Mieszkałam wtedy na Lubelszczyźnie. To były lata 60–te, gdy w piątej klasie szkoły podstawowej był przedmiot, na którym uczyliśmy się prac domowych. Z pięciu sióstr tylko mnie to tak zainteresowało
– o pierwszym kontakcie z szydełkowaniem mówi Maria Jacukowicz z Paruszki.
Wciągnęło mnie to na dobre
– dodaje, śmiejąc się. Nie ma w tym przesady, bowiem od tamtego czasu każdą wolną chwilę poświęca operowaniu szydełkiem, choć nie tylko.
Najwięcej czasu jest na to zimą
– mówi pani Maria, która wiosnę i lato poświęca raczej na rzecz zajęć w ogrodzie. Podczas chłodniejszych miesięcy powstaje około dziesięć, dwanaście różnych prac. Ile powstało ich już łącznie, przez minione kilkadziesiąt lat trudno policzyć. Faktem jest natomiast, że wiele z nich pani Maria ma w swych zbiorach do dzisiaj. Inna sprawa, że te rękodzieła rozeszły się po całej rodzinie i znajomych jako prezenty.

Emilia Jiers i Pela Kucharska - Sztekel często spotykają się by wspólnie popracować. Panie szczególnie upodobały sobie frywolitki
Serwetki, bieżniki, ozdoby świąteczne, a od dekady także frywolitki
– wymienia M. Jacukowicz. Te ostatnie to tzw. artystyczne koronki, wymyślone około 200 lat temu, które powstają z użyciem cienkiej nici i czółenka.
W tej technice nie ma miejsca na pomyłkę. Wymagane jest pełne skupienie. Przy szydełkowaniu można coś rozpruć, poprawić – tu nie ma to sensu, lepiej zaczynać od nowa
Reklama
– mówi pani Maria. By każda z prac miała odpowiedni sznyt przechodzi jeszcze „obróbkę końcową”. Pranie, krochmalenie, prasowanie – nie zawsze obowiązkowe, ale taki zestaw pozwala na osiągnięcie idealnego efektu.
Dzięki takiej robocie się człowiek nigdy nie nudzi. Jak skończę jedno, szukam już nowych wzorów
– śmieje się pani Maria.
Ściany domu Jana Orlikowskiego zdobią obrazy. Nie są jednak malowane, lecz wyszywane w technice haftu krzyżykowego.
Zacząłem w latach 60. Dojeżdżaliśmy wtedy z żoną do pracy, do Zakrzewa pociągiem. Długo trzeba było na niego czekać, więc dla zabicia czasu szydełkowaliśmy i tak nam zostało do dzisiaj
Reklama
– o początkach tej pasji mówi pan Jan. Na poważniejsze prace rękodzielnicze przyszedł czas wraz z emeryturą.
Byłem kierowcą i zawsze bardzo dużo pracowałem. Nie umiem usiąść i nic nie robić. Gdybym tak usiadł, to byłbym już pewnie u Św. Piotra
– śmieje się. Kunszt, z jakim wykonał zdobiące pokój dzienny sakralne wizerunki, zachwyca.
Jeden z najtrudniejszych obrazów składał się z 42 tysięcy kratek. Nić przez pojedynczą kratkę trzeba było przeciągać cztery razy
– wyjaśnia. Jeśli obraz składa się z trzech, czterech kolorów i jest formatu bliskiego kartce papieru A3 „wystarczą” trzy, cztery miesiące regularnej pracy przy takim dziele, by było gotowe. Im większa skala i im więcej kolorów tym jest trudniej i dłużej.
Emilia Jiers wykłada na stół obrus, który wyszywała mając 13 lat.
To jedna z moich pierwszych, poważniejszych prac, ma już ponad 60 lat
– wspomina. Po materiale zużycia nie widać. Można za to dostrzec, jaka wówczas panowała moda jeśli chodzi o ozdobniki tkanin. Dominowały głównie niebieskie kwiaty.
Robótki ręczne znam od dziecka, często zabierałam je w pole. Robiło się to, bo wielu rzeczy po prostu nie szło kupić
– mówi pani Emilia. Dzisiaj jest prawdziwą mistrzynią, czego dowodem są szafy i szuflady uginające się od jej prac. Do tego, podobnie jak w przypadku pani Marii, obdarowana została cała rodzina i bliscy.

Inspiratorką Elizy Szefler była jej babcia Emilia Jiers. Dziewczyna specjalizuje się w hafcie krzyżykowym
Właściwie codziennie coś robię. Do godziny 14:00 zajmuję się pracami domowymi, później do 21, nawet 22:00 potrafię, rzecz jasna z przerwami, spędzać czas z szydełkiem albo czółenkiem. Bardzo wciągnęłam się w robienie frywolitek
– mówi pani Emilia. W tym wymagającym zajęciu, gdzie każdy drobny element powstaje oddzielnie, towarzyszy jej Pela Kucharska–Sztekel.
Uczyłam kiedyś w szkole, gdzie prowadziłam właśnie zajęcia z prac domowych, technicznych. Frywolitkami zafascynowała mnie pani Bogusia Czarnecka. Zaczęło się od prostych kołnierzyków, a skończyło na tym, że zorganizowałyśmy kurs tej techniki. Wzięło w nim udział około 30 pań, jednak tych, które pracują w tej technice jest może z 7, 8
Reklama
– mówi pani P. Kucharska–Sztekel i pokazuje serię prac, które wykonała w towarzystwie pani Emilii i nie tylko.
To bardzo miła forma spędzania czasu. Siadamy sobie, popijamy kawę, rozmawiamy i „frywolitkujemy”. Szukamy też często nowych wzorów, nowych projektów
– śmieje się pani Emilia. Inspirację czerpią z fachowej literatury i internetu. Dzięki temu powstają też prace 3D, w niezliczonej ilości form.

Pani Maria Jacukiewicz szydełko poznała w piątej klasie szkoły podstawowej. Od tamtej chwili nie wyobraża sobie życia bez tego typu prac
Ozdobienie frywolitką jednej, niewielkiej bombki choinkowej zajmuje około 3 godziny
– stwierdza pani Emilia.
Okresy przedświąteczne to czas, gdy działamy jak mała fabryka
– dodaje pani Pela. Ich prac jednak kupić nie można. Robione są dla własnej satysfakcji.
Po prostu sprawia nam to przyjemność
– mówią panie. Dzielą się nią z innymi.
Moja wnuczka, Eliza, pojęła jak robić frywolitki w jeden dzień
– studentkę ostatniego roku UAM w Poznaniu chwali babcia.
Znam tę technikę od 3 lat, ale bardziej ciągnie mnie do haftu krzyżykowego, który poznałam jeszcze wcześniej
Reklama
– wtrąca Eliza Szefler. Na pytanie, czy pójdzie w ślady babci uśmiecha się.
To ona mnie do tego zainspirowała
– dodaje. Śmieje się też pani Emilia.
To wciąga, i to bardzo. Ja mam już wrażenie, że mi dnia nie starcza, że jest za krótki na te robótki.
***
Przedstawionych rękodzielników i ich dzieła będzie można zobaczyć podczas gminno–parafialnych dożynek, które zaplanowane są w tym roku w Dolniku na 27 sierpnia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Brawo!!!!!
Brawo!!!!!