Reklama

Zaczęło się w garażu. Z pasji powstała duża firma

11/04/2017 19:00
– Na 18-te urodziny kupiłem sobie używany migomat z Niemiec – mówi Arkadiusz Ignasiak. Dziś razem z bratem prowadzi firmę, która produkuje 250 modeli maszyn rolniczych i generuje 10 milionów złotych obrotu rocznie

Grzebanie przy „Fumie”

Ta historia rozpoczęła się blisko ćwierć wieku temu, w Kunowie, skąd pochodzą Arkadiusz i Radosław Ignasiakowie. Chociaż braci dzieli siedem lat, to jednak zainteresowania od zawsze mieli zbliżone.

Wywodzimy się z gospodarstwa, a jak wiadomo na gospodarstwie zawsze jest coś do zrobienia. Trudno policzyć godziny, które spędzaliśmy, dłubiąc razem z tatą przy ciągnikach, przyczepach, maszynach. To były świetne czasy...

– wspomina Arkadiusz. Ponieważ jest starszy, to on jako pierwszy rozpoczął urzędowanie po podwórku jednośladami rodzimej konstrukcji.

Reklama

Motocykle nas kręciły! Motorynki, Komarki, WSK–i – trochę się tego przewinęło, a że te sprzęty się psuły, dłubanie przy nich zajmowało sporo czasu

– śmieje się Arek.

Więcej było pchania niż jeżdżenia, jednak bawiliśmy się świetnie

– wtrąca Radek, któremu motocyklizm nie przeszedł do dzisiaj.

Dzięki temu poznawaliśmy technikę, mechanikę

– dodaje Arek.

O ile motorowery chłopacy głównie naprawiali, to „Fuma”, czyli popularna WSK–a była dla nich prawdziwym poligonem doświadczalnym.

Dziś, jeśli ma się pieniądze, idzie się do sklepu – salonu i kupuje motocykl, np. cross’a, bo ten akurat nadaje się w teren. Ja cross’a zbudowałem sam, z WSK–i. Jak to latało po polach! Kiedy miałem dwanaście lat we wnęce, pod schodami naszego domu sam rozłożyłem i złożyłem silnik WSK–i. Do dziś nie wiem, jaki miałem cel, ale pewnym jest, że poznałem ten motocykl na wylot

Reklama

– wspomina z uśmiechem Arek. Jeszcze szerszy uśmiech pojawia mu się na twarzy, gdy zaczyna wspominać swojego pierwszego, kupionego za własne pieniądze Malucha.

To było coś! Chociaż też się raz na jakiś czas psuł...

– stwierdza.

Dawniej tę robotę robili ręcznie. Dziś wycinaniem elementów z arkuszy stali zajmuje się wycinarka, która pracuje niemal nieprzerwanie

Migomat na 18–tkę

Początków dzisiejszego biznesu braci Ignasiaków dopatrywać się można już w kilka tygodni po 18–tych urodzinach Arkadiusza.

Był taki zwyczaj, który panuje chyba dalej, że na osiemnastkę w formie prezentu dostaje się pieniądze, by ten młody – dorosły człowiek sam mógł zdecydować, na co chce je wydać. Koledzy wydawali różnie: na auta, na imprezy. Ja postanowiłem, że kupię sobie nie zwykłą spawarkę, ale migomat

Reklama

– wspomina Arek.

Pamiętam to jak dzisiaj: był używany, przywieziony z Niemiec. Zapłaciłem za niego 1000 zł. To był wtedy cud techniki na skalę gminy, jeśli nie powiatu czy województwa!

– dodaje. Ten zakup pozwolił mu zarabiać pierwsze, poważniejsze pieniądze. Okazało się bowiem, że precyzja urządzenia pozwala np. na robienie ogrodzeń przydomowych, remonty przyczep rolniczych czy na spawanie układów wydechowych w samochodach. 

To były czasy, gdy takie części, nawet nieoryginalne, były bardzo drogie. Taniej wychodziło pospawać i ludzie się na to decydowali, bo trwałość takiego zabiegu też była nienajgorsza

Reklama

– wspomina Arek. W tamtym okresie rozpoczął też pracę w firmie Konmet, funkcjonującej wówczas w Kleszczynie.

Z dzisiejszego punktu widzenia można powiedzieć, że wróciłem na stare śmieci

– śmieje się Arek... jego firma mieści się dziś bowiem w dawnym zakładzie Konmetu.

Arek, Mateusz i Radek – czyli bracia Ignasiakowie i ich przyjaciel. Właśnie sprawdzają jak będą wyglądały elementy do kolejnej maszyny, którą produkują


To dopiero połowa artykułu. W dalszej części przeczytasz m.in.:

Sąsiad, zrobisz? – Migomat, coraz większe doświadczenie, także w pracy za granicą, by utrzymać rodzinę i zmysł techniczny sprawiły, że na podwórko Ignasiaków zaczęli przyjeżdżać ludzie, którzy...

Reklama

Przeprowadzka – W zakładzie zaczynały pojawiać się kolejne maszyny. Powoli zaczęła zwiększać się też załoga. – Robiliśmy już nie tylko ładowacze i nie tylko do Ursusów...

Przystanek Alaska – Ładowacze nie są już naszym głównym produktem – mówi Radosław Ignasiak. Spaw– Met produkuje obecnie ponad 250 rodzajów maszyn rolniczych i urządzeń na potrzeby firm komunalnych...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Sąsiad, zrobisz?

Migomat, coraz większe doświadczenie, także w pracy za granicą, by utrzymać rodzinę i zmysł techniczny sprawiły, że na podwórko Ignasiaków zaczęli przyjeżdżać ludzie, którzy potrzebowali już nie tylko pospawania wydechu w aucie.

Reklama

Jeśli chodzi o maszyny rolnicze, to tak jak wspominałem – wiele razem z tatą robiliśmy na swoje potrzeby. Jednak w 2006 roku zjawił się kolega i zapytał, czy nie zbudowałbym mu ładowacza czołowego

– mówi Arkadiusz Ignasiak. To było wyzwanie, jednak nie zastanawiał się długo.

Budowałem go przez miesiąc. Bez projektu, rysunku technicznego, bez obliczeń – wszystko miałem w głowie

– wyjaśnia. W newralgicznych momentach za bazę do sprawdzenia, czy wszystko się zgadza, służył mu pracujący w ich gospodarstwie Ursus.

Reklama

Początki były właśnie takie, że robiliśmy głównie ładowacze do C330 albo C360, bo wszyscy je mieli. My także. Wiele z tych sprzętów pracuje nadal

– wspomina jego brat Radosław.

Ponad 250 rodzajów maszyn rolniczych i na potrzeby firm komunalnych powstaje w Kleszczynie i w Kunowie. 95% produktów to konstrukcje autorskie

Pierwszy ładowacz szybko został zauważony. W najbliższej okolicy rozeszła się wieść, że Ignasiakowie znają się na takiej robocie. Zamówienia zaczęły rosnąć. Pojawił się pomysł i potrzeba, by założyć firmę.

Reklama

Nazwa nie była długo obmyślania. Poszedłem do Urzędu Miasta i Gminy w Łobżenicy, gdzie zapytano mnie, jak się będzie firma nazywała... Wymyśliłem to na miejscu: Spaw–Met. Prosto, czytelnie, logicznie

– mówi Arkadiusz Ignasiak.

Pierwsza załoga, której skład nie rósł przez pierwsze dwa lata, to było pięć osób, w tym Arek i Radek. Jeden ładowacz tygodniowo powstawał w pomieszczeniu zaadaptowanym z budynku gospodarskiego w Kunowie.

To były najpiękniejsze, najprostsze czasy. Robiliśmy typowe rzemiosło. Elementy z arkusza stali wycinaliśmy ręcznie, szlifierkami. Trochę lepiej było, kiedy pojawiła się pierwsza kopiarka. Nie była jednak sterowana komputerowo, lecz pracowała w oparciu o model. Ten musiał być natomiast odpowiednio ustawiony. Błąd w obliczeniu, czyli np. ustawienie o 0,5 cm wzoru nie tak, powodował małą katastrofę. Wtedy już zamawialiśmy całego TIR–a stali raz na dwa miesiące

Reklama

– wspominają bracia. Dziś zamawiają 100 ton lub więcej stali w miesiącu.

Przeprowadzka

W zakładzie zaczynały pojawiać się kolejne maszyny. Powoli zaczęła zwiększać się też załoga.

Robiliśmy już nie tylko ładowacze i nie tylko do Ursusów

– mówi Radek.

W 2012 roku kupiliśmy wycinarkę CNC. Z czasem doszły jeszcze nożyce gilotynowe, prasa krawędziowa, wiele innych urządzeń, o których wcześniej nawet nie marzyliśmy. Produkcja rozkręciła się o 100% i rosła

– dodaje Arek. 2012 rok był przełomowy także dlatego, że do zespołu braci dołączył ich przyjaciel Mateusz.

Reklama

Od tego momentu możemy mówić, że powstał u nas profesjonalny dział projektowy, działający w oparciu o komputery, programy do projektowania i obliczania. Kieruje nim Mateusz

– mówią bracia.

W Kunowie zaczęło robić się za ciasno.

Ten zakład ciągle działa. Chcieliśmy go rozbudować, jednak trafiliśmy na spory opór ze strony urzędnika w łobżenickim magistracie. Wydaje się to dziwne biorąc pod uwagę, że obecnie zatrudniamy ponad 50 osób, w tym sporą część właśnie z gminy Łobżenica. To był przełom 2014 i 2015 roku. Wtedy pojawiła się inna możliwość: przeniesienie do dawnego zakładu Konmetu w Kleszczynie. W gminie Złotów rozmowy w urzędzie poszły znacznie lepiej i teraz główna siedziba firmy mieści się w Kleszczynie

– wyjaśnia Arkadiusz Ignasiak.

Przystanek Alaska

Ładowacze nie są już naszym głównym produktem

– mówi Radosław Ignasiak. Spaw– Met produkuje obecnie ponad 250 rodzajów maszyn rolniczych i urządzeń na potrzeby firm komunalnych. Każdy z tych rodzajów ma jeszcze kilka–kilkanaście wariantów wyposażenia, szerokości pracy. Nawet 80% produkcji Spaw–Metu trafia na rynki zachodnie.

Niestety tam, w sporej mierze, nie działamy pod swoją nazwą. Taki jest wymóg firm, dla których pracujemy

– wyjaśnia Arkadiusz Ignasiak.

Jakie plany i marzenia mają bracia?

Mnie nadal kręcą motocykle, quady – chętnie poświęciłbym więcej czasu na ten sport. Nie żebym narzekał na brak wolnego, ale jeśli byłoby go więcej...

– uśmiecha się Radek.

Ja natomiast chętnie wyjechałbym na Alaskę, ale nie tak na chwilę, lecz na dobre, z całą rodziną. To raj dla wędkarzy, a wędkować uwielbiam. Tak, wyjechałbym na Alaskę!

– śmieje się Arek.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Specjalista - niezalogowany 2017-04-12 11:11:19

    Gratulacje chłopcy za waszą mądrość.Jesteście wartościowymi ludzmi.Możecie w innym miejscu sworzyć dodatkowo Zakład Produkcji Pomocniczej. I rozwinąć inne Technologie.Tak robią duże Firmy.Powodzenia.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    jarząbek - niezalogowany 2017-04-11 20:18:45

    Od pracy w garażu zaczynały największe światowe firmy: Apple, Google czy Amazon. Oraz Spaw-Met. Ja to powiedziałem pierwszy!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości