Konflikt trwa od miesięcy. Doszło do tego, że jedna strona wsparcia szuka na policji, druga sprawiedliwości docieka w sądzie. W tle wójt, radna i publiczne boisko
Chodzi o funkcjonującego od kilku miesięcy „Wróblika” – boisko w Drożyskach Wielkich, które kilka tygodni temu oficjalnie zostało oddane do użytku. Obiekt graniczy z prywatną działką. Jest oddzielony siatką, ale piłkochwyt nie zawsze jest skuteczny i piłka regularnie wpada na sąsiednią plantację. Właścicielka twierdzi, że młodzież wchodząc na działkę nie tylko niszczy plony, ale też często bierze owoce z drzew (część działki stanowi niewielki sad). Relacje kobiety z młodzieżą stały się napięte do tego stopnia, że dzisiaj nikogo nie dziwią już sytuacje, kiedy właścicielka wychodzi na dwór i za pomocą cyfrowego aparatu fotograficznego dokumentuje wyczyny młodzieży. Zapewnia, że w domowym komputerze ma zdjęcia, filmy, na niektórych widać jedynie ślady i połamane zboża, ale na niektórych również tych, którzy chodzili po polu. – Robią mi to na złość. Ja rozumiem, że piłka może sporadycznie przelecieć, ale nie tak często, jak ma to miejsce – mówi zdenerwowana kobieta. Interweniowała u wójta i radnej, bezskutecznie. Problem poruszyła też kilka miesięcy temu, właśnie w obecności wójta i radnej z tego okręgu, na zebraniu wiejskim. – Zrobiłam to z nadzieją, że ktoś zainterweniuje. Boisko to w końcu publiczny obiekt, wójt powinien coś z tym zrobić. Ja rozumiem, że boisko to fajna dla młodzieży rzecz, sama pomagałam przy jego powstawaniu, ale nie mogę godzić się na dzisiejszą sytuację – argumentuje kobieta.
Kamera
W ostatnim czasie temat powrócił ze zdwojoną siłą, bo we wsi pojawiła się informacja o tym, że kobieta zainstalowała w przydomowym karmniku kamerę. Właścicielka posesji nie pokazała nam urządzenia, ale potwierdziła, że rzeczywiście jest. – Od tego czasu przynajmniej mam względny spokój – mówi, przyznając, że pojawienie się urządzenia okazało się skuteczne. [[reklama]]
Dodaje, że młodzież celowo zaśmieca jej pole i sąsiednią, dzierżawioną od gminy działkę. – Gdy ostatnio odbyło się ognisko, na drugi dzień znalazłam porozrzucane puszki, śmiecie, potłuczone butelki. Przecież to niebezpieczne, jak maszyną wjadę, może mi ją uszkodzić. Sama mam zbierać te śmiecie. Przecież widać, że celowo robią mi to na złość – przekonuje. – Doszło do tego, że zaczepiają mi syna. Nie zostawię tak tego... – przyznaje kobieta, dodając, że zgłosiła sprawę na policji. – Mam nadzieję, że ktoś zrobi wreszcie porządek. Niczego od tych ludzi nie chcę, jedynie świętego spokoju. Nie mogę zgodzić się na to, żeby ktoś brał owoce czy niszczył moje mienie – argumentuje.
Radna milczy
Wójt Henryk Dobrosielski nie bagatelizuje wagi problemu, ale przyznaje wprost, że ma wrażenie, iż jego rozwiązanie uzależnione jest wyłącznie od dobrej woli. Woli, której, jego zdaniem, przynajmniej z jednej strony ewidentnie brakuje. Wójt dodaje, że jakiś czas temu trwały rozmowy z kobietą, prowadzone zarówno z udziałem jego, jak i członkami rady sołeckiej czy nawet przewodniczącego rady. Wójtowi wydawało się, że dzisiaj problemu już nie ma, zdziwiony był naszą wizytą i pytaniami w tej sprawie. Podkreślił, że kobieta nie zgłaszała zastrzeżeń podczas planowania i realizacji inwestycji. Czy dzisiaj można zmodernizować piłkochwyt tak, żeby był wyższy i szerszy? – Nie można go zmienić. To są technologicznie obliczone elementy. Chyba że postawilibyśmy obok drugi, ale to są określone koszty – przyznaje Henryk Dobrosielski. Zresztą wydaje się, że w tej sytuacji bardziej potrzeba wyższej, aniżeli szerszej siatki. Wójt oceniając konflikt przyznaje, że nie dostrzega u kobiety chęci znalezienia porozumienia. – Widać niechęć współpracy do rozwiązania problemu – mówi. Radna Bożena Włodarczyk w ogóle nie chciała zabierać w tej sprawie głosu. [[nowa_strona]] Absurd
Co na to młodzież, zarówno ta młodsza, jak i ta starsza? Bo pełnoletnich osób też w tym gronie nie brakuje. Oni również przyznają wprost, że nie widzą możliwości porozumienia z sąsiadką. Przekonują, że nie kopią piłki na złość, po prostu grają. Jak wytłumaczą zatem fakt, że od czasu pojawienia się kamery, przynajmniej w ocenie kobiety, jest w tym względzie dużo spokojniej? – To nie za sprawą kamery. Po prostu mamy rok szkolny i rzadziej gramy – przekonują. Jakie widzą rozwiązanie problematycznej sytuacji? – Jakby był piłkochwyt za drugą bramką, na niej byśmy częściej grali – sugerują, przyznając wprost, że teraz tam nie idą, bo przy niecelnych strzałach nie chce im się biegać za piłką. Zapewniają też, że kobieta przesadza z zabieraniem owoców. – Sporadycznie coś weźmiemy. Zresztą, ostatnio jeden chłopak oddał cztery jabłka – mówi nastolatek.
Nasi rozmówcy potwierdzają, że w ostatnim czasie doszło między nimi a właścicielką ziemi do ostrzejszej wymiany zdań. Właścicielka zgłosiła sprawę na policji, tymczasem druga strona od razu udała się do sądu. Doszło do tego po tym, jak zdenerwowana właścicielka działki użyć miała obraźliwych słów względem małego chłopca. – Nie będzie wyzywać mojego dziecka – mówi młoda mama, dodając, że ma nadzieję, iż sąsiadka zmieni nieco postępowanie, gdy zobaczy wezwanie do sądu. [[reklama]]
Co z kolei ze zgłoszeniem kobiety na policję? Rzecznik złotowskiej komendy Maciej Zając potwierdził, że takie wpłynęło – funkcjonariusze przyjrzą się sprawie.
Jedno w tym wszystkim wydaje się pewne – konflikt zabrnął tak daleko, że sytuacja stała się absurdalna. Czy ktoś wykaże się wreszcie rozsądkiem?
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze