- Najlepiej wszystko pozamykać, zdewastować, a my będziemy ciągnikami fruwać - denerwował się Józef Zych. - Jeśli trzeba pomóc, to pomożemy, ale nie zamykajcie nam mostów - apelował w imieniu rolników
Rolnicy mający ziemie w rejonie tzw. trójkąta bermudzkiego stanęli pod ścianą – jak pisaliśmy w poprzednim numerze „AL”, z uwagi na opinię inżyniera mostowego, który orzekł, że stan wiaduktów łączących wspomniany teren z drogą dojazdową od strony Blękwitu pozostawia wiele do życzenia, miasto Złotów, właściciel obiektów, zadecydował o ich zamknięciu. Decyzja, o której w październiku powiadomiono sąsiada, gminę Złotów, wywołała falę protestów. O zmianę stanowiska walczą przede wszystkim rolnicy. Jak podkreślano jednak zarówno w trakcie ostatniej sesji Rady Gminy Złotów, jak i podczas poniedziałkowego spotkania mieszkańców Blękwitu z wójtem Piotrem Lachem i zastępcą burmistrza Jerzym Kołodziejczykiem, wraz z ewentualnym zamknięciem wiaduktów dojazd do działek utracą również właściciele ogródków działkowych oraz mieszkańcy domu, usytuowanego za jednym z mostów. – Panuje tam duży ruch turystyczny – zauważył również Wiesław Fidurski, uczestniczący w poniedziałkowych rozmowach. [[reklama]]
Zanim jednak poruszono temat obciążenia dróg i wiaduktów, głos zabrał sołtys wsi. Co jest przyczyną decyzji o zamknięciu mostów i kto ją podjął? – chciał wiedzieć Piotr Zych. Odpowiedzi udzielił mu inspektor ds. drogownictwa. Jak tłumaczył Maciej Hermann, inspektor nadzoru budowlanego zwrócił się do urzędu miejskiego z pytaniem o będące na jego stanie obiekty mostowe, a następnie zaplanował ich kontrole. Przeprowadzający je inżynier postawił jasną diagnozę: przebudowa lub wyłączenie z eksploatacji. Miasto wątpliwości nie miało – wybrało opcję numer 2, co J. Kołodziejczyk tłumaczył uniknięciem dużego wydatku finansowego, z jakim wiązałaby się ewentualny remont. Rolnicy zastanawiali się nad trafnością inżynieryjnej diagnozy, ich zdaniem bowiem wiadukt kolejowy, znajdujący się w sąsiedztwie problematycznych obiektów, nad czynnym torem kolejowym, jest w daleko gorszym stanie, a w stosunku do niego żadnych zastrzeżeń jednak nie ma. – Nie jestem żadnym inspektorem, ale widzę, że jest popękany, druty są na wierzchu – mówił J. Zych, dodając, że przecież wszystkie 4 wiadukty znajdujące się w rejonie tzw. trójkąta zostały wzniesione w tym samym czasie. – Najlepiej wszystko pozamykać, zdewastować, a my będziemy ciągnikami fruwać – denerwował się, pytając, w jaki sposób rolnicy będą mieli dotrzeć do swoich łąk i pól. Kwestia objazdu przez Złotów rozwiązaniem nie jest, nie wszystkie maszyny zmieszczą się bowiem pod miejskimi wiaduktami. – Niemcy budowali – rozbierają, komuna budowała – rozbierają. To jest dla mnie pusty rozum – J. Zych był wyraźnie poirytowany. – […] Niech miasto odkupi od nas ziemie, po co się mamy denerwować – mówił do wiceburmistrza, dodając, że powinno się rolników zrozumieć, w końcu z wypracowywanych przez nich płodów mieszkańcy miasta korzystają. Podobne zdanie miał W. Fidurski. – Miasto żyje ze wsi, z ludzi gminy, którzy zostawiają w mieście pieniądze – mówił, sugerując, że kwestię remontu powinno się wziąć pod uwagę. – Byłem radnym 2 kadencje i wiem, że 500 tys. zł to nie jest koszt, który cokolwiek w budżecie waży – to jego zdanie na temat szacowanej wielkości remontu. – Kiedyś 500 tys. zł miało inną wartość […]. Dzisiaj każde 100 tys. zł, 50 tys. zł w budżecie waży – odpowiadał J. Kołodziejczyk. – Jakie nakłady w ciągu ostatnich 50 lat zostały poniesione na utrzymanie tych obiektów? – dociekał Daniel Sztych, sugerując, że pewnie żadne. - 6 lat, jak nie dłużej, słyszę, że stan mostów jest niewłaściwy – zauważył inny z uczestników spotkania. Mężczyzna zwrócił też uwagę na fakt, że dużym obciążeniem dla gminnych dróg i wiaduktów są transporty osadu wywożonego ze znajdującej się w tamtym rejonie oczyszczalni. – 30-tonowy samochód i 2 ciągniki – precyzował ostatnie obserwacje, dodając, że miasto utwardza drogę wówczas, kiedy właśnie ma być wywożony osad. – Pan ma spiskową teorię dziejów – skwitował krótko zastępca burmistrza. [[nowa_strona]] Decyzja jest, terminu nie ma
Rolnicy chcieli wiedzieć, czy miasto określiło termin, w którym wiadukty miałyby zostać zamknięte – okazało się, że takowego nie ustalono. Wójt P. Lach, sądząc, iż utrzymanie mostów w przyszłości mogłyby być składnikiem rozwoju gospodarczego, optował za rozważeniem kwestii ich remontu. Zadeklarował również, że gmina mogłaby partycypować w jego kosztach, zaznaczył jednak, że według zdrowej proporcji. Jej wielkości nie da się jednak póki co określić – dokumentacji technicznej nie ma, w trakcie zebrania mowa była wyłącznie o szacunkowych kosztach. Szef gminy obstawał na stanowisku, że aby móc dalej dyskutować, jej wykonanie jest niezbędne. Miasto jednak nie wykazuje takiej woli. – Kto za to zapłaci? – otwarcie pytał J. Kołodziejczyk. Z proponowanych przez jezdnego z uczestników spotkania pieniędzy z unii nie da się skorzystać, jak mówił bowiem wiceburmistrz, w roku 2013 i 2014 o unijnych pieniądzach można zapomnieć. – Jak coś potrzebujemy to dokładamy – mówił w kontekście dróg wojewódzkich, sugerując, że jeśli gmina potrzebuje wiaduktów, powinna sięgnąć do kieszeni. Wójt od otwarcia kasy się nie odżegnywał, jak powtarzał jednak, na pewno nie zdeklaruje się w ciemno, konieczna jest fachowa kalkulacja kosztów, miasto musiałoby zatem wyasygnować kwotę niezbędną do jej wykonania. – Wszystko jest kwestią rozmowy – twierdził P. Lach, dodając, że być może koszty remontu udałoby się nieco zmniejszyć dzięki rolnikom, którzy zapewne zaangażowali by się w prace. - Jeśli trzeba pomóc, to pomożemy, ale nie zamykajcie nam mostów – mówił wcześniej J. Zych. [[reklama]] Rozmowy, rozmowy…
Podczas poniedziałkowego spotkania nie udało się wypracować jednoznacznego stanowiska. – Na dziś przepychanie się w kwotach i wizjach nie ma sensu – stwierdził P. Lach. Spotkań na pewno będzie więcej, temat wciąż jest otwarty.
Wójt zrelacjonował również spotkanie swoje oraz burmistrza Stanisława Wełniaka z przedstawicielem kolei, któremu zaproponowano, by na czynnym torowisku, w rejonie domku kolejowego, utworzyć przejazd, co dałoby alternatywną drogę dojazdu. Sceptyczne z początku podejście rozmówcy zmieniło się w chwili wizytacji w terenie – okazało się, że to całkiem realny temat. Podobnie jak w kwestii remontu, żadnej decyzji w tej sprawie jeszcze jednak nie ma.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze