Dziadek Tomasz był patriotą. Mówił synom: Nie pójdziecie do niemieckiego wojska służyć. Idźcie lepiej za granicę, do Polski
– opowiada pani Urszula, córka Grzegorza Mielke, który całą wojnę przesiedział w ukryciu. Jeszcze w 1939 roku po polskiej stronie granicy, a później tu, niedaleko. Na wybudowaniu Zakrzewa wraz z braćmi Rochem i Wojciechem jak mysz pod miotłą siedział.
„Pan Tadeusz” rozgrywa się w tydzień. Pięć dni w roku 1811 i dwa w roku 1812. A zajmuje kilkaset stron. W roku 2012 czytała go cała Polska w ramach akcji Narodowego Czytania. Grzegorz Mielke nie dożył tej chwili, a szkoda, bo „Pana Tadeusza” znał jak nikt.
Wujek nauczył się go na pamięć. Z nudów
– mówi Helena Mielke, mieszkanka Złotowa.
Tata znał całe fragmenty z Biblii, a wierszy masę
– dodaje pani Urszula, córka śp. nauczyciela historii z Podróżnej. Bo też Grzegorz Mielke miał czas na naukę. Kilka lat spędził, leżąc na sianie. Tylko raz bagnet zatknięty na niemiecki karabin minął go o kilka centymetrów.
Historia braci Mielke jest mało znana, a na pewno nie została spisana. Nadrabiamy tę zaległość po ponad siedemdziesięciu latach. Może nie trzynastozgłoskowym aleksandrynem jak Adam Mickiewicz, ale za to w oparciu o wspomnienia rodziny.
Wojna! Będzie wojna! Niemcy się zbroją, słychać coraz głośniej. W Zakrzewie także. Choć formalnie to Rzesza Niemiecka, mieszka tu wielu Polaków, działa Związek Polaków w Niemczech z księdzem Bolesławem Domańskim na czele. I część Polaków się buntuje. Tak jak Tomasz Mielke. Ojciec pokaźnej gromadki dzieci, w tym kilku synów, zapowiada, że u Niemca służyć nie będą. Wojciech, Roch i Grzegorz uciekają więc za namową rodziciela za pobliską granicę, do Polski.
Grzegorz chodził jeszcze do jakiejś polskiej szkoły, a Wojtek pracował w gospodarstwie u Polaka
Reklama
– wspomina pani Krystyna Mielke, wdowa po tym pierwszym. Mieszka przy szkole w Podróżnej, niedosłyszy, ale pamięć ma dobrą.
A jak już była wojna, to chłopaki pomyśleli, że mogą wrócić do Zakrzewa. No i ukrywali się u Pawła Sprengla, na wybudowaniu
– opowiada.
Dzisiaj wybudowanie Zakrzewa przecina wąska nić spękanego asfaltu, ale do rozsianych po bokach gospodarstw prowadzą wyboiste polne drogi. Po gospodarstwie Sprenglów nie ma śladu, ale jest pan Henryk Ruhs. Rocznik 1929, siwiuteńki, ale sprawny na ciele i umyśle. Na słowa „pomówmy o historii” reaguje zachęcającym uśmiechem.
Tu więcej ludzi się ukrywało. Od Szopierajów ktoś był, a i Wergina się ukrywali na Nowym Zakrzewie
– mówi, zapraszając do pokoju. Obok siada jego żona, Małgorzata, która od razu wciela się w rolę odpytującego.
A te Mielke, co się tu ukrywali, to takie stare byli jak twój najstarszy brat? Młodsze czy starsze byli? – Ja żem tego nie widział
– odpowiada mężczyzna, który w chwili wybuchu wojny miał dziesięć lat. Co wie, to z opowiadań rodziców.
Wtedy my tu prądu nie mieli, ale ojciec miał motor spalinowy, to im młócił zboże, żeby każdy mógł sobie zasiać. Raz patrzy, tam nikogo nie widać, a snopki spadają na maszynę. Ojciec się trochę schował i tak do pasa go zobaczył
Reklama
– pan Henryk nie wie, o którego z braci Mielke chodziło.
Ale więcej nie patrzył. Nic nie chciał widzieć, bo jakby ktoś zdradził…
Pewnej nocy ukrywających się zobaczyć miał ktoś jeszcze. Opowiada o tym Krystyna Mielke:
Wojtek wyszedł, Księżyc świecił, a on był taki blady od tego siedzenia na strychu... I zobaczył go chłopak od sąsiadów: Wojtek, to ty?! Mówili, że nie żyjesz. Duchu Święty! Przeżegnał się i uciekł. A Wojtek stał sztywno, nic się nie odezwał.
Bo bracia Mielke przez tę niechęć do służby w niemieckim wojsku musieli zmienić zupełnie tryb życia. Z dziennego na nocny. Czasem ludzie wracający z gry w karty widzieli pod lasem cień kopiący dół na kartofle. A w nocy u Pawła Sprengla słychać było obracające się ostrze ręcznej sieczkarni.
Dla koni cięli
– zgaduje Małgorzata Ruhs.
Też bydło mieli na pewno. Dla krów też kręcili na pewno, bo buraki byli, brukiew była
– kobieta ochoczo dodaje opowieści kolorów.
Kryjówka nie dla płuc – Stajnia i dwa razy strych. W opowieści naszych rozmówców pojawiają się trzy kryjówki. – Na strychu obudowali się sianem na taką wysokość, żeby móc wstać. A taka to była mała kryjówka, że...
Pogrzeb polowy – O ukrywających się mężczyznach wiedziało w okolicy sporo osób. Wśród nich był miejscowy kapłan – ksiądz Wiktor Domachowski, który probostwo w Zakrzewie objął w 1942 roku. Jak twierdzi...
Dobrzy ludzie z Zakrzewa – Wojciech i Grzegorz Mielke przeżyli wojnę. Gdy Zakrzewo na dobre wróciło do Polski, wyszli z kryjówki. Biali niczym mąka, bo na słońcu nie byli przez kilka lat. Przez to, jak wspomina pani Krystyna, wychudzonego Grzegorz Rosjanie wzięli...
Stajnia i dwa razy strych. W opowieści naszych rozmówców pojawiają się trzy kryjówki.
Na strychu obudowali się sianem na taką wysokość, żeby móc wstać. A taka to była mała kryjówka, że dobrze położyć się mogli
– twierdzi Krystyna Mielke, wdowa po nauczycielu.
Ukrywali się w podwójnym szczycie w stodole, tak nam tata opowiadał
– mówi Helena Mielke, córka Jana, brata ukrywających się i znanego rzemieślnika, który przez lata w Złotowie m.in. kręgi do studni robił. Ale Henryk Ruhs podaje inne miejsce.
W stajni się ukrywali. W tyle, w rogu była dziura z beczką dużą wkopaną, żeby się ziemia nie zarywała i jak była jakaś zawierucha czy coś, to tam się mogli schować. Nikt ich pod tym łajnem nie szukał
– opowiada mężczyzna, którego bracia nie mieli tyle szczęścia, by w stajni wojnę przesiedzieć.
Mój najstarszy brat Edwin, rocznik 1921, chciał uciec za granicę, ale rodzice go nie usłuchali. Mówili, że może to się uspokoi. No i Niemce wciągnęli go do wojska. Byłem u niego nawet na przysiędze w Pile. Potem był we Francji, ale poległ gdzieś w Rosji, może w 1941 roku. Wiadomość, że nie żyje przyszła do domu
– opowiada staruszek, który miał pięciu braci i siostrę. Pamięta, że tych, którzy unikali poboru Niemcy ciągle szukali. Za zdradę Vaterlandu. Na wybudowanie też żandarm na rowerze przyjeżdżał. Światło odbijające się od daszka jego czapki na szczęście z daleka było widać.

Henryk Ruhs wspominał ukrywających się sąsiadów, a jego znacznie młodsza żona doskonale wcieliła się w rolę osoby zadającej pytania pomocnicze
Raz tylko Mielke omal nie wpadli w łapy Niemców. Wszystko przez niewolnika, jak pracownika przymusowego przydzielonego do gospodarstwa Sprenglów (Paweł poszedł do wojska, dostał się do niewoli i przeżył wojnę) nazywa Krystyna Mielke.
Zdaje się, że to był Rosjanin. Mówił, że on pograbił, a jest podeptane. To się rozeszło, przyszli Niemcy i kłuli siano w tej stodole. Gdyby mieli psa, to by ich znaleźli
– to wtedy ostrze bagnetu o centymetry minęło Grzegorza. Ze strachu bracia Mielke długo nie opuszczali kryjówki nawet nocą. Bali się, że ktoś ich obserwuje i doniesie żandarmowi. Długie przebywanie na sianie, choć wydawać się może sielanką, po latach odbiło się na zdrowiu mężczyzn. Zarówno Wojciech, jaki Grzegorz mieli potem problemy z płucami. Astma, rozedma to ich pamiątki z czasów wojny.
O ukrywających się mężczyznach wiedziało w okolicy sporo osób. Wśród nich był miejscowy kapłan – ksiądz Wiktor Domachowski, który probostwo w Zakrzewie objął w 1942 roku. Jak twierdzi Krystyna Mielke, proboszcz regularnie odwiedzał Grzegorza, Wojtka i Rocha w ich kryjówce i udzielał im sakramentów. Do czasu, gdy Niemcy zawrócili go z drogi. Wówczas duchowny przekazywał im komunię świętą przez siostrę. Niemal wszyscy członkowie rodziny Mielke wspominają wypadek księdza. Gdy wchodził do braci po drabinie ta miała się pod nim załamać (duchowny był słusznej postury).
Na szczęście nic mu się nie stało
– twierdzi Joachim Mielke, któremu historię tę opowiadał ojciec. Teofil, rocznik 1914, nie musiał się ukrywać, był na to zbyt niski.
Tata nie miał stu pięćdziesięciu centymetrów wzrostu, dlatego go do wojska nie wzięli
– twierdzi Joachim, znany lokalny poeta. Za to Teofil pełnił rolę dostawcy. Bo żyjąca w Zakrzewie rodzina dbała o swoich członków.
Robili nielegalny ubój, pakowali mięso do beczki, na górę kładli kapustę i to im tata woził
– mówi J. Mielke. A pani Krystyna dodaje, że jedzenie ukrywającym się nosiła też w kance jedna z ich sióstr.
Ciężkie warunki, w jakich żyło trzech braci musiały wpłynąć na ich zdrowie. Najdotkliwiej odczuł to Roch, który ciężko zachorował, a ostatecznie zmarł. Bracia pochowali go na pobliskim polu. W uświęconej ziemi jego ciało spoczęło po wojnie.
Jak już polska mowa była, jak to się mówi, wtedy go wykopali i na cmentarz przenieśli
– potwierdza Henryk Ruhs.
To ukrywanie się gorsze było niż pójście na wojnę, bo cały czas żyli pod strachem
– uważa inny członek rodziny Mielke, Jan.
Wojciech i Grzegorz Mielke przeżyli wojnę. Gdy Zakrzewo na dobre wróciło do Polski, wyszli z kryjówki. Biali niczym mąka, bo na słońcu nie byli przez kilka lat. Przez to, jak wspomina pani Krystyna, wychudzonego Grzegorz Rosjanie wzięli za ukrywającego się Niemca i osadzili w obozie w Pile.
Stamtąd wyszedł ktoś z Zakrzewa i księdzu to opowiedział. I ksiądz się starał o jego zwolnienie
– mówi mieszkanka Podróżnej. Grzegorz Mielke spędził w obozie dwa tygodnie, co do tego matka z córką są zgodne, choć pani Urszula utrzymuje, że ojciec z Piły uciekł. Gdy wojenna zawierucha ucichła na dobre, w 1951 roku Grzegorz ożenił się z Krystyną i został nauczycielem historii. Wojciech także założył rodzinę i objął gospodarstwo po ojcu.
Teścia Niemcy zabrali do pracy w lesie i już stamtąd nie wrócił. Nie wiem, czy zabiło go drzewo, czy Niemcy
– wyjaśnia pani Krystyna. Bracia przeżyli, choć ich szanse były niewielkie. Wystarczył jeden donos.
Sąsiedzi ich nie zdradzili. To dobrze świadczy o tych ludziach, którzy tutaj mieszkają
– uważa Joachim Mielke.
Obaj bracia mieli jednak wspomniane problemy zdrowotne. I obaj zmarli w 1983 roku.
– podaje wdowa po nauczycielu. I choć wspominać mogłaby jeszcze długo, to zakończyć woli słowami: Dobry był dla mnie Grzegorz, oj, bardzo dobry.
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jedni walczyli w Wermachcie z musu bo im rodziny chcieli rozstrzelać inni walczyli po stronie polskiej a jeszcze inni "całą wojnę siedzieli w ukryciu" . Oceńcie sami
Mielke, Roch, skąd w takim antyniemieckim rodzie?
Taka prawda,że Polacy z Niemieckiego wtedy Zakrzewa wyjeżdżali na tereny Polski. A Domański na ambonie upominał,żeby Polacy nie wyjeżdzali i to był wielki błąd i krzywda dla Polaków,którzy księdza posłuchali i zostali w niemieckimZakrzewie.Podatki dla Niemców a dzieci musiały obowiązkowo uczyć się po niemiecku..Przez 6lat musieli Polacy tę krzywdę znosić i inne przykre dla Polaków sprawy.
A jak się Pani czuję po słowach Prezesa ?
Dziś pogrzeb tej Pani
Jedni walczyli w Wermachcie z musu bo im rodziny chcieli rozstrzelać inni walczyli po stronie polskiej a jeszcze inni "całą wojnę siedzieli w ukryciu" . Oceńcie sami
Mielke, Roch, skąd w takim antyniemieckim rodzie?
Taka prawda,że Polacy z Niemieckiego wtedy Zakrzewa wyjeżdżali na tereny Polski. A Domański na ambonie upominał,żeby Polacy nie wyjeżdzali i to był wielki błąd i krzywda dla Polaków,którzy księdza posłuchali i zostali w niemieckimZakrzewie.Podatki dla Niemców a dzieci musiały obowiązkowo uczyć się po niemiecku..Przez 6lat musieli Polacy tę krzywdę znosić i inne przykre dla Polaków sprawy.