Reklama

Byle upaść. Pan Stanisław chce być bezdomny

14/09/2018 18:30

Tylko tak uwolni się od długu i rozpaczy. Pod opieką ma chorego syna, który przeżył spowodowany przez niego wypadek. Drugi z chłopców zmarł

Stań se tu z boku. Czego się bać. Ja nie mam czego się wstydzić. Fotogeniczny jestem, z dokumentami od pana posła Piechowiaka...

– pan Stanisław pozuje na tle ściany z tablicą Snellena. Na oryginalnej litery maleją w dół, tu wszystkie są tak samo duże.

To synek ze szkoły przyniósł

– chwali Krystianka, który jakby zastygł. Stoi pośrodku niskiego pokoju po babci, z przepalonym piecem kaflowym w rogu, zdjęciem zmarłego brata na ścianie i prostokątami płyty pilśniowej na suficie. Stoi i się dziwi nieruchomymi oczami w kolorze, jakim ludzi oczarowują husky. Człowiek – stworzenie pełne westchnień.*

Reklama

Wzdychać Stanisław Witczak może bez końca. Na zdrowie – praca w kopalnianym wojsku i w lesie jako pilarz bolącym kręgosłupem mu dokucza. Na rentę – przez 19 lat miał socjalną, ale państwo ją zabrało. Teraz ma zwykłą i jako sprzątacz dorabia, od siódmej do jedenastej. Na mieszkanie też westchnąć może – po mamie, ale i po Niemcu, własnościowe, zawalić się nie chce. Bo pan Stanisław chciałby być bezdomny. Wniosek o upadłość już złożył i czeka. Bez własnego „M” życie prostsze mieć będzie.

Śmierć na piersi

4 sierpnia 2008 roku wzdycha cały powiat. Około 14:30 na trasie do Nowego Dworu, tuż przy Henrykowie, z drogi wypada kia sephia. Za kierownicą siedzi 41–letni Stanisław Witczak, w fotelikach jego dwaj synowie. Dachują.

Reklama

Wpadłem w poślizg, ulica była mokra, to tamto. Dzieci były w fotelikach, wszystko. Tam jest taki uskok. Tam i pogotowie lądowanie miało…

– tłumaczy pan Stanisław, a spod zapiętej pod samą szyję koszuli co i rusz wyskakuje mu jabłko Adama. Opowiada o nerwach. Wtedy, 10 lat temu, wraca z pracy w Holandii, gdzie zarabia na walkę z białaczką 7–letniego Karolka. Kolega mówi mu, że widuje jego żonę z innymi. Gaz, hamulec, uderzenie...

Wyszedłem z auta i zapłakany wyciągałem dzieci. Krystianek miał tylko przygniecioną nóżkę... Tuliłem Karolka do piersi, ale nic już nie mogłem zrobić. Zabiłem swoje dziecko! Zabiłem swoje dziecko! – krzyczałem

Reklama

– mówi, machinalnie przeszukując piętrzące się na ławie dokumenty. Wyciąga a to zdjęcie synka, a to apele o pomoc, teksty z gazet, odpowiedzi od posłów. W artykułach sprzed wypadku skarży się, jak ciężko zdobyć pieniądze na leczenie. Jak mu wstyd prosić o pomoc.

Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym dostaje rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Żona nazywa go mordercą.

W 2008 roku los Stanisława Witczaka bierze głęboki wdech, a on ląduje w noclegowni. W jednej chwili życie robi z niego starca i jako starzec ma on dożyć swoich dni.

Reklama

Tatusiu, chodźmy do domu

„Bóg” – jeśli ktoś w niego wierzy, to znaczy, że jest zmęczony, że już sam nie potrafi sobie poradzić – w „Liście do nienarodzonego dziecka” pisała Oriana Fallaci. W domu Witczaków Bóg jest obecny. Na ścianie nad kanapą, na której siedzi teraz Krystianek (ojciec wciąż go tak zdrabnia, choć chłopak ma 15 lat), a pięć lat temu zmarła jego babcia, wisi Matka Boska z Dzieciątkiem Jezus. Lekko z ukosa przygląda się ojcu i synowi. W korytarzu zaś maleńki krucyfiks trzyma się ściany dzięki skręconemu spinaczowi.

Chodzę do kościoła co niedzielę. Modlę się, bo modlić się trzeba. Krystianek też umie. Zapisany do bierzmowania jest, chodzi na nauki. Do Piły też jeździ na czuwanie

Reklama

– ojciec, gdy tylko może, jest głosem syna. Jak się modlisz, Krystianie? – zwracam się do nastolatka.

Dobrze

– odpowiada bez namysłu.

Przeżegnać się umiesz, nie to tamto. U komunii byłeś…

– pan Stanisław jest jak tarcza. Jakby świat zewnętrzny nie miał mieć dostępu do jego Krystianka.

Te smugi na ścianach to sadza z westfalki plus wilgoć, które pan Stanisław próbował usunąć


W jednej z gazet sprzed lat czytamy, że Krystian przeżył więcej niż niejeden dorosły. Najpierw żył w cieniu chorego na nowotwór brata, potem był świadkiem jego śmierci, wreszcie trafił do rodziny zastępczej. Dlatego, że matka, z którą zamieszkał, miała go dręczyć. Jej konkubent także.

Reklama

Znęcał się, że muszę się modlić… A ja się wtedy nie umiałem modlić... To wziął mnie na szafkę i zaczął bić...

– Krystian nie pamięta, kiedy to było.

Gdy syn trafia do rodziny zastępczej Stanisław Witczak bierze głęboki oddech:

Stanę na nogi! Ten szkrab jest całym moim życiem, zrobię wszystko, by był zdrowy i szczęśliwy!

– mężczyzna wprowadza się do mamy w Jastrowiu. W tartaku zarabia na wyjazd do Holandii, tam odkłada na piękniejsze westchnienia. Po powrocie pracuje, z pomocą prawników walczy o synka i odwiedza go w domu zastępczym.

Reklama

Krystianek się wtulał i pytał: tato, kiedy pójdziemy do domu? Niedługo, syneczku.

Razem są od 2011 roku.

Byle upaść

Razem mają też być bezdomni, choć pewnie Krystian nie zdaje sobie z tego sprawy.

Ma upośledzenie umiarkowane, chodzi do szkoły specjalnej, ma też krótszą jedną nogę po wypadku

– tłumaczy jego ojciec.

Pan Stanisław na ogłoszenie upadłości konsumenckiej wpadł, oglądając telewizję. Upewnił się też u prawników i w urzędzie. Jeśli się uda, będą wolni. Pozbędą się tego ciążącego ku ziemi mieszkania z dziurami w suficie, przez które do pokoju wchodziły nocą koty. Z kopcącą westfalką w kuchni i miednicą  zamiast umywalki w łazience. Porzucą zachodzący na ściany gumolit od „Szlachetnej paczki”, zamocowany na taśmę izolacyjną i skręcony drutem kran i łuszczące się ściany. Nie straszny będzie im komornik, który żąda w sumie około 80 tys. złotych.

Reklama

Jak synek chorował, to brałem kredyt na kredyt

– wyjaśnia głowa rodziny Witczaków. Poseł Kornel Morawiecki, do którego pisał o pomoc, rękami swej pracownicy odpisał, że los pana Stanisława jest sumą jego wyborów i on pomóc nie może. Pozostaje tylko upaść, nic więcej.

Ja tam mam osiem klas skończone, ale za wiele się nie orientuję. Wszystko pisał mi prawnik

– mówi mieszkaniec Jastrowia.

Mieszkaniec Jastrowia modli się o to, by jak najszybciej zostać bezdomnym. Dzięki temu będzie mógł pójść po prośbie do gminy

Reklama

Za namową radcy, sędziego sądu upadłościowego zmiękcza niepełnosprawnym synkiem. Na korytarzu widzi płacz, dantejskie sceny, bo tylko 10% spraw załatwianych jest pozytywnie, reszta musi płacić. On już nie. Ma syndyka, a raty i odsetki zostały zamrożone. Jeszcze tylko wycenią spadek po mamie i już będzie mógł iść do magistratu. Pan Stanisław chce od miasta mieszkania socjalnego. Jako bezdomnemu z chorym dzieckiem będzie mu się ono należeć.

Płacić ma z czego. Z renty, pracy na pół etatu, alimentów płaconych przez byłego teścia, zasiłku opiekuńczego i 500 plus. Pan Stanisław stara się też o 1000 zł renty dla syna (wówczas straci „pięćsetkę).

Reklama

Serca w zawieszeniu

Samotny ojciec z chorym synem, który wymaga rehabilitacji zmiękcza także serca złotowian. Na apel rozwieszony w stolicy powiatu odpowiada Sandra Przybyszewska–Pączek z grupy „Mama w miasteczku Złotów”. Szybka zbiórka owocuje meblami, garnkami i naczyniami. A także rowerem, na którym Krystian jeździć nie umie, bo nigdy nie miał dwóch kółek. Akcja z meblami została wstrzymana do czasu zdobycia przez pana Stanisława nowego mieszkania. W obecnym rozpacz jest tak namacalna, że człowieka jeszcze przez parę dni po wyjeździe gniecie wstyd cudzej nędzy, przez którą się właśnie przemknął.**

Łukasz Opłatek

* Joanna Bator „Wyspa łza”
** Michael Herr „Depesze”

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-09-14 20:01:20

    ,,Modlę się bo modlić się trzeba " to przykre ze ludzie nadal wierzą po takich nieszczęściach i kopach od losu które jak ludzie wierzą zsyła bóg albo na nie pozwala. Gdyby istniał nie pozwolił by na tyle bólu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-09-14 20:48:38

    Niby bieda i zebranie ale taksowkami się wozi szkoda słów

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-09-14 21:52:32

    Panie Opłatek. Z całym szacunkiem ale pióro ma pan ciężkie. I zamiast zachęcić czytelników do przeczytania artykułu odpycha Pan ich. Sam przeczytałem do momentu "Byle upaść". Dalej nie mam siły. Czy panu sprawia frajdę pisanie w taki sposób żeby czytelnik połamał język?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości