Dużo miłości i pozytywnej energii. Pan Jacek nawet kawę pije w specjalnym kubku z serduszkiem, który z uśmiechem przynosi mu żona. Na to dziadostwo, jak nazywamy nowotwór, który zaatakował naszego rozmówcę, niespecjalnie jest bowiem rada. Lekarstw nie ma. Chemii nie można zastosować. Od niedawna, dzięki badaniom przeprowadzonym przez Amerykanów, jest jednak radioterapia (działanie skuteczne, aczkolwiek powodujące wiele konsekwencji, pan Jacek stracił przez nią smak). Oprócz niej natomiast lekarze stosują głównie wycinanie zmian, aby rak nie rozprzestrzeniał się dalej.
Jak trafi do płuc, to już koniec
Reklama
– zauważa pan Jacek.
Walka rodziny Bielawskich z Borucina trwa od ponad roku, póki co 0:1 dla nich. Lekarze niestety nie dają wielkich nadziei, stadium czerniaka pana Jacka to „3”, najgorsza jest czwórka.
Głową muru nie przebijesz, trzeba żyć dalej. Staramy się o tym nie myśleć. Żyjemy z dnia na dzień, od kontroli do kontroli. Wielkie, plany na przyszłość nie wchodzą już w grę
– mówi pani Monika Bielawska, żona pana Jacka.
Choć pan Jacek jest już po kilku zabiegach, wgląda całkiem dobrze.
Trzymam się. Nawet przytyłem. Ludzie nie chcą wierzyć, że przeszedłem coś takiego
Reklama
– z uśmiechem mówi nasz bohater. Po bliższym przyjrzeniu się po lewej stronie od czoła, aż do ramion widać bliznę.
O tutaj miałem pieprzyk
– pan Jacek wskazuje na lewą skroń.
Przez wiele lat nic się nie działo, aż zauważyłem, że zaczęło rosnąć. Przy wkładaniu kasku w pewnym momencie zaczęło boleć. Kiedyś nawet pociekła z tego krew
– wyjaśnia. Lekarz pierwszego kontaktu stwierdził, że nie ma czym się martwić. Jego następca był już tym zaniepokojony i skierował pacjenta do onkologa. Ostatecznie udał się na szczegółowe badanie do szpitala ARS Medical do Piły. Tutaj został uspokojony, niemniej jednak musiał poczekać na wyniki badań. To był 2015 rok, połowa lata. Pan Jacek jak zwykle jechał do pracy swoim motocyklem. Nagle poczuł wibrację telefonu. Zatrzymał się przy czerwonym kościele w Jastrowiu.
Dzień dobry, mamy już wyniki badań. Nie mogę jednak powiedzieć panu nic przez telefon. Proszę przyjechać na spotkanie z onkologiem
– brzmiała w słuchawce pielęgniarka.
To było jak grom z jasnego nieba. Przeczuwałem, że nie może to być nic dobrego
– wspomina pan Jacek. Diagnoza: czerniak złośliwy stadium nr 3.
Reakcja lekarzy była natychmiastowa. Nasi rozmówcy podkreślają, że faktycznie jeśli chodzi o leczenie nowotworów w Polsce, coś w tej kwestii ruszyło. Pacjent natychmiast ma zakładaną tzw. zieloną kartę i jest pod stałą opieką lekarzy. Od lipca 2015 roku pan Jacek niemal mieszka w Bydgoszczy, to właśnie tutaj zdecydował się na leczenie. Początki jak wspomina nie były łatwe.
Myślałem, że zwariuję. Ciągle zamartwiałem się swoją sytuacją. Pytałem dlaczego to właśnie mi się przytrafiło? Żona oczywiście odreagowywała płaczem. Dziś jest już lepiej. Nawet zacząłem o tym mówić. I wie pani co, tak nawet lżej mi się robi jak to wszystko wyrzucę z siebie
– zauważa nasz rozmówca. Co więcej pan Jacek oprócz wsparcia w rodzinie, znalazł je również u jednego z sąsiadów, który także choruje na czerniaka. Zmaga się z nim od 7 lat. Wspólne rozmowy i zrozumienie dają chociaż chwilowe ukojenie. Pan Jacek nie poprzestaje na tym. Chęć życia jest tak wielka, że próbuje dosłownie wszystkiego, nawet tego o czym nigdy w życiu by nie pomyślał.
Od pewnej pani profesor pochodzącej z Mongolii, a mieszkającej we Wrocławiu co trzy miesiące kupuję wyciąg z mongolskiej rośliny. Jest to preparat opracowany prze lekarza właśnie stamtąd. Dowiedziałem się o tym od znajomego małżeństwa moich rodziców. Oboje byli chorzy na raka. W ich przypadku to pomogło. Ja na sobie również czuję pozytywny wpływ. Nie wiem czy to bardziej psychika, czy rzeczywiście fizyczne zmiany, ale faktycznie mam po tym więcej energii
– wyjaśnia nasz rozmówca. Siły faktycznie opuściły pana Jacka. Wielokrotne zabiegi i radioterapia pozbawiły go około 30 procent wcześniejszego zdrowia.
Gdybym miał iść pracować teraz fizycznie, to chyba od razy by mnie zwolnili
– mówi. Na szczęście, po zażegnaniu tego co najgorsze, lekarz pozwolił wrócić mu na wcześniejsze stanowisko pracy. Budżet domowy przez chorobę gospodarza domu, a także jak się okazuje 10–letniej córki państwa Bielawskich, jest mocno nadszarpnięty. Liczy się zatem każdy grosz.
W tym miejscu chciałabym podziękować pracodawcom, mojemu jak i męża, że nas wspierają w tym trudnym dla nas momencie. Nie było żadnych problemów, mogliśmy oboje liczyć na ich pomoc
Reklama
– mówi pani Monika. Wielkim wsparciem dla pana Jacka jest także ojciec.
Bardzo mu dziękuję za każdą pomoc finansową i moralną. Jeździ ze mną na wszystkie wizyty do Bydgoszczy, choć wcale nie musi tego robić
– mówi pan Bielawski. Rodzina może liczyć również na pomoc Fundacji Złotowianka i jej darczyńców. Poniżej podajemy Państwu dane, na które można przekazywać 1 procent podatku na rzecz pana Jacka i córki Marty, która niemal od urodzenia cierpi na astmę i zespół zmian dysplastycznych. W rozliczeniu rocznym należy wpisać:
numer KRS 0000308316, a w rubryce cel szczegółowy: Jacek, Marta Bielawski B/81
Najbliższa kontrola w kwietniu. Do tego czasu rodzina Bielawskich stara się nie myśleć o chorobie i żyć z dnia na dzień, ciesząc się swoją obecnością. Krótko przed wyjazdem do Bydgoszczy najprawdopodobniej znowu wszystko jednak wróci.
Ja się z tym już pogodziłem. Lekarz od początku mówił mi, że jest bardzo źle. Oczywiście będą mnie ratować. Wiem jednak, że może to się źle skończyć, nie wiem tylko kiedy
– mówi pan Jacek. Mimo wszystko pozytywne myślenie, nadzieja i chęć życia są równie silne jak to „dziadostwo”, a nawet silniejsze. Oby wytrwałość i siła przyniosły panu Jackowi, Monice i Marcie dobrą przyszłość.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Panie Jacku, proszę się zaznajomić z 2 książkami Jerzego Zięby - Ukryte terapie, oraz obejrzeć jego materiały na Youtube. Wnioski i decyzje zostawiam zainteresowanym.
Znam Pana Jacka i wiem, że wiele lat brał krople na zatkany nos. Nie wiadomo czy to dziadostwo nie jest rakotwórcze bo na pewno uzależnia
Panie Jacku, proszę się zaznajomić z 2 książkami Jerzego Zięby - Ukryte terapie, oraz obejrzeć jego materiały na Youtube. Wnioski i decyzje zostawiam zainteresowanym.
Znam Pana Jacka i wiem, że wiele lat brał krople na zatkany nos. Nie wiadomo czy to dziadostwo nie jest rakotwórcze bo na pewno uzależnia