Mama, syrena wyje!
– woła najmłodsza córka Alicji Garcon. Pani Ala, nastawniczy na stacji PKP w Lipce, ogarnia dom wzrokiem. Wyłączony czajnik, zakręcony gaz, można biec. Remiza jest po drugiej stronie ulicy, zwykle Alicja jest pierwsza.
Mam odruch zrywania się
– śmieje się niepewnie, zdradzając nieśmiałość.
No, czasem sąsiad mnie wyprzedzi
– dodaje. Z drugiej strony wsi do akcji pędzi też Edyta Olczak. Czasem z mężem Krzysztofem, który od lat pełni funkcje kierownicze w Ochotniczej Straży Pożarnej w Lipce. Panie wskakują w mundury (nieco na nie za duże), kłapią w zbyt obszernych butach bojowych i zaciskają paski pod chwiejącymi się na głowach hełmami.
Na początku było dziwne: butla, hełm, wszystko latało, ale teraz mam już swoje ustawienia
– A. Garcon pierwszy raz do akcji wyjeżdża nad ranem. Pożar w Batorówku trawił budynek gospodarczy. Prawdopodobnie trafił go piorun.

Pani Alicja z córką. Powoli działanie w OSP Lipka staje się rodzinną tradycją Garconów
To był wyrzut adrenaliny i duży stres, ale nie było źle. Podawałam węże, rozdzielacz. Po prostu słucham rozkazów dowódcy
– strażaczka podkreśla, że podczas akcji nie ma podziału na czynności dla kobiet i mężczyzn.
Nie ma taryfy ulgowej
– dodaje Edyta Olczak.
Pod warunkiem, że nas wezmą.
Edyta nie pamięta swojej pierwszej akcji jako pełnoprawny strażak, ale wspomina wyjazd w roli ratownika medycznego. Kurs, razem z Alicją Garcon, zrobiła trzy lata temu.
Pojechaliśmy do wypadku na przejeździe kolejowym z udziałem ciągnika i pociągu
– mieszkanka Lipki mówi o zdarzeniu z radnym powiatowym Arkadiuszem Tomke w roli głównej.
Jadąc tam bardzo się denerwowałam, bo mogło być bardzo tragicznie
– na szczęście obrazy powstałe w wyobraźni nie ziściły się.
Widok kobiet – strażaków gaszących pożary, pomagających rannym w wypadkach czy kierujących ruchem dziwi ludzi coraz mniej, ale kilka lat temu rola pań w jednostkach była zupełnie inna.
Baby do garów
– śmieje się Alicja Garcon. Gdy przed blisko dekadą wstępowała do OSP Lipka, panie były kronikarkami, skarbniczkami, nawet sekretarzami w zarządzie jednostki. No i pomagały w organizacji zebrań i uroczystości. Edyta Olczak od tego zaczęła dorosłą przygodę ze strażą (w szkole podstawowej brała udział w zawodach strażackich, była w Młodzieżowej Drużynie Pożarniczej). Na pierwszym zebraniu, w którym uczestniczyła (nie będąc członkiem jednostki) musiała czytać sprawozdania. Stało się tak, gdyż prezes Krzysztof Olczak i inni druhowie popędzili do akcji.
Byłam młoda, zostawiona przez chłopaka, który mnie tam zaprosił i nie znałam większości osób, a miałam wystąpić publicznie – szok
– dziś może się śmiać z sytuacji z końca lat 90–tych.
Podobną rolę w jednostce pełniła Alicja Garcon. Dostała białą koszulę i ciemną spódnicę i przez kilka lat spełniała się w wymienionych rolach. Ale przyciąganie syreny było silne.
Gdy zawyła, to my leciałyśmy otwierać bramę. Potem stałyśmy przy radiu i słuchałyśmy, co się dzieje. Oni jechali, a my gasiłyśmy światła, chowałyśmy rowery i zamykałyśmy remizę. Aż w końcu pomyślałam: czemu ja nie miałabym jechać?
Reklama
– opowiada matka trójki dzieci. Jej najstarsza córka także wstąpiła do OSP Lipka. Mąż zrobił to rok po żonie, a do akcji wyjeżdżał wcześniej. Dłużej tak być nie mogło. W 2011 roku dziewczyny zrobiły kurs podstawowy. Nauczyły się obsługi sprzętu, nazw i procedur, wszystko potwierdziły egzaminem. Edyta Olczak nie marzyła już o zostaniu policjantką.
Zawsze chciałam pomagać i poczuć ten dreszczyk emocji
– twierdzi, że marzenie to spełnia się w straży. Straż wypełnia każdy jej dzień.
Dziadek męża był strażakiem, teść jest w straży, mąż jest nie tylko ochotnikiem, ale też strażakiem zawodowym
Reklama
– E. Olczak może tak wymieniać długo.
Mnie do OSP Lipka wciągnął Krzysiek, a potem ja wciągnęłam teściową, mojego śp. tatę, siostrę, brata i tak to u nas jest. Mam nadzieję, że nasze zainteresowania strażą wszczepimy naszym dzieciom i tę rodzinną tradycję będą przekazywać dalej.
Także Alicja Garcon nie wyobraża sobie życia bez straży.
Podoba mi się ta rodzinna atmosfera, polubiłam ludzi, wciągnęła mnie ta straż
– mówi kobieta, która jest szósta na liście najaktywniejszych strażaków jednostki. W 2016 roku w akcji spędziła 31,5 godziny.
Nie wyobrażam sobie życia bez straży. Nawet jak w jestem w Debrznie i słyszę syrenę, to myślę: polecieli chłopaki…
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ta. ta z 9 to petarda że cho cho
Nie ma takiego tworu jak kurs na ratownika medycznego...i to nie rola lecz zawód.
Babeczki jak się patrzy
Mały Dareczek to ma zonke:-) widać kto nosi spodnie w domu :-)
Ładne panie a w tych chełmach jeszcze ładniejsze.
Ta. ta z 9 to petarda że cho cho
Nie ma takiego tworu jak kurs na ratownika medycznego...i to nie rola lecz zawód.
Babeczki jak się patrzy