Reklama

Majsterkowicz na plebanii

06/12/2016 12:00
– Pierwsze myśli, żeby zostać księdzem pojawiły się już w podstawówce – mówi ks. Sławomir Rajek. Nowy wikariusz parafii pw. Św. Trójcy w Łobżenicy interesuje się m.in. renowacją zabytkowych przedmiotów i maszyn

Jak wyglądała Księdza droga do kapłaństwa? Czy powołanie do tej służby przyszło nagle, czy dojrzewało latami?

Można by powiedzieć, że było trochę i tak, i tak. Duży wpływ mieli na to ludzie oraz zdarzenia w moim życiu. Pochodzę z Równopola, niewielkiej wsi w gminie Kaczory, z wielopokoleniowego domu, gdzie zawsze ceniło się tradycyjne, religijne wartości. W ich duchu zostałem wychowany. Głową, mentorem rodu był dziadek Marian. Prawdziwy gospodarz, którego życie płynęło zgodnie z cysterską zasadą: „módl się i pracuj”. Wiele zawdzięczam także babci Annie i Czesławie. Podobnie pozostałej części rodziny. Od zawsze byliśmy blisko Kościoła. W bodajże trzeciej klasie szkoły podstawowej, w wypracowaniu na temat tego, kim chciałbym zostać w przyszłości, napisałem, że księdzem. To wywołało spore, pozytywne poruszenie, bo nie napisał tak nikt inny. Rozeszła się wieść, że jest potencjalny kandydat na księdza (uśmiech). Sądzę, że oprócz domu wpływ na to miał też ówczesny proboszcz parafii w Rzadkowie, ks. Kazimierz Gałdyński – dla mnie wzór kapłana. Zmarł on w 2004 roku, po 31 latach służby w parafii, żegnały go tłumy. Zastąpił go ks. Maciej Czerwiński, którego sposób pracy – otwartość wobec ludzi także mi się podobała. Później, chociaż cały czas służyłem przy ołtarzu i to powołanie odzywało się, aż takiej pewności co do dalszej drogi nie miałem. Wiele się też w tamtym czasie w moim życiu wydarzyło. Zmarł dziadek Marian, potem babcia Czesława. Tragicznie w wypadku podczas prac polowych zginał też mój tata. Na mnie, jako jedynego i najstarszego syna, bo mam jeszcze dwie siostry, w wieku 16 lat, czyli u progu szkoły średniej spadł obowiązek prowadzenia gospodarstwa. To było nasze główne źródło utrzymania, choć mama wówczas także pracowała w Pile. Pomagała cała rodzina. Myśli o kapłaństwie w czasie liceum musiałem odłożyć na bok.

Kiedy Ksiądz do nich wrócił?

Kilka lat później. Po maturze ważniejsze było, żeby pracować, bo jakiekolwiek studia były zbyt kosztowne. Poszedłem do szkoły policealnej, ucząc się w zawodzie: technik – poligraf, mówiąc krócej – drukarz. Równolegle rozpocząłem pracę w jednej z pilskich drukarni. To nie trwało jednak długo, bo wraz z końcem tej szkoły byłem pewien, że powołany jestem do kapłaństwa, że to jest moja droga. Zacząłem szukać wyższego seminarium duchownego. Padło na Bydgoszcz.

Reklama

W seminarium na jednym roku ks. Sławek studiował m.in. z ks. Wojciechem Ciołkiem (na zdjęciu) z Luchowa i ks. Łukaszem Gacą

Do Łobżenicy trafił Ksiądz za sprawą dekretu biskupa, z początkiem października. Jakie były pierwsze wrażenia? Jak jest teraz, gdy już się trochę Ksiądz zadomowił?

Łobżenicę znałem już nawet wcześniej, głównie ze słyszenia. W seminarium studiowałem na roku m.in. z ks. Łukaszem Gacą i ks. Wojciechem Ciołkiem, którzy są stąd, czy byłym tutejszym wikariuszem ks. Marcinem Kardzisem. Z widzenia natomiast kojarzyłem ks. proboszcza i ks. Krzysztofa Budę. A pierwsze wrażenia tu? Pierwszy tydzień był dość ciężki. Przyszedłem z parafii w Sępólnie Krajeńskim, gdzie obowiązków głównie związanych ze szkołami miałem mniej. Uczyłem tylko w szkole specjalnej, choć nie było wcale łatwo. W Łobżenicy prowadzę religię w liceum, Szkole Podstawowej Specjalnej oraz SP w Gleśnie. Jest jednak coraz lepiej, wdrożyłem się w to wszystko, zaaklimatyzowałem się. Poznaję ludzi, zwyczaje panujące w parafii i na plebanii – tu warto wspomnieć o bardzo dobrej kuchni (uśmiech), o wspólnocie kapłańskiej, o młodzieży, która jest pod moją opieką. Odpowiadam też za miejscowe Stowarzyszenie Wspierania Powołań Kapłańskich.

Reklama

A czym się Ksiądz interesuje, jakie ma hobby?

Lubię majsterkować. Wracać do domu rodzinnego w każdej wolnej chwili, bo tam zawsze jest coś do zrobienia. Coś trzeba naprawić, poprawić, wyremontować - coś zakonserwować. To mój żywioł, pasja, której mogę poświęcać długie godziny. Lubię też starocie i te mechaniczne, jak np. zegary i niekoniecznie – chociażby stare meble...

Renowator z Księdza?

Lubię, gdy stare przedmioty ożywają, trwają nadal. Renowator to może za dużo powiedziane, ale niejedne drzwi już na plebani wyregulowałem (uśmiech).

Polem do popisu przy takim hobby może być kościół św. Szczepana.

Już mu się przyglądałem. I dokonałem, za zgodą proboszcza rzecz jasna, małej zmiany wpływającej na estetykę, ale jakiej - nie powiem (uśmiech).

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    zorro - niezalogowany 2016-12-06 13:54:35

    oddaj babka rentę , ku..... pop z wiatrówką tfuuuu

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    zlotowianin_44 - niezalogowany 2016-12-06 13:50:44

    Uważam, że zdjęcie jest niefortunne. Nie kieruje się broni w człowieka.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Pan Rydzyk - niezalogowany 2016-12-06 12:09:56

    hobby to kasa i dziewczyny

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama