Państwo polskie wdraża ciągle nowe instrumenty pomocy socjalnej. 500+ to dla wielu rodzin potężny zastrzyk gotówki. W dziedzinie przyrostu naturalnego przynosi zamierzone efekty. Na ile jednak rozbudowane świadczenia i pomoc ze strony państwa wpływają na rzeczywistą poprawę losu rodzin, a w szczególności dzieci? Wiele rodzin bez względu na otrzymaną pomoc wciąż żyje w fatalnych warunkach. O tym, w jakich warunkach ludzie potrafią żyć opowiedziały nam pracownice Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Złotowie. Obrazy przez nie kreślone wprawiają nieraz w osłupienie, a słowa nieporządek czy bałagan w ich opowieściach wykraczają daleko poza to, co zwykle wyobrażamy sobie pod tymi pojęciami.
Z tego, że żyją wśród nas bezdomni, którzy pomieszkują w różnego rodzaju dziwnych schronieniach, zdajemy sobie sprawę. Takie przypadki są także na terenie gminy Złotów. W większości są to jednak ludzie, którzy sami zgotowali sobie taki los i na tyle się do takiego życia przyzwyczaili, że bronią się przed wszelkimi zmianami. Są więc przypadki osób nocujących po drewutniach i szopach bez ogrzewania, prądu i wody, które za nic w świecie nie zamieniłyby ich na noclegownię.
Miałam pana, który mieszkał w bunkrze w lesie i nie chciał pozwolić sobie za żadne skarby pomóc
– opowiada jedna z kobiet. Inny z kolei mógł liczyć na pomoc mieszkańców jednej wsi, którzy dawali mu jedzenie, ubrania, schronienie w jakimś kącie, zlecali mu drobne prace, żeby mógł sobie dorobić. Nie zamierzał z tego rezygnować. Do skrajnych przypadków należą także domostwa, do których strach wejść, bo nie wiadomo, czy coś na głowę nie spadnie, a przez dziurawy dach można swobodnie podziwiać niebo. Wciąż są także pojedyncze przypadki domów, których mieszkańcy radzą sobie bez bieżącej wody, nie mają w domu toalety, a wielu rodzinom brakuje centralnego ogrzewania i korzystają z różnego rodzaju piecyków, przeważnie w nie najlepszym stanie. W takich sytuacjach nie trudno zrobić sensację, pytając, jak ktoś może tak żyć, choć czasami brakuje zastanowienia się, dlaczego jest w takiej sytuacji.
To są trudne przypadki, a my mamy cały czas z tyłu głowy: co będzie, jeśli tam się coś stanie?, bo telewizja jak przyjedzie to nie pójdzie na policję czy do sądu, tylko zawsze spod ośrodka pomocy społecznej będzie nadawać i pytać: a co wy zrobiliście? Od nas tymczasem tak naprawdę niewiele zależy
– mówi jedna z pań.
O takich przypadkach słyszymy co jakiś czas, ale tym, co zaskakuje najbardziej i może przyprawiać o uzasadnioną irytację, są przykłady, jak można zapuścić dom poprzez zwykłe niedbalstwo. Z opowiadań pracownic GOPS–u wyłaniają się domy i mieszkania, do których wchodząc, strach czegokolwiek dotknąć, trzeba uważać, na czym się siada i gdzie się stąpa. Porozrzucane brudne ciuchy, walające się resztki jedzenia, grube warstwy brudu, odchodzące tynki i grzyb na ścianach to dość powszechne widoki. Niestety bywa i tak, że na podłodze trzeba omijać zwierzęce odchody, a pomiędzy nogami przemykają myszy. Podczas gdy osoby wizytujące rodziny, widząc to, załamują ręce, to dla mieszkańców jest to często stan normalny, w którym nie widzą nic złego.
Są różne standardy sprzątania. Dla nas coś może być bałaganem, a dla nich to jest czysto i ładnie, więc co my w ogóle od nich chcemy?
– panie z GOPS–u opowiadają o różnicach w pojmowaniu znaczenia słów „porządek” i „czystość”.
Jest tak, że do starszych osób jak się zachodzi to jest faktycznie czysto. Najgorzej jest w tych młodych małżeństwach
– wyjaśniają, kogo głównie dotyczy problem.
W takich warunkach dorastają dzieci, którym trudno się potem dziwić, że słabiej się uczą, a w życiu przejmują postawy swoich rodziców.
Wchodzę około godziny 12, a ona w szlafroku. Piesek biega, siuśki tu i tu, że trzeba slalom robić, żeby nie wdepnąć. Jeździsz miesiąc w miesiąc i tłumaczysz, że nie może tak być, dzieci nie mogą tak się wychowywać. W pokoju to by się chyba palca nie wcisnęło, bo wszystko porozrzucane: zabawki, ubrania, pościele. Gwarantuję, że nawet by pan chyba tego nie dotknął butem, bo bałby się, że coś z tego bałaganu wyskoczy. Syzyfowa praca
– o wizycie u jednej z młodych matek opowiada pracownica GOPS–u. Inna z matek na pytanie, dlaczego jej dziecko biega brudne, odpowiedziała: przecież ono dopiero wstało. Jedna z pań wspomina z kolei sytuację, gdy śpiące dziecko obsiadało stado much, ale matka nie widziała powodu, aby coś z tym zrobić.

Ludzie mają różne standardy sprzątania i różnie rozumieją słowo porządek
Niestety taka sytuacja rzadko wynika z braku pieniędzy, z tego, że rodzina jest uboga. Niestety, bo gdyby tak było, to łatwiej można by pomóc tym rodzinom. Dać komuś pieniądze jest najprościej. Dlatego rodzinom, którym tylko powinie się noga i trafiają do GOPS–u, wsparcie często pozwala stanąć na nogi i po odbiciu się od dna znów funkcjonują samodzielnie. Tymczasem więcej jest przypadków rodzin wręcz uzależnionych od pomocy i nauczonych z niej żyć. Przeważnie stoi za tym coś co można nazwać nieporadnością życiową. Jest ona powielana z pokolenia na pokolenie.
Bezradność. Wyuczona bezradność, czyli utrwalone zachowania podopiecznych, gdzie nie dostrzegają związków przyczynowo–skutkowych. Są przekonani, że ich działania nie przynoszą żadnych efektów. Drobne potknięcia urastają u nich wręcz do katastrofy i dramatu. Nie potrafią sobie poradzić z małymi problemami
– próbuje to wyjaśnić kurator sądowa Karolina Jankowska, choć niektórzy twierdzą, że to raczej wyrachowanie i spryt, a nie bezradność. Wychowując się w takich warunkach dzieci przyjmują je potem za standard. Dlatego pracownice GOPS–u i kuratorzy starają się im pokazywać, że można inaczej, choć często okazuje się to syzyfową pracą.
Mam rodziny, z którymi współpracuję już 4 lata. Przez długi czas były tłumaczenia, instruktaże sprzątania, plany pracy kto, co, gdzie i jak ma robić, ale to wszystko się kończyło na planach i na tym, że przyjechałam i się nagadałam
– rozkłada ręce asystentka rodziny. Zdarza się jednak, że bywają niespodzianki w postaci posprzątanego, a przynajmniej jako tako ogarniętego domu podczas wizyty. Nie raz niestety okazuje się, że był to efekt skutecznego systemu alarmowego. Odwiedziny są bowiem przeważnie niezapowiedziane, ale czasami wychodzi na jaw, że rodzina została ostrzeżona przez inną życzliwą osobę, która widziała, że ktoś z GOPS–u wjeżdża do wsi, a taki system wzajemnego powiadamiania potrafi działać nawet pomiędzy wsiami. Niemniej sam fakt, że ktoś się taką wizytą przejął to już coś. Bywa i tak, że za nieporządek w mieszkaniu i dezorganizację życia rodziny odpowiedzialna jest w dużej mierze jedna osoba.
Mam taką rodzinę, gdzie jest pięcioro dzieci. Jak matki nie ma w domu, bo powiedzmy, że lubi „podróżować”, to jest tam czyściutko, pachnie obiadem, jest miło i przyjemnie, a jak jest pani, to jest strasznie
– opowiada jedna z rozmówczyń. Z kolei w innej rodzinie długo o porządek dbała babcia, ale ze względu na wiek już nie domaga, matka zaś jest niepełnosprawna umysłowo, a ojciec pije. Niemniej podczas gdy mężczyzna przebywał na leczeniu, to przy pomocy dalszej rodziny udało się wiele zrobić, doprowadzić dom do porządku. Cóż z tego, skoro gdy ojciec wrócił do rodziny, to wraz z nim wróciły do domu bałagan i nieporządek.
Mimo to rodziny takie otrzymują ogromną pomoc. Po pierwsze finansową, która w dużej mierze potrafi być marnotrawiona. Ludzie kupują różne rzeczy, często na pokaz, ale zapominają o tych pierwszej potrzeby.
Lodówkę się otworzy to zwinięty rulonik pasztetowej z Biedronki i jakaś tam kiełbasa, ale od słodyczy, napoi, chipsów się szafy uginają
– pada przykład. Na szczęście na porządny posiłek dzieci mogą liczyć zawsze w szkole. Pokazuje to też, że możliwa w niektórych przypadkach zamiana świadczeń pieniężnych na rzeczowe wcale nie byłaby lepsza. Zresztą podjąć takie działania wcale nie jest łatwo. Pracownice GOPS–u wskazują, że wiejskie sklepy niechętnie podpisują umowy w tym zakresie, a poza tym i tak dysponują mniejszym asortymentem, często w większych cenach niż w mieście. Zdarza się jednak, że pieniądze nie są wydawane do ręki, lecz kierowane na spłatę zadłużenia, np. po to, aby przywrócić odcięty z powodu zaległości prąd. Pieniądze, w tym 500+ potrafią rozleniwiać i nie działają mobilizująco. Panie opowiadają historię o rodzinie, w której dziesięcioro dzieci mieszka w jednym pokoju, podczas gdy dwoje rodziców w ogóle nie pracuje. Namawiani do podjęcia próby jakiegoś zarobku, wynajęcia większego mieszkania, wzruszają ramionami. Biorą 5 tys. zł z samego tylko programu 500+ i czekają na mieszkanie od gminy.
Są osoby, którym zasiłek okresowy wychodzi nawet ponad tysiąc złotych. To już jest spory zastrzyk. Do tego dojdzie świadczenie wychowawcze 3 tysiące, którego nie wliczamy do dochodu, to żyć nie umierać, po co iść do pracy. – Oni mają taką broń: do pracy nie pójdę, bo gdzie? Na miejscu nie ma żadnego zakładu, nie ma autobusu, żeby dojechać. Niech ja spróbuję mu powiedzieć, że ma iść do pracy i jeszcze połowę z tego oddać albo samochodem gdzieś dojechać. To dopiero ze mnie zrobią idiotkę
– opowiadają o postawach, z jakimi mają do czynienia. Dodają jednak, że zdarzają się rodziny, które po otrzymaniu środków z 500+ przestały zwracać się o inną pomoc. Większość jednak wychodzi z założenia, że im się należy i starają się wyciągnąć od państwa jak najwięcej.
Poza wsparciem finansowym mogą liczyć na szeroki wachlarz innego rodzaju pomocy.
Mamy rodzinę, która non stop otrzymuje odzież, obuwie, jakieś sprzęty do domu i to wszystko jest bardzo szybko zniszczone, a rzeczy nie są nawet prane tylko wyrzucane
– wdzięczność i szacunek są rzadko spotykane. Pani pracująca jako asystentka rodziny wspomina, że udało się jednej z rodzin wyremontować całą łazienkę, wszystko było nowe. Cóż z tego, skoro podczas wizyty kilka miesięcy później zastała ją kompletnie zapuszczoną, wręcz zdewastowaną. Łazienki używano, ale w ogóle nie sprzątano. Wszystko było brudne, zatłuszczone, zagrzybiałe, a prysznic rozbity, najprawdopodobniej przez pijanego ojca. Innej rodzinie w ciągu 4 lat pięciokrotnie wymieniano łóżka, tak szybko były niszczone. Jeszcze innym ludziom, z powodu tragedii jaka ich dotknęła, pozwolono tymczasowo zamieszkać w jednej z świetlic wiejskich. Nie trudno się domyślić, że także pozostawili ją w opłakanym stanie.
Kurator Karolina Jankowska wskazuje jednak, że rodziny zmagają się z dużo poważniejszymi problemami niż nieporządek i niedbalstwo czy nawet marnotrawienie pieniędzy i publicznej pomocy. Współpracuje z 36 rodzinami z gmin Złotów i Lipka, którym sąd ograniczył władzę rodzicielską. Z jej punktu widzenia największym zagrożeniem pozostaje alkoholizm i powiązana z nim przemoc. Wspomina jeden z ostatnich przypadków z terenu gminy Złotów, kiedy to odebrano rodzicom dziecko, przenosząc je do rodziny zastępczej. Stało się tak po zawiadomieniu, że w jednym z domów odbywa się libacja alkoholowa i nie ma kto się zajmować chorą dziewczynką.
Zajechaliśmy po tą małą, to oprócz tego, że w domu pełno obcych ludzi i wszyscy pijani, to ona była w domu, a nie w szkole, bo rzekomo była chora i leżała w łóżku, a do jedzenia miała suchą bułkę i paczkę chipsów
– opowiada asystentka rodziny, a kurator dodaje, że 8–latka, gdy po nią przyjechali, sama prosiła, aby zabrać ją z tego domu. Niestety odebranie córki niezbyt otrzeźwiło rodziców, którzy nie przerwali libacji i nawet po czasie nie przejawiają większej inicjatywy, aby walczyć o córkę. Pewne acz niewielkie zabiegi czyni jedynie matka, ale córka nawet nie chce z nią rozmawiać, podobnie jak nie chciałaby wracać do domu. Rodzina czeka jeszcze na decyzję sądu, ale biegli wskazali już, że słuszne byłoby pozostawienie dziewczynki w rodzinie zastępczej. I choć odebranie dziecka w takich przypadkach wydaje się decyzją nie tylko słuszną, ale także najprostszym środkiem do poprawy jego losu, to jednak każda sprawa jest bardzo trudna do rozstrzygnięcia, a bywa też tak, że mimo iż rodzice piją i dzieci nie mają zbyt dobrych warunków do dorastania, to więź uczuciowa pomiędzy członkami rodziny jest bardzo mocna.
Dzieci są już dorosłe i proszę sobie wyobrazić, że wszystkie fajnie sobie poukładały życie. Mają cały czas ze sobą kontakt, nawzajem się wspierają niesamowicie
– o jednym z takich przypadków, kiedy rodziny nie rozdzielono, opowiada doświadczona pracownica opieki społecznej.
Z takimi sprawami na co dzień stykają się pracownice GOPS–u i kuratorzy. Jakby tego było mało, to spotykają się jeszcze z niechęcią ze strony ludzi, a często z agresją.
Miałam taki przypadek, że pan z siekierą mnie atakował. Zamknęłam się w jego domu, podczas gdy on szalał na zewnątrz i czekałam na policję. Inny w mieszkaniu z nożem się na mnie rzucał, ale to już policja była na miejscu i zareagowała
– opowiada jedna z kobiet. Inna wspomina koleżankę, która została uderzona w twarz w samym urzędzie. Powaga instytucji nie sprawia, że ludzie się hamują. Potrafią też przyjść i grozić, że jeśli nie dostaną tego, czego oczekują, to następnym razem przyniosą ze sobą koktajl Mołotowa.
Najgorsze jest to, że niby jesteśmy chronieni jako funkcjonariusze publiczni, ale przeważnie stwierdza się, że jest mała szkodliwość czynu i nic się z tym nie robi, nie wyciąga konsekwencji, a brak reakcji wręcz zachęca do agresji
– kobiety nie czują się bezpieczne. Przemoc wobec pracowników socjalnych to skrajne, choć wcale nie tak rzadkie, przypadki. Niemal codziennie spotykają się natomiast z lekceważeniem i próbami wykorzystywania ich chęci pomocy. Jedna z pań wspomina, gdy rowerem wybrała się w dłuższą drogę, aby odwiedzić rodzinę, a na miejscu, tuż przed południem, zastała rozleniwioną i zblazowaną kobietę, która przywitała ją słowami: mi by się nie chciało o tej godzinie. Bardziej sympatyczną kategorią osób, które nie przejmują się zbytnio wizytami pracownic GOPS–u są panowie, którzy nie kryją się z piciem i przyłapani na gorącym uczynku tłumaczą, że to za swoje pieniądze piją, a nie te z 500+, a czasami nawet zapraszają do stołu. Mimo takiego nastawienia z drugiej strony panie z opieki społecznej wykazują się nie raz dużym sercem i potrafią nawet, wykraczając poza swoje obowiązki, wyjść naprzeciw prośbom podopiecznych i zawieźć ich np. prywatnym samochodem do lekarza do Złotowa. Kończy się to jednak przeważnie jeżdżeniem po całym mieście, bo przy okazji trzeba jeszcze załatwić to i tamto. Po wszystkim natomiast następnego dnia dana osoba nie potrafi powiedzieć nawet „dzień dobry”.
Pracując z moimi rodzinami zauważyłam, że się przyzwyczajają do tego, że ja chcę im pomóc. Jeśli tego momentu nie zauważę, to zaczynają mnie wykorzystywać. Człowiek przez tyle lat pracuje i jeszcze się nie raz na to łapie
– kobieta pracująca jako asystentka rodziny stara się żartować z takich sytuacji. Gdy szczera chęć pomocy spotyka się z brakiem szacunku drugiej strony dodatkowo irytuje fakt, że rodziny te otrzymują często pomoc znacznie przewyższającą wynagrodzenie osób, które im ją oferują.
Oni by nie uwierzyli, jakbyśmy im powiedziały, ile zarabiamy
– jedna z pań zapewnia, że wciąż panuje fałszywe przekonanie, że w budżetówce jest jak u Pana Boga za piecem.
Dobrze, że już tych pieniędzy nie wypłaca się w ośrodku, bo jak wydawało się kwoty przewyższające nasze płace to bolało
– dodaje inna.
Mimo niebezpiecznych sytuacji, niewdzięczności, braku szacunku dla oferowanej pomocy panie pracujące w opiece społecznej wciąż są przekonane, że ich praca ma sens.
Mimo wszystko cały czas mamy nadzieję, że może tym razem się uda, inaczej nasza praca nie miałaby sensu
– mówi jedna z młodszych pracownic. Przytaczają historię mężczyzny, którego udało się wyprowadzić z bezdomności, przestał pić i ponownie nawiązał kontakt z rodziną. Ich twarze natychmiast jaśnieją i rozpogadzają się na wspomnienie tego sukcesu.
Zauważył pan? Jedna rodzina, a jaka euforia
– w tej pracy każdy sukces jest na wagę złota. Na szczęście osób i rodzin, którym udało się pomóc, jest więcej i historii o wyjściu z nałogu i odbiciu się od dna panie z GOPS–u także mają kilka w zanadrzu.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Racja a twoi rodzice strajkowali za PRL-u. Źle im było. A wszyscy mieli prace i mieli gdzie mieszkać takie MOPS-y nie były potrzebne.
Wszystkie instytucje bardzo dobrodusznie odnoszą się tego typu ,,trutni,, społecznych ! Są wśród nich tacy, którzy nigdy w życiu nie dołożyli grosza do budżetu państwa , naszego budżetu ! Z jakiej racji budżet ma ich wspomagać ! Za PRL-u nie było MOPSU , nie było Urzędów Pracy , a zasiłki były udzielane w sytuacjach wyjątkowych !
Panie Guhs znowu dałeś ciała i to w samym tytule , wstyd !!!. Nie opieka społeczna tylko pomoc społeczna , AMATORSZCZYZNA .
Odciąć im zasiłki i różnego rodzaju dotacje pomocowe,te zwierzaki wykorzystują naiwność ludzi i państwa.Ciekawe który z nich gdziekolwiek ostatnio pracował.Mi osobiście takich ludzi nie żal,długimi latami te szkodniki i trutnie nic nie robią. Eksmisja natychmiastowa,do aresztu za zdemolowanie mieszkania,pobudka w celi o5 ,szlaufem z zimną wodą po pysku i do pracy zeby oddali pieniądze.Jak nie chcą pracować nie dawać jedzenia.Zaraz nagle byśmy mieli cudowne uzdrowienia i powroty do normalności tych osobników.
Racja, tez tak sądzę te baby zwolnić i nie h same szukają pracy może skończą jak ci którym rzekomo pomagają ta sama sytuacja jest w urzędzie pracy. Zwolnić te baby które żerują na bezrobotnych i udają ze szukają ci pracy.
Opieka społeczna? Ta instytucja powinna zostać zlikwidowana szkoda tylko tych pieniędzy za które są utrzymywani ci pseudo pracownicy akurat troszeczkę wiem kto korzysta z tych dobrodziejstw ten biedny będzie puszki zbierał a ten co te puszki opruznia właśnie tam chodzi po pieniążki.
Moja koleżanka tam pracuje bleee
Racja a twoi rodzice strajkowali za PRL-u. Źle im było. A wszyscy mieli prace i mieli gdzie mieszkać takie MOPS-y nie były potrzebne.
Wszystkie instytucje bardzo dobrodusznie odnoszą się tego typu ,,trutni,, społecznych ! Są wśród nich tacy, którzy nigdy w życiu nie dołożyli grosza do budżetu państwa , naszego budżetu ! Z jakiej racji budżet ma ich wspomagać ! Za PRL-u nie było MOPSU , nie było Urzędów Pracy , a zasiłki były udzielane w sytuacjach wyjątkowych !
Panie Guhs znowu dałeś ciała i to w samym tytule , wstyd !!!. Nie opieka społeczna tylko pomoc społeczna , AMATORSZCZYZNA .