Do postrzelenia doszło w czerwcu ubiegłego roku w Drożyskach Małych. Pod wieczór 37–letnia mieszkanka wioski wyszła na teren swojej posesji i zaczęła kołysać na huśtawce niespełna 3–letniego syna. W pewnym momencie usłyszała huk i poczuła ból w nodze. Rana skutkowała otwartym złamaniem drugiej kości śródstopia. Kula o centymetry minęła chłopca. Zabezpieczono ją, a w toku postępowania także sztucer należący do jednego z myśliwych, z którego mógł paść strzał.
Po miesiącach oczekiwań na wyniki badań balistycznych nie ma wątpliwości, że strzał padł właśnie z tej broni. Oddał go myśliwy Henryk P. z gminy Zakrzewo. Mężczyzna złożył wyjaśnienia w złotowskiej prokuraturze, przyznał się do winy. Dlaczego nie zrobił tego wcześniej? Jak relacjonuje jego wyjaśnienia prokurator Sebastian Drewicz, myśliwy sam nie miał pewności, czy był sprawcą wypadku. Wystrzał był niekontrolowany, miał nastąpić przy przeładowywaniu broni. Sztucer skierowany był w powietrze, opadająca kula raniła kobietę jakieś dwa kilometry dalej. W dniu zdarzenia mężczyzna dopiero wieczorem miał się dowiedzieć, że ktoś został postrzelony, nie miał jednak pewności, czy rzeczywiście przyczynił się do tego pocisk wystrzelony z jego broni. Oczekiwanie na wyniki badań balistycznych trwało ponad rok.
Henryk P. jechał tego dnia na polowanie, ale w inny rewir niż ten, w którym doszło do wystrzału. Po drodze zatrzymał się jednak w pobliżu miejsca, w którym wypaliła broń. Stanął, ponieważ chciał zweryfikować informacje od lokalnych rolników o zwierzynie, która w okolicy wchodziła na pola i czyniła szkody – tak mężczyzna miał wyjaśniać okoliczności, w których doszło do przypadkowego wystrzału.
W ostatnich dniach postawiono mu zarzuty dotyczące artykułów: 160 par 1 kk; 157 par 3 kk; w zw. z art. 11 par 2 kk – reasumując, narażenia kobiety i dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a w konsekwencji spowodowanie u niej obrażeń ciała.
Myśliwy przyznał się do winy, chce dobrowolnie poddać się karze
– mówi Sebastian Drewicz. Zaproponowany przez prokuratora wymiar kary brzmi: osiem miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jego wykonania na okres dwóch lat; obowiązek pisemnego przeproszenia pokrzywdzonej; zadośćuczynienie na jej rzecz w wysokości 7 tys. zł oraz orzeczenie przepadku sztucera, którym popełniono przestępstwo. Sprawa trafi w najbliższych dniach do sądu. Jeżeli poszkodowana zgodzi się na taki wymiar kary, w listopadzie powinien zapaść wyrok.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jestem laikiem ale boje sie jezdzic rowerem do lasu. Milaem pare razy wystrzal kolo siebie. Nic sie nie stalo ale....nie wiem czy tak kazdy moze sobie majac pozwolenie pojsc do lasu postrzelac ? Pamietam ze kidys byly poprostu polowania a nie taka partyzantka jak teraz
,,Po miesiącach oczekiwań na wyniki badań balistycznych nie ma wątpliwości, że strzał padł właśnie z tej broni,, o torze lotu nie ma ani słowa.Z armaty chyba strzelał te 2 km.
Eksperci poniżej: do takich spraw zawsze powoływany jest biegły sądowy, który w tym przypadku musiał być ekspertem od spraw balistyki i toru lotu pocisku. Takich ludzi jest w Polsce niewielu i są prawdziwymi fachowcami. Jeśli byli w stanie teorię potwierdzić, to znaczy, że tak było naprawdę. Bardzo szkoda mi tej Pani i całe szczęście, że nie stało się nic dziecku. Niestety, wielu myśliwych nie ma pojęcia o zasadach obchodzenia się z bronią - robią sobie uprawnienia, bo kolega ma, to i ja muszę mieć.
Boze patrzysz i nie grzmisz.czy tylko w zlotowie wymiar sprawiedliwosci daje sie nabrac na tak glupie tlumaczenia.to juz druga sprawa gdzie poprostu chce mi sie smiac jak to czytam.
Teraz trzeba prosić o zgodę myśliwego na akceptację wymierzonej kary.
Sztucer skierowany był w powietrze, opadająca kula raniła kobietę jakieś dwa kilometry dalej.......no nie mogę prawa fizyki zostały wywrócone do góry nogami.
Jestem laikiem ale boje sie jezdzic rowerem do lasu. Milaem pare razy wystrzal kolo siebie. Nic sie nie stalo ale....nie wiem czy tak kazdy moze sobie majac pozwolenie pojsc do lasu postrzelac ? Pamietam ze kidys byly poprostu polowania a nie taka partyzantka jak teraz
,,Po miesiącach oczekiwań na wyniki badań balistycznych nie ma wątpliwości, że strzał padł właśnie z tej broni,, o torze lotu nie ma ani słowa.Z armaty chyba strzelał te 2 km.
Eksperci poniżej: do takich spraw zawsze powoływany jest biegły sądowy, który w tym przypadku musiał być ekspertem od spraw balistyki i toru lotu pocisku. Takich ludzi jest w Polsce niewielu i są prawdziwymi fachowcami. Jeśli byli w stanie teorię potwierdzić, to znaczy, że tak było naprawdę. Bardzo szkoda mi tej Pani i całe szczęście, że nie stało się nic dziecku. Niestety, wielu myśliwych nie ma pojęcia o zasadach obchodzenia się z bronią - robią sobie uprawnienia, bo kolega ma, to i ja muszę mieć.