Reklama

W poszukiwaniu sensu życia

04/02/2013 10:02
Znaleźli swój życiowy cel. Wędkarski świat nie ma dla nich tajemnic, postanowili więc podzielić się tym z innymi

Małgorzata i Andrzej Zdunowie nie są rdzennymi mieszkańcami gminy Tarnówka. Przyjechali do Płytnicy z Polic. Tam pracowali i wychowywali dzieci. Kiedy przyszedł moment, gdy oboje stwierdzili, że zawodowe życie nie sprawia im przyjemności i czas na zmiany, postanowili oddać się swym życiowym pasjom. Pan Andrzej, magister inżynier elektryk, to zapalony wędkarz (w latach 80. i 90. trzykrotny drużynowy wicemistrz Polski w wędkarstwie muchowym). Pani Małgosia to geodeta, pochłonięta pasją podróżowania. Długo się nie zastanawiali – zgodnie postanowili robić to, co sprawia im największą przyjemność. Odchowali dzieci i stwierdzili, że wcale nie chcą mieszkać w dużym mieście. Sprzedali wszystko, w tym cztery wędkarskie sklepy i zapuścili korzenie w Płytnicy.
[[reklama]]
Tu jest nasz dom
Płytnicę znali bardo dobrze. - W latach 80. - opowiada pan Andrzej - było w Płytnicy schronisko wędkarskie i zbierało się tu całkiem spore środowisko.
Przyjeżdżali tu więc na zawody, a także by powędkować, odpocząć. Byli tu częstymi gośćmi, poznali ludność i tereny. Nawiązali kontakty z ludźmi z całej Polski, którzy przyjeżdżali do Płytnicy z tych samych powodów co oni. Okolice Płytnicy zrobiły na nich duże wrażenie. Postanowili, że tu zamieszkają.


Szczupak 15 kg wraca do wody

Zbudowali dom nad Gwdą i w 2007 roku w nim zamieszkali. Zapraszają do siebie nie tylko wędkarzy, ale i grzybiarzy, turystów, miłośników zdrowego kontaktu z naturą. Rzadko odwiedzają sklepy. Swojskie wędliny, nabiał, lokalne wyroby, ryby – ma być zdrowo, smacznie, naturalnie. Produktów dostarczają im zaprzyjaźnieni gospodarze. Mięso i ryby sami przerabiają, wędzą. Zdunowie chcą pokazać światu, jak piękne są tereny w tutejszej gminie. - O te tereny trzeba dbać, bo to skarby naszej ziemi – przekonuje pan Andrzej. Ale dom w Płytnicy to nie wszystko.
[[nowa_strona]]
Światowe połowy
Bałtyk, Bornholm, Lofoty, Meksyk, Roslagen, Wenezuela, Morrum, Egipt, Islandia i w wiele innych ciekawych miejsc - dla Zdunów nie ma żadnych tajemnic. Każdą wyprawę dokładnie planują, zapewniają niezbędny sprzęt. Zawsze w znane im wcześniej miejsce, zawsze w odpowiedniej porze dla konkretnych ryb, zawsze na odpowiednią metodą wędkarską, zawsze z doświadczonym przewodnikiem - zapewniają. Sami się spełniają, ale i swą wiedzą potrafią dzielić się z innymi. Znają łowiska, wiedzą, jakiego sprzętu używać, gdzie i o jakiej porze roku wyruszyć. Ich wyprawy mają elementy survivalu. -Nie żywimy się w barach, restauracjach. Kuchnia to nasze drugie hobby. Zabieramy ze sobą większość produktów, a na większe wyprawy zabieramy ze sobą nawet kucharza - mówi Małgorzata Zdun. Pani Małgosia organizuje wycieczki logistycznie. Wyprawy trwają od kilku do kilkunastu dni.


Meksyk, moja największa ryba, marlin 175 kg
[[reklama]]
- Nie jest to tanie hobby, ale jeśli już ktoś raz spróbuje, to nigdy nie zapomni przeżytych chwil i zawsze będzie chciał do tych emocji powrócić - twierdzi pan Andrzej. - Złowione ryby często wracają do wody. Chodzi o samą przyjemność łowienia, poza tym są gatunki, których się po prostu nie zabija. Oczywiście na wyprawach jemy część złowionych przez nas ryb, które przygotowujemy na różne sposoby, wzorując się na lokalnej kuchni – dodaje.
[[nowa_strona]]
Poza wędkowaniem na wyprawach można poznać wiele ciekawych miejsc, wykąpać się w bajecznie czystych i ciepłych wodach, poznać różne metody łowienia ryb, zobaczyć niespotykane w naszych wodach gatunki, poznać ludzi, ich kulturę. - Wrażeń z wypraw nie da się opisać, a i zdjęcia nie oddają wszystkiego co człowiek czuje, będąc uczestnikiem wyprawy - zapewniają Zdunowie. Najbardziej lubią jeździć do Norwegii, na Lofoty. Słońce nie zachodzi tam od połowy maja do połowy lipca. Urzeczeni są tam ciekawą i surową przyrodą, fiordami. Są tam stare rybackie wioski, morskie safari. Łowi się tam ponad 10 gatunków ryb. Dużą atrakcją podczas łowienia na Lofotach jest możliwość spotkania wielorybów. - Można powiedzieć, że średnio na co drugiej wyprawie spotykamy je w naszych łowiskach. Spotkanie z takim rzadkim już na świecie ssakiem pozostawia niezapomniane wrażenia - opowiadają Zdunowie.


Madagaskar - makrela królewska

Hobby i sposób na życie
- Nasza pasja to jest takie zainteresowanie, że tutaj nie ma alternatywy. Pasja potrafi wciągnąć człowieka tak, że on się od tego uzależni, ale to jest pozytywne uzależnienie i wtedy nie ma znaczenia, czy go stać, czy nie stać. Człowiek wtedy wszystko zrobi, żeby sobie raz na jakiś czas tą przyjemność sprawić. W moim wypadku to były i są wyprawy morskie. My potrafimy z żoną przebywać poza domem po 2-3 miesiące i nie jest to dla nas problem – przekonuje Andrzej Zdun. Rocznie organizują ponad 40 wypraw. Uwielbiają podróże, a to, czym się zajmują, sprawia im ogromną radość i daje dużo satysfakcji. Uważają, że znaleźli swój sposób na życie.

Joanna Kozij
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości