Absolutnie nie. Filmik można zawsze sobie złożyć, a tak naprawdę mamy dużo więcej pracy. Dobrze to mają się same markety, bo przez niehandlowe niedziele ich obroty wzrosły.
Tak, na zasadzie: bo mi zabraknie. Przychodzą w piątek i sobotę i kupują na zapas. Z siedmiu dni handlowych zrobiło się sześć i w nie trzeba się wcisnąć. Market ma obrót do zrobienia, ma swoje założenia - nie mogę powiedzieć, jakie, ale pracownicy muszą się uwijać, by się wyrobić.
Obsłużyć jak najwięcej klientów, jak najwięcej sprzedać. Wyjść do klienta, żeby mu dany towar wcisnąć...
Reklama
Nie wciska, ale musimy zapewnić klientowi dostępność. Jeśli nie wyłożymy rano na siódmą warzywniaka, to te pierwsze osoby już nie kupią rzodkiewki, bo ona jeszcze stać będzie na palecie. A warzyw teraz przyjeżdża o wiele więcej.

[[pay]]
Teraz w piątek i sobotę pracujemy do 22. Na razie, bo pewnie to się zmieni. Jeden z marketów ma być tak otwarty codziennie, a przypuszczam, że market będzie gonić market...
Po 8 godzin dziennie, bywa jednak, że więcej niż 40 godzin tygodniowo, ale potem nam te godziny oddają. Rozliczamy się w cyklu trzymiesięcznym. Pierwszą zmianę zaczynamy o 5:30, wcześniej też tak było, z tym że teraz czas pracy został wydłużony, towaru jest więcej, a dodatkowych godzin i pracowników nie ma. Kiedyś np. mieliśmy 5 palet towaru, a dziś 8. A czas na ich rozłożenie jest ten sam. Wolna niedziela tu nie pomaga, bo w tygodniu musimy się narobić więcej.
Reklama
Narzekają, bo jest naprawdę ciężko. Ostatnio trochę kadra się zmieniła, bo ludzie szukają lżejszej pracy. W piątek i sobotę zostajemy do późna, wracamy do domów około 23. Bywa, że kończę tak w sobotę, a w poniedziałek rano zaczynam pracę o 5:30. To ile mam z tej wolnej niedzieli? Śpię dłużej, robię obiad i po południu kładę się, by odpocząć, bo rano do pracy. Sorry, ale nie mam niedzieli.
Wyobrażam sobie kobiety, które co chwilę słyszą: mamo to, mamo tamto... Może i ta rodzina gdzieś pojedzie w niedzielę, tak jak na wspomnianych filmikach, ale przypuszczam, że ta mama snuje się za tymi dziećmi. Marzy o tym, żeby się położyć.
Reklama

rys. Karol Bobkowski
Można było sobie zaplanować wolny weekend. Nawet narzucano nam odgórnie, żebyśmy wybierali te wolne dni – sobotę i niedzielę.
To są jedna – dwie osoby, które przychodzą do pracy na 12:00 i pracują do 20:00. Zabezpieczają czas zmiany obsady.
Z góry zakładałyśmy, że będzie nam gorzej. Ta zmiana jest dla wybranych ludzi. Powiedzmy sobie szczerze: idąc do pracy w markecie byłam świadoma, że mój tydzień pracy będzie liczyć siedem dni, z wolnym za sobotę czy niedzielę w tygodniu. A dziś jest wielka niewiadoma.
Reklama
Choćby te wszystkie promocje. W poniedziałki, środy, w soboty. Marketing cały czas kombinuje, jak sprzedać więcej, a ogarnąć to musimy my. Zazwyczaj promocje przyjeżdżają tego samego dnia i je trzeba przygotować. To są konkretne rzeczy jak mięso, olej, cukier – rzeczy niezbędne w kuchni, które przyciągną ludzi. Wiosną jest to np. sprzęt ogrodniczy. To powoduje, że ludzie są w sklepie w sobotę o 7:00. Kiedyś przychodzili na spokojnie o 9:00.
Warto to zobaczyć. Kiedyś w promocji były kurtki sportowe, więc przed drzwiami zebrał się tłum. Otwieramy i zaczyna się bieg przez płotki. Ludzie dopadają do tych kurtek i biorą, ile się da. Zazwyczaj przychodzą po kurtkę dla siebie, córki i babci i nie mając czasu, by przy koszu wybrać sobie rozmiar, kolor, biorą po kilka. W domu oglądają, a potem przynoszą je z powrotem.
Reklama
Ręce opadają. Trzeba tam kogoś wysłać, ale przy takiej obsadzie nie da się tego ogarnąć. A za chwilę przyjdą następni... To taka syzyfowa praca.
Jeżeli chodzi o pensje, to, jak na rynek złotowski, jest ok. Nowy pracownik dostaje przez rok najniższą krajową. Potem, przy umowie na dwa lata, trochę więcej. A po trzech latach pracownik na pełnym etacie dostaje jakieś 2200 zł na rękę.
Mamy za duży przemiał ludzi, by stworzyć fajną ekipę. Do tego potrzeba czasu. Owszem, są sympatie, przyjaźnie, ale pojedyncze. Sporo osób odeszło z pracy po wprowadzeniu 500 plus. Jak miały opłacić żłobek, nianię i jeszcze się narobić, to im się nie opłacało. Po wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele znowu kadra się zmieniła.
Reklama
Krótko i zwięźle? Jestem zryta. Obsada jest za mała, więc trzeba zasuwać. Chcąc zapewnić klientom dostępność towaru naprawdę trzeba wszystko robić biegiem.
Ciężko współpracuje się z klientami. Mało jest takich, którzy postoją, poczekają. Większość się spieszy. Chcą być obsłużeni, bo im się należy. Często krzyczą, wyzywają. Bywa, że zostawiają towar i wychodzą mówiąc: dziękuję za obsługę! Komu chce się dziś czekać? Zwłaszcza w tę sobotę przed niehandlową niedzielą, w kolejce do połowy sklepu. Tyle że, z mojej perspektywy, idzie sobie te zakupy inaczej rozplanować, by w tych kolejkach nie stać. I tak większość ludzi chodzi do sklepu niemal codziennie.
Reklama
To jest pół na pół. Jedni mówią: fajnie, że macie tę niedzielę wolną, należy Wam się, a inni mówią: co Wy będziecie w te niedziele robić?
Myślę, że większości ludzi odpowiadała ta handlowa niedziela. Zwłaszcza tym, którzy w tygodniu nie mogli np. kupić dziecku butów. W galerii w niedzielę robili to bez problemu i ze spokojem. Poza tym gdzieś czytałam, że teraz niedziela będzie dla Boga, idźmy więc do kościoła. Ok, nie mam nic przeciwko, sama w jakiś sposób jestem z Kościołem związana, ale bez przesady. My w markecie widzieliśmy, że skończyła się msza, bo całe rodzinki przychodziły. Spokojnie sobie chodziły i kupowały. Taki był rytuał: o 9 msza, potem Biedronka, Tesco, Lidl, ktoś był w domu i zrobił obiad, i niedziela mijała. A teraz nie wiem, co oni robią. Na pewno musieli się mocno „przerobić”, żeby sobie znaleźć inne zajęcie.

Wyniki sondy przeprowadzonej na portalu kilka dni temu
One nic mi nie dają. Dla mnie to żaden sukces. To nie jest wyjście do pracownika. To może miało pomóc małym sklepikom, ale czy pomaga? My zamkniemy w niedzielę, ale wcześniej rzucamy promocje i ludzie kupują i tak u nas resztę produktów. Do osiedlowego sklepiku poleci ktoś po sól, bo mu zabraknie, ale to nie jest utarg dla tego sklepu.
Klienci pędzą, jakby rzeczywiście skrócono im tydzień, a w tym biegu ginie kultura osobista. Ja się spieszę, mi się należy, ja nikogo nie przepuszczę... Dziwne jest to, że najbardziej spieszą się emeryci. Oni robią najwięcej hałasu, a po zrobieniu zakupów pół godziny z kimś przegadają przed drzwiami do sklepu.
Reklama
Klienci tratują nas jakbyśmy byli nikim. Jakby ktoś posadził robota, który powiedział to „dzień dobry”, „dziękuję” i już. Ten robot ma zrobić pik, wydać resztę i tyle. Kasjer to ktoś, od kogo się wymaga, bo mu się płaci. A od siebie nic dawać nie trzeba. A my musimy być mili, jest na to duży nacisk firmy.
My już się nauczyliśmy zagryzać zęby. Lubię pracę z ludźmi, więc wiele rzeczy przemilczę, bo agresja budzi agresję. Gdyby pracownik się złościł, to nie wiem, czy byśmy zakupy normalnie zrobili. Sama jestem klientką innych marketów i wiem, co ci ludzie muszą zrobić, ile muszą się nadźwigać, więc ich szanuję. Wiem, że w tej pracy są lżejsze dni, ale są tak ciężkie, że ma się dość. Człowiek pyta sam siebie: po co mi to?
Reklama
Może w te wolne niedziele pójść do lasu…? Bo gdy w tę wolną niedzielę dzieci biegają i hałasują, to znowu trzeba zęby przygryzać. Niedziela nam nie pomogła.
Rozmawiał Łukasz Opłatek
Imię bohaterki zostało zmienione[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Sam się ucz de**lu. Ktoś musi pracować w marketach bo gdzie zrobi zakupy taka rodzina jak twoja ( janusz, grażyna, pjoter i dżesika). Zacznij doceniać i szanować tych ludzi.
Trzeba było się uczyć a nie narzekać teraz. Ja też często pracuje w dni wolne od pracy jak i zapewne większość społeczeństwa. Nie lamentuje jak muszę pracować a zakupy przez 20 lat robiłem w niedzielę i nikomu krzywdy tym nie robiłem. Teraz jak pokarane przez system czują się ....
Sam się ucz de**lu. Ktoś musi pracować w marketach bo gdzie zrobi zakupy taka rodzina jak twoja ( janusz, grażyna, pjoter i dżesika). Zacznij doceniać i szanować tych ludzi.
Trzeba było się uczyć a nie narzekać teraz. Ja też często pracuje w dni wolne od pracy jak i zapewne większość społeczeństwa. Nie lamentuje jak muszę pracować a zakupy przez 20 lat robiłem w niedzielę i nikomu krzywdy tym nie robiłem. Teraz jak pokarane przez system czują się ....