Piątek 19 kwietnia będzie ostatnim dniem, kiedy po uczniów złotowskich szkół wyjadą pojazdy komunikacji publicznej
...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 100% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Może weźmiecie przykład z Okonka. Okazuje się że wszystko można załatwić. Tylko.potrxebne są chęci
W Okonku załatwić tak za flaszkę wszystko można. Ale 21.04.2024.sie to zmieni
Jak dla mnie to porażka organizacyjna. Żeby ani rada, ani burmistrz tematu nie ogarnęli przez tyle miesięcy dofinansowania z Funduszy Norweskich, żeby zabezpieczyć i rozwinąć temat dojazdów do szkół w mieście? Jak przy całej szeroko głoszonej akcji Wielkopolskich Zdrojów, można nie pomyśleć, że mniej szkodliwe dla klimatu jest poruszanie się 3, czy 4 autobusów niż za tydzień około 60-80 samochodów? Druga sprawa, że część z nas czy to z Blękwitu, Międzybłocia, czy innych wiosek mogła wrócić do pracy dzięki tym autobusom. Nie to, że ze szkoły daleko do domu, ale dużo bezpieczniej. Trzeba czekać jak zwykle na jakąś ofiarę wypadku, aby ktoś podjął temat zabezpieczenia dojazdów dzieci do szkół? Nawet jakby to miało kosztować jakieś pieniądze, bilet miesięczny, to i tak najważniejsze, że bezpieczniej. Jedno dziecko po 4, czy 5 lekcjach, drugie po 5 lub 6 będzie musiało teraz przejść jak liczyliśmy przez 9 skrzyżowań idąc w jedną stronę pokonując 4100 m w drodze do szkoły i z powrotem po lekcjach do domu. Czy podczas tych kilkudziesięciu dni do końca roku szkolnego ktoś zapewni w 100%, że żaden kierowca jadąc wpatrzony w smartfona nie potrąci prawidłowo przechodzącego dzieciaka? Oboje pracujemy (bo były autobusy) i wyjść z pracy nie możemy, aby odebrać dzieci ze szkoły. Mamy rzucić pracę, bo ktoś nieogarnięty w urzędzie tematu nie ogarnął przez tyle czasu?
To był wielki projekt. Wow.
Przykre jest to, że władze nie intesują dzieci, przyszłość naszego narodu. Inne gminy potrafią, tylko nie Złotów. Były burmistrz umywa ręce, przyszłego jeszcze nie ma a dzieci będą musiały się włóczyć po mieście do czasu aż rodzice skończą pracę. Polityka….
W niedzielę wybory druga tura....
Naklepali dzieci i patrzą żeby ktoś na nie łożył się nimi zajmował.
Zawsze wśród merytorycznej rozmowy musi się trafić jakiś "myślący z opóźnieniem", aby swoje niskich lotów wypociny wylać w komentarzach. Dzieci są po to, aby w przyszłości m.in. łożyć na emeryturę także Twoją.
Wyraźnie masz problem z myśleniem.
Dlaczego póki jest jeszcze możliwość nikt z urzędu nie pomyśli, aby złożyć zapytanie ofertowe nawet do tej samej firmy na te pozostałe 2 miesiące. Przecież to mniejsza kwota i przetargu nie trzeba organizować i całego tego zamieszania. Nie wierzę, że w budżecie miasta nie ma tych 30-50 tys na ogarnięcie tego tematu.
Dziś na Librusa (dziennik elektroniczny) dostaliśmy info, ze autobusy będą tylko do 19.04, a zakończenie zadania w tym momencie wynika z konieczności rozliczenia go w projekcie norweskim. Zastanawia mnie, że na koniec roku udało się radzie i burmistrzowi załatwić kasę, bo ponoć się skończyła ze względu na wzrost stawek transportowych, a teraz kasy na końcówkę roku nikt nie załatwi. Mam wrażenie, że nasze dzieci są ofiarami kampanii wyborczej
Dlaczego Miasto Zlotów ma doplacać do dowozu dzieci z Gminy Złotów to jakiś absurd. Gmina Zlotów ma dowozy dzieci do swoich szkół, proszę z nich skorzystać miszkańcy np. Międzybłocia.
To były zdroje na kilka miesięcy hahah
Muszlę niech jeszcze jedna w Złotowie postawią- a taki poroniony pomysł to kasy mieli sporo.
Rudy z KO zwijają wszystko ...był wybór...
Uważam że dowożenie dzieci do szkoły zwiększa ślad węglowy i doprowadza do tego że planeta płonie...
Użyj muzgu chyba że go nie masz to twoja sprawa nie wiem
Pan Piękoś nigdy ode mnie głosu nie dostanie z niżej podanych powodów: 1. Przegrani kandydaci do Rady Miasta z jego komitetu to nie tylko pracownicy starostwa i podległych jednostek, ale także sam p. Fidurski, który budzi tylko najgorsze moje odczucia. 2. Pan Piękoś deklarował się jako wielki przeciwnik PiS, a teraz nie przeszkadzało mu uczestniczyć aktywnie w rządzeniu powiatem wraz z PiS oraz sympatyzowaniu z lokalnym, prawicowym blogiem. 3. Porozumienie Samorządowe współpracuje z lokalnym "redaktorem", który bawi się w szpiega i nagrywa ludzi z ukrycia - także podczas wczorajszego spotkania nagrywał mieszkanców kierunkowym mikrofonem szpiegowskim. To zasługuje na ostracyzm. 4. Buta i arogancja pana Piękosia wprost wylewa się z jego ust. 5. Wrzucenie dwóch formułek prawnych do debaty nie świadczy o jakości kandydata, a o populistycznym przygotowaniu do debaty z cyklu "ciemny lud to kupi". 6. Pan Piękoś nie był w stanie wczoraj przyprowadzić ze sobą nikogo, poza Jolką z mikrofonem w samochodzie i pracownicą Starostwa. To wiele mówi o potencjalnym sposobie rządzenia miastem w pojedynkę - a tego przykład już mieliśmy przez dwie debaty p. Pulita.
Panie Bucek. To oświadczenie nie przykryje tego co pan zrobił a jednocześnie przyznając się do zaistniałego faktu. Niech pan nie pisze że ,, każdy ojciec by tak zrobił " bo tymi słowami ubliżył pan prawdziwym mężczyznom. Pies szczekał i był za drzwiami na klatce schodowej nie tylko w ten dzień w związku z czym mógł pan do załatwienia swoich żali wyjść jak każdy dzień jako,, mężczyzna " ubrany. Niech pan nie pisze że o taki styl interwencji prosili pana sąsiedzi i to ci, którzy zrobili panu zdjęcie. Wielu tak ma że albo ma psa albo sąsiedzi go mają, ale nikt na gaciach w godz. nocnych w negliżu nie lata po klatce schodowej. Wielu mieszkańców bloków różnych osiedlu przychodziło do pana w sprawach uciążliwego hałasu, smrodu hodowlanych szczurów, węży, kur, królików w tym kilkakrotnie i pies. Jakoś nikt z poszkodowanych smrodem i hałasem roznegliżowany po klatce schodowej nie latał a mimo to, pan tym co przyszli w sprawie, odpowiadał że ,, mają pisać listy do sąsiadów, do tych, którzy mają te uciążliwe zwierzęta ". Tak jak zachował się pan jako ważny prezes zasłaniając się o 22, nastoletnią córką, nie zachował by się żaden mężczyzna a przecież niektórzy w podobnych sytuacjach mają mniejsze dzieci w tym niemowlęta. Dlaczego pan nie pisał listu do sąsiadki?. Zresztą ta sprawa była głośno opisywana w lokalnej gazecie Aktualności. To oświadczenie jest anty inni i nie fer, tym bardziej że nie dopuszcza się nikogo do komentowania tak pokręconego wyjaśnienia. Każdy prezes spółdzielni mieszkaniowej wie jak takie sprawy na prośbę mieszkańców, przede wszystkim gdy o ich spokój chodzi załatwiać. Powinien wiedzieć że jest Regulamin Spółdzielni i to w nim znajduje się rozwiązanie sytuacji a nie ma tam sposobu rozwiązania z bieganiem czy staniem w wątpliwej kreacji na oczach innych mieszkańców w kłótni z sąsiadką czy innym sąsiedztwem. Zdawać by się mogło że w wspólnocie jakaś kultura obowiązuje każdego tym bardziej że zagrożenia życia nie było. Spółdzielnia, masa problemów, rozwiązanie jest proste, trzeba tworzyć WSPÓLNOTY MIESZKANIOWE, tam wszyscy są równi.
Nie wiecie jak uciszyć psa ?
Może weźmiecie przykład z Okonka. Okazuje się że wszystko można załatwić. Tylko.potrxebne są chęci
W Okonku załatwić tak za flaszkę wszystko można. Ale 21.04.2024.sie to zmieni
Jak dla mnie to porażka organizacyjna. Żeby ani rada, ani burmistrz tematu nie ogarnęli przez tyle miesięcy dofinansowania z Funduszy Norweskich, żeby zabezpieczyć i rozwinąć temat dojazdów do szkół w mieście? Jak przy całej szeroko głoszonej akcji Wielkopolskich Zdrojów, można nie pomyśleć, że mniej szkodliwe dla klimatu jest poruszanie się 3, czy 4 autobusów niż za tydzień około 60-80 samochodów? Druga sprawa, że część z nas czy to z Blękwitu, Międzybłocia, czy innych wiosek mogła wrócić do pracy dzięki tym autobusom. Nie to, że ze szkoły daleko do domu, ale dużo bezpieczniej. Trzeba czekać jak zwykle na jakąś ofiarę wypadku, aby ktoś podjął temat zabezpieczenia dojazdów dzieci do szkół? Nawet jakby to miało kosztować jakieś pieniądze, bilet miesięczny, to i tak najważniejsze, że bezpieczniej. Jedno dziecko po 4, czy 5 lekcjach, drugie po 5 lub 6 będzie musiało teraz przejść jak liczyliśmy przez 9 skrzyżowań idąc w jedną stronę pokonując 4100 m w drodze do szkoły i z powrotem po lekcjach do domu. Czy podczas tych kilkudziesięciu dni do końca roku szkolnego ktoś zapewni w 100%, że żaden kierowca jadąc wpatrzony w smartfona nie potrąci prawidłowo przechodzącego dzieciaka? Oboje pracujemy (bo były autobusy) i wyjść z pracy nie możemy, aby odebrać dzieci ze szkoły. Mamy rzucić pracę, bo ktoś nieogarnięty w urzędzie tematu nie ogarnął przez tyle czasu?