Reklama

Ścigany za nazwisko Kazimierz Wiebskowski

08/03/2019 18:00

Najpierw żyć mu nie dawała firma ubezpieczeniowa, teraz windykacyjna. Dręczonemu od dziewięciu lat złotowianinowi pozostaje sąd.

Trudno dać temu wiarę, ale sytuacja ciągnie się od 2010 roku. Zaczęło się od pomyłki w trakcie dostarczania listu i jego feralnego odbioru. List miał trafić do osoby, która nazywa się tak samo jak pan Kazimierz, ale mieszkała w jednej z miejscowości obok Złotowa. Tak był zresztą zaadresowany. Zarówno w tamtej miejscowości, jak i w Złotowie jest ulica o takiej samej nazwie. List trafił jednak pod złotowski adres, tak się złożyło, że do starszego małżeństwa, które zna pana Kazimierza.

– To rodzice mojego kolegi. Stąd znam tych państwa i dlatego zadzwonili do mnie z informacją, że jest do mnie list, który omyłkowo trafił do nich – nasz rozmówca wyjaśnia, dlaczego pojechał odebrać przesyłkę.  List dotyczył opłaty z tytułu ubezpieczenia samochodu.

Reklama

– Od razu wiedziałem, że to pomyłka, bo w tej firmie nigdy niczego nie ubezpieczałem, ale wziąłem ten list od tych ludzi, wychodząc z założenia, że sam odwiozę na pocztę i nie będę fatygował do tego starszych osób. Zadzwonili do mnie, bo byli przekonani, że chodzi o mnie, tylko pewnie błędnie wpisano adres na kopercie. Innego Kazimierza Wiebskowskiego nie znali. Ja zresztą też nie. Nie wiedziałem, że w pobliskiej miejscowości mieszkał ktoś, kto tak samo się nazywa.

Największy błąd

W urzędzie pocztowym poprosił o kopertę i znaczek, chciał wysłać list pod właściwy adres.

Reklama

– Kobieta w okienku, widząc, z jakiej to firmy, stwierdziła, że nie ma potrzeby, że ich pracownik zajmuje się ubezpieczeniami i powinien to załatwić – tak nasz rozmówca przekazał korespondencję w ręce mężczyzny, który rzeczywiście potwierdził mu, że sporządzał ten dokument ubezpieczeniowy.

– Otworzył kopertę, sprawdził, przyznał, że to jego, że zna tych ludzi i ich powiadomi – pan Kazimierz był przekonany, że sprawa zostanie wyjaśniona.

– Po dwóch czy trzech tygodniach list wrócił jak bumerang. Ale już był w mojej skrzynce. Tamten adres był skreślony, teraz widniała tam już ulica i numer domu z moim miejscem zamieszkania – z niedowierzaniem odebrał dokument.

Reklama

– Dokument był wystawiony na auto, którego nigdy nie posiadałem, byli tam wypisani współwłaściciele, których nie znam i nie znałem, nie było tam żadnego z członków mojej rodziny – podkreśla, że auto miało przypisanych łącznie trzech posiadaczy: jego imiennika, żonę i teścia.

– Dziwna była ta polisa. Wszystko było wypisane drukowanymi literami, łącznie z podpisami – przyznaje nasz rozmówca. Odesłał firmie ubezpieczeniowej pismo, które jednak ponownie wróciło.

– Pana od ubezpieczeń z poczty sobie podarowałem, skoro nie potrafił rozwiązać tego problemu – pan Kazimierz postanowił sam wyjaśnić zamieszanie. Wydawało się to banalnie prostym, skoro chodziło o mężczyznę z innej miejscowości, legitymującego się innymi dokumentami, innym numerem PESEL, dużo młodszego. Okazało się, że z pozoru banalnie proste wyjaśnienia zajęły kilkanaście miesięcy.

Reklama

– W końcu „zmobilizowali” mnie do tego, żebym przesłał im kserokopię dowodu osobistego, co miało potwierdzić, że jestem inną osobą i definitywnie zamknąć temat. Zrobiłem to i niestety okazało się, że to był mój największy błąd – konstatuje po latach Wiebskowski.

Pogróżki

– Mówiąc w skrócie, wtedy stwierdzili, że nie interesuje ich już to, że to nie ja, że to nie o mnie chodzi, że nie mam i nie miałem takiego auta. Uznali, że w imieniu tych trzech osób poszedłem to auto ubezpieczyć, a teraz nie chcę za to płacić. Taka była wersja – pan Kazimierz do dzisiaj nie wierzy, że tak potoczyły się wydarzenia. Kolejne lata boksowania niczego nie wyjaśniły, a od dłuższego czasu sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, bo firma ubezpieczeniowa sprzedała dług firmie windykacyjnej i to ona chce ściągnąć od złotowianina pieniądze. Stosunkowo niewielkie, bo łącznie z odsetkami chodzi o około 700 zł. Dla naszego rozmówcy kwota nie ma tutaj znaczenia. Chodzi o zasady. A tych, jak przyznaje, zdaje się nie mieć firma, która bezpodstawnie wręcz nęka go o zapłacenie długu, który nie należy do niego.

Reklama

– Zaczęły przychodzić listy z pogróżkami, że pojawi się komornik, itd. – gdy doszło już do tego, pan Kazimierz wziął całą dokumentację i udał się na policję, gdzie założył sprawę. Doniesienie, że wobec jego osoby mają miejsce próby zastraszenia i wyłudzenia pieniędzy, których nikomu nie jest dłużny. Policja potwierdziła, że Kazimierz Wiebskowski nie jest tym, którego ściga firma windykacyjna. Sprawa trafiła nawet do prokuratury, gdzie postanowieniem stwierdzono urzędniczą pomyłkę pisarską.

– Wskazano, kto faktycznie jest właścicielem pojazdu, z danymi, adresem – po tym, jak mówi nasz rozmówca, na kilka miesięcy temat ucichł. Po czasie wrócił jednak ze zdwojoną siłą, zaczęły się także telefony, w których firma próbuje wyegzekwować od złotowianina pieniądze.

Reklama

– Były takie rozmowy, że nie wytrzymywałem i stanowczym głosem, nawet krzykiem mówiłem, że mają się odczepić – to znowu miało zapewnić dłuższy czas spokoju, który kilka miesięcy temu został ponownie przerwany.

Dzwoniliśmy, dzwonimy, będziemy dzwonić

– W tej chwili to już jest zastraszanie. Zliczyłem wszystkie numery telefonów, zarówno komórkowych jak i stacjonarnych, z których do mnie dzwoniono. Łącznie jest ich dwadzieścia sześć. Mam cały rejestr – pan Kazimierz początkowo je odbierał, ale w końcu i tego zaprzestał. Sprawdzał je jednak w internecie i wszystkie przynależą do firmy windykacyjnej, której przedstawiciele nie dają Wiebskowskiemu spokojnie żyć.

Reklama

– Gdy jeszcze odbierałem, pytali, dlaczego nie odpowiadam na korespondencję. Ile mogę wyjaśniać, że mnie nie dotyczy? – gdy rozpoczynał dłuższe wypowiedzi, druga strona się rozłączała.

– Nie chcą już słuchać moich wyjaśnień. Kiedy jednemu powiedziałem, że po cholerę dzwonią, jak za chwilę się rozłączają, gdy chcę coś powiedzieć, wytrzymał chyba ze dwie minuty. Skończyło się na stwierdzeniu, że dzwonili, dzwonią i będą dzwonić – pan Kazimierz przyznaje, że prośby, aby dali mu wreszcie spokój, niczego nie dają. Kiedy ostatnio odebrał pan od nich telefon? – pytamy podczas środowej rozmowy.

Reklama

– Wczoraj na przykład. Codziennie dzwonią – złotowianin przyznaje, że czasami po kilka razy dziennie.

– Czasami rano, niekiedy koło 21:00. Z różnych miejsc: Rzeszowa, Częstochowy, Lublina, Warszawy, Katowic, Poznania. Stamtąd, gdzie mają zapewne swoje placówki.

Pozostaje sąd

Złotowianin czuje zawód faktem, jak bezradne są w tej sytuacji instytucje, skoro kilka, które były włączone w sprawę, mu nie pomogły. Nawet potwierdzenia z policji i prokuratury nie są w stanie doprowadzić do zaprzestania dręczenia, jakiego doświadcza. Pod adres zamieszkania właściwego Kazimierza Wiebskowskiego nigdy nie pojechał, tym bardziej, że od dłuższego czasu ten mieszka poza powiatem. Do współwłaścicieli polisy i samochodu także się nie fatygował.

Reklama

– Uznałem, że nie ma takiej potrzeby, skoro miałem potwierdzenia ze strony policji czy prokuratury. Później w ogóle nie było sensu, skoro wszystko szło już na moje konto. I co miałbym tym ludziom powiedzieć? Pewnie by mnie pogonili, uznaliby, że chcę wyłudzić od nich jakieś pieniądze. Skoro od lat wszystko toczy się między mną a tymi firmami, tamci w ogóle nie mają o tym pewnie bladego pojęcia – ocenia.

 Spotkałem kiedyś kobietę, gdy załatwiałem pewną prywatną sprawę. Przedstawiłem się. Spojrzała na mnie i powiedziała, że zna Kazimierza Wiebskowskiego, ale on tak nie wygląda. Kobieta opowiedziała mi tamtą historię, potwierdziła m.in. to, że tamten rzeczywiście jeździł takim samochodem…

Reklama

– Nie wiem, czego jeszcze mogę się spodziewać od tej firmy. Może przyślą monit, że chcą mi coś zabrać za dług, którego nie mam. Nie wiem, czy ktoś nie przyjedzie, czy czegoś nie będą chcieli zrobić mi czy synom – dlatego pan Kazimierz rozpoczął współpracę z kancelarią adwokacką.

– Wysłaliśmy pierwsze pismo, bez odpowiedzi. W tej chwili chyba jedyne, co zostało, to rozważenie oddania sprawy do sądu o zastraszanie, próby wyłudzenia pieniędzy, nękanie.

W ubiegłym tygodniu zwróciliśmy się do firmy windykacyjnej o stanowisko w tej sprawie.

– Niestety, ale ze względu na to, że nie mamy pełnomocnictwa, nie możemy udzielić informacji na temat konkretnych spraw, które obsługujemy – otrzymaliśmy odpowiedź. Przedstawicielka firmy zapewniła, że każda sprawa związana z obsługiwanymi wierzytelnościami jest dokładnie weryfikowana.

– Z klientami–dłużnikami kontaktujemy się na podstawie danych przekazanych nam przez wierzyciela pierwotnego (firmę, od której nabywamy wierzytelności) – podkreślono, że jeżeli zachodzą wątpliwości co do danych klientów, ponownie są one weryfikowane u wierzyciela pierwotnego.

– Przypominamy również, że klienci mają możliwość składania reklamacji – takim stwierdzeniem kończy się odpowiedź.

Piotr Steffen

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    xXX - niezalogowany 2019-03-08 18:48:32

    Panie Kazimierzu.takich przypadków jak Pana jest mnóstwo.niech wejdzie Pan na YouTube.to są upierdliwi ludzie ale tak naprawdę nic nie mogą zrobić.to ich taktyka właśnie żeby zastraszyć i zdenerwować tak aby potencjalna ofiarą dla świętego spokoju zapłaciła.zwykłe wymuszenie i oszustwo.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-03-08 20:21:21

    Cwaniak z PSP

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-03-08 20:57:13

    Na pewno nie cwaniak !! Tylko porządny strażak !!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości