- Taka byłam gwiazda! - śmieje się Maria Jaszczyk, wspominając swoją przygodę z telewizyjną "Dwójką". W "Pytaniu na śniadanie" przepytywali ją Dorota Wellman i Marcin Prokop, na co dzień jednak to ona występuje w roli pytającej. W klasie, bardzo szczególnej zresztą
Zwariowana, oczywiście pozytywne. Takie opinie o Marii Jaszczyk usłyszeć nie trudno. - Nie obrażam się o to – przyznaje kobieta. Pewnie dlatego, że szaleństwo rzeczywiście drzemie w niej gdzieś głęboko ukryte, co jakiś czas znajduje jednak ujście. Energia panią Marię rozpiera. Podczas rozmowy myśl goni myśl, większość nieuczesanych, po chwili wszystkie zyskują jednak kształt. Nie tylko w głowie panuje nieustanny ruch – pani Maria co chwila znika z werandy. Po płytę, po akcesoria pszczelarskie i swoje wyroby, do chłopców, którzy pomagają jej opiekować się królikami, po jedzenie dla obrażalskiego kota...
[[reklama]]
Nieustanna aktywność, wiedza i pasja w 2006 roku zaprowadziły naszą rozmówczynię aż do Warszawy. Konkretnie na Woronicza 17. Pani Maria w „Pytaniu na śniadanie” prowadzonym dawniej przez charyzmatyczny duet Prokop i Wellman wystąpiła w roli znawcy miodów, pyłków i propolisu oraz fachowca od świeczek woskowych. Skąd u zootechnika tak specjalistyczna wiedza? Ze studiów. By móc spędzać z przyszłym mężem więcej czasu oboje wybrali fakultet dotyczący właśnie pszczelnictwa. Przypadkowo, ale szczęśliwie – później przez kilka lat prowadzili kilkudniową pasiekę. Do czasu. W 1992 Roman Jaszczyk zmarł. - 3 lutego – precyzuje pani Maria. - Było mi wtedy trudno... Dzieci były malutkie – wspomina. Kilka miesięcy później spotkała ją kolejna tragedia – w sierpniu zmarła jej teściowa, z którą, z racji częstej opieki, obie córki były, bardzo związane. Najpierw dziewczynki straciły tatę, a później babcię, która kochała je nad życie szyła im sukienki dla lalek... - urywa. - Musiałam być mamą, więc rezygnowałam z posady w Świętej – nasza rozmówczyni była tam szefową.
- Było w domu dwóch dyrektorów i dwoje małych dzieci – pani Maria wraca do dawnych lat. Ona kierowała Szkołą Podstawową w Świętej, jej mąż był natomiast zastępcą dyrektora PGR Złotów w gospodarstwie Nowiny. Do kierowniczej funkcji nie tęskni. - Bycie dyrektorem to nie jest to, co lubię. Chciałam spróbować, spróbowałam i na tym koniec.
Żywa klasa
Maria Jaszczyk to wyjątkowy nauczyciel. Ma konto na Naszej Klasie i „fejsie”, nie to jednak dziwi, bo obecność na portalach społecznościach to dziś nic wyjątkowego, a ilość wpisów, które umieszcza na swoich profilach. - Ktoś mi powiedział, że nikt nie pisze tyle co ja – uśmiecha się. A pisać jest o czym. Projekty, nad którymi pani Maria pracuje, dokumentowanie codzienności, zdjęcia ze szkoły... W „swojej” klasie hoduje gąsienice, motyle, rybki, żółwie, straszyki i patyczaki, wspólnie z uczniami zgromadziła też pewnie ze 300 kwiatów. - Chcę pokazać, że można uczyć niekonwencjonalnie i efektywnie. Przyrody można uczyć inaczej aniżeli tylko z podręczników – wyjaśnia. Czy to się wszystkim podoba? Niekoniecznie. - Ludzie myślą, że to co robię, robię dla glorii i chwały. Tak nie jest.
Energia
W małym słoiczku tłoczą się żółte kamyczki. Pyłek pszczeli. - Letnia woda, do tego łyżeczka miodu i łyżeczka pyłku. To napój królewski. Rozmieszać i zostawić na noc – instruuje pani Maria. Co to daje? - Energię do życia – odpowiada z uśmiechem. Tej z pewnością kobiecie nie brakuje, więcej – potrafi się nią dzielić. Została genetycznym bliźniakiem – oddała szpik jednemu z członków swojej rodziny. Dziś wszystkich namawia, by rejestrowali się jako dawcy.
Aktywna
Pani Maria, mimo że są wakacje, nie zwalnia tempa. Co prawda lekcji nie ma, ale doglądać pelargonii i komarzyc na parapetach szkolnych trzeba przez cały czas. Panią Marę pochłania też pasja – wyrób świeczek z pszczelego wosku. - Kiedyś kupowałam foremki sama, teraz sama nauczyłam się je robić – opowiada, co rusz wyjmując którąś ze skrzyneczki. Przede mną lądują świeczki. Typowe – kręcone, zdobione, w kształcie ula, sowy, aniołka, o fakturze plastra miodu, na którym siedzi pszczoła... Wszystkie pachnące. W koszyku siedzi pluszowa pszczoła, w kolekcji pszczelarskiej kubek z takim właśnie motywem. - Uwielbiam takie akcesoria – przyznaje. Część życia oddała jednak Winniczkowi – Stowarzyszeniu Miłośników Przyrody, któremu szefuje. Stąd przed domem misternie rzeźbiony ślimak, a na znak uwielbienia przyrody – jarząb szwedzki. Skąd na to wszystko siły? - pytam. - Chyba z nieba – słyszę, za wzrokiem pani Marii wędrując w górę.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze