Reklama

Tak dalej nie da się żyć!

12/11/2014 00:00
Śpi z nożem i gazem, bo boi się byłego konkubenta - mężczyzna grozi, że ją zabije albo doprowadzi do tego, że sama to zrobi. Jest u kresu wytrzymałości. - Nie zaznam spokoju dopóki go nie posadzą - mówi młoda mieszkanka Okonka

Od ponad roku nie są już razem, ale mają trójkę dzieci, najstarsze ma cztery lata. Od momentu rozstania konkubent pani Karoliny P. z Okonka chce wszystko o niej wiedzieć: co robi, gdzie jest i czy ma kogoś. Mieszkaniec Lotynia zawsze kiedy chciał przyjechać do dzieci zapowiadał się, tej feralnej soboty wpadł niespodziewanie. – Zrobił mi straszną scenę zazdrości. Kazał mi się ze wszystkiego tłumaczyć. Mówił, że chce dalej ze mną być. Powiedziałam, że nie ma na to szans, wtedy rzucił się na mnie i zaczął bić. Zaczął się też odgrażać, że skoro z nim nie będę, to już nie będę z nikim, że mnie zniszczy, okaleczy mi twarz, że nikt mnie już nie będzie chciał, a nawet mnie zabije. Na koniec uderzył mnie w twarz i uciekł – mówi zapłakana kobieta. Akurat tego dnia nie było nikogo w domu, za ścianą mieszka ciotka, ale wyjechała, kobieta nie mogła wołać o pomoc. Pani Karolina i jej konkubent byli ze sobą około pięciu lat. Była to jej pierwsza, młodzieńcza miłość. Jej owocem są dwie córki i syn. Bywało różnie, częściej źle, bo mężczyzna mało interesował się ich życiem. Uznała, że czas zakończyć ten koszmar. Poszła zrobić obdukcję i zgłosiła wszystko policji. Wracając z komisariatu zdążyła tylko zapukać do drzwi, bo nie wzięła kluczy. – Zobaczyłam, że ktoś w moim kierunku leci z siekierą, ledwo się uchyliłam. To był mój były konkubent, zaczął bić mnie po nogach, plecach, ciągnąć za kurtkę. Dobrze, że kuzyn obok usłyszał i przyleciał, bo pewnie by mnie zabił – wspomina zdarzenie sprzed kilku dni. Z obawy o życie dzieci wywiozła je z Okonka. Musiała tak zrobić, skoro napastnik odgrażał się, że i tak któregoś dnia wyłamie drzwi i powybija okna. Mówił, że będzie ją tak nachodził, że sama odbierze sobie życie.


Reklama

Instynkt ojcowski się w nim obudził


Codziennie przez trzy tygodnie jeździła do Złotowa na kursy doszkalające. Chce podnieść swoje kwalifikacje zawodowe, zawsze to o pracę łatwiej. – Zaczęły się pretensje, że zostawiam dzieci bez opieki, co jest nieprawdą, bo dwoje chodzi do przedszkola, a trzecim zajmowała się ciocia. Że się szlajam, że Bóg wie co robię. Kazał mi oddać dzieci do domu dziecka, bo tam będą miały lepiej niż z taką matką. Nie przejmował się tym, że nie mam pieniędzy na życie. Teraz niemal po roku nagle zjawił się dobry tatuś i mąż. Instynkt ojcowski się w nim obudził, będzie mnie teraz pouczał, co mam robić – mówi zdenerwowana młoda matka.

Reklama

[[reklama]]


Kto mi zapewni bezpieczeństwo?


Obecnie były konkubent kobiety ukrywa się, jest poszukiwany przez policję. Gmina złożyła wniosek o ściganie go za zaległe alimenty, jest również ścigany za groźby karalne względem byłej konkubiny i dzieci. Wcześniej został zwolniony z więzienia warunkowo, miał jednak dozór elektroniczny. - Ze względu na to, że jeździłam codziennie rano na kurs, musiałam tu w Okonku nocować, dzieci zostawały w Łomczewie. Śpię z nożem i gazem pod ręką, bo skąd mogę wiedzieć, czy którejś nocy nie wybije mi okna i nie wejdzie do domu? Jestem u kresu wytrzymałości, tak dalej nie da się żyć. Do momentu jego zatrzymania jestem zmuszona żyć w ciągłym strachu – mówi z trwogą. Rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Złotowie potwierdza, że były konkubent jest ścigany listem gończym. Sprawę o pobicie i groźby karalne wyjaśniali policjanci z komisariatu policji w Okonku. Kilka dni temu akta zostały przekazane Prokuraturze Rejonowej w Złotowie.

Reklama


Ryszard Mikietyński

* dane kobiety zostały zmienione

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości