Reklama

Sorry, nie mam niedzieli. Pani Jagoda opowiada o pracy w markecie

02/06/2018 18:00
Więcej pracy, większy stres, te same pieniądze. I pogarda ze strony spieszących się przed niedzielą ludzi

Widziała Pani film pracowników jednej z sieci, którzy spędzają niedziele z rodzinami? Wygląda na to, że naprawdę jest Wam lepiej.

Absolutnie nie. Filmik można zawsze sobie złożyć, a tak naprawdę mamy dużo więcej pracy. Dobrze to mają się same markety, bo przez niehandlowe niedziele ich obroty wzrosły.

Klienci robią zapasy na niedziele?

Tak, na zasadzie: bo mi zabraknie. Przychodzą w piątek i sobotę i kupują na zapas. Z siedmiu dni handlowych zrobiło się sześć i w nie trzeba się wcisnąć. Market ma obrót do zrobienia, ma swoje założenia - nie mogę powiedzieć, jakie, ale pracownicy muszą się uwijać, by się wyrobić.

Co możecie zrobić, by się w ten nakaz zmieścić?

Obsłużyć jak najwięcej klientów, jak najwięcej sprzedać. Wyjść do klienta, żeby mu dany towar wcisnąć...

Reklama

Bywam w marketach regularnie i nikt mi tam niczego nie wciska…

Nie wciska, ale musimy zapewnić klientowi dostępność. Jeśli nie wyłożymy rano na siódmą warzywniaka, to te pierwsze osoby już nie kupią rzodkiewki, bo ona jeszcze stać będzie na palecie. A warzyw teraz przyjeżdża o wiele więcej.

By zrekompensować sobie potencjalne niedzielne straty markety wydłużyły czas pracy o godzinę. Tylko czy aż?


Pozostało jeszcze 87% tekstu
Zaloguj się i zostań stałym Czytelnikiem

[[pay]]

Teraz w piątek i sobotę pracujemy do 22. Na razie, bo pewnie to się zmieni. Jeden z marketów ma być tak otwarty codziennie, a przypuszczam, że market będzie gonić market...

W jakim systemie pracujecie?

Po 8 godzin dziennie, bywa jednak, że więcej niż 40 godzin tygodniowo, ale potem nam te godziny oddają. Rozliczamy się w cyklu trzymiesięcznym. Pierwszą zmianę zaczynamy o 5:30, wcześniej też tak było, z tym że teraz czas pracy został wydłużony, towaru jest więcej, a dodatkowych godzin i pracowników nie ma. Kiedyś np. mieliśmy 5 palet towaru, a dziś 8. A czas na ich rozłożenie jest ten sam. Wolna niedziela tu nie pomaga, bo w tygodniu musimy się narobić więcej.

Reklama

Jak na to obciążenie zareagowali pracownicy?

Narzekają, bo jest naprawdę ciężko. Ostatnio trochę kadra się zmieniła, bo ludzie szukają lżejszej pracy. W piątek i sobotę zostajemy do późna, wracamy do domów około 23. Bywa, że kończę tak w sobotę, a w poniedziałek rano zaczynam pracę o 5:30. To ile mam z tej wolnej niedzieli? Śpię dłużej, robię obiad i po południu kładę się, by odpocząć, bo rano do pracy. Sorry, ale nie mam niedzieli.

Pani jest trochę łatwiej, bo nie ma Pani małych dzieci. Co mają powiedzieć młode mamy?

Wyobrażam sobie kobiety, które co chwilę słyszą: mamo to, mamo tamto... Może i ta rodzina gdzieś pojedzie w niedzielę, tak jak na wspomnianych filmikach, ale przypuszczam, że ta mama snuje się za tymi dziećmi. Marzy o tym, żeby się położyć.

Reklama

rys. Karol Bobkowski

Przed wprowadzeniem zakazu handlu w niedziele mieliście w sklepie jeden wolny weekend w miesiącu, dziś tego nie ma.

Można było sobie zaplanować wolny weekend. Nawet narzucano nam odgórnie, żebyśmy wybierali te wolne dni – sobotę i niedzielę.

Wydłużenie czasu pracy w piątek i sobotę spowodowało także konieczność wprowadzenia tzw. międzyzmiany. Czym ona jest?

To są jedna – dwie osoby, które przychodzą do pracy na 12:00 i pracują do 20:00. Zabezpieczają czas zmiany obsady.

Gdy rządzący wprowadzali zakaz handlu w niedziele, a Piotr Duda z „Solidarności” odtrąbił sukces, Wy też się cieszyliście?

Z góry zakładałyśmy, że będzie nam gorzej. Ta zmiana jest dla wybranych ludzi. Powiedzmy sobie szczerze: idąc do pracy w markecie byłam świadoma, że mój tydzień pracy będzie liczyć siedem dni, z wolnym za sobotę czy niedzielę w tygodniu. A dziś jest wielka niewiadoma.

Reklama

Co ma Pani na myśli?

Choćby te wszystkie promocje. W poniedziałki, środy, w soboty. Marketing cały czas kombinuje, jak sprzedać więcej, a ogarnąć to musimy my. Zazwyczaj promocje przyjeżdżają tego samego dnia i je trzeba przygotować. To są konkretne rzeczy jak mięso, olej, cukier – rzeczy niezbędne w kuchni, które przyciągną ludzi. Wiosną jest to np. sprzęt ogrodniczy. To powoduje, że ludzie są w sklepie w sobotę o 7:00. Kiedyś przychodzili na spokojnie o 9:00.

W sieci znaleźć można filmy pokazujące przebieg wyprzedaży. Czasem są to dantejskie sceny.

Warto to zobaczyć. Kiedyś w promocji były kurtki sportowe, więc przed drzwiami zebrał się tłum. Otwieramy i zaczyna się bieg przez płotki. Ludzie dopadają do tych kurtek i biorą, ile się da. Zazwyczaj przychodzą po kurtkę dla siebie, córki i babci i nie mając czasu, by przy koszu wybrać sobie rozmiar, kolor, biorą po kilka. W domu oglądają, a potem przynoszą je z powrotem.

Reklama

A pracownicy muszą ten bajzel, te rozrzucone rzeczy posprzątać…

Ręce opadają. Trzeba tam kogoś wysłać, ale przy takiej obsadzie nie da się tego ogarnąć. A za chwilę przyjdą następni... To taka syzyfowa praca.

Trudy pracy osładzać pracownikom mają pensje, markety chwalą się w mediach, jak to podnoszą wynagrodzenia.

Jeżeli chodzi o pensje, to, jak na rynek złotowski, jest ok. Nowy pracownik dostaje przez rok najniższą krajową. Potem, przy umowie na dwa lata, trochę więcej. A po trzech latach pracownik na pełnym etacie dostaje jakieś 2200 zł na rękę.

W markecie też jest wyścig szczurów czy sobie pomagacie?

Mamy za duży przemiał ludzi, by stworzyć fajną ekipę. Do tego potrzeba czasu. Owszem, są sympatie, przyjaźnie, ale pojedyncze. Sporo osób odeszło z pracy po wprowadzeniu 500 plus. Jak miały opłacić żłobek, nianię i jeszcze się narobić, to im się nie opłacało. Po wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele znowu kadra się zmieniła.

Reklama

Jak Pani wygląda po zmianie?

Krótko i zwięźle? Jestem zryta. Obsada jest za mała, więc trzeba zasuwać. Chcąc zapewnić klientom dostępność towaru naprawdę trzeba wszystko robić biegiem.

A mimo to ludzie tego nie doceniają i awanturują w kolejkach.

Ciężko współpracuje się z klientami. Mało jest takich, którzy postoją, poczekają. Większość się spieszy. Chcą być obsłużeni, bo im się należy. Często krzyczą, wyzywają. Bywa, że zostawiają towar i wychodzą mówiąc: dziękuję za obsługę! Komu chce się dziś czekać? Zwłaszcza w tę sobotę przed niehandlową niedzielą, w kolejce do połowy sklepu. Tyle że, z mojej perspektywy, idzie sobie te zakupy inaczej rozplanować, by w tych kolejkach nie stać. I tak większość ludzi chodzi do sklepu niemal codziennie.

Reklama

Słyszałem przy kasie, jak klienci mówili, że to dobrze, że macie wolne niedziele.

To jest pół na pół. Jedni mówią: fajnie, że macie tę niedzielę wolną, należy Wam się, a inni mówią: co Wy będziecie w te niedziele robić?
Myślę, że większości ludzi odpowiadała ta handlowa niedziela. Zwłaszcza tym, którzy w tygodniu nie mogli np. kupić dziecku butów. W galerii w niedzielę robili to bez problemu i ze spokojem. Poza tym gdzieś czytałam, że teraz niedziela będzie dla Boga, idźmy więc do kościoła. Ok, nie mam nic przeciwko, sama w jakiś sposób jestem z Kościołem związana, ale bez przesady. My w markecie widzieliśmy, że skończyła się msza, bo całe rodzinki przychodziły. Spokojnie sobie chodziły i kupowały. Taki był rytuał: o 9 msza, potem Biedronka, Tesco, Lidl, ktoś był w domu i zrobił obiad, i niedziela mijała. A teraz nie wiem, co oni robią. Na pewno musieli się mocno „przerobić”, żeby sobie znaleźć inne zajęcie.

Reklama

Wyniki sondy przeprowadzonej na portalu kilka dni temu

To co Pani robi w te wolne niedziele?

One nic mi nie dają. Dla mnie to żaden sukces. To nie jest wyjście do pracownika. To może miało pomóc małym sklepikom, ale czy pomaga? My zamkniemy w niedzielę, ale wcześniej rzucamy promocje i ludzie kupują i tak u nas resztę produktów. Do osiedlowego sklepiku poleci ktoś po sól, bo mu zabraknie, ale to nie jest utarg dla tego sklepu.

Kiedyś poznana przeze mnie Ukrainka stwierdziła, że w Polsce jest tak miło, nawet ludzie w kolejce spokojnie czekają. To chyba się zmienia, prawda?

Klienci pędzą, jakby rzeczywiście skrócono im tydzień, a w tym biegu ginie kultura osobista. Ja się spieszę, mi się należy, ja nikogo nie przepuszczę... Dziwne jest to, że najbardziej spieszą się emeryci. Oni robią najwięcej hałasu, a po zrobieniu zakupów pół godziny z kimś przegadają przed drzwiami do sklepu.

Reklama

Zastanawiała się Pani, dlaczego wielu klientów nie odpowiada na Pani „dzień dobry”?

Klienci tratują nas jakbyśmy byli nikim. Jakby ktoś posadził robota, który powiedział to „dzień dobry”, „dziękuję” i już. Ten robot ma zrobić pik, wydać resztę i tyle. Kasjer to ktoś, od kogo się wymaga, bo mu się płaci. A od siebie nic dawać nie trzeba. A my musimy być mili, jest na to duży nacisk firmy.

To jednak musi być deprymujące.

My już się nauczyliśmy zagryzać zęby. Lubię pracę z ludźmi, więc wiele rzeczy przemilczę, bo agresja budzi agresję. Gdyby pracownik się złościł, to nie wiem, czy byśmy zakupy normalnie zrobili. Sama jestem klientką innych marketów i wiem, co ci ludzie muszą zrobić, ile muszą się nadźwigać, więc ich szanuję. Wiem, że w tej pracy są lżejsze dni, ale są tak ciężkie, że ma się dość. Człowiek pyta sam siebie: po co mi to?

Reklama

Jakoś trzeba to odreagować.

Może w te wolne niedziele pójść do lasu…? Bo gdy w tę wolną niedzielę dzieci biegają i hałasują, to znowu trzeba zęby przygryzać. Niedziela nam nie pomogła.

Rozmawiał Łukasz Opłatek

Imię bohaterki zostało zmienione[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    We Da West - niezalogowany 2018-06-04 18:49:07

    Sam się ucz de**lu. Ktoś musi pracować w marketach bo gdzie zrobi zakupy taka rodzina jak twoja ( janusz, grażyna, pjoter i dżesika). Zacznij doceniać i szanować tych ludzi.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ...... - niezalogowany 2018-06-03 20:58:18

    Trzeba było się uczyć a nie narzekać teraz. Ja też często pracuje w dni wolne od pracy jak i zapewne większość społeczeństwa. Nie lamentuje jak muszę pracować a zakupy przez 20 lat robiłem w niedzielę i nikomu krzywdy tym nie robiłem. Teraz jak pokarane przez system czują się ....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości