Reklama

Pusty rozum

18/12/2012 00:00
- Najlepiej wszystko pozamykać, zdewastować, a my będziemy ciągnikami fruwać - denerwował się Józef Zych. - Jeśli trzeba pomóc, to pomożemy, ale nie zamykajcie nam mostów - apelował w imieniu rolników

Rolnicy mający ziemie w rejonie tzw. trójkąta bermudzkiego stanęli pod ścianą – jak pisaliśmy w poprzednim numerze „AL”, z uwagi na opinię inżyniera mostowego, który orzekł, że stan wiaduktów łączących wspomniany teren z drogą dojazdową od strony Blękwitu pozostawia wiele do życzenia, miasto Złotów, właściciel obiektów, zadecydował o ich zamknięciu. Decyzja, o której w październiku powiadomiono sąsiada, gminę Złotów, wywołała falę protestów. O zmianę stanowiska walczą przede wszystkim rolnicy. Jak podkreślano jednak zarówno w trakcie ostatniej sesji Rady Gminy Złotów, jak i podczas poniedziałkowego spotkania mieszkańców Blękwitu z wójtem Piotrem Lachem i zastępcą burmistrza Jerzym Kołodziejczykiem, wraz z ewentualnym zamknięciem wiaduktów dojazd do działek utracą również właściciele ogródków działkowych oraz mieszkańcy domu, usytuowanego za jednym z mostów. – Panuje tam duży ruch turystyczny – zauważył również Wiesław Fidurski, uczestniczący w poniedziałkowych rozmowach.
[[reklama]]
Zanim jednak poruszono temat obciążenia dróg i wiaduktów, głos zabrał sołtys wsi. Co jest przyczyną decyzji o zamknięciu mostów i kto ją podjął? – chciał wiedzieć Piotr Zych. Odpowiedzi udzielił mu inspektor ds. drogownictwa. Jak tłumaczył Maciej Hermann, inspektor nadzoru budowlanego zwrócił się do urzędu miejskiego z pytaniem o będące na jego stanie obiekty mostowe, a następnie zaplanował ich kontrole. Przeprowadzający je inżynier postawił jasną diagnozę: przebudowa lub wyłączenie z eksploatacji. Miasto wątpliwości nie miało – wybrało opcję numer 2, co J. Kołodziejczyk tłumaczył uniknięciem dużego wydatku finansowego, z jakim wiązałaby się ewentualny remont. Rolnicy zastanawiali się nad trafnością inżynieryjnej diagnozy, ich zdaniem bowiem wiadukt kolejowy, znajdujący się w sąsiedztwie problematycznych obiektów, nad czynnym torem kolejowym, jest w daleko gorszym stanie, a w stosunku do niego żadnych zastrzeżeń jednak nie ma. – Nie jestem żadnym inspektorem, ale widzę, że jest popękany, druty są na wierzchu – mówił J. Zych, dodając, że przecież wszystkie 4 wiadukty znajdujące się w rejonie tzw. trójkąta zostały wzniesione w tym samym czasie. – Najlepiej wszystko pozamykać, zdewastować, a my będziemy ciągnikami fruwać – denerwował się, pytając, w jaki sposób rolnicy będą mieli dotrzeć do swoich łąk i pól. Kwestia objazdu przez Złotów rozwiązaniem nie jest, nie wszystkie maszyny zmieszczą się bowiem pod miejskimi wiaduktami. – Niemcy budowali – rozbierają, komuna budowała – rozbierają. To jest dla mnie pusty rozum – J. Zych był wyraźnie poirytowany. – […] Niech miasto odkupi od nas ziemie, po co się mamy denerwować – mówił do wiceburmistrza, dodając, że powinno się rolników zrozumieć, w końcu z wypracowywanych przez nich płodów mieszkańcy miasta korzystają. Podobne zdanie miał W. Fidurski. – Miasto żyje ze wsi, z ludzi gminy, którzy zostawiają w mieście pieniądze – mówił, sugerując, że kwestię remontu powinno się wziąć pod uwagę. – Byłem radnym 2 kadencje i wiem, że 500 tys. zł to nie jest koszt, który cokolwiek w budżecie waży – to jego zdanie na temat szacowanej wielkości remontu. – Kiedyś 500 tys. zł miało inną wartość […]. Dzisiaj każde 100 tys. zł, 50 tys. zł w budżecie waży – odpowiadał J. Kołodziejczyk. – Jakie nakłady w ciągu ostatnich 50 lat zostały poniesione na utrzymanie tych obiektów? – dociekał Daniel Sztych, sugerując, że pewnie żadne. - 6 lat, jak nie dłużej, słyszę, że stan mostów jest niewłaściwy – zauważył inny z uczestników spotkania. Mężczyzna zwrócił też uwagę na fakt, że dużym obciążeniem dla gminnych dróg i wiaduktów są transporty osadu wywożonego ze znajdującej się w tamtym rejonie oczyszczalni. – 30-tonowy samochód i 2 ciągniki – precyzował ostatnie obserwacje, dodając, że miasto utwardza drogę wówczas, kiedy właśnie ma być wywożony osad. – Pan ma spiskową teorię dziejów – skwitował krótko zastępca burmistrza.
[[nowa_strona]]
Decyzja jest, terminu nie ma

Rolnicy chcieli wiedzieć, czy miasto określiło termin, w którym wiadukty miałyby zostać zamknięte – okazało się, że takowego nie ustalono. Wójt P. Lach, sądząc, iż utrzymanie mostów w przyszłości mogłyby być składnikiem rozwoju gospodarczego, optował za rozważeniem kwestii ich remontu. Zadeklarował również, że gmina mogłaby partycypować w jego kosztach, zaznaczył jednak, że według zdrowej proporcji. Jej wielkości nie da się jednak póki co określić – dokumentacji technicznej nie ma, w trakcie zebrania mowa była wyłącznie o szacunkowych kosztach. Szef gminy obstawał na stanowisku, że aby móc dalej dyskutować, jej wykonanie jest niezbędne. Miasto jednak nie wykazuje takiej woli. – Kto za to zapłaci? – otwarcie pytał J. Kołodziejczyk. Z proponowanych przez jezdnego z uczestników spotkania pieniędzy z unii nie da się skorzystać, jak mówił bowiem wiceburmistrz, w roku 2013 i 2014 o unijnych pieniądzach można zapomnieć. – Jak coś potrzebujemy to dokładamy – mówił w kontekście dróg wojewódzkich, sugerując, że jeśli gmina potrzebuje wiaduktów, powinna sięgnąć do kieszeni. Wójt od otwarcia kasy się nie odżegnywał, jak powtarzał jednak, na pewno nie zdeklaruje się w ciemno, konieczna jest fachowa kalkulacja kosztów, miasto musiałoby zatem wyasygnować kwotę niezbędną do jej wykonania. – Wszystko jest kwestią rozmowy – twierdził P. Lach, dodając, że być może koszty remontu udałoby się nieco zmniejszyć dzięki rolnikom, którzy zapewne zaangażowali by się w prace. - Jeśli trzeba pomóc, to pomożemy, ale nie zamykajcie nam mostów – mówił wcześniej J. Zych.
[[reklama]]
Rozmowy, rozmowy…

Podczas poniedziałkowego spotkania nie udało się wypracować jednoznacznego stanowiska. – Na dziś przepychanie się w kwotach i wizjach nie ma sensu – stwierdził P. Lach. Spotkań na pewno będzie więcej, temat wciąż jest otwarty.

Wójt zrelacjonował również spotkanie swoje oraz burmistrza Stanisława Wełniaka z przedstawicielem kolei, któremu zaproponowano, by na czynnym torowisku, w rejonie domku kolejowego, utworzyć przejazd, co dałoby alternatywną drogę dojazdu. Sceptyczne z początku podejście rozmówcy zmieniło się w chwili wizytacji w terenie – okazało się, że to całkiem realny temat. Podobnie jak w kwestii remontu, żadnej decyzji w tej sprawie jeszcze jednak nie ma.

Patrycja Koplin

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości