- Siedzę na odpalonej minie- Bazyli Miałszygrosz nie owija w bawełnę. Nagłaśniając sprawę w mediach chce- jak mówi- pokazać prawdziwe oblicze kupca z Lipki. Po naszym artykule w Pieczynku kręciły najpierw TVP Info, potem TV Asta. Był już pierwszy telefon do Jaworowicz
15 lutego, mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie stał się dla Miałszygroszów sądnym dniem. Choć komornik pod domem, w którym rodzina mieszka, rzeczywiście się zjawił, nikt nikogo na bruk nie wyrzucał. Powód? Pismo, które pan Bazyli złożył w sądzie zaledwie dzień wcześniej i które powstrzymało mającą nastąpić kolejnego dnia eksmisję – pozew o pozbawienie wykonalności tytułu wykonawczego lub odroczenie. Zawarł się w nim kluczowy dla sytuacji rodziny z Pieczynka punkt. Nasz rozmówca informuje w nim, że pomiędzy stronami, a więc pomiędzy nim i przedsiębiorcą z Lipki, wiosną 2008 roku została zawarta ustna umowa najmu budynku mieszkalnego wraz z deklaracją, którą miał złożyć lipczanin, o późniejszym nieodpłatnym przekazaniu go B. Miałszygroszowi. – Mam na to świadków, którzy wypowiedzą się w sądzie – twierdzi nasz rozmówca. – Gdybym wiedział, że mnie oszuka – mówi o mężczyźnie z Lipki – nigdy w życiu nie zgodziłby się na sprzedaż z wolnej ręki.
[[reklama]]
Tak więc 15 lutego komornik wyłącznie spisał stosowny protokół, od wykonania eksmisji odstąpił. To już drugi raz, kiedy nie doszła ona do skutku, za pierwszym razem podobne wydarzenie miało miejsce w styczniu tego roku. Rodzina pierwotnie miała opuścić budynek 31 stycznia, wówczas jednak pan Bazyli, formułując skierowane do sądu pismo zwrócił uwagę na fakt, że przedmiotowy budynek wraz z nim, żoną i córką zamieszkuje również niepełnosprawny pasierb, który nie został wymieniony w tytule wykonawczym stanowiącym podstawę egzekucji. W związku z tym faktem eksmisję przełożono na 15 lutego. Tego dnia lipczanin, właściciel majątku, nie zjawił się w Pieczynku. – Wierzyciel, prawidłowo poinformowany, nie uczestniczył w protokóle – pan Bazyli czyta nam fragment treści pisma. Dwa dni wcześniej w Pieczynku zjawiła się natomiast ekipa TVP Info, która zdecydowała się przygotować reportaż na temat przedmiotowej sprawy (o dacie jego emisji poinformujemy). Jak udało nam się dowiedzieć, ani jej, ani TV Asta, która również zainteresowała się sprawą, komentarza lipczanina nie udało się uzyskać. Co dalej? Czekanie i telefon do ekipy Elżbiety Jaworowicz, prowadzącej w telewizyjnej „Jedynce” „Sprawę dla reportera”. – Jesteśmy gotowi opowiedzieć swoją historię również w tym programie – deklaruje B. Miałszygrosz.
Krok od eksplozji - Siedzę na nie odpalonej minie, bo nie wiem, jakie stanowisko zajmie sąd – tak głowa rodziny Miałszygroszów postrzega swoją sytuację. – Będę domagał się przesłuchania wszystkich moich świadków – dodaje. Jako mówi B. Miałszygrosz do prokuratury przeciwko przedsiębiorcy z Lipki trafiły również trzy inne pozwy – pierwszy w związku z kradzieżą i przywłaszczeniem należących do naszego rozmówcy urządzeń warsztatowych, do której miało dojść w sierpniu ubiegłego roku i której miał się dopuścić lipczanin, drugi natomiast dotyczy rzekomego kierowania gróźb pod adresem niepełnoletniej córki pana Bazylego, Karoliny. Trzeci objął zakłócanie spokoju i znęcanie się nad zwierzętami.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze