Reklama

Czas PZW się kończy?

27/08/2020 18:00

Polski Związek Wędkarski chyli się ku upadkowi – tak przynajmniej twierdzi Sebastian Korzeniowski, zapalony wędkarz z Okonka

Niedawno w Kole Terenowym PZW w Okonku nastąpiły zmiany. Dotychczasowy prezes, Piotr Burno, zrezygnował z pełnienia tej funkcji.

– Oficjalną przyczyną jest stan zdrowia, który mi się pogorszył i z tego tytułu zrezygnowałem. Nie ma tutaj żadnych innych podtekstów – mówi były już prezes, który swój urząd sprawował przez niecałe 12 lat, czyli trzy kadencje. Zastąpił go Damian Kowalski, który pełnić obowiązki prezesa będzie przynajmniej do przyszłego roku, kiedy odbędą się pełnoprawne wybory. Pan Damian, który w PZW jest od 20 lat, na razie nie chce mówić szczegółowo o swoich planach.

Reklama

– Na ten temat w kole jeszcze nie rozmawialiśmy, bo za bardzo nie było kiedy. Na pewno coś będziemy działać, ale konkretnych rzeczy jeszcze nie ma – mówił dość ogólnikowo.

Pomysł na funkcjonowanie amatorskiego wędkarstwa, a nawet na całą organizację, jaką jest Polski Związek Wędkarstwa, ma za to Sebastian Korzeniowski, który jakiś czas temu na znak protestu przepisał się do Koła w Człuchowie.

– Działalność Polskiego Związku Wędkarskiego za bardzo mi się nie podoba, dlatego staram się w ostatnim czasie dystansować od ich działań – mówi.

Reklama

– A jeśli wędkarze uciekają z Okonka, to jest to pokłosie tego, co się dzieje na górze.

Bo Polski Związek Wędkarski według niektórych przestał pełnić swoją podstawową rolę, czyli dbać przede wszystkim o lokalnych pasjonatów tego sportu. W ostatnim czasie podupadła gospodarka wodna tej organizacji.

– Zbyt małe zarybienia są na te wody najbardziej oddalone od ośrodków centralnych – mówi S. Korzeniowski.– Tak jak w naszym przypadku wszystko, co jest wokół Piły, jest w miarę dobrze zagospodarowane i zarybiane, natomiast obrzeża są traktowane po macoszemu – komentuje. Jego zdaniem tę różnicę dało się zauważyć przede wszystkim pod kątem wpuszczanych ryb, z których najlepsze sztuki pilski Nadnotecki Okręg PZW w Pile zachowywał na swoje tereny, na północ wysyłając sumy czy karpie.

Reklama

– Nikt tego nie udowodni. To prawdopodobnie były zakulisowe rozmowy i dogadywanie się z prezesami. Atrakcyjne gatunki jak szczupak, grzana, świnka czy jaź były właśnie wrzucane na pilskie obręby. I wędkarze dobrze o tym wiedzą, dlatego też wielu z tych gorzej potraktowanych odchodzi z PZW – mówi.

Jeśli nie PZW to jakie mają alternatywy? Wbrew pozorom wachlarz możliwości jest bardzo bogaty, a to dzięki prywatnym łowiskom. Na popularności zyskuje wędkarstwo komercyjne, chociażby w gospodarstwach rybackich. Bo w takich jest ono bardziej atrakcyjne. Wędkarz nie musi zabierać ryby do domu, wielu traktuje to po prostu jak sposób na miłe spędzanie czasu, z którego chce czerpać radość i złowić okaz, którego w okręgowych wodach nie uświadczy.

Reklama

Sebastian Korzeniowski pozostał jednak w strukturach PZW, przepisując się do człuchowskiego koła, które nie należy już okręgu nadnoteckiego. Zrobił to na znak protestu, sprzeciwiając się kierunkowi, w jakim idzie nie tylko całe PZW, ale również koło terenowe.

– U nas podupadło trochę to zaangażowanie. Jak dla mnie w ostatnich latach tam byli ludzie, którzy chyba tylko chcieli pełnić funkcję, bo nic za tym innego nie stało – mówi.

– Dlatego przeniosłem się do Człuchowa, bo raz, że się fajnie promują chociażby w internecie, a dwa, że faktycznie coś robią. Zarybiają swoje tereny, organizują imprezy wędkarskie i od razu widać, że im się chce – mówi S. Korzeniowski.

Reklama

– Natomiast u nas jest to, delikatnie mówiąc, robione po macoszemu.

Główny zarzut wydaje się być taki, że struktury okręgowe przy organizacji wydarzeń czy zawodów jedynie odcinają kupony od pracy innych ludzi, którzy to przygotowują. Wędkarze, patrząc z boku na to wszystko, mogą poczuć, że komuś na górze nie bardzo się chce i swoje wynagrodzenie pobiera za nic.

Co jest zatem konkretną przyszłością nie tylko okolicznych, ale też wędkarzy w całej Polsce? Być może tym zagadnieniem powinny zająć się kluby wędkarskie, stowarzyszenia czy samorządy, które będą przejmowały lokalne wody i robiły je atrakcyjnymi dla wędkarzy za przystępne pieniądze. Teraz, aby cieszyć się możliwością połowu należy co roku opłacać składkę, która wynosi ponad 200 zł.

Reklama

– Z tej sumy może jakieś 10% czy 15% przeznaczane jest na zarybienia. A w stowarzyszeniach czy w klubach praktycznie całość swoich składek przeznaczają na zagospodarowanie wody i tworzenie infrastruktury dookoła niej. Według mnie tutaj pieniądze są lepiej wykorzystane niż w PZW – komentuje.

Ponadto podział Związku na okręgi powoduje, że każdy z nich zrobił się oddzielną instytucją, w której trzeba opłacić składki, jeśli chce się korzystać z wód zlokalizowanych poza swoim terenem. A to rodzi dodatkowe koszty, gdyż taki wędkarz na wakacjach musi w innym okręgu zapłacić po raz kolejny albo całą stawkę, albo dniowy procent, który w przeliczeniu na cały rok całkowicie się nie opłaca.

Reklama

– Jaki mam jeszcze zarzut do PZW to fakt, że na stanowiskach zarządzających stoją często ludzie, którzy z samym wędkowaniem często od strony praktyki mają mało wspólnego. Tu bardzo trudno to pogodzić, jeśli nie trzymało się ryby w ręce, nie studiowało się jej i nie wie, jak się z takimi zwierzętami obchodzić. Z drugiej strony jeśli ktoś aktywnie uczestniczy w takim społecznym życiu wędkarzy, jeździ na zawody, to zna potrzeby tych ludzi, wie, co zrobić, żeby im się lepiej łowiło, a nie zna tematu tylko w teorii – przedstawia swoje stanowisko Sebastian Korzeniowski.

Nie ma wątpliwości, że PZW przeżywa obecnie kryzys. Być może rozwiązaniem problemów ludzi, którzy upodobali sobie sztukę łownia ryb na terenie gminy Okonek czy nawet całego powiatu złotowskiego będzie właśnie przejęcie lokalnych wód przez samorząd i za przystępną cenę udostępnianie ich wędkarzom. Sebastian Korzeniowski nie ma wątpliwości, że takie rozwiązanie będzie lepsze nie tylko dla wędkarzy, ale również dla bogatego zagospodarowania zbiorników wodnych.

Reklama

Hubert Nowak, fot. envato

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2020-08-27 18:36:41

    PZW zbiera to co zasiało.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • gość 2020-08-27 23:14:33

    Jestem z Elblaga, ale czesto łowie w Złotowie na jeziorze Zalewskim. Tu akurat jest dobrze, bo za zezwolenie na okreg nadnotecki nie ma doplaty. Mialem jednak jkontrole na j. Zalewskim 15.08 pare lat temu. Przyjechali bardzo niemili panowie ze strazy rybackiej. Robili generalnie problemy, nie wiedzieli, gdzie lezy miasto Elblag. Rozumicie to, miasto 120tys., byle miasto wojewodzkie, a oni nie wiedza, przrciez to w sumie niedaleko? Generalnie szukali dziury w calym. Nie mogli uwierzyc, ze wypuszczam ryby. Dla nich to bylo niepojete! Dlaczego do kontroli sa brani tacy ludzie. Niczym z lapanki. Niekulturalni, niewyksztalceni, chocby z minimum jakiejs wiedzy?

    • Zgłoś wpis
  • gośtmć - niezalogowany 2020-08-27 23:16:19

    Pzw to banda złodzieji i tylko tyle

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama