Reklama

Puszka Pandory

26/01/2020 18:40

– Wiele wyrzeczeń i cierpienia kosztowała nas współpraca z tym panem – mówi mieszkanka Zakrzewa. – Pieniądze wziął, my zostaliśmy z pożyczką. Na ludzkiej krzywdzie, nikt się jednak nie dorobi…

Tomasz Pikulik jest młodym rolnikiem z Zakrzewa. Uprawia na co dzień dwadzieścia hektarów pól. Posiada także rodzinne pola, które, w 2017 roku, zdecydował się odrolnić.

– Potrzebowaliśmy z żoną pieniędzy – mówi – i chcieliśmy zacząć sprzedawać je jako działki budowlane. Tym bardziej, że sami chcieliśmy tam stworzyć swoje siedlisko. Miało powstać nowe osiedle. W miejscu, o którym mowa, są już wydane częściowo warunki zabudowy. Działki już teraz należy tylko wytyczyć i… sprzedać.

– Tę prosta pracę zleciłem lokalnemu geodecie – opowiada zdenerwowany pan Tomasz – miałem już kupców na działki. Jeden z nich zapłacił mi nawet zaliczkę bo bardzo zależało mu na tym właśnie urokliwym miejscu. Pan Tomasz posiada działki tuż nad Jeziorem Głomskim, na wybudowaniu Zakrzewa. Z jednej strony las, z drugiej strony woda. Lokalizacja – marzenie. Jednocześnie blisko i daleko od ludzi.

Reklama

Zapadła cisza

Geodeta, przyjmując zlecenie, obiecać mu miał, że wszystko będzie sprawnie wykonane.

– Miało to potrwać według niego maksymalnie pół roku – mówi żona pana Tomka Sylwia.

– Zapłaciliśmy z góry. Minęło pół roku i cisza. Nic w temacie się nie zadziało. Zaczęliśmy do niego dzwonić… Wtedy miała zacząć się gehenna.

– Potem już poblokował nasze numery, a jak się bezpośrednio do niego jechało to obiecywał, że już za 2–3 dni wszystko będzie gotowe – dodaje pan Tomasz. Jednak znowu zapadała cisza, nic dalej się nie działo.

Reklama

– Na początku byłem cierpliwy – opisuje – bo wierzę w ludzi, ale proszę mi wierzyć, że już dłużej nie mogę. Jesteśmy z żoną zblokowani. Mamy działki, teoretycznie, z którymi nic nie możemy zrobić. Mamy kupców, którzy na początku myśleli, że to my jesteśmy nieuczciwi, bo zwlekamy z pracami. A prawda jest zupełnie inna!

Gazeta – ostatnia deska ratunku?

– Mieszkamy w tej samej miejscowości, ale on i tak nic sobie z tego nie robi – mówi załamana pani Sylwia próbując sama sobie wyjaśnić czemu tak może on postępować? – Ma albo za dużo pracy, albo nie wiem... z czego to wynika? – mówi retorycznie.

Reklama

– Pod domem geodety, kiedy zaczęliśmy tam jeździć osobiście,  spotykaliśmy innych poszkodowanych – mówi mąż Tomasz.

– Dopiero wtedy – wtrąca Sylwia – połapaliśmy się co się tu dzieje i że nas jest więcej. Jesteśmy bez ratunku, dlatego zwróciliśmy się do gazety, nie mamy już wyjścia, a sami też wychodzimy na nieuczciwych. Nasza sprawa trwa osiemnaście miesięcy.

– Procedura geodezyjna trwa i nikt nie może tego od niego, bez jego woli, zabrać – mówi pan Tomasz.

– Straciłem na tym już wiele, a stracę jeszcze więcej! Spada koniunktura. A i ludzie będą się bali być może ode mnie kupować... Chciałem po ludzku, ale się nie da!

Reklama

Zawsze jakieś wymówki

– Chciałem kupić działkę budowlaną – mówi kolejny poszkodowany przez wlekące się prace geodety człowiek.

– Czekałem tylko na jej wytyczenie. Ta sprawa trwa ponad rok, a miała potrwać trzy miesiące, maksymalnie sześć.

– Nie mogę nic dalej w tym zakresie zrobić. Mam związane ręce. Także ten zainteresowany przyznaje, że często bywał osobiście u geodety, często go pospieszał.

– To nic nie daje. Ten człowiek nas zwodził, zawsze miał jakieś wymówki. Jeśli nic się nie zmieni w ciągu kilku dni, będę szukał innej działki. Proste? Nie, bo straciłem rok czasu! – mówi młody mieszkaniec Zakrzewa.

Reklama

– A mogłem budować się gdzieś indziej! – mówi zdesperowany (imię i nazwisko znane redakcji). 

Kolejni zblokowani

Kolejny nasz rozmówca także chce pozostać anonimowy (nazwisko także znane redakcji). Jest poszkodowanym w tym samym zakresie.

– Chciałem kupić działkę budowlaną, wpłaciłem właścicielowi zaliczkę – mówi młody człowiek z Werska – dziś już miałbym postawiony stan surowy zamknięty, a nie mam nic. Miałem już umówionych fachowców, teraz nie mogę niczego zaplanować. Opisuje, że aktualnie nie ma ani działki, ani kasy, ani domu... Geodeta zablokował wszelkie dalsze jego działania.

Reklama

– Prawo geodezyjne mówi, że jeśli sprawa jest już w toku, tzn. teoretycznie przyjęta przez jednego prowadzącego geodetę, nie może jej przejąć nikt kolejny. I to mnie też bardzo dziwi – mówi młody mężczyzna.

– Możliwe jest to dopiero wtedy jeśli ten pan by się jej dobrowolnie zrzekł. A tego ten pan nie chce zrobić... Wszelkie próby naszego kontaktu z nim są bez sensu. Nie odbiera telefonu a jak idzie się do niego osobiście zawsze obiecuje, że wszystko będzie zrobione za 2–3 dni. Na początku rozmawiał w miarę normalnie, potem była już niechęć. Ja byłem u niego osobiście wiele razy. Chciałem realizować swoje marzenia. Dziwię się, że przepisy tego nie regulują z urzędu. Tego człowieka nic już nie zmieni!  

Reklama

Prawie osiem lat

– Z mężem doszliśmy do wniosku – mówi ze łzami w oczach kolejna mieszkanka Zakrzewa, która pragnie zostać anonimowa (imię i nazwisko znane redakcji), że z tym panem już chyba nie ma sensu rozmawiać... Wiele wyrzeczeń i cierpienia kosztowała nas z nim współpraca. Pieniądze od nas wziął od razu, my zostaliśmy z mężem z pożyczką. Sprawa geodezyjna tej pary toczy się… prawie osiem lat. Małżeństwo jest zblokowane w działaniu. Mieszka na wynajętym, oczekując na własny kąt.

– Na ludzkiej krzywdzie nikt się nie dorobi. A jak dorobi to na krótko. Jeszcze to jego unikanie i nie odbieranie telefonów... – dodaje.

Reklama

– Zachowuje się jak małe dziecko... – opisuje załamana kobieta.

To są sprawy geodezyjne, to musi trwać?

Zakrzewski geodeta nie chciał oficjalnie komentować skierowanych wobec niego przez klientów zarzutów ani z nami się spotkać. Porozmawiał jedynie telefonicznie.

– To są sprawy geodezyjne – mówił nam w rozmowie.

– One muszą długo trwać. Jak ktoś się na tym nie zna, nie powinien się wypowiadać. Geodezja to specyficzny zawód. Każde popędzanie czy zmuszanie w tej materii jest błędnym krokiem. Żeby coś zrobić należycie i rzetelnie to musi to trwać. Zwłaszcza jak należy wyprostowywać wieloletnie niedociągnięcia.

Reklama

Julita Milczyńska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2020-01-26 18:49:07

    Też jestem oszukani przez tego pana!! Miałam sprzedać działkę a skończyło się na tym że musiałam oddać zaliczkę, bo pan od trzech lat nie zrobił nic!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2020-01-26 19:03:24

    Ja walczyłam telefonicznie z tym panem w imieniu męża kilka lat temu, bo mąż już nie miał siły. Klient nie rozumiał co się dzieje i oddał sprawę do sądu. To był horror. Zastanawiam się, jak to możliwe, że jeszcze ktoś mu wierzy, a że Zakrzewiacy to już wcale nie rozumiem. Może ktoś w końcu nie wytrzyma i wstawi tu nazwisko lub inicjały tego pana.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Kermit 666 - niezalogowany 2020-01-26 19:19:07

    Ja czekałem na inwentaryzację budynku ponad 1.5 roku. W budynku w którym już mieszkakem płacąc prąd na taryfie budowlanej a bez inwentaryzacji nie mogłem mieć odebranego budynku. Miało to trwać szybko więc między czasie załatwiłem inne odbiory min odbiór komina który był ważny kilka miesięcy no i musiałem go ponowic bo Pan Geodeta miał milion wymówek. Nie polecam ogólnie usług tego pana.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości