W połowie ubiegłego roku w Debrznie odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej i otwarcie Placu Lotników Polskich. Byli pracownicy lotniska wspominali, co się na nim działo przez blisko pół wieku funkcjonowania. A jest o czym opowiadać.
Decyzję o budowie lotniska w Debrznie Wsi władze PRL podjęły w 1952 roku. Lokalizacja była dogodna ze względu na przebiegające tędy szlaki komunikacyjne na wschód. Pod lotnisko przeznaczono niemal 700 hektarów ziemi, częściowo porośniętej lasem, co wymagało karczowania. W pierwszej kolejności powstała bocznica kolejowa, bo materiały do budowy transportowano koleją. Pas startowy miał wymiary 2500 m na 60 m. Lotnicy żartowali, że gdy na końcu pasa wylewano beton, to na jego początku już lądowały samoloty.
Dwa kilometry od Debrzna powstało więc niewielkie miasteczko. Z własną siecią elektryczną, wodociągową i kanalizacyjną. Na jego terenie stanęły 84 budynki (sztab, domek pilota, koszary, warsztaty, kotłownia, magazyny itd.) oraz 40 obiektów typowo militarnych. Jednostka rozbudowywana była przez kilkanaście lat. W latach 70–tych powstały tam schrono–hangary dla samolotów.
Z istnienia wojskowego lotniska korzystała miejscowa ludność. Na jego rzecz, bezpośrednio lub pośrednio, pracowały prawie trzy tysiące osób. Przykładem może być Gminna Spółdzielnia w Lipce, która zaopatrywała jednostkę w towary. Zmarły kilka tygodni temu prezes Stefan Wołoszyński miał z nią doskonały kontakt.
Na bliskości lotniska i służących w niej żołnierzy skorzystał także lipkowski sport. Zdolni piłkarze z całej Polski, a służący w Debrznie, zasilali drużynę „Czarnych” Lipka, a w weekendy zostawiali pieniądze w miejscowych lokalach.
Współpracy między gminą Lipka i jej mieszkańcami a wojskiem nie zakłócało nawet to, że w strefie zmilitaryzowanej nie można było lokalizować przemysłu. Problemem nie było nawet to, że na początku lat 60–tych przeprowadzono tu próbę dostarczenia do Polski drogą powietrzną głowic jądrowych.

Budowa jednostki rozpoczęto od położenia torów. Koleją dowożono materiały budowlane i sprzęt
Gospodarzem lotniska był 11 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego, którego piloci szkolili się na samolotach MiG –15/Lim–1. W roku 1955 do dyspozycji mieli wyłącznie myśliwce typu Lim–1/2. Niestety tutejsi piloci byli kiepsko wyszkoleni, na co wpłynęło przyspieszenie szkoleń i obniżenie wymagań wobec kandydatów. Od 1957 roku na stan jednostki spływać zaczęły samoloty Lim–5.
Rewolucja nastąpiła w 1963 roku, kiedy to na lotnisku pojawiły się pierwsze naddźwiękowe myśliwce typu MiG–21. Szkolenie na ich wersji F–13 piloci zaczęli 17 października. Jak podało pismo „Lotnictwo Wojskowe”: „droga, jaką musieliśmy przebyć, aby ta „rewolucja” stała się faktem, była długa i prowadziła przez kancelarię samego Nikity Chruszczowa”.
Zmiana numerów i droga ku końcowi – Gospodarzem lotniska 11 PLM był do 1968 roku, kiedy to nastąpiła reorganizacja lotnictwa wojskowego w Polsce. W jego miejsce...
Masa pomysłów – Przez lata od likwidacji jednostki do dzisiaj zrodziło się kilka koncepcji na zagospodarowanie tego terenu. Jedną z pierwszych i najbardziej sensacyjnych była...
Czas mury kruszy – Jest też kilka pewnych rzeczy, które w ostatnich latach na lotnisku wystąpiły. Po pierwsze w 2010 roku część byłego lotniska kupił znany...
O szkoleniu pilotów stacjonujących w Debrznie w 2013 roku pisał Dziennik Bałtycki.
Wiedzę praktyczną przekazywali nam piloci przeszkoleni w ZSRR, czyli kapitanowie Adam Markowicz i Antoni Babkiewicz
– wspomina Wacław Rozmianiec, jeden z pilotów grupy, która w Debrznie rozpoczynała latanie na samolotach MiG–21.
W ramach oszczędności, ale też eksperymentu na żywym ludzkim organizmie nie zakupiono samolotów dwumiejscowych, mieliśmy jedynie ustny przekaz przez tych, którzy zostali przeszkoleni. Uczyliśmy się latać po kręgu na UTMiG–15 tak, aby później wiedzieć, jak budować krąg na MiG–21. Następny etap przygotowań to trening w kabinie samolotu. Znajomość położenia i rozmieszczenia przyrządów należało tak opanować, żeby móc z zamkniętymi oczami wskazywać, gdzie co się znajduje. Kolejny krok to uruchomienie silnika i kołowanie na pas startowy. Po zajęciu pasa należało uzyskać zgodę na start. Następnie pełny gaz i rozpędzanie samolotu do momentu podniesienia przedniego kółka. Po osiągnięciu odpowiedniej prędkości należało ubrać gaz i przystąpić do hamowania bez wypuszczania spadochronu hamującego.
Reklama
Niemalże dokładnie 50 lat temu loty na MiG–21 rozpoczęli Edward Zamorski, Feliks Skowroński, Wacław Rozmianiec, Jerzy Gołębiowski, Antoni Mężyk, Wiesław Świtoniak, Aleksander Jekatieryńczuk oraz Ryszard Grabarski i Janusz Żywno z 2 Korpusu Obrony Przeciwlotniczej. Jak przebiegał ten pierwszy lot?
Tak jak koledzy opowiadali, było inaczej niż na dotychczasowych samolotach. Powoli zostałem wciśnięty w fotel
– opowiada Wacław Rozmianiec.
Utrzymywałem kierunek, jednocześnie zwracałem uwagę na prędkościomierz, aby przy 110 km/h podnieść przednie kółko. Samolot bardzo szybko oderwał się od pasa. Pamiętałem, że należy schować podwozie, a zaraz potem klapy. Prędkość i wysokość rosły bardzo szybko. Przed lotem koledzy przestrzegali przed różnymi odgłosami podczas startu, okazało się to przydatne i byłem choć trochę spokojniejszy. Należało wykonać tyle czynności, że wydawało się to niemożliwe, a jednak dałem radę. Pojawiły się jednak myśli o lądowaniu i, mimo że miałem sporo czasu do końca lotu, zastanawiałem się, jak będzie ono wyglądało?
Reklama
Wacław Rozmianiec, podobnie jak reszta jego kolegów, wylądował bezpiecznie.
Kiedy siedziałem na ziemi i obserwowałem lądujące samoloty, to wyglądały one jak żelazka z zadartym nosem. Koledzy przestrzegali, że należy przy wykonaniu skrętu obserwować sztuczny horyzont, bo przechył jest możliwy z uwagi na brak pola widzenia skrzydła. Podczas mojego podejścia do lądowania relacje kolegów się potwierdziły. Po lądowaniu czułem radość, ale musiałem jeszcze uważać na kierunek i prędkość, aby pamiętać o wypuszczeniu spadochronu hamującego. Swoje przygody z MiG–21 pamięta doskonale również Ryszard Grabarski. – Wszyscy byliśmy przyzwyczajeni do limów, do delikatnego, spokojnego lądowania, tymczasem mig leciał, leciał i… spadał jak kamień
Reklama
– opowiada Ryszard Grabarski.
Powoli jednak docieraliśmy się. Kilka dni po pierwszych lotach przyleciał do nas na inspekcję Marian Spychalski, minister obrony. Migi były wówczas wielką tajemnicą. My, jako latający na nich piloci, przebywaliśmy w osobnej sali. Aby dostać się do maszyn, trzeba było mieć specjalne przepustki. Samoloty były odgrodzone drutem kolczastym, wszystkiego pilnował wartownik. Bez przepustki nie wpuścił nawet oficera. Jak minister przyleciał, przyszedł do nas i zapytał o naloty. Jakie naloty? Przecież mieliśmy za sobą dopiero pierwszy lot. Każdy zaliczył 35, góra 40 minut latania na migach. Minister spojrzał z politowaniem i wyszedł. Ryszard Grabarski wylatał na migach co najmniej 500 godzin. Nie ukrywa, że nie był to najprzyjemniejszy czas, jaki spędził w powietrzu. – Najbardziej cenię sobie latanie na jakach–18
Reklama
– opowiada pilot.
To piękny samolocik, dwuosobowy. Radio, klapę miał. Cichutko. Na MiG–21 zawsze trzeba było być w kombinezonie i hełmie lotniczym. To była męka. Ograniczona widzialność, głowy nie można było skręcić ze względu na wszystkie urządzenia. Pot oczy zalewał. Latem, jak pilot wysiadał po locie wysokościowym, kombinezon można było wyżymać. Calutki był mokry. I gdzie tu przyjemność? Podczas lotów zdarzały się również sytuacje awaryjne – Na „szparce” awaryjnie lądowałem zarówno w Debrznie, jak i w Malborku
Reklama
– mówi Ryszard Grabarski.
W trakcie lądowania podwozie przednie zaczęło się chować. Instruktor, który siedział z tyłu, krzyczał: „Co ty robisz?!”. Pewien był bowiem, że ja chowam podwozie. Ja mu na to: „Nic nie robię!”. Po tych sytuacjach przyjechała komisja – z dywizji, z Poznania. Radzili, debatowali, dlaczego to się schowało. A koło schowało się do połowy osi. Ci z komisji niczego nie potrafili ustalić. Pamiętam jak dziś, że w pewnym momencie rozmawiałem z mechanikiem o tym, że nic nie można wykryć. On się oparł o samolot i nagle podwozie zaczęło się chować. Ja zamiast się tym martwić – urosłem. Potwierdziła się moja teoria, że z tym samolotem jest coś nie tak. Wtedy przysłali specjalistę – Rosjanina. Szukali z tydzień i w końcu doszli do tego, że kulka w zaworze kulkowym wypracowała się na tyle, że zrobiło się z niej jajko. Gdy ustawiła się dłuższym bokiem, wszystko było w porządku, gorzej gdy się przekręciła. Wtedy puszczało. Ryszard Grabarski nigdy nie był zmuszony do katapultowania się, ale inni piloci z Debrzna mieli takie przygody. W historii pułku wydarzyły się również trzy katastrofy, w których zginęli ludzie.
On sam opowiada o jeszcze dwóch historiach „z dreszczykiem”, w których osobiście uczestniczył.
Doskonale pamiętam podejście do lądowania we Wrocławiu, w trakcie którego zgasł mi silnik
– opowiada pan Ryszard.
Mieliśmy tam ćwiczenia, przygotowywaliśmy się do wylotu do Astrachania na strzelanie z rakiet. Leciałem z Debrzna do Wrocławia. Podchodzę do lądowania, ubieram gaz do lądowania, nagle przez radio słyszę: „Czemu wyłączyłeś silnik?”. Patrzę na przyrządy i mówię, że niczego nie wyłączałem. Wszyscy upierali się jednak, że to ja wyłączyłem silnik, ale dla mnie nie było takiej możliwości! Silnik musi pracować do momentu, gdy zakołuję na stanowisko. Na szczęście w tym przypadku silnik zgasł mi, gdy byłem prawie na ziemi. Siedząc na szkoleniu, nasłuchiwałem, jak próbują zapuszczać silnik mojego samolotu. On zaskakiwał i po chwili gasł. Okazało się, że uszkodzona była główna pompa paliwowa. U nas takiej nie mieli, musieli sprowadzać ją od Rosjan. W końcu przyjechał ekspert z fabryki, przywiózł pompę, tę zepsutą zabrał i było po sprawie. Innym razem zawiodły hamulce. – Miałem przelot z Modlina do Debrzna
– wspomina pilot.
Już kołując w Modlinie wydawało mi się, że jeden z hamulców jest słabszy. Pomyślałem jednak, że może to tylko złudzenie. Lecieliśmy kluczem, w cztery samoloty. Całe szczęście, że lądowałem jako ostatni. Na ziemi próbuję hamować, a samolot ucieka mi w bok. Kierownik lotów krzyczy: „Czemu nie hamujesz?!”. Schowałem klapy i wytoczyłem się z pasa. Znalazłem się na drodze łączącej Debrzno z Lipką. Na szczęście zostałem złapany na „migochwycie”, czyli kawałku zaoranego pola, w którym samolot ugrzązł. Wyłączyłem silnik, po chwili pojawiła się ekipa techniczna, żeby zabrać maszynę.”

Z wieży jest doskonały widok na teren byłego lotniska. Najczęściej widywanymi tu maszynami są samochody rajdowe
Gospodarzem lotniska 11 PLM był do 1968 roku, kiedy to nastąpiła reorganizacja lotnictwa wojskowego w Polsce. W jego miejsce w Debrznie powstał 9 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego. Na wyposażeniu ma samoloty typu Lim–2, Lim–5 oraz nowoczesne MiG–21 PFM. Były to jedyne myśliwce MiG–21 PFM dostarczone do Polski, w których numerach seryjnych była litera N. Krótko mówiąc maszyny przystosowane do ataku bombami jądrowymi. Jednak w Polsce nie miało to żadnego znaczenia, gdyż na stanie Wojska Polskiego nie było takiego uzbrojenia, a samoloty eksploatowano jak wszystkie pozostałe. W latach 70–tych na stan jednostki trafiły kolejne tego typu maszyny.
Kres dozbrajania miejscowej jednostki nastąpił w końcu lat 80–tych. Raz, że nie było na ten cel pieniędzy, dwa, że w świecie nastąpiło ogólne odprężenie. W 1989 roku Debrzno pożegnało się z lotnikami wojskowymi. 9 PLM przeniesiono do Zegrza Pomorskiego. W latach 1990– 91 z lotniska tego korzystały samoloty MiG–21 z 2 PLM i z 62 PLM. Po rozwiązaniu 9 PLM w Debrznie jego byli żołnierze ufundowali tablicę upamiętniającą stacjonowanie tu najpierw 11 PLM, a następnie 9 PLM. W 1991 roku tablicę umieszczono przy bramie wiodącej na teren lotniska i uroczyście odsłonięto. Jednostka w Debrznie Wsi zlikwidowana została w 1993 roku, a cała nieruchomość przekazana Agencji Mienia Wojskowego. Teren chroniła firma ochroniarska. Kilka lat MON zastanawiało się nad dalszym losem obiektu. W 2000 roku podjęło decyzję o sprzedaży lotniska. Początkowo z zachowaniem charakteru i przeznaczenia, później niekoniecznie.
Jako pierwsze skorzystały z tego Lasy Państwowe, które przejęły ogromne połacie lasów. Ziemię, około 200 ha, wydzierżawili okoliczni rolnicy. W 2000 roku cała nieruchomość miała być sprzedana za 6 mln zł, a pięć lat później za połowę tej kwoty.
Przez lata od likwidacji jednostki do dzisiaj zrodziło się kilka koncepcji na zagospodarowanie tego terenu. Jedną z pierwszych i najbardziej sensacyjnych była ta mówiąca o budowie tarczy antyrakietowej. Rząd Polski prowadził z Amerykanami zaawansowane rozmowy, a jedną z rozważanych lokalizacji miała być właśnie była jednostka w Debrznie Wsi. Chodziło o systemu obrony antyrakietowej, w ramach którego radary miały bardzo szybko wykrywać wrogie rakiety (startujące np. z Iranu, Syrii czy Korei Północnej), a obrona, wyposażona w antyrakiety, miałaby je zestrzeliwać w locie, zanim dotrą do USA czy krajów sojuszniczych. Podobno latem 2006 roku amerykańska firma wynajęta przez armię USA prowadziła badania rozpoznawcze. Mieli oni wykonać kilkanaście odwiertów badawczych na głębokość 30 metrów (pociski do zwalczania rakiet z pociskami lecącymi w kierunku USA są umieszczane w silosach podziemnych). Podobne badania miały być przeprowadzone w Redzikowie koło Słupska i Zegrzu Pomorskim. Tarcza powstaje w Redzikowie, o czym regularnie donoszą ogólnopolskie i światowe media.

Opuszczona jednostka jest chętnie odwiedzana przez różne osoby i w różnych celach. Poruszać się można po niej swobodnie, choć gdzieniegdzie znaleźć można informacje o strzegącej jej firmie ochroniarskiej
Kolejnym pomysłem było więzienie. W 2006 roku służba więzienna zgłaszała chęć zaadoptowania dawnych koszar dla swoich celów. O lokalizację zakładu w tym miejscu usilnie zabiegali lokalni samorządowcy z Ryszardem Goławskim na czele. Kusiła wizja stworzenia około stu miejsc pracy. W 2008 roku, gdy wiadomo było już, że żadna tarcza na terenie gminy Lipka nie powstanie, rozmowy ze służbą więzienną nabrały tempa i… nagle zostały zerwane. W ostatnim czasie pojawiły się sygnały, że mogą zostać one wznowione, ale ile w tym prawdy – nie wiadomo.
W międzyczasie pojawiły się i upadły inne koncepcje zagospodarowania tego terenu. Mówiło się o strefie ekonomicznej i siłowniach wiatrowych.
Jest też kilka pewnych rzeczy, które w ostatnich latach na lotnisku wystąpiły. Po pierwsze w 2010 roku część byłego lotniska kupił znany kierowca rajdowy. Tomasz Kuchar w stworzonym przez siebie Rallylandzie organizuje rajdy. Przecinające lasy i pola asfaltowe drogi stwarzają ku temu doskonałe warunki.
Kilka tygodni temu kilkanaście kilometrów dróg na tym terenie przejęła gmina Lipka. Wójt Przemysław Kurdzieko zwracał się do policji z prośbą o opracowanie planu organizacji ruchu dla nich.
Swoje robią także rolnicy. Sieją i zbierają, a w dawnych schronach przechowują płody rolne i sprzęt. Życie toczy się dalej, tylko porzucone przez wojsko budynki niszczeją i straszą powybijanymi szybami i poszarpanymi przez poszukiwaczy złomu ścianami.
Korzystałem z portali Odkrywca.pl i polo.net
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dobrze pamiętam,że istnienie lotniska , istnienie kadry i żołnierzy w dużej mierze nadawało rytm miastu Debrzno , wsi Lipka i gminy. To była tak naprawdę elita tego społeczeństwa. Starty i lądowania samolotów były nieodłączną , charakterystyczną cechą tego terenu ! Lotnisko w Debrznie posiadało jedną z najlepszych infrastruktur tego typu obiektów. Pamiętam samolot ,który w wyniku wypadku wpadł w pobliską pasiekę ,a pilot się uratował oraz samolot ,który upadł w plantacji porzeczek ,a pilot zginął ! Mimo takich zdarzeń szkoda ,że teraz to wszystko niszczeje !!
A czy minister wojny byl.
służyłem gdy dowódca był pł toboła jest co wspomminać zawsze gdy jestem w pobliżu to odwiedzam , nazywaliśmy to miejsce kaszubami
Służyłem w Debrznie w latach 70 -72 grałem w czarnych lipka mielismy bardzo mocną drużynę jedyny raz w histori ta druzyna grała w lidze okręgowej.Co do jednostki to były moje dwa wspaniałe lata.Wspominam je z sentymentem.Dowódcom pułku był płk.Jerzy Zych
POTRZEBNY JEST POWIAT NA DYDAKTYCZNY ,,,,,,,,, LOTNISKO NAUKA ODBUDUJE I CAŁY POWIAT ,,,,,ZŁOTÓW -- -DEBRZNO,,,,MA POTRZEBNE WARUNKI ,,,,,,,BILONY ZAREZERWOWANE PRZEZ NAUKĘ ŚWIATOWA ,,,,,,,,,,,KILKA TRYLIONÓW ERO,,,,,NOWOCZESNA MEDYCYNA ,LECZENIE DIETĄ ,ZIOŁAMI + KINEZY -TERAPIA ,,,,,,,PACJENCI NA CAŁYM ŚWIECIE CZEKAJĄ ,,,,KLINKI INSTYTUTY POWIATY OTRZYMAJĄ ,,,,,,,,,,,,ZA ZAŁATWIENI POWIATU E JEST NAGRODA 10 TYS ERO,,,,,,,,
AMERYKAŃSKIE,,,,,,,,,,,,,,,,,,,, AKADEMIE MEDYCZNE ,,,,,,DAŁY NA SZPITAL ZALICZKĘ 1 MILIARD ERO ,,,,,,,,,,,LEZĄ U MINISTRA ROLNICTWA ,,,,,,,,,SZPITAL DOSTANIE NAGRODĘ ,,REGION PRZYSZŁOŚCI TRZEBA ODBUDOWAĆ ,,,,,,,PŁACA UNIJNĄ ,,,,,,,800 BILIONÓW ERO PRZEPADŁO ,,,,SZOK,,,,,,,,,,
Boli głowa?
AMERYKAŃSKIE,,,,,,,,,,,,,,,,,,,, AKADEMIE MEDYCZNE ,,,,,,DAŁY NA SZPITAL ZALICZKĘ 1 MILIARD ERO ,,,,,,,,,,,LEZĄ U MINISTRA ROLNICTWA ,,,,,,,,,SZPITAL DOSTANIE NAGRODĘ ,,REGION PRZYSZŁOŚCI TRZEBA ODBUDOWAĆ ,,,,,,,PŁACA UNIJNĄ ,,,,,,,800 BILIONÓW ERO PRZEPADŁO ,,,,SZOK,,,,,,,,,,
Służyłem w latach 72-74
Poznaje choc mocno zrujnowana wieża na której pełnilem służby jako planszecista
Służyłem 81,83 wiosna ,była katastrofa ,zginoł pilot w 82 r wspaniały człowiek zwany rumcajs.Ale mimo to służbę na tym lotnisku wspominam z sentymentem
Za mnie były dwie katastrofy jedna w pasiece byłem na miejscu z warszawka ,z kolegą ze sztabu rysowaliśmy miejsce upadku ,samolot wylądował w 150 ulach ,pilot wcześniej się katapultował , drugi szkolny mig wbił się w plaże obydwoje się katapultowali
Dobrze pamiętam,że istnienie lotniska , istnienie kadry i żołnierzy w dużej mierze nadawało rytm miastu Debrzno , wsi Lipka i gminy. To była tak naprawdę elita tego społeczeństwa. Starty i lądowania samolotów były nieodłączną , charakterystyczną cechą tego terenu ! Lotnisko w Debrznie posiadało jedną z najlepszych infrastruktur tego typu obiektów. Pamiętam samolot ,który w wyniku wypadku wpadł w pobliską pasiekę ,a pilot się uratował oraz samolot ,który upadł w plantacji porzeczek ,a pilot zginął ! Mimo takich zdarzeń szkoda ,że teraz to wszystko niszczeje !!
A czy minister wojny byl.
służyłem gdy dowódca był pł toboła jest co wspomminać zawsze gdy jestem w pobliżu to odwiedzam , nazywaliśmy to miejsce kaszubami