Reklama

Wybuchowy gość

24/07/2015 00:00
Lubi chemię i wybuchy. Im większe, tym lepsze. Nie nauczył sięjeszcze z niczego tworzyć złota, ale wszystko przed nim. NajbardziejTomasz Gierlach marzy jednak, by zostać pirotechnikiem

Kratery na podwórku?

Kontrolowane wybuchy w życiu Tomasza nie pojawiły się od razu. Jako pierwsze zafascynowały go minerały. - Zacząłem je zbierać w wieku 12-13 lat. Były to specjalne zeszyty z opisami i wzorami chemicznymi, które objaśniały, w jaki sposób dany minerał powstał – mówi. Tak też zaczęło się zafascynowanie chemią, które rozkwitło w gimnazjum. - Zapisałem się do kółka chemicznego, które prowadziła Barbara Posmyk. Tam po raz pierwszy zobaczyłem, że odpowiednio łączone ze sobą substancje chemiczne potrafią wytwarzać niesamowite rzeczy. Zmiana koloru, wydzielanie się dymu i pierwsze, niewielkie eksplozje polegające na wyrzuceniu w powietrze kilku iskierek. Zwłaszcza te gwałtowne reakcje bardzo mi się spodobały – wspomina Tomasz. Inspirował go też film Stephen’a Hopkins’a „Eksplozja”, gdzie saper starał się pokonać umiejętnościami terrorystę, co rzecz jasna mu się udało. - Próby na podwórku też robiłem. Na początek klasycznie - z użyciem karbidu. Kraterami w ziemi to się nie kończyło, ale wypalona trawa, spalone brwi czy poparzona ręka - to się zdarzało. Z zabawą w chemię nie ma żartów, bo źle dobrane proporcje któregoś ze składników mogą powodować, że mieszanina stanie się niestabilna, a skutki jej działania trudne do przewidzenia, dlatego chciałem zgłębiać tę wiedzę. To nauczyło mnie też, po co są okulary, rękawice czy ubrania ochronne – dodaje. Zamiłowanie do pracy pośród szkła laboratoryjnego postanowił kontynuować na kolejnych szczeblach nauki. Najpierw w Technikum Przemysłu Spożywczego w Krajence, gdzie kończył klasę ukierunkowaną na ochronę środowiska i większość czasu spędzał w laboratorium, prowadząc analizy. Później na studiach, choć nie od razu.

Zawód - pirotechnik

- Studia nie były mi po drodze. Chciałem iść do wojska, by zostać pirotechnikiem – mówi Tomasz. Plan był taki, by najpierw dostać się do ekipy saperów, a później zdobywać dalsze szlify w odpowiedniej jednostce, by nie tylko rozbrajać, ale i tworzyć oraz instalować ładunki. - Mój zapał nieco ostudziły rozmowy w Wojskowej Komendzie Uzupełnień w Pile, gdzie jasno dano mi do zrozumienia, że w kwestii przydziału do jednostki będę miał najmniej do powiedzenia i niekoniecznie trafię do saperów. Zadecyduje dowódca – mówi Tomasz. Próbował też na Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, w wydziale zajmującym się materiałami wybuchowymi - bezskutecznie. To sprawiło, że młody mieszkaniec Krajenki wybrał ostatecznie Politechnikę Poznańską i wydział technologii chemicznej i technologii ochrony środowiska. - Zwykło się twierdzić, że studenci chemii to nudziarze. Powiem tylko, że w moim akademiku też często dochodziło do mniejszych lub większych wybuchów. Ciekawostką jest też, że nasz akademik był chyba jedynym, w którym nie sposób było znaleźć w kuchniach kuchenek gazowych. Wszystko było na prąd – śmieje się Tomek, który nie złożył jeszcze broni w walce o swe pirotechniczne marzenia. - Szansą na taką pracę jest Policja, gdzie również próbuję. W tym celu zrobiłem m.in. kurs instruktora karate, dbam też o kondycję. Można także skończyć kurs pirotechniki cywilnej i pracować np. przy filmach czy pokazach batalistycznych, ale tam bez odpowiedniego poparcia trudno się dostać – mówi Tomasz, który obecnie pracuje w złotowskim Metalplaście, zajmując się m.in. cynkowaniem i kąpielami chemicznymi.

Reklama

Alchemik księżnej Anny

Mimo to od czerwca Tomek stara się, zwłaszcza wśród najmłodszych, prezentować, że chemia może być ciekawa, jeśli w ciekawy sposób się ją pokaże. - Wszystko co robię jest bezpieczne, stworzone z bezpiecznych, legalnych materiałów i sprawdzone wcześniej. Tak to powinno wyglądać – mówimy, co łączymy z czym, to można też poprzeć zapisaniem równania chemicznego, a na końcu widać efekt - często wybuchowy – mówi. Pierwsze chemiczne „show” przeprowadził w ramach Euro Eco Festivalu, drugie na rodzinnym festynie w Samborsku. Już 24 lipca Tomasz Gierlach przygotuje swój trzeci pokaz, występując tym razem przed własną publicznością. - Wcielę się w rolę „Alchemika księżnej Anny”, który będzie robił małe zamieszanie w okolicach kościoła św. Anny w Krajence, w piątkowy wieczór, kilka minut po godzinie 22:00. Pokaz podzielony będzie najpewniej na dwie części, bo w podziemiach kościoła nie da się zrobić eksplozji, te zrobię na zewnątrz – mówi Tomasz, nie chcąc zdradzać większej ilości szczegółów swego show, na które już wszystkich zaprasza.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama