Reklama

Siła z nieba

26/08/2013 08:25
- Taka byłam gwiazda! - śmieje się Maria Jaszczyk, wspominając swoją przygodę z telewizyjną "Dwójką". W "Pytaniu na śniadanie" przepytywali ją Dorota Wellman i Marcin Prokop, na co dzień jednak to ona występuje w roli pytającej. W klasie, bardzo szczególnej zresztą

Zwariowana, oczywiście pozytywne. Takie opinie o Marii Jaszczyk usłyszeć nie trudno. - Nie obrażam się o to – przyznaje kobieta. Pewnie dlatego, że szaleństwo rzeczywiście drzemie w niej gdzieś głęboko ukryte, co jakiś czas znajduje jednak ujście. Energia panią Marię rozpiera. Podczas rozmowy myśl goni myśl, większość nieuczesanych, po chwili wszystkie zyskują jednak kształt. Nie tylko w głowie panuje nieustanny ruch – pani Maria co chwila znika z werandy. Po płytę, po akcesoria pszczelarskie i swoje wyroby, do chłopców, którzy pomagają jej opiekować się królikami, po jedzenie dla obrażalskiego kota...

[[reklama]]

Nieustanna aktywność, wiedza i pasja w 2006 roku zaprowadziły naszą rozmówczynię aż do Warszawy. Konkretnie na Woronicza 17. Pani Maria w „Pytaniu na śniadanie” prowadzonym dawniej przez charyzmatyczny duet Prokop i Wellman wystąpiła w roli znawcy miodów, pyłków i propolisu oraz fachowca od świeczek woskowych. Skąd u zootechnika tak specjalistyczna wiedza? Ze studiów. By móc spędzać z przyszłym mężem więcej czasu oboje wybrali fakultet dotyczący właśnie pszczelnictwa. Przypadkowo, ale szczęśliwie – później przez kilka lat prowadzili kilkudniową pasiekę. Do czasu. W 1992 Roman Jaszczyk zmarł. - 3 lutego – precyzuje pani Maria. - Było mi wtedy trudno... Dzieci były malutkie – wspomina. Kilka miesięcy później spotkała ją kolejna tragedia – w sierpniu zmarła jej teściowa, z którą, z racji częstej opieki, obie córki były, bardzo związane. Najpierw dziewczynki straciły tatę, a później babcię, która kochała je nad życie szyła im sukienki dla lalek... - urywa. - Musiałam być mamą, więc rezygnowałam z posady w Świętej – nasza rozmówczyni była tam szefową.
- Było w domu dwóch dyrektorów i dwoje małych dzieci – pani Maria wraca do dawnych lat. Ona kierowała Szkołą Podstawową w Świętej, jej mąż był natomiast zastępcą dyrektora PGR Złotów w gospodarstwie Nowiny. Do kierowniczej funkcji nie tęskni. - Bycie dyrektorem to nie jest to, co lubię. Chciałam spróbować, spróbowałam i na tym koniec.

Żywa klasa
Maria Jaszczyk to wyjątkowy nauczyciel. Ma konto na Naszej Klasie i „fejsie”, nie to jednak dziwi, bo obecność na portalach społecznościach to dziś nic wyjątkowego, a ilość wpisów, które umieszcza na swoich profilach. - Ktoś mi powiedział, że nikt nie pisze tyle co ja – uśmiecha się. A pisać jest o czym. Projekty, nad którymi pani Maria pracuje, dokumentowanie codzienności, zdjęcia ze szkoły... W „swojej” klasie hoduje gąsienice, motyle, rybki, żółwie, straszyki i patyczaki, wspólnie z uczniami zgromadziła też pewnie ze 300 kwiatów. - Chcę pokazać, że można uczyć niekonwencjonalnie i efektywnie. Przyrody można uczyć inaczej aniżeli tylko z podręczników – wyjaśnia. Czy to się wszystkim podoba? Niekoniecznie. - Ludzie myślą, że to co robię, robię dla glorii i chwały. Tak nie jest.

Energia
W małym słoiczku tłoczą się żółte kamyczki. Pyłek pszczeli. - Letnia woda, do tego łyżeczka miodu i łyżeczka pyłku. To napój królewski. Rozmieszać i zostawić na noc – instruuje pani Maria. Co to daje? - Energię do życia – odpowiada z uśmiechem. Tej z pewnością kobiecie nie brakuje, więcej – potrafi się nią dzielić. Została genetycznym bliźniakiem – oddała szpik jednemu z członków swojej rodziny. Dziś wszystkich namawia, by rejestrowali się jako dawcy.

Aktywna
Pani Maria, mimo że są wakacje, nie zwalnia tempa. Co prawda lekcji nie ma, ale doglądać pelargonii i komarzyc na parapetach szkolnych trzeba przez cały czas. Panią Marę pochłania też pasja – wyrób świeczek z pszczelego wosku. - Kiedyś kupowałam foremki sama, teraz sama nauczyłam się je robić – opowiada, co rusz wyjmując którąś ze skrzyneczki. Przede mną lądują świeczki. Typowe – kręcone, zdobione, w kształcie ula, sowy, aniołka, o fakturze plastra miodu, na którym siedzi pszczoła... Wszystkie pachnące. W koszyku siedzi pluszowa pszczoła, w kolekcji pszczelarskiej kubek z takim właśnie motywem. - Uwielbiam takie akcesoria – przyznaje. Część życia oddała jednak Winniczkowi – Stowarzyszeniu Miłośników Przyrody, któremu szefuje. Stąd przed domem misternie rzeźbiony ślimak, a na znak uwielbienia przyrody – jarząb szwedzki. Skąd na to wszystko siły? - pytam. - Chyba z nieba – słyszę, za wzrokiem pani Marii wędrując w górę.

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości