Dokładnie 23 grudnia o godz. 15. Bardzo ciekawy moment. Jeszcze tego samego dnia wraz z proboszczem mojej ówczesnej parafii byliśmy na opłatku u dziekana i szykowaliśmy się do normalnych zajęć, a tu nagle telefon wzywający mnie do księdza biskupa. Skończyło się to właśnie dekretem powołującym mnie na proboszcza Radawnicy.
Wielkie, bardzo duże. Termin niezbyt wygodny. Trudno w Wigilię i Święta organizować czy chociażby planować przeprowadzkę. Niełatwo było to logistycznie ogarnąć.
Nie mam problemu z tym, że to parafia wiejska. Nie mam syndromu wielkomiejskiego. W zasadzie kiedyś marzyło mi się, żeby być proboszczem na wiosce. Wydaje mi się, że na wsi ludzie bardziej pielęgnują tradycję. W miastach robi się taka dziwna moda, tak jak w całym współczesnym świecie, że wiara po prostu jest niemodna. To czasami wręcz na siłę ludzie sobie wmawiają i od Kościoła odchodzą.
Reklama
Tak, ale to były działania na tamten moment, bo takie były potrzeby. To nie były działania, które miały wykreować mnie w sensie gwiazdy nowej ewangelizacji, bo nie o to chodzi. Ostatnie pięć lat natomiast to była inna parafia, o innych potrzebach i wszyscy się nawet śmiali, że mało było wystrzałowych inicjatyw. Taka była tam społeczność, głównie emerycka, a więc także bardziej tradycyjna religijność, mimo że było to duże miasto.
Wszystko zależy od potrzeb. Jeżeli tutaj będzie potrzeba, żeby zrobić coś wystrzałowego, to będziemy strzelać. Chodzi tylko o to, aby w taki czy inny sposób przyciągnąć ludzi do Chrystusa. Tam działało to, tutaj zobaczymy, co będzie potrzebne. Z tego co wiem, to ta parafia też jest bardzo nowoczesna, bo są organizowane różne festyny i ludzie tutaj bardzo mocno działają, więc też myślę, że będzie tutaj możliwość wykorzystania pomysłów wcześniejszych czy wymyślenia czegoś nowego. Myślę, że Duch Święty wie, co robi, a staram się trzymać jego natchnienia i to zwykle działa.
Reklama
Nie, choć wiem, co ma Pan na myśli. Radawnica jest znana chyba całej Polsce. Słyszałem coś tam o tej sytuacji, która kiedyś się wydarzyła. Nie pasjonowałem się tym, nie lubię tego typu sensacji. Kiedy są przejmowane przez telewizję są najczęściej bardzo mocno przerysowane. Fakt, że koledzy, którzy do mnie dzwonili to mi trochę z przekąsem gratulowali, wspominając tę sytuację, ale w ogóle się na niej nie skupiałem. Natomiast oglądałem zdjęcia – chciałem zobaczyć, jak wyglądają tutaj kościoły.

Nowy proboszcz stawia na współpracę z parafianami (fot. arch. ks. S. Patelskiego)
Wszędzie gdzie pracowałem powtarzałem, że przychodzę ludzi łączyć, a nie dzielić. Ja przychodzę tworzyć tutaj rodzinę. Na wszystkich poprzednich parafiach mi się to udało. Zawiązywałem bliskie i wyjątkowe więzi. Powiem szczerze, że odejście z Bydgoszczy było dla mnie bardzo trudne i do chwili obecnej te wspomnienia są bardzo emocjonalne. Udało nam się tam stworzyć prawdziwą wspólnotę. Taką wspólnotę chciałbym stworzyć także tutaj. Nie wiem, czy biskup odwoła mnie za rok, pięć czy pięćdziesiąt lat, czy odwoła mnie stąd Pan Bóg, ale odchodząc chciałbym czuć ten sam żal, bo to będzie oznaczać, że się udało, że stworzyliśmy rodzinę. To jest moje pragnienie i o to się modlę.
Nie mnie to oceniać i nawet nie będę próbował dociekać, jak to tutaj było. To jest zamknięty rozdział. Ja się cieszę, że przyszedłem po księdzu Adamie. Znam go jako człowieka bardzo uporządkowanego i przejmując tę parafię już tego doświadczyłem. Sprawy dokumentacyjne są na najwyższym poziomie.
Reklama
Traktuję to jako wyzwanie, a ja to uwielbiam. Zwykle w swoim życiu najbardziej nierealne i niemożliwe wyzwania podejmowałem i zawsze coś z tego wychodziło. To nie był mój pomysł, żeby tu przyjść i widzę w tym palec boży. Myślę, że mogły na to wpłynąć moje wcześniejsze działania, m.in. ratowanie kościoła w Kcyni. Udało nam się tam przez 5 lat zarobić na remont 150 tys. zł.
Czuję się dobrze w kapłaństwie, a kapłaństwo niesie ze sobą różne wyzwania. Benedykt XVI podczas swojej pielgrzymki do Polski na spotkaniu z kapłanami powiedział, że kapłan ma być specjalistą w prowadzeniu ludzi do Boga. Nie musi być managerem, nie musi być specjalistą w remontach. W tych sprawach można się posiłkować mądrością ludzi i tak zamierzam robić. Jak mi się popsują buty to idę do szewca, a jak boli ząb to do dentysty, nie załatwiam tego sam. Nie boję się przyznać, że czegoś nie potrafię i poprosić o pomoc. Liczę na współpracę ludzi, bo bez tego pewnie nic nie osiągniemy.
Reklama
Kolęda to dobry okres do poznania parafian. Jak pierwsze wrażenia?
Przepisy mówią, że przy zmianie proboszcza wygasa mandat rady parafialnej. Planuje Ksiądz powołanie jej w innym składzie?
Ksiądz muzykuje? Czego Ksiądz słucha?
Czym będzie chciał Ksiądz przyciągnąć młodzież do kościoła?
To najlepszy czas. Doświadczyłem dużej serdeczności. Otwierają się domy, które podobno były wcześniej zamknięte. Przyjęcie przez ludzi przewspaniałe, przeserdeczne, ludzie deklarują chęć pomocy. Aż się boję, że jest za dobrze.
Reklama
Pewnie też, ale może coś dobrego z tego wyjdzie. Ciekawość to jest pierwszy stopień do poznania.
Jest taki przepis, ale żeby wybrać radę trzeba poznać ludzi. Dlatego mimo tego, że w myśl przepisów mandat tej rady wygasł, to nadal będę się jej radzić. Jeśli to są ludzie wybrani przez poprzednika i wspierali go dotychczas, to chciałbym skorzystać z ich pomocy. Być może w tej radzie, która uzyska umocowanie prawne, będą Ci sami ludzie. Nie mam na razie zamiaru nic zmieniać. Tutaj wszystko funkcjonuje fajnie, więc trudno to zmieniać. Być może ta sama rada pozostanie i będę prosił biskupa o jej zatwierdzenie.
Reklama
Będziemy je ustalać z radą ekonomiczną. Można zacytować fragment Metra: Być może odnajdę właśnie tu miejsce na ziemi, mały punkt. Chcę to miejsce tu odnaleźć, choć na razie uczę się mówić, że tu jest mój dom. Cele będziemy sobie wytyczać na bieżąco. Z tego co wiem, są przygotowane projekty renowacji ołtarza, ambony i chrzcielnicy w głównym kościele parafialnym. Wiem, że będzie też konieczność prac w Kamieniu i znam też sytuację drugiego kościoła w Radawnicy. To będą pewnie główne cele, ale życie pokaże, jakie jeszcze wyzwania się pojawią.
Myślę, że tak. Festyn w Kcyni był bardzo rozbudowany, bo przyjeżdżało co roku kilka tysięcy osób. Przynosił zyski z jednego popołudnia rzędu trzydziestu kilku tysięcy. Być może nie aż na taką skalę, ale proporcjonalnie do wielkości naszej parafii można zorganizować coś takiego w Radawnicy. Będziemy jednak starać się, żeby o naszym festynie było głośno i żeby bawił się tutaj też Złotów. Mam kontakty z zespołami. Odezwały się do mnie Róże Europy, które stwierdziły, że zrobią sobie u mnie przystań do ćwiczenia, więc może uda się ich ściągnąć na jakiś koncert. Bardzo blisko współpracuję z zespołem Kormorany z Wągrowca, który grywa w całej Polsce. Pomysłów trochę jest.
Reklama

Ksiądz Sławek (po prawej) z członkami zespołu Róże Europy (fot. arch. ks. S. Patelskiego)
Tak, choć ostatnio praca duszpasterska nie daje mi na to za wiele czasu. Ukończyłem szkołę muzyczną w klasie fortepianu, 9 lat byłem organistą, był taki okres w moim życiu, kiedy prowadziłem dyskoteki, grałem po weselach. Mam zamiar do tego wrócić, zwieźć tutaj swoje pianino. Generalnie muzyka to jest całe moje życie. Wyjątkowo w tej chwili nic nie gra, żeby nam nie przeszkadzało, ale zwykle ciągle coś gra.
To jeszcze nie cała. Na rozpakowanie czekają płyty winylowe, bo ostatnio moją pasją jest ich kolekcjonowanie. Dźwięk analogowy jest bardziej naturalny. Dźwięki cyfrowe są bardziej przesterowane. Kiedyś sam byłem zachłyśnięty tymi technologiami, co zresztą widać, bo już w tym pokoju zagościło 12 głośników. Tutaj będzie zawsze głośno.
Reklama
Nie mam jednego ulubionego rodzaju muzyki. Szkoła muzyczna nauczyła mnie słuchać różnej muzyki. Generalnie wychowany jestem na Depeche Mode i to jest taki główny pień. Słucham rocka, a kiedy jestem zdenerwowany to nawet heavy metalu. Nie słucham jedynie hip–hopu. Nie rozumiem do końca tej muzyki, nie udało mi się jej nauczyć. Niestety nie słucham też disco–polo, nie trafia do mnie. To, że ja tego nie słucham to nie znaczy, że to jest coś gorszego. Niech każdy słucha, co mu w duszy gra. A tak poza tym to każdy rodzaj muzyki, w zależności od nastroju.
W tej chwili już nie, ze względu na to, że nie ma na to czasu. Był taki okres w moim życiu, że dużo jeździłem, nawet udało się założyć klub w Kcyni. Dużo dobrych rzeczy udało się dzięki temu zrobić. Czasami brakuje tego, żeby wsiąść na motor i głupie myśli wywiać z głowy, ale podjąłem taką decyzję, że pozbyłem się motocykli, bo stały w garażu, a bycie tylko posiadaczem motocykla mnie nie kręci. Gdzieś tam jeszcze jest tęsknota za dwoma kołami.
Reklama
Blisko kościoła byłem zawsze. Jestem wychowany w rodzinie bardzo religijnej. U nas to, że jest niedziela i idziemy do kościoła, to było normalne. Byłem ministrantem, lektorem, potem organistą, więc zawsze gdzieś tam blisko byłem. Pan Bóg musi jednak mieć poczucie humoru, skoro powołał mnie na księdza. Kiedy po maturze, mając 19 lat, zdecydowałem o pójściu do seminarium, to koledzy robili zakłady, kiedy stamtąd wylecę. Gdybym miał podejmować decyzję po raz kolejny, to byłaby taka sama.
Najprawdopodobniej nie. Z tego co wiem są tutaj dobrzy katecheci i myślę, że te godziny bardziej przydadzą się osobom, które utrzymują z tego rodzinę. Będę z nimi współpracować. To nie znaczy, że nie lubię czy nie potrafię katechizować.
Przede wszystkim swoim przykładem. Będę próbować. Młodzież jest bardzo ważna, bo coraz częściej Kościół robi się takim hobby dla ludzi starszych, na emeryturze, mówiąc brzydko. Znowu powiem komunał, ale Duch Święty podpowie mi, co robić. Na pewno w festyn będę chciał zaangażować młodzież. Wiem, że takie coś dobrze funkcjonuje w Złotowie, mówię tu o Projekcie Kostka.
Jest taki dokument o przygotowaniu do kapłaństwa „Pastores dabo vobis”. Pamiętam z niego tylko jedną rzecz: żeby być dobrym księdzem trzeba być najpierw dobrym człowiekiem, potem dobrym chrześcijaninem, a na końcu dobrym kapłanem. Ja chcę być dobrym człowiekiem. Dobro wyzwala dobro, nawet w tych, którzy czynią zło. Ludzie, którzy postępują w zły sposób zderzając się z dobrem stają się bezsilni. Jest piękna maksyma ks. Popiełuszki: zło dobrem zwyciężaj. Moim sposobem na kapłaństwo jest człowieczeństwo. Coraz częściej jest tak, że wychodzimy na ulicę i spotykamy ludzi, u których wszystko pasuje: strój, fajna fryzura, niezły lans, tylko gdzieś w tym wszystkim zapodział się człowiek.
Bardzo często, było ich trochę. Na ostatniej parafii proboszcz stwierdził, że co roku było co innego. To jest też mój sposób duszpasterzowania. Przez pięć lat byłem kapelanem w zakładzie poprawczym w Kcyni. Zderzałem się z tymi, którzy przez innych są określani jako trudni. Wejście ogolonym na łyso do zakładu poprawczego spowodowało, że natychmiast byłem swój. Nie chodziłem tam w sutannie, ale w bluzie z kapturem, to burzyło bariery. Do szkoły też zawsze się ubierałem tak jak młodzież. Żeby być jednym z nich. Nie kumplem, bo to się nie mogło udać, ale żeby wiedzieli, że jestem tym, do którego można podejść i zapytać, poprosić o radę. Te fryzury też miały temu służyć. Poza tym chciałem burzyć stereotypy, aby nie oceniać ludzi po okładce.
Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A mnie ten ksiadz uczyl w szkole w Nakle. Nie bede sie rozpisywal,ale same dobre rzeczy moglbym wypisywac. Porzadna jednostka krotko mowiac. Gratuluje Slawku i ludziom takiego proboszcza.Te komentarze jak czytam to rece spadaja.Wszyscy tylko potrafia oceniac i krytykowac.Pewnie kazdego czlowieka mierza wlasna miara.Zanim cos powiesz spojrz na siebie.Polacy sa tacy,ze predzej zniosa wlasna porazke niz sukces drugiego czlowieka.Dzieki Bogu nie kazdy taki jest.
Franc.. od podniecania są inni, a Ty żyj sobie jak chcesz...
Lufa gotowa... zapraszam...bedziesz dla przykładu...
za bycie miłym i czytanie ksiązki do mikrofonu to kazy potrafi/mydlenie oczu...tylko po to ,zeby jak najwiecej monety wpadało do kieszeni :)
...taaa i jeszcze kase im dają heheh naiwni...myślą,ze pojdą do nieba :) buuuuaaahhh.ciemnogród niema końca
Skoro wystrzałowy to będzie łatwy do odstrzału przez część społeczności?
a co wy widzicie w tych Panach w tych smiesznych sukienkach czy nie mozna bez nich zyc mozna i to z powodzeniem a wy sie podniecacie jakims proboszczem
Ken z proboszczem konie kraść.Oj, to strasznie ciężki grzech.Już coś konbinujecie.ksiądz powinien być służbista a nie zadawać się z wsiokami.
Co wy za głupoty wypisujecie i za brednie Proboszcz zajefany mamy go w Parafii Radawnica miejmy skąd takie głupie przypuszczenia do niego z tym Proboszczem można konie kraść!!!Bo poprzedni to był służbista .... a ten złoty człowiek jak nie znacie go głupot nie wypisujcie na temat Kogoś.....!!!!
Ale my nie znamy ciebie, ptaszku.
Znam tego Pana z Bydgoszczy szkoda gadac z daleka od tych ludzi w tych smiesznych sukienkach
Nareszcie zmiana proboszcza.
coś w "Onet" pisali,że będzie zmiana w kościele katolickim,że powrót do wczesnego chrześcijaństwa ma być.Ludzie wierzący maja w grupach,spotykać się nie w kościołach a w domach,przy kawie wszyscy razem i mają czytać razem biblię i razem modlić się i oglądać filmy religijne.Podobnie jak Jehowy. To co maja zamiar zrobić z pustymi kościołami? na sale koncertowe,czy co?
A mnie ten ksiadz uczyl w szkole w Nakle. Nie bede sie rozpisywal,ale same dobre rzeczy moglbym wypisywac. Porzadna jednostka krotko mowiac. Gratuluje Slawku i ludziom takiego proboszcza.Te komentarze jak czytam to rece spadaja.Wszyscy tylko potrafia oceniac i krytykowac.Pewnie kazdego czlowieka mierza wlasna miara.Zanim cos powiesz spojrz na siebie.Polacy sa tacy,ze predzej zniosa wlasna porazke niz sukces drugiego czlowieka.Dzieki Bogu nie kazdy taki jest.
Franc.. od podniecania są inni, a Ty żyj sobie jak chcesz...
Lufa gotowa... zapraszam...bedziesz dla przykładu...