Na wokandę wraca głośna sprawa wypadku w gorzelni w Starej Wiśniewce. Prokurator stawia kolejne akty oskarżenia
Cztery lata temu w wypadku w gorzelni w Starej Wiśniewce zginął przy pracy Ryszard Głowacki. Jego żona walczy o Jego dobre imię i pamięć. Po czterech latach i wielu zwrotach akcji sprawa wraca na sądową wokandę.
Ryszard Głowacki zginął tragicznie 20 października 2016 roku w wyniku wybuchu deflegmatora w gorzelni. Został tam oddelegowany do pracy przez Państwowy Ośrodek Maszynowy (POM) w Wyrzysku, gdzie pracował. Usunięcie awarii polegało na zlutowaniu pękniętego płaszcza deflegmatora. Podczas prac przygotowawczych do lutowania nastąpił wybuch oparów alkoholu, w wyniku którego Ryszard Głowacki poniósł śmierć na miejscu. Protokół BHP, sporządzony przez Inspekcję Pracy, był miażdżący dla pracodawcy. Na tej podstawie, rok po wypadku, prokurator Sebastian Drewicz wydał akt oskarżenia przeciwko prezesowi i wiceprezesowi POM, który trafił do Sądu Rejonowego w Złotowie. Prokurator wypadek w gorzelni rozdzielił na dwie sprawy: jedna przeciwko POM–owi, druga, do odrębnego rozpatrzenia, przeciwko gorzelni w Starej Wiśniewce. Dzień przed drugą rocznicą wypadku jednak, tj. 19 października 2018 roku, prokurator umorzył postępowanie przygotowawcze przeciwko kierownictwu gorzelni, podtrzymując jednocześnie w ważności sprawę przeciwko POM.

Ryszard Głowacki był z zawodu kowalem
Renata Głowacka, wdowa po śp. Ryszardzie, pomocy szukała w mediach, między innymi na naszych łamach i w programie „Alarm” w TVP 1 oraz u Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Na bieżąco sprawę relacjonowała nasza redakcja, której to pani Renata udzieliła obszernego wywiadu.
– Nikt z Wiśniewki mnie nawet nie przeprosił – padło z ust wdowy. Co Ją poza tym najbardziej zbulwersowało? – Po pierwsze to, że mojego męża od razu po śmierci, i to publicznie przed innymi pracownikami POM–u, oskarżono o błąd. To oskarżenie szerokim echem odbiło się w Wyrzysku, w naszej rodzinnej miejscowości. Zabolało to nas jako rodzinę. W dniu wypadku nie było można przecież nic jednoznacznego na ten temat powiedzieć. Po siedmiu miesiącach od zdarzenia, po zapoznaniu się z opiniami biegłych, dowiedzieliśmy się, że mój mąż w niczym nie zawinił. Swoje zastrzeżenia miała także wówczas do pracy prokuratora.
– Czułam się pokrzywdzona, odrzucona i bezradna.
Po 4 latach od wypadku sprawa wraca na wokandę. Są nowe akty oskarżenia, jak choćby ten dla szefostwa gorzelni.
– Oskarżenie to postawione jest z artykułu 160 i 155 Kodeksu Karnego, to jest narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia, czego konsekwencją było nieumyślne spowodowanie śmierci – mówi Sebastian Drewicz. W tym wypadku prezesowi gorzelni grozi 5 lat pozbawienia wolności. Szefom firmy POM Wyrzysk prokurator postawił z kolei dwa zarzuty: niedopełnienia obowiązków związanych z bezpieczeństwem i higieną pracy, przez co narazić oni mogli pracownika na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz nieumyślnego spowodowania śmierci. To drugie zagrożone jest także karą do 5 lat pozbawienia wolności.
– Pełnomocnik pokrzywdzonej wystąpił jednak z wnioskiem o wyłączenie sędziego, do którego trafiła ponownie sprawa, a którego pokrzywdzona nie akceptuje – dodaje Sebastian Drewicz i wyjaśnia, dlaczego ponownie zajął się tym wypadkiem.
– Na moją decyzję o wznowieniu sprawy – mówi – wpłynęły różnice w zeznaniach świadków z POM, a także artykuł, program telewizyjny i wnioski pełnomocnika pokrzywdzonej.
Wdowa po śp. Ryszardzie mówi: – Będę walczyć aż do skutku. Prezes gorzelni odmówił komentarza w tej sprawie. O jej przebiegu będziemy Państwa informować na bieżąco.
Julita Milczyńska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!