W naszej rodzinie kontakt z Kościołem był zawsze bardzo ważny, ta bliska relacja była więc czymś normalnym. Będąc dzieckiem jednak podobno wcale nie marzyłem o tym, żeby zostać księdzem. Mówię podobno, bo historię tę znam z relacji mojej babci Janiny. Wspominała, że chciałem być kościelnym, bo imponowało mi to, jak zapalał świece, jak wszystko przygotowywał przed mszą i po mszy. Później cały czas udzielałem się w życiu mojej bydgoskiej parafii, bo z Bydgoszczy pochodzę. Byłem ministrantem, lektorem. A powołanie? Trudno to opisać. Wszystko działo się, gdy uczyłem się do matury w technikum poligraficznym. Przed egzaminami poczułem pewien niepokój, zastanawiałem się, czy to jest moja droga. Zacząłem o tym myśleć. Kilka dni później nastał spokój ducha i postanowiłem zostać księdzem. Trafiłem do Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie, gdzie spędziłem trzy lata, a później, gdy ustanowiono diecezję bydgoską – do Bydgoszczy.

Kto w wieku kilku lat nie marzył o tym, żeby mieć motorynkę?
Święcenia otrzymałem 26 maja 2007 roku, czyli w Dzień Matki. Łatwo tę datę dzięki temu zapamiętać. Pierwszą parafią, do której skierowano mnie na cztery lata, był Paterek. Był tam wspaniały, obecnie już emerytowany proboszcz, wspaniali parafianie. To pierwsze miejsce w głowie siedzi najmocniej, jest z tym jak z pierwszą miłością. Później na dwa lata trafiłem do Więcborka i na trzy lata do rodzinnej Bydgoszczy.
27 czerwca zostałem ustanowiony wikariuszem w Krajence.
Reklama

Bahamy? Nie to Lednica
I bardzo się z tego cieszę. Lubię małe miejscowości, bo życie w nich toczy się spokojniej, mniej chaotycznie. Ludzie są dla siebie serdeczniejsi, bardziej przywiązani do tradycyjnych wartości, otwarci. Jako dziecko każde wakacje, każdy wolny czas spędzałem na wsi. Byłem żniwiarzem, prowadząc kombajn. Jak trzeba było to pomagałem oprzątać zwierzęta w oborze czy chlewie. Jeździłem traktorem, często chodziłem po lesie, po polach, łąkach – tak upływały całe dni, z którymi wiążą się tylko dobre wspomnienia.
Reklama
Niezwykle pozytywne. Zostałem bardzo mile przyjęty przez ks. proboszcza, wspólnoty modlitewne oraz parafian. Było nawet takie - powiedzmy oficjalne powitanie, kwiaty i te sprawy. W parafii będę się zajmował, oprócz rzeczy bieżących, przede wszystkim przygotowaniem młodzieży do bierzmowania, redagowaniem gazety parafialnej, katechezą w miejscowych szkołach. Nietypowym, ale ciekawym wyzwaniem był mój udział w sztafecie księżnej Anny, zorganizowanej podczas Dni Krajenki. Bardzo fajna sprawa, także ukazująca, że w mniejszych społecznościach ludzi łatwiej namówić do takich akcji. Ponadto udzielam się jako duszpasterz w Kościele Domowym.

Zamiłowanie do techniki u ks. Marka potwierdza to auto. Restaurowana razem z tatą skoda 120
Majsterkowiczem. Interesuję się bardzo techniką i mechaniką. Od parafii do parafii wożę ze sobą swój „mały” warsztat, który przydaje się w różnych sytuacjach, kiedy trzeba coś naprawić, poprawić. Ksiądz Grzegorz, jak zobaczył to wszystko, gdy wypakowywałem się z busa ze swoimi rzeczami chyba się trochę zaniepokoił. Lubię „dłubać”, np. naprawiam stare zegarki, ale też szydełkuję. Ponadto razem z moim Tatą odrestaurowujemy wiekową skodę 120, która od lat jest w naszej rodzinie. W kolejce czeka też jawa 50. Jestem także motocyklistą, szczęśliwym posiadaczem 36-letniej hondy cx500 i nieoficjalnym kapelanem klubu motocyklowego z Nakła nad Notecią.
Reklama
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Najwspanialszy ksiądz i człowiek jakiego znam;) pozdrawiam. Uczennica z Wiecborka
Najwspanialszy ksiądz i człowiek jakiego znam;) pozdrawiam. Uczennica z Wiecborka