Kilka dni temu Andrzeja Rutę wybrano kierownikiem biura Związku Gmin Krajny, które będzie zajmować się gospodarką śmieciową. Z radnym Rady Gminy Zakrzewo, który przyznaje, że swego czasu rozważał walkę o fotel wójta, rozmawia Piotr Steffen
Kiedy po raz pierwszy przyszło Panu do głowy, że to jest robota dla Pana?
Mniej więcej wtedy, gdy ogłoszono konkurs, czyli gdzieś na początku maja. Przeanalizowałem swoje za i przeciw, uznałem, że spełniam warunki konkursu i spróbowałem.
Co w tej kalkulacji było „przeciw”?
Świadomość, że jest to całkowicie nowy twór i przed pracującymi tam osobami stanie niełatwe zadanie. Zwłaszcza przed osobą, która będzie pełniła kierowniczą funkcję. Ale że w swoim zawodowym życiu pełniłem już taką rolę, miałem możliwość zarządzania pracą ludzi, uznałem, że powinienem dać radę.
Rzeczywiście to Pan ma od podstaw stworzyć biuro, a nie tylko kierować gotowym już tworem?
Tak, w pewnym sensie ja będę je organizował. Przyznaję, że na dzisiaj nie znam jeszcze szczegółów, dokładnego zakresu moich obowiązków, bo pracę zaczynam za kilka dni, ale z tego, co mi wiadomo z dotychczasowych rozmów, tak to ma właśnie wyglądać. Na ile wiem, nie ma nawet jeszcze schematu organizacyjnego funkcjonowania tej jednostki.
Ma Pan mało czasu, do wejścia ustawy w życie został miesiąc.
Tego czasu jest nawet mniej, bo bazę danych musimy mieć dużo wcześniej.
Znał Pan konkursowych kontrkandydatów?
Żadnego. Te informacje nigdzie nie były publikowane. Zresztą teraz ma to drugorzędne znaczenie.
Był Pan przekonany do wygranej?
Nie. Absolutnie.
A wie Pan, czym przekonał komisję do wyboru swojej osoby?
Nie pytałem w ogóle o te kwestie.
Proszę się nie obrazić, broń Boże nie wypominam Panu wieku, ale z tego co już się zorientowałem, wielu zastanawia się, po co to Panu w ogóle było? Niejeden człowiek z kategorii wiekowej 50+ w życiu by się nie pchał na takie stanowisko. Choćby dlatego, że zapowiada się, iż będzie to jednak dość trudny kawałek chleba.
Dzisiaj nie ma już łatwych kawałków chleba. Nie pchałem się również na to stanowisko tylko złożyłem swoją ofertę. Poza tym dopiero od niedawna mam tylko 55 lat, a pracować każą nam do 67. Przyznam, że boję się, iż gdy będę już miał 63, okaże się, że czas pracy wydłużą do 70-tki. Więc muszę coś robić. Mam jeszcze w życiu sporo pomysłów do zrealizowania, bo przecież nie położę się do łóżka i nie będę czekał nie wiadomo na co.
Skąd w ogóle przyszedł Panu do głowy pomysł startu w tym konkursie?
W trakcie wielu lat walki z chorobą uzupełnienie wykształcenia było dla mnie pewną odskocznią i motywacją do tego, żeby czymś się w życiu zająć. Wykształcenie uzupełniłem, uważam, że wciąż jestem w sile wieku, a że przez cały okres mojego zawodowego życia nie było dla mnie nigdy rzeczy niemożliwych, także tutaj postanowiłem spróbować sił. Tym bardziej, że nie widzę już siebie dłużej w handlu, którym od lat się zajmuję.
Pan się w ogóle zna na branży śmieciowej?
Myślę, że na tyle, na ile powinienem się znać na dzisiaj, tak. Kilkanaście lat obecności w samorządzie daje jednak pewną znajomość tematu, a że od wielu miesięcy sporo mówi się o nowej ustawie śmieciowej, siłą rzeczy sporo się w tej materii dowiedziałem.
Przecież sami burmistrzowie i wójtowie przyznają dzisiaj, że wielu kwestii w tym temacie nie znają, niektórzy nawet spotkań z mieszkańcami nie chcą organizować, bo nie wiedzą, co im powiedzieć. Nie wierzę, że i Pan ma wystarczająco pełną wiedzę.
Oczywiście, że nie. Ustawa będzie jeszcze z pewnością sprawcą wielu niejasności, jeszcze nie weszła w życie, a już wzbudza kontrowersje. Ale z czasem moja wiedza też będzie coraz większa.
A propos kontrowersji – jest Pan przygotowany na to, co prawdopodobnie Pana czeka?
Tak. Mam świadomość, że dzisiaj wielkie zamieszanie jest już przy samym składaniu deklaracji, a za kilka tygodni i miesięcy będzie pewnie jeszcze gorzej. Szczególnie gorąco zrobi się zapewne w momencie, gdy nadejdzie termin pierwszych płatności, o których ludzie będą musieli sami pamiętać do 10 każdego miesiąca. Muszę być przygotowany. Każda nowa rzecz budzi kontrowersje, a przynajmniej mieszane uczucia. Mam tego świadomość i spokojnie wyczekuję przyszłości.
Czego jeszcze najbardziej się Pan obawia?
Pracy nad stworzeniem bazy danych. To będzie bardzo trudne zadanie, bo będziemy ją tworzyć od zera. A przecież jakoś trzeba będzie zweryfikować, czy wszystkich mamy ujętych w systemie. W przyszłości najtrudniejszą kwestią będą zapewne windykacje.
[[reklama]]
Nie obawia się Pan, że całe to śmieciowe zamieszanie spadnie na Pańską głowę? Że za chwilę ustawią się Panu kolejki zdenerwowanych ludzi, bo wójtowie i burmistrzowie powiedzą im: tam jest biuro, tam jest Ruta, do niego idźcie.
Nie sądzę, żeby tak było. Zarząd Krajny musi działać w porozumieniu z tym biurem, w końcu jego pracownicy nie będą robić nic innego, jak wykonywać uchwały podjęte przez burmistrzów i wójtów. Inna sprawa, że pracownicy biura, a pewnie przede wszystkim ja, będziemy szli na przysłowiowy pierwszy ogień. Jestem na to przygotowany. Moje usprawiedliwienie zawsze będzie jednak takie, że nie jestem twórcą tego systemu. Choć pewnie będę musiał sporo się nasłuchać.
Spodziewa się Pan dla siebie choćby odrobiny wolnej ręki, czy cała Pana praca będzie oparta wyłącznie o ustawę i uchwały zarządu Krajny?
Prawdopodobnie będzie niewielki procent działań, które będę mógł oprzeć o swoje pomysły czy inicjatywy.
A dobór pracowników biura? Kto będzie o tym decydował: Pan czy zarząd Krajny?
Nie wiem.
Chciałby Pan móc o tym decydować?
Do obsadzenia będzie kilka stanowisk i sądzę, że wszystko odbędzie się w formie konkursów. Moim zdaniem byłoby to nawet wskazane rozwiązanie. No niech miałbym rzeczywiście tą wolną rękę... I co? Jak miałbym wytłumaczyć się z takiej czy innej personalnej decyzji? Zaraz usłyszałbym zarzuty. Co nie zmienia faktu, że obojętnie kto będzie wybrany do kadry biura, odpowiedzialność i tak będzie spoczywać na mojej osobie, pomimo że jego funkcjonowanie to będzie zespołowa praca.
Co się stanie, jeśli powinie się Panu noga?
Prawdopodobnie najpierw będzie okres próbny. To będą trzy miesiące, które zweryfikują moją pracę. Oczywiście, że trzeba brać pod uwagę ewentualność, że gdzieś popełni się błąd. Wiem jednak, że komisja postawiła na mnie, dlatego nawet najmniejszych błędów za wszelka cenę będę starał się unikać. Chciałem, więc muszę pokazać, że wybierając mnie, członkowie zarządu Krajny się nie pomylili. Co nie zmienia faktu, że liczę, zwłaszcza na początku, na pewną dozę wyrozumiałości. Dla mnie i dla wszystkich pracowników biura.
Wie już Pan, ile będzie zarabiać?
Nie.
Na ile wycenia Pan pracę na takim stanowisku? Pytam o zarobki netto.
Jest to próba, zarówno dla mnie, jak i dla zarządu, dlatego przyjęcie płacy na poziomie 3-4 tys. zł będzie chyba odpowiednie.
Rozmowa o pieniądzach była już przedmiotem dyskusji o Pana zatrudnieniu?
Nie.
Z tego co wiem, może Pan być nadal radnym Rady Gminy Zakrzewo. Pytanie, czy Pan chce? Co z mandatem radnego i dotychczasowym zawodowym zajęciem?
Z tego co wiem, rzeczywiście nie ma przeciwwskazań, żebym dalej sprawował funkcję radnego, choć jeśli pojawią się jakieś wątpliwości, złożę mandat. Jeżeli chodzi o prywatny biznes, jestem wspólnikiem spółki, ale w najbliższym, możliwie najszybszym czasie, te kwestie będą uregulowane i nie będę miał w niej udziałów.
A co z następną kadencją w radzie gminy? Będzie Pan walczył w wyborach?
O tym zadecyduje to, ile mojej uwagi i czasu będzie absorbowała praca w biurze. Jeżeli okaże się, że zbyt dużo, nie będę startował w wyborach na radnego.
A chciałby Pan w ogóle być radnym w kolejnej kadencji?
Tak, ale przyznam, że mam wątpliwości co do tego, czy w takiej sytuacji powinienem być radnym. Mam tu na myśli fakt, że gmina Zakrzewo może być postrzegana jako uprzywilejowana, mając w swoim składzie kierownika takiego biura. Porozmawiam o tym jeszcze z przewodniczącym zarządu Krajny, czy on nie widzi tutaj przeciwwskazań.
Tracąc Andrzeja Rutę, Rada Gminy Zakrzewo straciłaby na merytoryczności?
Nie ma ludzi niezastąpionych. Wiele będzie zależało od tego, kto dostanie się do rady w wyniku kolejnych wyborów. Bo faktycznie jest problemem to, że do rad w 100% nie trafiają ludzie, którzy wnoszą do nich coś merytorycznego. Obojętnie, w jakiej dziedzinie. Nie ma takich, którzy znają się na wszystkim, ale chodzi o to, żeby rada była zbiorem osób, które na czymś się znają, a najlepiej, gdy są to dziedziny związane z szeroko rozumianym, gospodarczym rozwojem samorządu. Jeśli o mnie chodzi, absolutnie nie uważam siebie za jakąś alfę i omegę, chociaż przyznaję, że interesuje się samorządnością i mam o niej jakieś pojęcie.
To prawda, że w ostatnich miesiącach rozważał Pan ubieganie się o funkcję szefa zakładu komunalnego gminy Zakrzewo, którego powstanie wciąż jest w planach?
Rzeczywiście brałem pod uwagę coś takiego. Komórka do dzisiaj jednak nie powstała, więc dla mnie temat stracił na aktualności.
Na początku mówiliśmy o wieku i motywacji do pracy. Z tego co Pan powiedział wynika, że z biurem Krajny planuje się związać na sporo lat, być może do emerytury. Tymczasem w Zakrzewie do dzisiaj nie brakuje takich, którzy twierdzą, że marzy się Panu funkcja wójta. Czy w świetle tego, deklaracja dotycząca planów pracy w biurze Krajny to sygnał, że Ruta o fotel wójta gminy Zakrzewo nie będzie już walczył?
Przyznaję, że kiedyś taki pomysł chodził mi po głowie, ale przez te kilkanaście lat czynnej obecności w samorządzie gdzieś to się rozmyło. Rzeczywistość pokazała mi, jakie czynniki mają wpływ na wybór wójta, a to mnie nigdy nie interesowało.
Chce Pan powiedzieć, że od jakiegoś czasu ma świadomość, iż nigdy nie był wybieralny? Że z pewnych względów nie miał szans na fotel wójta?
Mniej więcej.
Z jakich względów? Odpowiedź na to pytanie sobie podarujmy.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze