Reklama

Trzydzieści lat byłem Judaszem

23/04/2017 19:00
Do tej roli Marian Fąs zgłosił się sam. – Innych chętnych nie było – mówi. W góreckim Misterium gra od początku. W pasyjnym teatrze udział brali też jego trzej synowie

„Jest Wielki Piątek 1985 roku. Ze wszystkich stron tej równinnej ziemi widać na usypanej górze trzy wystające kilkumetrowe belki. Dzisiaj po raz kolejny będzie tu odgrywana Męka Pańska. Rozmawiam z księdzem Janem Czekałą, który dał początek temu niezwykle dramatycznemu przedstawieniu Drogi Krzyżowej. On też wciela się w postać Chrystusa. Być może o takim pokazaniu męki myśleli ojcowie bernardyni, przystępując do budowy stacji Drogi Krzyżowej tuż przed rozbiorem Polski, kiedy to w Kalwarii Zebrzydowskiej Misterium Męki Chrystusa było już odgrywane. Ksiądz Czekała tak opowiada o początkach w Górce Klasztornej. „Moje rozmowy z Ojcem Kustoszem Kazimierzem Olejniczakiem dały dobry początek. Scenariusz oparliśmy na Ewangelii św. Mateusza i Brandstaetterze, a potem był problem, skąd wziąć aktorów. Nasza parafia jest bardzo mała, a do wystawienia męki potrzeba było około 60 osób...”

– Adam Bujak w albumie Misteria przedstawia wydarzenia sprzed 32 lat. Doskonale pamięta je też Marian Fąs z Walentynowa, który w Misterium gra od początku.

Reklama

Jedno z pierwszych wystawień pasyjnego teatru w Górce Klasztornej – jeszcze w murach świątyni

Niech się Judasz zgłosi...

Wiosna 1984 roku – wtedy zagraliśmy po raz pierwszy. To nie był łatwy czas dla takich przedsięwzięć. Niedawno zakończony stan wojenny, wszechobecna inwigilacja służb PRL, ale ks. Jan Czekała się tego nie bał, my również nie, bo co nam, gospodarzom, władza mogła zrobić?

– wspomina Marian Fąs. Pomysłodawca Misterium w Górce Klasztornej aktorów wybierał na długo przed pierwszymi próbami – dokładnie się im przyglądając. W każdym dostrzegał szczególne cechy, które predysponowały do danej roli.

Reklama

Miał świetny kontakt z parafianami, znał wielu z nich, odwiedzał. Być może dlatego łatwo było mu przekonywać po kolei ludzi do swojego pomysłu. „Ty będziesz grał tego, Ty tamtego” i nikt nie dyskutował, nie odmawiał księdzu Janowi

– mówi Marian Fąs. On zgłosił się do roli, co do której ks. Czekała miał wątpliwości, czy pojawi się ktokolwiek chętny.

W Walentynowie zamieszkałem po ślubie, w październiku 1983 roku, więc byłem tu nowy. Podobno ks. Jan miał dla mnie jakąś inną rolę, jednak nigdy nie dowiedziałem się jaką. Dlaczego zgłosiłem się, żeby zostać Judaszem? Chciałem wziąć udział w Misterium, bo to dla katolika niezwykłe przeżycie. Wiedziałem też, że nikt za bardzo nie kwapi się do tej roli. Innych chętnych nie było

Reklama

– wyjaśnia pan Marian.


To dopiero 30% artykułu. W dalszej części przeczytasz m.in.:

Uderzyć Jezusa? – Początki nie były łatwe także na próbach. – Ks. Jan Czekała miał swoją wizję Misterium i był wymagającym reżyserem. Chciał, by wszystko...

Niesforne płaczki – W pasyjnym teatrze odgrywanym w Górce Klasztornej rodzinę Fąsów reprezentował nie tylko pan Marian. – Były lata, że graliśmy...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Marian Fąs od kilku lat zasiada w Sanhedrynie

Próby do pierwszego Misterium, które odgrywane było w kościele – dzisiejszej bazylice ruszyły w grudniu 1983 roku, czyli znacznie wcześniej niż obecnie.

Reklama

Przygotowania były zakrojone na ogromną skalę. Oprócz tego, że ćwiczyliśmy poszczególne sceny, trzeba było zadbać o wszystko inne. Stroje, które wówczas mieliśmy, dziś mogą śmieszyć, bo przypominają np. materiał na zasłony. Wtedy jednak radość była ogromna, gdy jechało się 50 kilometrów, żeby zdobyć kawałek materiału, który nadawał się na uszycie tunik. Sporo z nich było uszyte w Górce, sporo po domach. Przecież wszystko było w latach 80–tych reglamentowane, wszystko na kartki, przy pustych półkach...

– mówi pan Marian. Scenografia powstawała nakładem sił aktorów, braci i księży Misjonarzy. Żołnierze Piłata sami kompletowali zbroje, których wiele elementów powstało w kuźni obecnego sołtysa Walentynowa i również aktora Misterium Zenona Polachowskiego.

Reklama

Robiliśmy te rekwizyty z czego tylko się dało, nie było przecież mowy, żeby to kupić, wynająć... Na początku mieliśmy też trzy mikrofony na przewodach i siłę swoich głosów

– wspomina Marian Fąs.

Michał Fąs w roli rzymskiego legionisty podczas Misterium w 2015 roku

Uderzyć Jezusa?

Początki nie były łatwe także na próbach.

Ks. Jan Czekała miał swoją wizję Misterium i był wymagającym reżyserem. Chciał, by wszystko było jak najbliższe prawdziwym wydarzeniom. Nie chodziło tu tylko o to, żebyśmy na rękach nie mieli zegarków czy obrączek. Chodziło również o wyrazistość takich scen jak bicie, Droga Krzyżowa czy krzyżowanie Chrystusa. Jak tu natomiast uderzyć pięścią w twarz proboszcza? Jak przybić go do krzyża? To wymagało przełamania w sobie blokad, by oglądający to pielgrzymi uwierzyli, że to coś więcej niż gra. Ksiądz Jan umiał z nas to wydobyć

Reklama

– mówi pan Marian.

On także wplótł w scenariusz scenę, która przez kilka lat mroziła krew w żyłach swoim realizmem.

Postanowiłem, że tak jak Judasz w Ewangelii będę się wieszał. To było całkowicie bezpieczne, bo pętla, którą miałem na szyi, była tylko atrapą. Uprząż z hakiem, do którego mocowało się linę przewieszoną przez gałąź miałem pod ramionami i wokół nóg – ukrytą pod tuniką. Było kilka momentów, że ludzie myśleli, że naprawdę się wieszam. Pamiętam jak pewnego razu trzej starsi mężczyźni w ułamku sekundy zbledli na ten widok. Ksiądz Czekała też mówił, że przechodziły go ciarki, gdy obserwował tę scenę. Moja mama się nawet rozpłakała, a chrześniak nie chciał ze mną rozmawiać przez kilka lat, bo przecież za srebrniki wydałem Chrystusa. Scenę wieszania przestałem grać w 1988 roku, gdy w Misterium pojawili się moi synowie. Nie chciałem, żeby utkwiło to w ich pamięci. Z pierwszą rolą w Misterium pożegnałem się natomiast niedawno. Przez trzydzieści lat byłem Judaszem. Teraz zasiadam w Sanhedrynie

Reklama

– wspomina Marian Fąs.

Marek Fąs w roli apostoła...

Od 1984 roku na Misterium ściągały tłumy.

Frekwencja nam nie słabnie. Kilka tysięcy osób to norma, dlatego przez te wszystkie lata graliśmy co najmniej trzy, a nawet pięć razy w okolicach Wielkanocy. Po pierwszym roku spektakl musiał wyjść z kościoła na dziedziniec przed nim, bo było zbyt ciasno. Sceny były rozmieszczone inaczej niż teraz. Wieczernik mieścił się przy starej jeszcze studzience, Sanhedryn obradował przy jednej z kapliczek, po drugiej stronie rządził Herod, a po środku był pałac Piłata

Reklama

– mówi pan Marian.

Niesforne płaczki

W pasyjnym teatrze odgrywanym w Górce Klasztornej rodzinę Fąsów reprezentował nie tylko pan Marian.

Były lata, że graliśmy we czwórkę, tzn. ja oraz synowie: Tomasz, Marek i Michał

– mówi Marian Fąs. – Mieliśmy po kilka lat, gdy zadebiutowaliśmy w roli tzw. płaczek – wspomina z uśmiechem Marek Fąs.

Długo nie pograliśmy, bo byliśmy dość niesforni. Zdarzało się, że żołnierzom Piłata ginęły miecze, a z ich pomocą odbywały się walki w gaju

– dodaje.

Trzeba było zrobić przerwę na kilka lat. Chłopaki wrócili, gdy dorośli do roli żołnierzy

Reklama

– śmieje się pan Marian.

W gronie apostołów jako pierwszy pojawił się Tomek, obecnie zastępuje go Marek, który nadal jest także żołnierzem.

Przez tyle lat gry zna się kwestie nie tylko swoje, ale też tych, którzy mówią przed i po Tobie. Rzadko zdarza się raczej, żebyśmy improwizowali. W razie co jeden pomaga drugiemu. Wpadki – wypadki się podczas Misterium zdarzają. Bywało np., że Jezus naprawdę dostał młotkiem w rękę, bo któryś z żołnierzy nie trafił w belkę

– mówi Marek. Czy wyobraża sobie, że mógłby nie grać w Misterium?

Reklama

Minęło sporo lat odkąd tam jestem, a mimo to co roku wracam z chęcią. Choć gramy naprawdę poważne przedstawienie to jednak atmosfera przed i po spektaklu jest raczej wesoła, bo wszyscy doskonale się znamy i nie traktujemy tego jak przykry obowiązek

– dodaje.

...oraz w roli rzymskiego żołnierza pilnującego Barabasza

Skład przez te wszystkie lata zmienił się diametralnie. Nie gra 80–90% aktorów, którzy zaczynali Misterium. Jednak ono nie zniknie szybko, jeśli w ogóle z Górki Klasztornej, bo przychodzi nowe pokolenie. Za młodu byłem Judaszem, teraz z wiekiem zasiadam w Sanhedrynie, moje dzieci też grały i grają, więc teraz czas na wnuki

– dorzuca pan Marian.

Zaczną jako płaczki!

– wtrąca na koniec Marek.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    xxx - niezalogowany 2017-04-24 06:51:19

    I odezwał się mądrala.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Piłat - niezalogowany 2017-04-24 06:34:44

    Nikt nie chciał grać Judasza bo katolicy to gamonie, hipokryci i ignoranci. Gdyby czytali swoją swieta książkę wiedzieliby i rozumieliby jakie skutki przyniosła rzekoma "zdrada" Judasza. Judasz powinien być ich bohaterem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-10-19 20:21:26

    Koło się zatoczyło, miej nas w opiece :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości