Kiedy zostałam dyrektorem przedszkola w 1990 roku, po dziesięciu latach od rozpoczęcia kończyła się budowa jego nowej siedziby przy ul. Batorego. Wchodziliśmy do wybiałkowanego budynku, który należało urządzić w przeciągu miesiąca. Natomiast przedszkole dotychczas trzy oddziałowe, zorganizować na poziomie ośmiu oddziałów, w tym oddział żłobkowy. Zakończyło się to sukcesem i zostało docenione przez środowisko. Wyzwań związanych z tą pracą, z którymi trzeba się było mierzyć pojawiało się mnóstwo. Dwadzieścia lat w roli dyrektora uświadomiło mi jednak, że czas na zmiany i dla przedszkola, i dla mnie. W pierwszym przypadku chodziło o to, że pojawienie się nowej osoby na stanowisku kierowniczym mogło dać nową energię, świeżość i pomysły. W drugim – chciałam zwolnić, odpocząć, wrócić do bezpośredniej pracy z dziećmi, którą bardzo lubię.
Natomiast z tą lokalną polityką to zbieg okoliczności. Gdy rozeszła się wieść, że nie będę startowała w konkursie na dyrektora wiele osób namawiało mnie do tego, żebym spróbowała swoich sił w radzie miejskiej. Poza związkiem zawodowym „Solidarność” i Niezależnym Związkiem Studentów, gdzie w 1981 roku uczestniczyłam w strajkach studenckich, nie należałam i nie należę do żadnej organizacji - partii politycznej. W wyborach w 2010 roku miejsce na swojej liście zaproponował mi Komitet Prawa i Sprawiedliwości. Ich poglądy pokrywają się z moimi, więc dałam się namówić i wystartowałam...
To prawda, ale od początku zaangażowałam się w pracę samorządową, choć brakowało mi doświadczenia moich starszych kolegów.
Reklama
Nie do końca. Po czterech latach w Radzie Miejskiej w Łobżenicy i przewodniczeniu Komisji Oświaty i Polityki Społecznej oraz doraźnej Komisji Statutowej uznałam, że wystarczy. Jednak znów pojawiło się spore grono osób namawiających do tego, że jeśli nie gmina, to może powiat? Wyzwanie też było – utworzyć w mieście Szkołę Podstawową Specjalną, by dzieci niepełnosprawne po przedszkolu mogły dalej na miejscu kontynuować naukę. Nie liczyłam jednak na uzyskanie mandatu. Nie prowadziłam żadnej kampanii. Kiedy okazało się, jak dobry wynik osiągnęłam, nie wypadało zrezygnować i zawieść ludzi, którzy oddali na mnie swój głos.
Co do pracy w radzie powiatu to po półmetku muszę stwierdzić, że atmosfera na komisjach jest lepsza niż na sesjach. Komisje to rzeczowe dyskusje i bez kłótni wypracowywanie wniosków. Co do sesji to odnoszę wrażenie, że niektórzy radni „grają pod publikę - kamery”, tak jakby zapominali, o czym była mowa na komisjach. Dziwi mnie też, gdy w sytuacjach dotyczących naszej gminy niektórzy używają argumentu, że Łobżenica ma w powiecie silną reprezentację i wszystko jesteśmy w stanie przeforsować. Jest nas tylko trzech na dwudziestu pięciu radnych, z czego kilkanaście osób jest z Piły. Więcej tłumaczyć nie trzeba... Podobnie jak w przypadku Rady Miejskiej w Łobżenicy uważam, że jedna kadencja wystarczy.
W Towarzystwie Miłośników Łobżenicy dała się Pani namówić na drugą kadencję w roli prezesa...
Chcecie też, żeby na rozlewisku Łobżonki powstała mini marina - przystań kajakowa, przenoska...
Czego jeszcze można oczekiwać?
No właśnie - dałam się namówić, choć też miałam obiekcje co do drugiej kadencji (śmiech). Do TMŁ należę od początku i nie wyobrażam sobie, że Towarzystwa miałoby nie być. Znów zostałam prezesem i wspólnie z zarządem kontynuujemy dalej to, co dzięki grupie entuzjastów miasta i jego okolic zaczęliśmy ponad dwadzieścia pięć lat temu.
Nie odczuwamy tego. Ilość przynależących do TMŁ na przestrzeni lat to ciągle kilkadziesiąt osób, sympatyzujących jeszcze więcej. Mam wrażenie, że wszystko funkcjonuje tak, jak gdy zaczynaliśmy. Jest grupa osób po 50-tce, są i takie po 40-tce, 30-tce i młodsze. To grono młodszych osób przyciągnęły i przyciągają do nas m.in. organizowane spływy kajakowe. Pierwszy z miasta do Hercowa odbył się na 700-lecie Łobżenicy, rzecz jasna Łobżonką, bo chcemy tę rzekę promować.
Reklama
...i m.in. pole namiotowe. Może nie z programu rewitalizacji, ale ufamy, że z innych środków inwestycja dojdzie do skutku. Nie są to wielkie koszty, a taka infrastruktura może przynieść wymierne korzyści miastu i gminie. Kajakarze z zewnątrz, np. z Bydgoszczy czy Poznania, od dawna pojawiają się na Łobżonce i nie zawsze wiedzą, że w Łobżenicy np. w stanicy klubu motocyklowego Krajna Motors Team mogą się zatrzymać na noc. Co więcej, na przykładzie naszych doświadczeń, tj. spływów, często organizowanych dla całych rodzin, gdzie płynęło nawet po pięćdziesiąt osób, opracowujemy przewodnik po tej rzece. Łobżonka na każdym odcinku swych 76 kilometrów biegu jest inna. W długi, majowy weekend ekipa z TMŁ, pod przewodnictwem Marty Konek, przebyła ją całą, od źródła pieszo, a od Czyżkowskiego Mostu kajakami – opisała, obfotografowała. Wydanie planujemy przed przyszłym sezonem turystycznym. Nie będzie to suchy informator, chcemy wpleść w niego reportaże z poszczególnych odcinków i zachęcić kajakarzy do kończenia jednego z etapów spływu w Łobżenicy.
Będziemy nadal wnioskować o ścieżkę rowerową do Trzebonia, przez dawny most kolejowy w Kościerzynie Małym. To pomysł, który zyskał aprobatę mieszkańców i miasta, i Kościerzyna. Chcemy też wznowić wydanie kolorowanki dla dzieci, której motywem przewodnim jest legenda o Łobżenicy. Kolejna kolorowanka, którą opracowujemy, ma promować Krajnę. Również Krajnę promują „Rozmowy Krajeńskie” Krzysztofa Poznania i Lucyny Kirschenstein – członków TMŁ, które chcielibyśmy wydać, jako zwartą publikację. Mocno rozwija naszą sekcję średniowieczną Katarzyna Poczewska, zwłaszcza w kontekście średniowiecznej kuchni. Będzie się można o tym przekonać już 24 czerwca w Dźwiersznie Małym, na Półwyspie „Sielanka” podczas „Nocy Kupały”. Zdradzę tylko, że w menu znajdą się m.in.: szynka pieczona w dole i podpłomyki. Ponadto działają sekcje: regionalno–historyczna, której szefuje Ewa Zdrenka, krajoznawczo-ekologiczna z Marią Szemiel na czele, promocyjno–wydawnicza kierowana przez Barbarę Dubielę oraz oświatowa, odpowiedzialna za propagowanie wiedzy historycznej o naszym mieście i regionie Krajny wśród dzieci i młodzieży, kierowana przez Renatę Grochowską. Będziemy się też starać by zachowany starobruk koło „Biedronki” został wyeksponowany, jako „Zaułek Brukowy” z tablicą informacyjną o Łobżenicy z XVIII wieku, kiedy bruk położono. Co ciekawe, zachowała się umowa, w której zapisano, między innymi ile to beczek piwa mistrz brukarski miał otrzymać od ówczesnego prezydenta Łobżenicy za swoją pracę. Nie można też pominąć Górki Klasztornej i 70-lecia naszego LO.
Reklama
(śmiech) Józka też, jeszcze przed małżeństwem, namówiłam do Towarzystwa Miłośników Łobżenicy. Choć to rodowity poznaniak bardzo związał się z naszym miastem. Może to wszystko tak strasznie wygląda: tu praca w przedszkolu i TMŁ, tam powiat – ale czas na życie rodzinne jest. Razem spędzamy każdą wolną chwilę, zwłaszcza, że mamy wiele wspólnych pasji: historia, żagle, rowery, wycieczki, kajaki, pływanie, blues.
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Duże Brawa. To osoba niezwykle pracowita, skromna i dająca się lubić. A przede wszystkim jest szczera - nie udaje i nie gra.
Duże Brawa. To osoba niezwykle pracowita, skromna i dająca się lubić. A przede wszystkim jest szczera - nie udaje i nie gra.