Rodziny te musiały opuścić mieszkania na przynajmniej dwa dni. - Sytuacja jest opanowana, ale nie znalazłem źródła – przyznaje mężczyzna
Problem wystąpił kilka dni temu na jednym ze złotowskich osiedli.
– Jeden z mieszkańców zgłosił nam sprawę. Skontaktowaliśmy się ze specjalistą, który współpracuje w tym zakresie z naszą spółdzielnią. Niedługo po naszej rozmowie dał nam znać, że kontaktują się z nim kolejne rodziny – o wydarzeniach z połowy września mówi prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Piast, Wojciech Buczek.
– Podaliśmy ogłoszenia, żeby przed blokiem spotkać się ze wszystkimi, którzy zauważyli u siebie ten problem – dodaje. Prezes podkreśla, że pluskwy nie wystąpiły w zasobach ogólnospółdzielczych, jak korytarze, klatki schodowe i piwnice, tylko w mieszkaniach. Stąd część osób kontaktowała się w kolejnych dniach już bezpośrednio ze specjalistą.
– Pomimo tego, że problematyczna sytuacja wystąpiła w mieszkaniach, żeby zastopować przenoszenie insektów spółdzielnia zdecydowała, że sfinansuje zabiegi – W. Buczek podaje, że ich koszt to 300 zł od mieszkania. Dezynsekcja miała miejsce w bloku przy Szkolnej 12.
– Rzeczywiście nie jest to tania usługa, ale wybraliśmy najbardziej skuteczny wariant – argumentuje. Prezes podkreśla, że jeśli chodzi o pluskwy, pojawiły się one w spółdzielczych zasobach pierwszy raz od blisko pięciu lat.
Specjalista z dziedziny dezynsekcji pracował w bloku przez dwa dni.
– To była jazda bez trzymanki – przyznaje, że pracy było sporo, na ten czas wyprowadziły się rodziny z dwóch klatek. W jednej klatce prawie wszystkie, w drugiej część rodzin. Łącznie dezynsekcji poddano czternaście mieszkań.
Mężczyzna (który wypowiada się w artykule pod warunkiem zachowania anonimowości) przyznaje, że pożar został ugaszony, ale nie wiadomo, jak dalej rozwinie się sytuacja.
– Jest opanowana, ale nie znaleźliśmy źródła, czyli gniazda. Być może źródło zlikwidowałem, a wcale o tym nie wiem, natomiast nie widziałem czegoś, co wskazywałoby, że było to gniazdo – wyjaśnia.
– Te rodziny musiały się wyprowadzić, ponieważ to była pełna dezynsekcja ich mieszkań.
Jaka jest przyczyna pojawienia się owada?
– W tych mieszkaniach, w których byłem, nie stwierdzałem problemów, które mogłyby sugerować, że były w nich gniazda. Dlatego jest bardzo prawdopodobne, że insekty zostały przyniesione z zewnątrz – mężczyzna przyznaje, że w bloku jest jeden mieszkaniec, który cały czas gromadzi różne rzeczy, choć i u niego nie znalazł źródła. Podkreśla, że nieprawdą jest, iż pluskwa występuje w brudnych miejscach. Przeciwnie, z reguły żyje w czystych warunkach, lubi porządek.
– Ten owad nie świadczy o tym, że ktoś żyje w brudzie – jednoznacznie stwierdza.
Mężczyzna podkreśla, że pluskwa nie jest owadem, który zagraża zdrowiu czy tym bardziej życiu.
– Nie stwierdzono przenoszenia przez niego chorób. Przynajmniej nie wskazują na to dotychczas prowadzone badania – choć podkreśla, że żerująca nocami pluskwa żywi się ludzką krwią.
– Dlatego nigdy nie wiadomo, jakie mogą zajść reakcje. Zwłaszcza, gdy ktoś jest uczulony – przyznaje, że najbardziej odczuwalny jest zwykły dyskomfort wynikający z pogryzień.
– Niektórzy byli tam mocno pogryzieni – podkreśla.
Jak możliwe, że pluskwy wystąpiły w mieszkaniach, a nie stwierdzono ich na klatkach schodowych i innych wspólnych częściach bloku?
– Przemieszczały się po pionie. Po rurach, po zewnętrznych ścianach – wyjaśnia, że pluskwa bez problemu przejdzie na sąsiedni blok. Tak doskonale wyczuwa człowieka, który należy do ssaków stałocieplnych, których krwią żywi się insekt.
Skoro wniesione z zewnątrz, to skąd?
– Ludzie jeżdżą do Niemiec, Holandii, Anglii – często właśnie stamtąd je przywożą. Oczywiście możliwa jest także bliższa „przeprowadzka”.
Prezes Buczek dodaje, że spółdzielnia regularnie spotyka się w swoich zasobach z podrzucaniem odpadów wielkogabarytowych.
– Do tego stopnia, że dzieciaki właśnie na Szkolnej zrobiły sobie tzw. bazy, takie, jak kiedyś robiło się w dzieciństwie. Były robione z części mebli, które zostawiono lub podrzucono w wiatach śmietnikowych – wskazuje prawdopodobne miejsce, z którego pluskwy mogły trafić do „dwunastki”.
– Kiedyś pluskwy żywiły się głównie krwią nietoperzy, ale że nie lubią owłosienia, przeszły na człowieka, gdzie mają szybki dostęp do skóry. Atakują najczęściej między północą a czwartą nad ranem. Szybko się rozprzestrzeniają i rozmnażają, a blok daje do tego idealne warunki – mężczyzna, który zwalczał pluskwy przy Szkolnej przyznaje, że ludzie często myślą, że gryzą je komary i bagatelizują problem.
Ile pluskiew było na Szkolnej?
– Dziesiątki – specjalista mówi o ilościach, jakie były w mieszkaniach. – Para wystarczy do tego, żeby solidnie pociąć – najbardziej odczuły to dzieci. Jak technicznie wyglądała dezynsekcja mieszkań w „dwunastce”?
– To było aerozolowanie, pokrywanie wszystkiego mikrocząsteczkami kropli. Są tak drobne, że ich nie widać – mężczyzna przyznaje, że oprysk był szczegółowy, dotyczył m.in. listew, kontaktów, miejsc za meblami.
– Składu związków chemicznych nie podam, to moja tajemnica zawodowa, ale jest to skuteczne. Przynajmniej do tej pory. Dlatego zamykam mieszkania na dwa dni. Pierwszy dzień to działanie środka, drugi dzień to okres, w którym mieszkania się wietrzy, środek stopniowo się neutralizuje. Pewne substancje działają jeszcze przez trzy tygodnie, ale nie są toksyczne dla ludzi. To są dawki dostosowane do wielkości owada – podkreśla. Przyznaje jednak, że zwalczanie pluskiew jest trudne, dlatego niechętnie podejmują się tego nawet wyspecjalizowane firmy.
– Obok karaluchów czy mrówki faraona to jeden z najtwardszych insektów, jakie pojawiają się w domach. Trudno dobrać środek, żeby skutecznie z nim walczyć.
Nasz rozmówca swoje zrobił, choć przyznaje, że słyszał już, iż mówi się o kolejnych blokach na Szkolnej. Oficjalne zgłoszenie jednak, póki co, do niego nie wpłynęło. W tej sytuacji jedno zaleca na pewno – niczego nie zbierać i nie znosić do mieszkań. Jest to ryzykowne.
– Tym bardziej szkoda, że nie udało się namówić mieszkańców całego bloku, żeby spryskać wszystkie mieszkania. Dawałoby to jednak większą gwarancję skuteczności – mówi Łukasz Jankowski z „dwunastki”. Przyznaje, że przy wyprowadzce na czas akcji jego rodzina zabrała tylko najpotrzebniejsze rzeczy, m.in. po to, żeby jak największa ilość została i była poddana dezynsekcji. Początkowo myśleli, że to pogryzienia komara lub innych owadów. Były sąsiedzkie rozmowy, zaobserwowano, że insekty pojawiły się najczęściej w pokojach tego samego pionu, a gdy na stelażu łóżka znaleziono sztuki z jajami i porównano je z informacjami zasięgniętymi w internecie, była już pewność, że to pluskwa domowa i można było wezwać specjalistę. Kilka dni po jego działaniach wrócili do mieszkań.
– Na razie jest spokój – mówi pan Łukasz.
Piotr Steffen
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Teraz wiem dlaczego jedna kobieta i facet ze Szkolnej będąc w Netto szukali drapaka do pleców. A wykupione były wszystkie.
Śmietniki kluczone ale ktoś podrzucił meble. Pewnie miał ze sobą urządzenie do przenoszenia w czasoprzestrzeni. Brawo dla prezesa.
Pluskwy = syf, kiła i muchy tse-tse, uważajcie bo Rząd zrobi dezynfekcje i deratyzacje Złotowa jak zaproponował poseł PiS Pięta (ten od podrywania modelek na miesięcznicach) zarówno z pluskiew jak i przeciwników politycznych.
Profesjonalne podejście do tematu. Lubię to
W tym bloku na szkolnej mieszka Pan W. który zbiera wszystkie śmieci. To już wiadomo od czego były.
Niestety nikt nie napisał ile trudu kosztowało te rodziny powrót do normalności. Mycie wszystkich rzeczy,wyrzucenie wielu mebli.To są dramaty ludzkie. W 21 wieku,szok!!! I nie wierzę,że jedno opryskanie rozwiązało problem.
Słaby specjalista. Nie wykrył źródła więc czy na pewno musiał robić w każdym mieszkaniu? A czy wie, że chemicznie zwalczając problem wróci? Pewnie tak bo za miesiąc dwa znów będzie miał co robić a i zarobi nieźle. Chemicznie Panie specjalisto nie zlikwidujesz
Jak pluskwy.
To fakt dramat totalny remont mieszkania niejednokrotnie trzeba przeprowadzić, natomiast nie prawdą jest iż nie są groźne osoby cierpiące na jakąkolwiek alergię pogryzione przez pluskwy przechodzą horror
My z innego miasta,ale problem ten sam. Walczymy już 2 tygodnie. Pierwszy tydzień przyszedł fachowiec,żagli,wyprowadza z domu.30 h wszystko zamknięte. Następnie parowanie,wyrzucanie rzeczy.Pranie,sprzątanie Po 7 dniach niestety pojawiły się nowe Całą praca poszła na marne.I od nowa.Teraz wywozimy wszystko z domu. Majątek poszedł na pralnię,żeby jak najszybciej pozbyć się ewentualnych jaj, a do tego wszystko w bardzo niebezpiecznej truciznie, po zamgławianiu. Co tu robić.Zakleiliśmy dziury w pionie. Jesteśmy załamani...
trzeba pryskać kilka razy, pryskanie nie zabija jaj, po wylęgnięciu nowych pluskw trzeba znów pryskać
Teraz wiem dlaczego jedna kobieta i facet ze Szkolnej będąc w Netto szukali drapaka do pleców. A wykupione były wszystkie.
Śmietniki kluczone ale ktoś podrzucił meble. Pewnie miał ze sobą urządzenie do przenoszenia w czasoprzestrzeni. Brawo dla prezesa.
Pluskwy = syf, kiła i muchy tse-tse, uważajcie bo Rząd zrobi dezynfekcje i deratyzacje Złotowa jak zaproponował poseł PiS Pięta (ten od podrywania modelek na miesięcznicach) zarówno z pluskiew jak i przeciwników politycznych.