Reklama

Z miłości do piłki nożnej i klubowych barw - prezes LZS Iskra Krajenka Patryk Wruk podsumowuje swoją

07/03/2018 10:30
Patryk Wruk prezesem LZS Iskra Krajenka został w wieku zaledwie 20 lat. Wiedział, że łatwo nie będzie, ale szansa poukładania wszystkiego po swojemu okazała się nader kusząca

Od lat związany jesteś tylko z jednym klubem.

Przygodę z Iskrą rozpocząłem bezpośrednio od drużyny juniorów, jako 14-latek. W Krajence nie mieliśmy wcześniej innych grup młodzieżowych. Kilkunastolatkowie uczyli się podań wewnętrzną częścią stopy i innych podstaw z piłkarskiego abecadła. Z tego też względu moja piłkarska kariera zatrzymała się na stopniu amatorskim, ale jestem za to spełnionym działaczem.

Kiedy po raz pierwszy na poważnie pomyślałeś o przejęciu klubowych sterów?

To było po tym, jak poprzedni zarząd po trzech latach działania podał się do dymisji. Prezesem był wtedy Henryk Betański, a wiceprezesem Włodzimierz Hildebrandt. Na pierwszym zebraniu wyborczym, w styczniu 2014 roku, pomimo sporej frekwencji nie było chętnych do wejścia w skład zarządu. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że sam mógłbym podjąć się tego wyzwania. Za zachętę posłużyło kilka ciepłych słów w kuluarowych rozmowach z innymi zawodnikami i pomyślałem: dlaczego nie? Każdy potrafi wytykać komuś błędy, ale kiedy trzeba wreszcie zrobić coś konstruktywnego, nagle wszyscy umywają ręce i nic dobrego się nie dzieje. Pomyślałem, że jest wreszcie szansa poukładać to wszystko po swojemu. Nie mówić komuś, co ma robić, nie przekonywać, tylko to zrobić. I tak zaczęła się praca.

Reklama

Miałeś wtedy 20 lat. Nie obawiałeś się, że ta funkcja może przerosnąć Twoje oczekiwania?

Wiedziałem, że nie będzie łatwo, tak młodych osób na tego typu stanowisku w naszym OZPN-ie jeszcze nie było, w skali Polski zresztą też. Prezes kojarzył się zawsze ze starszą osobą, najlepiej z wąsem i na emeryturze, która ma czas się w to bawić. Na szczęście nie czułem się nigdy dyskryminowany z racji wieku. Studiowałem zarządzanie, być może to trochę mnie ośmieliło do podjęcia takiej decyzji. Oczywiście wyobrażenie o społecznej pracy prezesa w zderzeniu z rzeczywistością okazało się dosyć naiwne. W praktyce okazało się, że wieloma sprawami trzeba się zająć samemu.

Tak jak to robią pozytywiści.

Moment nie był wymarzony, bo po rundzie jesiennej Iskra miała zaledwie 7 punktów i w sumie pogodziliśmy się już ze spadkiem. Pierwszym działaniem miała być budowa nowego, młodszego zespołu na kolejny sezon gry w A-Klasie. Frekwencja była fatalna, trzeba było spróbować czegoś nowego.

Reklama

Były chwile zwątpienia?


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 87% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem.
Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu [[pay]]

Najgorszy był pierwszy rok, kiedy zobaczyłem, jak to wszystko wygląda pod względem formalnym, rachunkowym, pod kątem rozliczania dotacji. Kiedy zagłębiłem się w finanse i koszty utrzymania szybko zrozumiałem, dlaczego prezesi tak ciągle narzekają. Bez dobrej woli ani rusz. Kiedy nie można sobie pozwolić na to, aby w pełnym wymiarze godzin zatrudnić kogoś do prania, sprzątania, utrzymywania obiektu, dojazdy czy organizację grup młodzieżowych, często wszystkie te obowiązki spadały na jedną osobę, czyli na mnie. Często brakowało osób, które mogłyby te czynności wykonywać w ramach wolontariatu. Nie ukrywajmy, na tym poziomie jest to praca społeczna, a nie sposób na utrzymanie. Dla mnie motorem napędowym była zawsze miłość do piłki nożnej i przywiązanie do klubowych barw.

Co uważasz za swój największy sukces?

Jak wspomniałem, w Krajence przygodę z piłką zaczynało się od drużyny Juniorów. Grało się na podwórkach, jedną nogą, nabierając złych nawyków. Takie braki naprawdę ciężko w tym wieku zniwelować. Ewentualnie można mieć talent i wybić się, ale dla większości z nas było już na to za późno. Stąd pomysł na stworzenie systemu szkolenia od najmłodszych grup. Stwierdziłem, że jak najszybciej trzeba umożliwić dzieciakom pójście właściwą piłkarską drogą. Wcześniej poza seniorami i juniorami mieliśmy tylko drużynę orlików. Posiadanie grupy młodzieżowej jest wymogiem OZPN-u dla drużyn, które awansują z A-Klasy do okręgówki, ale wiele klubów traktuje to jako przymus. Ja zobaczyłem w tym nie koszt do poniesienia, tylko szansę na rozwój.

Reklama

Przymus dający perspektywy.

Dokładnie. Szansa dla młodszych grup na jak najszybsze wprowadzenie prawidłowego rozwoju. Wobec naszych spadkowych perspektyw zasugerowano mi, żebym po sezonie zamknął grupę Orlików. Faktycznie zakończyło się spadkiem, reformacją i odmłodzeniem drużyny seniorskiej, ale wspólnie z zarządem podjęliśmy jednak decyzję, że Orliki zostają. Co więcej, z czasem dokładaliśmy kolejne grupy, tak aby zachować pełną ciągłość szkoleniową. W tej chwili piłkę trenują u nas Skrzaty, Żaki, Orliki, Młodzicy, Trampkarze i Juniorzy. Skrzaty to nasze najmłodsze nadzieje w wieku przedszkolnym. Pozostałe grupy zgłosiliśmy do rozgrywek OZPN, żeby już mogły się ogrywać na poziomie ligowym. Nie licząc seniorów, mówimy tu o 70-80 młodych zawodnikach i, co ważne, liczba ta ciągle wzrasta. Cały proces trwał kilka lat i nie był prostym zadaniem, ale jestem z niego wyjątkowo dumny. Zaowocuje to za 5, 10 lat, może pojedynczymi talentami, a może i solidną drużyną seniorską. Bywały momenty, że najstarszy zespół miał problemy ze skleceniem sensownej jedenastki - miejmy nadzieję, że te czasy odchodzą już w niepamięć. W chwili obecnej mamy tak szeroki skład, że nawet brak ośmiu podstawowych zawodników nie jest przeszkodą w rozgrywaniu wartościowych sparingów. Jest się więc czym chwalić, bo klub mający sześć grup młodzieżowych w A-Klasie to prawdziwa rzadkość, a awans młodzików i trampkarzy do Ligi Mistrzów OZPN Piła to najlepszy dowód na to, że idziemy we właściwym kierunku.

Reklama

Patryk Wruk nie będzie ubiegał się o reelekcję

Nie miałeś dylematu w związku ze słabszą postawą drużyny seniorskiej?

Sam gram w drużynie, niektórzy pewnie liczyli, że postawię na seniorów i będę ratował zespół jakimiś niesamowitymi transferami. Od początku zdawałem sobie jednak sprawę, że tworzenie zaciężnej armii za grube pieniądze na dłuższą metę nie ma sensu. Wiele klubów tak robi, ale nie jest to myślenie perspektywiczne i z chwilą odcięcia sponsora marzenia znów się rozwiewają.

Co jeszcze udało się zrobić przez te cztery lata?

Powołaliśmy do życia kilka cyklicznych inicjatyw, które na stałe wpisały się w życie klubu. Mamy za sobą cztery edycje Turnieju Juniorów Starszych pod patronatem Burmistrza Gminy i Miasta Krajenka. Od czterech lat staramy się także integrować z lokalnymi zespołami w rywalizacji o Puchar Burmistrza dla drużyn LZS, to takie bardzo fajne, lokalne wydarzenie na poziomie gminy. Mieliśmy cztery plebiscyty sportowe i Bale Sportowca. W tym roku zamiast tego podsumowaliśmy wysiłki naszych najmłodszych piłkarzy na Gali Piłkarskiej i wyróżniliśmy ich wkład w budowanie nowej lepszej Iskry. Jesteśmy też świeżo po zakończeniu drugiej edycji Krajeńskiej Ligi Halowej pod patronatem burmistrza, której głównym pomysłodawcą był Łukasz Tesmann. W ten sposób aktywizowaliśmy piłkarzy również w okresie zimowym. W sumie przez cztery lata udało się nam zorganizować kilkadziesiąt imprez.

Reklama

Co z klubową infrastrukturą?

W tej materii niewiele musieliśmy na szczęście poprawiać. Nowy obiekt gospodarczy, który powstał jeszcze przed moją kadencją spełnia właściwie wszystkie nasze potrzeby, także standardy samego stadionu są wystarczające nawet do meczów z drużynami IV-ligowymi. Powstało pomieszczenie na sprzęt do utrzymywania boiska. Odnowiliśmy też płytę głównego obiektu, a to dzięki naprawie systemu do nawadniania, który był tu zainstalowany, ale nie pamiętam, żeby kiedyś ktoś z niego korzystał. Zraszacze odnaleźliśmy razem z Dariuszem Lemańczykiem i prezesem honorowym Zygmuntem Martenką, który sam w przeszłości montował tę instalację. Działające dysze uaktywniliśmy, a pozostałe naprawili mój tata i brat. Dokupiliśmy mobilny zraszacz, ciężką maszynę do nacinania i napowietrzania boisk, areator, siewnik, oraz średni wał do równania boisk. Stan nawierzchni poprawił się na tyle, że niektórzy robili sobie na jej tle selfie. W tej sprawie konsultowałem się z Michałem Cochórem z Tarnovii Tarnówka, który podsunął nam kilka pomysłów.

Udało się także reaktywować boisko boczne.

Główna murawa szybko odczuła trudy sezonu, stąd kontynuacja naprawy boiska bocznego, które przez osiem lat stało właściwie bez pożytku. Trzeba było wyciąć chaszcze, odkwasić glebę. Trochę to trwało, ale w końcu je odnowiliśmy. Nie udało się tylko pozyskać pełnowymiarowych bramek z przenoszącego się do Złotowa Zespołu Szkół Spożywczych. Okazało się, że taki sam wniosek złożyło wcześniej OSP w Augustowie. Mam o to trochę żal, bo te bramki mogły się przysłużyć w odciążeniu naszej głównej płyty. Niestety do dzisiaj leżą i niszczeją na terenie stadionu lekkoatletycznego przy ul. Polańskiego. Teraz na boisku bocznym używane są małe bramki, więc seniorzy i juniorzy już tam nie pograją.

Reklama

Czym byłby dobry prezes bez wsparcia zaufanych ludzi?

Zawsze mogłem polegać na wiceprezesie i sekretarzu w jednej osobie Dariuszu Lemańczyku, który jak nikt inny motywował mnie do działania. Nieoceniona jest też współpraca z gminą. Kiedy zaczynałem pracę nie znałem burmistrza Stefana Kiteli. Na pierwszym spotkaniu z zarządem miałem kilka pomysłów, które mu przedstawiłem. Obiecał systematyczną współpracę i do dziś wywiązuje się z tych słów. Myślę, że zaprocentowało tu wiele inicjatyw i naszego wkładu własnego. Inne kluby mogłyby się od nas uczyć, jak dobrze współpracować z gminą. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale wierzę, że dobrej woli nikomu nie zabraknie.

Na coś zabrakło czasu?

Kilka spraw jest jeszcze w trakcie realizacji, tak jak budowa wiaty integracyjnej na terenie stadionu. Dostaliśmy już dotacje z LGD Krajna Złotowska, czekamy teraz na decyzję z Urzędu Marszałkowskiego. To będzie naprawdę fajny, użyteczny i dostępny dla wszystkich obiekt. W niedalekiej przyszłości na terenie stadionu prawdopodobnie powstanie również siłownia. Te inwestycje zdecydowanie uatrakcyjnią ten teren.

Reklama

Mimo wielu pochwał postanowiłeś nie ubiegać się o reelekcję.

Decyzja ta zapadła niedawno, a wpływ na nią ma głównie życie osobiste. Wspólnie z narzeczoną prowadzimy działalność gospodarczą, we wrześniu zaplanowaliśmy wesele, w tym samym miesiącu będę też finalizował studia. Narzeczona widziała, jak wiele czasu poświęcałem na rzecz klubu, teraz ten czas chciałbym poświęcić rodzinie. Nie wykluczam, że kiedyś powrócę jeszcze do spraw piłkarskich, ciągle będę przecież czynnym zawodnikiem. Z aktywności dla klubu oraz działalności społecznej w gminie nie zamierzam rezygnować.

Masz jakieś typy, kto powinien przejąć po Tobie pałeczkę?

Doradzam to naszym trenerom, ludziom klubu - to im najbardziej powinno na tym zależeć, bo to szansa na zrealizowanie własnych pomysłów.

Reklama

Rozmawiał Leszek Chełmowski[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Bibi - niezalogowany 2018-03-08 13:05:22

    To niczego nie ma wnosić, po prostu niektórym lżej jak sobie pokrutykuja ;-)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Kloc - niezalogowany 2018-03-08 12:47:06

    Dalej jest takim pilkarzem

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Czytelnik - niezalogowany 2018-03-08 10:25:47

    No i co to wnosi? ;) Nie każdy musi być Lewandowskim ;) Patryk akurat spełnił się jako prezes i chwała mu za to, że mimo wieku zrobił swoje. I oby robił dalej.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama