji odpowiedzialnej za rzeź, stawiają pomniki. W Polsce temat powrócił ostatnio z dużą siłą m.in. za sprawą filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego, który niedawno wszedł do kin.

Zaczęło się w lipcu

Filmy i różnego rodzaju doniesienia medialne nie zawsze są wiarygodne, ale są jeszcze wśród nas świadkowie tamtych wydarzeń, tacy jak Alicja Rakieć z Jastrowia, która wówczas miała 10 lat. Pamięta, że zaczęło się w lipcu. Rodzinę wczesnym ranem obudziła siostra, krzycząc, że pali się u sąsiada. Wszyscy natychmiast uciekli schować się w polu, a mała Alicja weszła na drzewo, skąd widziała odjeżdżających bulbowców, niektórzy ręce mieli po łokcie we krwi. Bulbowcami wówczas nazywali banderowców z UPA. Uciekali, gdy zrobiło się widno, bo wtedy bali się jeszcze Niemców. Rodzinę Alicji nieszczęście wówczas ominęło, bo mieszkali w kolonii, gdzie zabudowania były od siebie oddalone nieraz o kilka kilometrów i dlatego Ukraińcy do nich nie dotarli. Z tamtego ranka nasza rozmówczyni pamięta krzyki ludzi, ryk krów i odgłosy innych zwierząt, które palono żywcem. Nie raz prześladują ją one w nocy.

Reklama

Nieludzkie okrucieństwo

Do największego nasilenia mordów doszło w nocy z 10 na 11 lipca, kiedy w ramach zaplanowanej akcji zaatakowano i wybito blisko 100 wsi zamieszkiwanych przez Polaków. Przed pogromem polskie domy oznaczano białym krzyżem, a na drzewach wieszano komunikaty, aby nie zmazywać znaków pod groźbą kary ze strony Niemców. Krzyże miały wskazać bulbowcom, które domy atakować.

W jedną noc cały Wołyń został zabity. Całe wioski. Niektórych żywcem spalono w kościołach

– opowiada pani Alicja. Okrucieństwo tamtych mordów powoduje zwątpienie w ludzkość. Ci, którzy przeżyli, musieli dalej jakoś funkcjonować i mimo traumy potrafili dalej żyć, nie tracąc całkowicie wiary w naturę ludzką. Pani Rakieć wspomina jednak lekarza z powojennego Jastrowia, który był bardzo nerwowy i kiedyś jej się zwierzył, że to z tego względu, że na jego oczach Ukraińcy zamordowali mu siekierami czwórkę dzieci i żonę. Takich opowieści z pierwszej ręki o mordowaniu siekierami i zakopywaniu żywcem pani Alicja zna wiele.

Reklama

Widziałam na własne oczy, jak banderowcy dziewczynę w moim wieku wrzucili z powrotem do płonącego domu

– opowiada o tym, co sama zobaczyła.

Małe dzieci rozrywali jak żaby

– trudno wyobrazić sobie bardziej makabryczny i nieludzki mord. Bestialsko zamordowana została, najprawdopodobniej przez sąsiada, m.in. cała rodzina stryja pani Alicji. Trupy chowano najczęściej przy drogach, bez żadnego szacunku.


W dalszej części artkułu przeczytasz:

Nic tego nie zapowiadało – Rodzina pani Rakieć mieszkała w Kolonii Fundum, po drugiej stronie Buga na wysokości Hrubieszowa. Żyli tam głównie Polacy, ale też kilka rodzin ukraińskich...

Reklama

Bug ich uratował – Po wydarzeniach z lipca polska rodzina uciekła ze swojej wioski, obawiając się kolejnego napadu banderowców. W miarę bezpiecznie było jedynie za Bugiem, który dzisiaj...

Niech się wreszcie przyznają – Rzeź wryła się w pamięć, ale przez długi czas historia ta nie istniała w sferze publicznej...

Ocalić od zapomnienia – Pani Alicji nie było łatwo mówić o tragicznych wspomnieniach, głos nie raz jej się rwał, za gardło chwytał skurcz i płacz. Niemniej uważa, że...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Nic tego nie zapowiadało

Rodzina pani Rakieć mieszkała w Kolonii Fundum, po drugiej stronie Buga na wysokości Hrubieszowa. Żyli tam głównie Polacy, ale też kilka rodzin ukraińskich. Przed tragicznymi wydarzeniami odwiedzali się w święta, dzieci razem się bawiły, zdarzały się też małżeństwa polsko–ukraińskie. Bardziej niż ukraińskich sąsiadów obawiano się Niemców. To z obawy przed nimi nie spano w domu, tylko w zabudowaniach gospodarczych, aby ustrzec się przed niespodziewanym nocnym napadem. Przed okupacją niemiecką Ukraińcy byli jakoś w ryzach trzymani przez sowietów, którzy wkroczyli na te tereny 17 września 1939 r. Pani Alicja do dzisiaj nie potrafi zrozumieć, skąd nagle wzięła się ta nienawiść. Pamięta, że nawet dzieci jednego z sąsiadów przystąpiły do bandy UPA. Dawna mieszkanka Wołynia nie zgadza się z tym, co głoszą często współcześni ukraińscy historycy, że rzeź była tylko odwetem na Polakach i obroną przeciwko nim. Z pełnym przekonaniem opowiada, że nigdy wcześniej Polacy nie krzywdzili Ukraińców, a już na pewno nie palili ich wiosek i nie mordowali.

Reklama

Rozumiem wojnę między wojskami, ale czemu bili nas, cywilów? Co my im byliśmy winni? Przecież była jedność, sąsiedztwo, a potem staliśmy się źli tylko dlatego, że byliśmy Polakami?

– dziwi się pani Alicja.

Bug ich uratował

Po wydarzeniach z lipca polska rodzina uciekła ze swojej wioski, obawiając się kolejnego napadu banderowców. W miarę bezpiecznie było jedynie za Bugiem, który dzisiaj w dużej części wyznacza polską granicę wschodnią. Najpierw musieli uciekać jednak do Włodzimierza, gdyż droga na zachód, do Uściługa, wiodła przez ukraińskie wioski. Nim przedostali się za Bug, powrócili na chwilę do Fundumu, ale zastali tam spalone domostwo i rozgrabione gospodarstwo, a większość zwierząt zagarnęli ukraińscy sąsiedzi, których strach było prosić o zwrot mienia. Zresztą późniejsza droga do przeprawy także nie była bezpieczna, gdyż w lesie nękali ich Ukraińcy i odstraszyli ich dopiero przy rzece polscy pogranicznicy.

Reklama

Kazali nam się położyć i ponad nami strzelali do nich, a ci uciekli

– opowiada pani Alicja. Bez większego dobytku przedostali się w końcu do Hrubieszowa po drugiej stronie Buga, ale i tu bywało niebezpiecznie. Pani Rakieć pamięta, że na pobliskiej stacji kolejowej Ukraińcy napadli na kolejarzy, których spętali drutem kolczastym i poobcinali im języki i uszy, a następnie podrzucili do miasta z wiadomością „Wszystkim Lachom będzie koniec”. W 1946 roku rodzina dotarła do Jastrowia, gdzie pani Alicja mieszka do dzisiaj.

Reklama

Niech się wreszcie przyznają

Rzeź wryła się w pamięć, ale przez długi czas historia ta nie istniała w sferze publicznej.

Nie można było mówić o Wołyniu, to było tabu. Potem zaczęły pojawiać się różne informacje, ale w dużej mierze nieprawdziwe. Wiem to, bo przeżyłam Wołyń sama

– o tym, jak traktowano jej tragiczną historię opowiada pani Alicja. Przywołuje m.in. program w TV, gdzie mówiono, że 70% Ukraińców broniło Polaków.

Nieprawda, tacy byli, ale co najwyżej 17%

– prostuje telewizyjne informacje. Widać w niej strach przed zapomnieniem oraz żal za pomijanie. Patrzy, jak upamiętnia się chociażby Sybiraków, a mało kto mówi o ofiarach i tych ocalonych z Wołynia. Nie rozumie także Ukraińców.

Reklama

Nie cierpię ich, ale pomocy bym im nie odmówiła, ostatnią kromkę chleba bym oddała, ale tylko dzieciom, dorosłym nie

– opowiada o swojej zadrze. Drażni ją to, że wciąż na Ukrainie stawia się pomniki Banderze.

To nie był człowiek tylko bandyta, jak Stalin i Hitler. W jedną noc przyczynił się do śmierci 100 tysięcy osób

– pani Rakieć nie ma wątpliwości. Zaznacza też, że nic od nich nie chce.

Nie chcę ich pieniędzy, mścić się i wsadzać ich do więzień. Tylko żeby jakaś sprawiedliwość była, żeby przynajmniej powiedzieli: „przepraszamy, my was niewinnych zabiliśmy”.

Reklama

Ocalić od zapomnienia

Pani Alicji nie było łatwo mówić o tragicznych wspomnieniach, głos nie raz jej się rwał, za gardło chwytał skurcz i płacz. Niemniej uważa, że warto podzielić się tą historią, bo nie chciałaby, żeby została ona zapomniana. W tym celu zresztą zbiera wycinki z gazet dotyczące rzezi wołyńskiej. Nie z ciekawości, nie dlatego, że ma wątpliwości, jak to wyglądało, nie po to, aby przywoływać i rozpamiętywać miniony dramat, ale po to, żeby po jej śmierci trafiło to do kogoś z rodziny. Chce, aby potomni pamiętali.

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    peace - niezalogowany 2016-11-23 22:46:00

    Może czas ostudzić emocje. Też jeździmy do Niemców jako opiekunki, służba w gospodarstwie rolnym itp. A Niemcy zgladzili miliony ludzi. A niektórzy nazywają siebie polskimi patriotami nawiązując przy tym do nazistowskiej retoryki. To zaczyna być chore. Ludzie skąd ta mowa nienawiści i nacjonalizm? Choć jak słyszał ktoś niedawne kazanie w kościele na Rocha to mnie to nie dziwi. Ludzie ostygnijmy i nie dajmy się zwariować. Więcej szacunku i będzie dobrze

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    AD23 - niezalogowany 2016-11-23 22:23:30

    heheheh dlaczego się tak boisz, to już dawno było :) Zapewne jesteś katolikiem i prawdziwym patriotą, pewnie Putin by się bardzo ucieszył czytając Twój komentarz. Osobiście nie znam żadnego rodowitego Ukraińca ale jak widzę Ty znasz więc masz już wyrobioną opinię na ten temat.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Indiana Jones - niezalogowany 2016-11-23 21:44:18

    Ukraincy sie cały czas szczycą tym czego sie dopuscili na Polakach i wcale tego nie zaluja wiec przestancie mowic, ze jest pieknie jak nie jest. Ukrainiec to rzeznik i morderca ktory dopuszczal sie zbrodni na ludziech wracajacych z kosciola. Zbrodni dobrze zaplanowanej. !!!!!!!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości