Reklama

Wyrzucił ludzi na bruk

28/10/2012 00:00
Zenon Matkowski zwolnił blisko 100 osób. Płytmat przestaje istnieć. - Dzisiaj albo walczymy razem, albo trzeba iść w upadłość - mówi prezes zakładu

Jak to jest jednym ruchem zwolnić blisko 100 osób? Bo tak Pan zrobił 12 października.
Ja widzę to inaczej. Sytuacja firmy była taka, że wystąpiłem o postępowanie upadłościowe z możliwością zawarcia układu i sąd przeciągał tę decyzję prawie cztery miesiące, co jest ewenementem – zgodnie z prawem powinien to zrobić w przeciągu dwóch miesięcy. Te dwa miesiące dłużej firmę zdołowały, wyczyściły prawie wszystkie środki.

Jednak zgodę sądu miał Pan już w ręku, a mimo to podjął Pan tak drastyczną decyzję.

Przyjechałem tu 10 października, była rozmowa w szatni i ja powiedziałem tak: jak będą zakończone zamówienia do piątku, to dostaniecie po tysiąc złotych. Niestety robota nie została zrobiona, bo w dużej mierze wykonali ją źle. Kupi Pan meble częściowo źle zrobione?

Czyli produkcja ruszyła, tak?
Znalazłem rozwiązanie przejściowe, załatwiłem materiały i zamówienia, znalazłem też partnera zagranicznego, który chciał wejść tutaj kapitałowo. Chciał wykupić zakład od syndyka i uruchomić produkcję rzędu 4 mln złotych miesięcznie.

I to się nie udało. Z winy pracowników, jak Pan twierdzi.

Warunkiem było terminowe dostarczanie towarów, ale niestety nie udało mi się z tą załogą tego zadania zrobić.

[[reklama]]
Może dlatego, że Pan z nimi nie rozmawiał. Pracownicy twierdzili, że nie znali sytuacji firmy, że o wielu rzeczach dowiadywali się choćby z naszych łamów.

To nie jest prawda, bo co trzy dni były spotkania i informowałem ich o sytuacji, o partnerze strategicznym. To jest kłamstwo.

To jaka jest prawda według Pana?
Ja jestem człowiekiem, który chce się dogadywać, a nie stać nad ludźmi z kijem i poganiać ich do pracy. Wychodząc ze stołówki, gdzie trwały rozmowy mówiłem grzecznie: no to idziemy do pracy, bo to jest jedyna szansa dla tego zakładu. A za chwilę mam informacje od mistrza produkcji, że siedzą w szatni, że nie pracują.

Może dlatego, że nie wierzyli w Pana obietnice?

Nie wiem, dlaczego nie pracowali. Wszystkie materiały były zorganizowane, a wyjaśniłem im, że pieniądze za lipiec i sierpień dostaną z funduszu świadczeń pracowniczych, natomiast za produkcję, którą ja wprowadziłem z drugiej spółki, płacę od ręki. I tu się nadziałem, bo zapłaciłem przed skończeniem pracy, a tego zadania mi nie wykonali.

Chce pan powiedzieć, że Pan stracił, tak?
Oczywiście że tak. Zrobiono 80% produkcji. Zrobiono ją o miesiąc później, a 20% jest niekompletne, rozkradziono materiały, okucia.

To jest poważny zarzut...
Tego [materiału – przypis red.] nie ma, przyszło do firmy i tego nie ma. Później załatwiłem zamówienie z drugiej firmy, nazwy nie będę wymieniał, bo to jest wstyd dla mnie na rynku, i ta firma przywiozła wszystkie komponenty, a zamówienie zostało źle zrobione. Materiał został zmarnowany, a częściowo rozkradziony, bo zginęło 700m² płyty po 28 zł za metr.
[[nowa_strona]]
Ale przecież 700 m² płyty nie ginie ot tak, niezauważenie?!
W piątek po spotkaniu z załogą kazałem zakład zamknąć, a okazało się, że po moim wyjeździe zaczęły się wjazdy i wyjazdy ciężarówek.

Brzmi to absurdalnie, przecież ma Pan dozór w firmie, ochronę
.
Mimo to ja nie wiem, co wyjeżdżało.

Dziwi się Pan ludziom, że nie chcieli pracować, skoro nie dostali pensji za kilka miesięcy albo dostawali ułamki wynagrodzeń?

Za dwa miesiące nie było zapłacone i było cały czas mówione, że z funduszu świadczeń pracowniczych będzie zapłacone w 100%, jest tylko kwestia postępowania układowego. Przyszedł dokument [o wdrożeniu upadłości z możliwością zawarcia układu – przypis red.] i natychmiast zrobiłem zebranie i powiedziałem, że uruchamiamy procedurę dokumentową, bo ważna jest data postanowienie sądu. O tym pracownicy wiedzieli, a zastępczo mieli nową produkcję, za którą ja płaciłem. I zapłaciłem nawet do przodu. Czyli mieli z czego żyć, bo były wypłaty nawet rzędu 2 tys. złotych.

Ale płacił Pan wszystkim czy wybranym pracownikom?
Wszystkim, którzy poszczególne elementy produkcji zrobili, tyle ile za ten element było naliczone. Ja nie chodzę za pracownikiem i nie mierzę, ile pracownik zrobił. Są służby, które podają do działu płacowego kto co zrobił, on nalicza, a ja tylko podpisuję gotową listę.

Nie rozumiem jednak co się stało, że ludzie, którzy pracowali u Pana przez lata i robili to dobrze, nagle, jak Pan mówi, psują zamówienie.
Śledzi Pan sprawę i powinien Pan wiedzieć, że poprzedni zarząd, wobec którego dzisiaj jest postępowanie prokuratorskie, odszedł stąd i zabrał najlepszych pracowników. Zostali słabsi pracownicy i oni sobie z tymi zadaniami powierzonymi przeze mnie nie do końca poradzili.
[[reklama]]
Ukarał Pan pracowników dając im wypowiedzenia?
Ja ich nie karałem. To nie jest tak. Ja nie widziałem możliwości kontynuacji pracy. Trzeba wiedzieć, że energia tutaj kosztuje 40 tys. zł miesięcznie, podatek gruntowy i czynsz kolejne 20 tys. złotych. Jeżeli praca, która jest przewidziana na trzy tygodnie, rozkłada się na trzy miesiące, to ekonomia zamyka zakład, nie Pan Matkowski.

Po blisko 20 latach działalności.
Ja z wielkim żalem podejmuję decyzję o likwidacji całkowitej. Trudno, ale komuś kto jest nieefektywny nikt nie da pieniędzy: ani klient, ani bank, nikt. To ludzie muszą rozumieć, zwłaszcza przy tak znikomym rynku, gdzie robi się przy marżach 2-3%.

Co dalej z postępowaniem układowym?
Postępowanie obowiązuje, częściowo przenoszę firmę w inne miejsce – tam, gdzie ludzie będą chcieli pracować.

A miejscowi nie chcą?
Kiedy był poprzedni zarząd, to trzymał żelazną dyscyplinę, płacone było od sztuki i zarabiali ludzie dobrze, bo byli pracownicy, którzy zarabiali po 4 tys. złotych. I nagle, jak spadły zamówienia i okazało się, że wynagrodzenia będą mniejsze, to pracowali na zasadzie włoskiego strajku. Ja nie będę się użerał z pracownikami. Nie to nie i koniec.

[[nowa_strona]]
W tej sytuacji lepiej będzie wprowadzić upadłość likwidacyjną?

Wprowadzę, zmienię opcję. Tu w Złotowie zakład przestanie działać. Spróbuję uruchomić tę działalność w innym miejscu i to wszystko.

Brzmi to tak, jakby Złotów nie był dobrym miejscem do prowadzenia działalności gospodarczej.
Może jest dobrym, ale fakty są faktami. Skoro są zlecenia, a materiały zostają częściowo zepsute, a częściowo rozkradzione, to czy to jest dobre miejsce do prowadzenia biznesu?

[[reklama]]
Interesuje Pana co stanie się z tymi ludźmi, którzy pracowali u Pana często wiele lat?

A czy oni się interesowali, jakie ja dostanę zarzuty, że ZUS-y nie są zapłacone, że trzeba za energię zapłacić?

Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, tak?

Nie można tak powiedzieć, ale obie strony muszą się rozumieć. Ciągle tkwi w ludziach takie coś, że prywaciarz ma worek pieniędzy i tylko stoi z kijem i od tego worka biednych ludzi odgania. To tak nie jest. Dzisiaj albo walczymy razem, albo trzeba iść w upadłość.

Czyli to koniec?
To koniec.

Rozmawiał Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości