Reklama

Wczasowicze uratowali mi życie

17/08/2012 00:00
- My jesteśmy tu panami - usłyszał Mieczysław Bindek, gospodarz Gródka, gdy zwrócił uwagę mężczyznom, by nie rozjeżdżali samochodem boiska. W zamian dostał cios w twarz i kilka kopniaków

Pęknięty łuk brwiowy, podbite oko, nos i ogólne potłuczenia - prezes Stowarzyszenia „Nasz Gródek” Mieczysław Bindek może mówić o sporym szczęściu, bo zdarzenie, do którego doszło w niedzielę 5 sierpnia wczesnym wieczorem na plaży w Gródku Krajeńskim, mogło skończyć się dla niego tragicznie.
[[reklama]]

Silna ulewa przerwała niedzielny zlot bractwa kajakowego. Między godziną osiemnastą a dziewiętnastą Mieczysław Bindek sprzątał po imprezie. Do złożenia zostały jeszcze stoły, ale przekonał osoby, które pomagały mu przy organizacji, że sam sobie z tym poradzić. Został na plaży sam, podczas gdy większość osób obserwowało w tym czasie turniej bilarda i cymbergaja, rozgrywany w jednym z barów na terenie ośrodka. Na miejscu nie było też policji, która patrolowała ośrodek niemal przez cały czas trwania imprezy. Wyjechali na interwencję. W pewnym momencie na plażę wjechał dostawczy biały bus. Wysiadło z niego trzech mężczyzn. - Jednego z nich rozpoznałem, to był mój rówieśnik, chodziliśmy do jednej klasy w podstawówce - opowiada poszkodowany prezes stowarzyszenia. - Spokojnie poprosiłem, aby opuścili teren plaży i nie rozjeżdżali nam boiska. W zamian usłyszałem: to my jesteśmy tu panami, wypier... do Piły - opowiada kilka dni po zdarzeniu wciąż poruszony tą sytuacją Mieczysław Bindek. Po chwili mężczyźni odjechali, ale nie przerwali potoku wulgarnych słów kierowanych pod adresem społecznego gospodarza Gródka. Od słowa do słowa sytuacja robiła się coraz bardziej napięta. - W pewnym momencie widziałem tylko jak jeden podbiega do mnie. Uderzył mnie w twarz i zaczął kopać. Odruchowo broniłem się. Wtedy z samochodu wybiegł drugi mężczyzna. W porę zareagowali wczasowicze, mieszkańcy położnego nieopodal plaży domku. - Uratowali mi życie - dziękuje Mieczysław Bindek, zdając sobie sprawę, że bez ich pomocy mogłoby się to źle dla niego skończyć. Napastnicy odgrażali się jeszcze, że znajdą prezesa w Pile, że wiedzą, gdzie go szukać, ale po interwencji ludzi opuścili ośrodek. - Zaatakowali mnie w biały dzień, nigdy bym się tego nie spodziewał.

[[nowa_strona]]
Z relacji świadków zdarzenia poszkodowany dowiedział się, że dwóch napastników jest mieszkańcami gminy Łobżenica, trzeci pochodzi z gminy, ale nie mieszka tu już na stałe. We wtorek 7 sierpnia Mieczysław Bindek zgłosił sprawę policji. - Ustaliliśmy świadków zdarzenia. Przesłaliśmy informację do Bydgoszczy, bo stamtąd są świadkowie, aby tamtejsza policja ustaliła ich wersję wydarzeń - mówi podkom. Andrzej Latosiński z Komendy Powiatowej Policji w Pile. Te ustalenia oraz zeznania poszkodowanego mają dać pełen obraz zdarzenia i na ich podstawie policja podejmie decyzję o dalszym biegu sprawy. Mieczysław Bindek już teraz jednak zapowiada, że nie da się zastraszyć i nawet jeśli sprawa nie będzie wszczęta z urzędu, założy ją z powództwa cywilnego. - Mam nadzieję, że ten incydent będzie powodem do wszczęcia dyskusji o przywróceniu posterunku policji w Gródku Krajeńskim w sezonie. To ma być enklawa bezpieczeństwa i do tego będę dążył.
[[reklama]]

A swoim wybawicielom Mieczysław Bindek chce podziękować. Z prośbą o uhonorowanie ich za uratowanie życia zwrócił się do prezydenta RP Bronisława Komorowskiego i prezydenta Bydgoszczy.

A. Głyżewska, fot. archiwum
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości