A Argentynie ludzie tańczą tango całe życie
– mówi Mikołaj Mikołajczyk. Przez kilka tygodni uczył południowego tańca grupę kilkunastu zakrzewian. Odpowiada tak na pytanie o to, czy w trakcie tych kilkunastu lekcji zdołał nauczyć członków grupy tego gorącego tańca.
Ja sam nie umiem tańczyć tanga
– zaskakuje odpowiedzią. Mówi o wyjątkowym doświadczeniu, które w jego ocenie jest czymś znacznie więcej niż taniec. Ci, których uczył nie do końca podzielają jego wszystkie opinie. Po pierwsze uważają, że Mikołajczyk znakomicie tańczy tango, a po drugie sami mają poczucie, że nawet przez te zaledwie kilka tygodni sporo zdołali się nauczyć.

Kursanci w każdej chwili mogli liczyć na podpowiedzi Mikołaja Mikołajczyka (fot. Wanda Bihun)
Męsko–żeński podział
W przypadku tego tańca faktycznie jest coś w stwierdzeniu, że kobieta nie musi być doskonałą tancerką. Wystarczy, że podda się partnerowi i też może z nim pięknie zatańczyć
– kilkanaście otrzymanych lekcji ocenia Celestyna Hallek.
Najpierw wszyscy uczyliśmy się zarówno kroków męskich jak i żeńskich, a później nastąpił podział ról
– dodaje Kinga Andrzejewska. Było to podyktowane wyłącznie praktycznymi względami – panów uczestniczyło w tych tanecznych warsztatach mniej niż pań, stąd konieczność dobrania par.
Jak tylko zobaczyłam informację o warsztatach na portalu społecznościowym, od razu skontaktowałam się z panią Basią Szopińską i bez zastanowienia zaczęłam chodzić na warsztaty
– wspomina Kinga Andrzejewska.
Nie byłam na pierwszych zajęciach. Koleżanka zachęciła mnie, żebym dołączyła. Początkowo nie chciałam, bo nie mógł w nich uczestniczyć mój mąż, ale gdy okazało się, że pary są mieszane i dziewczyny również tańczą tam z dziewczynami, pomyślałam: rewelacja
– Justyna Konnek także nie miała wątpliwości, że należy skorzystać z okazji.
Wspaniałe przeżycie
– podsumowuje kilka tygodni nauki. Celestyna Hallek zadowolona jest tym bardziej, że uczestniczyła w nich z małżonkiem.
Jeśli komuś bardzo zależało, naprawdę można było się zgrać, a uwagi Mikołaja były niezwykle cenne
– dodaje pani Celestyna. Sylwia Borkowska była w gronie nielicznych osób, które nie uczestniczyły w zajęciach do końca.
Stało się tak wyłącznie z powodu naszego wyjazdu. Gdyby nie to, na pewno kontynuowałabym udział w warsztatach. Ubolewałam nad tym, że musiałam je przerwać
Reklama
– zapewnia.
Celestyna Hallek podkreśla, że także męża nie musiała długo namawiać do udziału w zajęciach.
Chętnie się przyłączył
– przyznaje nawet, że mąż ma zdecydowanie większą smykałkę do tańca niż ona. Wcześniej żadna z tych par nie uczestniczyła w tego typu tanecznych warsztatach. Pojedyncze panie mają za sobą jedynie zajęcia zumby czy fitnessu.
Ale tak naprawdę zawsze marzyłam o tym, żeby nauczyć się pięknie tańczyć. Zwłaszcza tak gorącego tańca jak tango
– podkreśla Joanna Siutkowska.
To nie tylko nauka tańca, ale też wspaniała forma oderwania od codzienności. Tym bardziej, że byłam wśród tych szczęśliwych pań, które mogły uczestniczyć w warsztatach z małżonkiem
Reklama
– cieszy się, że Sławomir także włączył się w taneczną naukę.
My też zawsze o tym myśleliśmy. Gdy nadarzyła się okazja, nie mogliśmy nie skorzystać
– dodaje Celestyna Hallek.
Jaka oprócz tańca jest wartość dodana tych zajęć?
Zdecydowanie to, że taka wspólna nauka tańca autentycznie zbliża małżonków. To nie jest żaden wymysł
– ocenia pani Celestyna.
Dzięki temu, że wszystkich nas Mikołaj uczył zarówno męskich, jak i żeńskich kroków, mam nadzieję, że przynajmniej jakieś podstawy uda mi się przekazać mojemu mężowi
Reklama
– mówi Justyna Konnek. Kinga Andrzejewska już próbowała domowych lekcji. Nie kryje, że trochę z zazdrością patrzyła na małżeńskie pary, które uczyły się w komplecie
Jasne, że wolałabym tańczyć z mężem, ale musiałam zadowolić się koleżanką
– mówi roześmiana. Bo małżonek, jak zresztą większość panów, tańczyć oczywiście potrafi, tyle że to ten typ, u którego dryg ewidentnie jest, ale bez kielicha jakoś nie idzie.
Oczywiście najwięcej można było się nauczyć w ramionach mistrza. Dobry jest?
No jasne
– ocenia Justyna Konnek.
Ale to patrzenie prosto w oczy to masakra. To dopiero miałam stresa. Trochę się peszyłam
– przyznaje zakrzewianka.

C. i P. Hallek są pod wrażeniem warsztatów. Z chęcią wezmą udział w kolejnych (fot. Wanda Bihun)
Panowie też się trochę krępowali, ale po czasie udział w zajęciach oceniają bardzo pozytywnie. Nie tylko dlatego, że na sali panowała przyjemna atmosfera, ale także z tego powodu, że wraz z nauką szły efekty.
To że się dobrze bawiliśmy to jedno, ale przede wszystkim cały czas robiliśmy postępy
Reklama
– mówi Łukasz Ławniczak. Jego małżonka przyznaje, że na udział w warsztatach zgodził się z małymi oporami, bo codziennych obowiązków mu nie brakuje. Po czasie jednak ani trochę nie żałuje, a gdyby była możliwość, część polowań z chęcią zamieniłby na kolejne lekcje tańca.
Pod wrażeniem warsztatów jest także Piotr Hallek.
Już kiedyś z żoną przymierzaliśmy się do kursu tańca, ale nigdy nie wyszło, nie było czasu. Po pierwszych zajęciach od razu się przekonałem. Było bardzo profesjonalnie. Facet wie, o czym mówi
Reklama
– nawiązuje do pracy z Mikołajczykiem.
Artysta jest wymagający, więc łatwo nie było. Ale i z tym nasi rozmówcy nie mieli problemu. Nawet, gdy od czasu do czasu coś się na sali… urwało.
Dobrze, że jest konkretny. Dlatego tyle udało się zrobić
– mówi Celestyna Hallek.
Tak powinno być
– wtóruje Justyna Konnek.
Faktycznie, jak warknął, wszyscy od razu byli w pionie
– przyznaje kursantka.
Czasami trzeba wstrząsnąć uczniem, żeby był efekt pracy. Mnie to bardzo odpowiadało. Nie chodzi przecież o to, żeby z kimś się cackać, po dziesięć razy powtarzać, tylko konkretnie pracować
Reklama
– mówi Joanna Siutkowska.
Poza tym jest ciekawą osobowością, naprawdę dobrze się z nim pracowało
– docenia Kinga Andrzejewska. Czy w sali Domu Polskiego przelano litry potu?
Oczywiście. Za każdym razem mocno się zmachaliśmy i wychodziliśmy mokrzy
– wspomina Justyna Ławniczak.
To jest wbrew pozorom ciężka robota
– zwraca uwagę, że chociażby utrzymywanie pozycji wiązało się ze sporym wysiłkiem.
Efekty?
Podstawowe kroki i postawę na pewno mam opanowane
– przekonana jest Kinga Andrzejewska.
Chyba szłoby z tego skroić jakieś tango
– ocenia ze śmiechem, przyznając, że z lekcji starała się wyciągnąć maksimum.
Myślę, że kiedy któraś z nas wyjdzie na parkiet, żeby zatańczyć, będzie widać różnicę w porównaniu do osób, które tanga się nie uczyły
– przypuszcza Celestyna Hallek. Jej zdanie podziela Justyna Konnek, która twierdzi, że podczas zakrzewskich lekcji najlepiej szło Ławniczakom.
Może i tak
– przyznaje Justyna Ławniczak.
Rzeczywiście lubię tańczyć, dość szybko łapię kroki
– stwierdza. Od trzech lat chodzi na zumbę, co daje na pewno sporo w zakresie wyczucia rytmu.
Po takich regularnych zajęciach rytmika i koordynacja czy zmiana kierunków jest zupełnie inna
– potwierdza. Nie kryje zresztą, że poczucie rytmu ma też we krwi. W przeciwieństwie do męża, który w ocenie pani Justyny w genach nie ma aż takiego drygu do szaleństw na parkiecie.
Ale ma charakter i się zawziął. Chciał się nauczyć
– komplementuje małżonka.
Było to dla niego kolejne wyzwanie
– potwierdza. Justyna Ławniczak cieszy się, że mogli uczyć się właśnie tanga.
Ten taniec zawsze mnie fascynował.
Są zgodni również w kwestii tego, że warsztaty, które dobiegły końca kilkanaście dni temu, były czymś więcej – przyjemnym spotkaniem towarzyskim, na które w codzienności pełnej obowiązków ludzie coraz mniej mają dzisiaj czasu.
Ja też ich zresztą od początku do tego zachęcałem. Żeby nasze lekcje nie kończyły się na sali, ale żeby wspólnie z nich wyszli, usiedli przy stołach na dziedzińcu Domu Polskiego, pogadali, spalili razem papierosa
– mówi Mikołajczyk.
Te kilka wspólnie spędzonych tygodni to była fantastyczna historia
– ocenia artysta.
Przyznaje, że Barbara Szopińska już w ubiegłym roku zabiegała, żeby warsztaty przeprowadzić również dla osób z tej grupy wiekowej. Bo trzeba wyjaśnić, że były one prowadzone w ramach projektu „Ognisty ptak”, którego nadrzędną częścią są przygotowania kolejnego spektaklu miejscowych seniorów. Tym razem projektem udało się objąć wszystkie grupy wiekowe, bo goszczący w Zakrzewie artyści pracowali też z dziećmi i młodzieżą.

Na ostatnich zajęciach nie było kompletu uczestników. Łącznie z tanecznych lekcji skorzystało około dwadzieścia osób (fot. Wanda Bihun)
Bohaterowie tego artykułu czują niedosyt. Początkowo wydawało się, że nie będzie szans na więcej, ale właśnie w trakcie zbierania tego materiału okazało się, że być może jesienią będzie możliwa kontynuacja projektu.
Byłoby cudownie, bo chyba wszyscy mamy poczucie niedosytu
– mówi Joanna Siutkowska.
Jeżeli dalej będą trwały te zajęcia, na pewno będziemy na nie chodzić
– mówią Celestyna i Piotr Hallek. Zachęcają do udziału kolejne osoby. Przede wszystkim tych, którzy po cichu bardzo chcą, a może się krępują.
Tutaj nikt na nikogo nie patrzy, nie ocenia. Każdy skupia się na sobie, bo każdy jak najwięcej chce się nauczyć
– zapewnia Celestyna Hallek.
Jeśli kolejne zajęcia rzeczywiście dojdą do skutku, czego tym razem będą się uczyć taneczni kursanci? Niektórzy chcieliby dopieścić tango, inni podpowiadają walca lub rumbę, instruktor także przychyla się do czegoś nowego. Przyjdzie czas, będą decydować. Jedno jest pewne – gdy kolejne warsztaty już się rozpoczną, warto będzie w nich uczestniczyć i skorzystać z tego, co oferują.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie to nie Piotruś !!!!
super skarpetki pana ze zdjecia nr 1 no i te spodenki czyżby to Piotrus?
Nie to nie Piotruś !!!!
super skarpetki pana ze zdjecia nr 1 no i te spodenki czyżby to Piotrus?