Spotkanie z przedstawicielami Wielkopolskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Poznaniu zdominowały tematy związane z ekonomią i polityką. Ale mowa była też o... bobrach
Istnienie około 900 gospodarstw i 14.000 hektarów gruntów rolnych najlepiej potwierdzają rolniczy charakter gminy Łobżenica. Potwierdziła to też spora grupa okolicznych rolników, którzy przyszli zapoznać się ze sprawozdaniem za miniony rok i planami na przyszłość Zespołu Doradczego WODR, działającego na terenie powiatu pilskiego.
Jego kierownik Jerzy Markowski, analizując zeszłoroczne działania, wymienił szereg przeprowadzonych warsztatów. Związane były one przede wszystkim z podnoszeniem kwalifikacji zawodowych rolników i wprowadzaniem innowacyjności w ich gospodarstwach. Poruszana była też tematyka związana z przyjaznymi dla środowiska metodami upraw, odnawialnymi źródłami energii, rozwojem agrobiznesu i agroturystki. Według J. Markowskiego z roku na rok obserwuje się coraz większą samodzielność rolników w kwestii wypełniania wniosków o dopłaty obszarowe. Jego zdaniem plany na najbliższe lata powinny skupiać się wokół większej ilości porad indywidualnych i powoływaniu gospodarstw demonstracyjnych (w 2012 r. w powiecie pilskim powstały pierwsze dwa), które mogłyby stanowić zaplecze dla szkoleń.
[[reklama]] Bezlitosna ekonomia
Kolejna część spotkania poświęcona była analizie opłacalności produkcji rolniczej. Jan Brożek z WODR w Poznaniu odniósł się do bieżącej sytuacji, mówiąc o deregulacji rynku, która dzieje się na skutek afer związanych chociażby z zanieczyszczonym mlekiem w proszku czy koniną, która udaje wołowinę. Według prognoz pomimo zwiększenia nakładów na rolnictwo w Polsce ze środków Unii Europejskiej o prawie 5 miliardów złotych, w latach 2014-20, w stosunku do lat 2007-13, przewiduje się możliwość bankructwa nawet 700 tysięcy najmniejszych gospodarstw. To wywołało wyraźne ożywienie na sali i sprowokowało do dyskusji na temat planowanego przez rząd wprowadzenia podatku dochodowego dla rolników i zmian w KRUS. Piotr Maj, przewodniczący Powiatowej Izby Rolniczej w Pile powiedział, że z Izbami nie są prowadzone w tej sprawie żadne konsultacje. Zdaniem J. Brożka rządowe reformy nie wpłyną na poprawę dochodów rolników, a przyczynią się głównie do wzrostu cen żywności. Pośród przytaczanych przykładów pojawiły się: chleb kosztujący obecnie około 2,50 zł – po zmianach mogący kosztować 3,40 zł, masło – 4 zł za kostkę, po zmianach – 5,40 zł czy mięso wieprzowe – cena za kilogram około 24 zł, po zmianach 32,40 zł. [[nowa_strona]]
Łobżeniccy rolnicy skomentowali też prezentowane na spotkaniu, a ich zdaniem oderwane od rzeczywistości, dane Głównego Urzędu Statystycznego o dochodach uzyskiwanych z jednego hektara przeliczeniowego. – W latach 70-tych za 100 jaj można było kupić 38 litrów paliwa, dziś za 100 sprzedanych jaj nie kupię nawet 10 litrów – mówił Andrzej Borowy. – My jesteśmy tylko od produkowania, a nie od zarabiania – padł inny komentarz z sali. Według opinii specjalistów z WODR tendencją najbliższych lat będzie powstawanie dużych gospodarstw i wypieranie z rynku mniejszych i słabszych producentów.
Bobry i nie tylko
Pośród poruszanych problemów na tapetę trafiły też bobry. Rolnicy z gminy Łobżenica stają się bezsilni wobec plagi wodnych gryzoni, które, tworzonymi przez siebie tamami, zalewają uprawy. Zdaniem burmistrza Cerlaka, który też brał udział w spotkaniu, skutecznej metody nie ma, bo choć istnieje możliwość sezonowego odstrzeliwania tych chronionych prawem zwierząt, to krótki czas na to przeznaczony i ich płochliwość nie pozwalają wykonać wystarczającego limitu odstrzałów. Okazję do rozmowy z burmistrzem wykorzystał Leszek Tyszkiewicz. Przypomniał Eugeniuszowi Cerlakowi o składanych przez niego obietnicach wyborczych, w których szczególny nacisk miał być kładziony na tworzenie w gminie sprzyjających warunków dla rolnictwa. Tyszkiewicz wskazał też na fatalny stan dróg gminnych, w których topią się nie tylko szkolne autobusy ale i ciężki sprzęt rolniczy. W odpowiedzi E. Cerlak powiedział, że ma świadomość, jak te drogi wyglądają i że zakupione 1000 ton gruzu to kropla w morzu potrzeb, jednak na ten rok z budżetu gminy maksymalnie uda się kupić i nawieźć kolejne 1000 ton. Ratunkiem, zdaniem burmistrza, mogą być tu pieniądze kierowane przez sołtysów z funduszu sołeckiego.
Sz. Chwaliszewski [[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze