Każda katolicka wieś na germanizowanym Pomorzu to wieś Polska, wszędzie były kapliczki z napisami. Na Krajnie zwano je Bożą Męką.
W Starej Wiśniewce jedna stała przy posesji Masslów i poświęcona była Sercu Jezusowemu. Napis na niej brzmiał „Serce Jezusa, Zmiłuj się nad nami”. Przed rozstajem dróg na Radawnicę i Kiełpin, naprzeciw posesji Cichych, Boża Męka poświęcona była Matce Bożej z Dzieciątkiem. Napis głosił: „Matko Boża módl się za nami”. Przy drodze do Złotowa stał krzyż drewniany.
Pierwszego tygodnia września 1939 roku, kiedy armia niemiecka napadła na Polskę, bojówki nazistowskie nocą porozbijały szybki tych kapliczek, powyrzucały i rozbiły figurki Matki Bożej oraz nieznacznie uszkodziły filarki podtrzymujące sklepienia. Tej samej nocy powybijały szyby w oknach kilku polskich domów.
Po dwu tygodniach, już lepiej przygotowani Niemcy (mieli ze sobą drąg) poczynili dalsze szkody, obłamując filarki i zwalając sklepienie daszka. Pomimo stękania i przekleństw (już się w ogóle nie kryli) postumentu zniszczyć nie zdołali. Dopiero policjant Gunter przymusił Pawła Budnika, aby ten rozebrał postument i oczyścił cegłę. Cegła trafiła w krzaki koło cmentarza, później zabrał ją i użył do budowy chlewni jakiś „bauer” z Czernic (fama głosi, że ten chlew spalił się od uderzenia pioruna).
Pomimo ciemności okoliczni mieszkańcy rozpoznawali postaci „bohaterów”, byli nimi okoliczni aktywiści SA i SS tacy jak Mantzki i Hajna z wioski, Frank i bracia Herman z wybudowania, Buss z „Porowy” i inni okoliczni „aktywiści”, mający nadzieję na wielkie majątki ziemskie na Ukrainie i wysokie pozycje w Herrenrassie.
Jeśli któraś wieś miała na krańcach Bożą Mękę, to odbywał się w niej ten sam rytuał. Barbarzyńcy niszczyli chrześcijańskie symbole, zastępując je filozofią łotra, którego posłuchały rzesze ludzi.
W Złotowie, przy Zwierzyńcu (Tiergarten) była dawniej leśniczówka, na jej trenie stoi krzyż drewniany – na rozwidleniu dróg w kierunku Tarnówki [Petzin] i Blękwitu (Blankwit). Na początku wojny z Polską aktywiści hitlerowscy nakazali usunąć wspomniany krzyż leśniczemu, Niemcowi, ten jednak nie dawał jednoznacznej odpowiedzi, bo było to niebezpieczne. Ostatecznie nie usunął krzyża. Wówczas to podczas nieobecności leśniczego z rodziną niejaki Schwanke, aktywista SS, zasłużony bardzo w pogromie Żydów, przy pomocy swoich kompanów ściął krzyż i wrzucił go z balastem i figurką Jezusa do jeziora. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, tak robiono wszędzie, tyle że przed świętami Bożego Narodzenia, korzystający z urlopu z wojska Schwanke poszedł wraz z dwójką swoich małych dzieci poślizgać się po zamarzniętym jeziorze. Lód się załamał i cała trójka utonęła. Natychmiast wezwano rybaka, który siecią wyłowił najpierw krzyż, później figurkę Pana Jezusa, a potem topielców. Całą trójkę pochowano w jednej, specjalnie robionej trumnie, na rozłożonych rękach SS–mana po bokach położono obydwoje dzieci. Żałoba była duża. Kto jednak chciał widzieć w tym jakiś znak, ten go widział!
Opowiem pewną historyjkę, której autentyczności nie jestem pewien, mogła się jednak wydarzyć, bo opowiadano mi ją jako prawdziwą. Kiedy wojska niemieckie wkroczyły do Polski, za nimi szły jednostki, których zadaniem było budowanie okupacyjnego aparatu. Używano do tego SS. W pewnej wsi szukał kwatery SS–man, mający być tam zarządcą okręgu. Oglądał pokój u gospodarzy, którzy znali język niemiecki i kwatera przypadła mu do gustu. Zażądał jednak, aby gospodarze zdjęli krzyż wiszący na ścianie. Kobieta oświadczyła kategorycznie, że tego nie zrobi, bo krzyż wisi od zawsze i tam zostanie. Esesman szukał więc innej kwatery, na co mieszańcy odetchnęli z ulgą. Jako że lepszej nie znalazł, wrócił pod krzyż. Nakazał się budzić o 6 rano. Gdy weszli do pokoju, zobaczyli żołnierza klęczącego przy łóżku, z twarzą w pościeli, kurczowo przyciskającego złamany krzyż do piersi. Z jego postaci emanował zastygły ból. Był martwy. Gospodarze zamknęli drzwi i powiadomili niemieckich żołnierzy, że oficer nie odpowiada na budzenie. Kiedy wyłamano drzwi i wyniesiono skręcone z bólu ciało SS–mana, wypadły przy tym połamane kawałki krzyża. Żołnierze armii regularnej zachowali jeszcze wiarę, byli przerażeni, nakazali gospodarzowi i jego żonie milczenie, bo inaczej czeka ich śmierć w obozie.
Kaplica w Zakrzewie
Zakrzewo, miejsce pracy ks. Bolesława Domańskiego, było na czas jego prezesury w Związku Polaków w Niemczech jakby stolicą polskiej mniejszości (ks. dr Domański zmarł w kwietniu 1939 roku).
Przeto fanatycy, nie tylko hitlerowscy, ale w ogóle niemieccy, chcieli wymazać i wymieść tę ostatnią ostoję polskości ze swej dumnej germańskiej historii. Natychmiast nazwano wieś Buschdorf, tak jak już wcześniej nazwano stację kolejową, bo do tej pory wieś dzielnie opierała się tej niemieckiej nazwie, właśnie dzięki odważnemu uporowi ks. Domańskiego. Przyszła jednak kolej na jedno z dzieł ks. Domańskiego – kaplicę Serca Jezusowego, stojącą na skraju Zakrzewa i frontem zwróconą ku wsi. Na początku wojny podłożono pod kaplicę ładunek wybuchowy – zrobił dziurę, w którą można było swobodnie włożyć głowę. Następnie szowiniści niemieccy wyrwali figurkę Jezusa z kaplicy i wrzucili ją do jeziora, gubiąc przy tym rączkę. Rączkę znalazły dzieci, jak również wyśledziły w jeziorze, przy słonecznej pogodzie, błyski złotych szat figurki. Figurkę wyłowiono, znajduje się ona w kaplicy dla zmarłych obok kościoła.
Eugeniusz Drobkiewicz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Artykuł ciekawy jednak to dziwne o czym w nim jest ponieważ to właśnie niemieccy żołnierze mieli na pasach munduru napis:"Gott mit uns"...
Bushdorf - to tak po amerykańsku?
W Złotowie, przy Zwierzyńcu (Tiergarten) była dawniej leśniczówka, na jej trenie stoi krzyż drewniany – na rozwidleniu dróg w kierunku Tarnówki [Petzin] i Blękwitu (Blankwit). Nieprawda historyczna: Petzin - to Zalesie, a leśniczówka stała po drugiej stronie ulicy. I literówki.
Potwierdzam to NIEMCY
Działacz ss,naziści,barbarzyńcy ani razu nie napisałeś ceaniaku że to poprostu niemcy.... bez komentarza.
Wszystkie sekty (religie) oparte są na mitach, a ciemny Lud to kupuje, ale kto wierzy w gusła temu pupa uschła.
Doprawdy?? To teraz coś z obecnych czasów: Jedź w okolice Rytla gdzie grube drzewa połamane a krzyże i kapliczki nie tknięte . To nie z opowieści a NA WŁASNE OCZY WIDZIAŁEM. I tylko d.e.b.il powie że to przypadek.
de".b.il.i
Straszne i przejmujące te "autentyczne" historie. Czytając... zapomniałem oddychać. Czyżby złotowskie.pl postanowiło utworzyć na swych łamach dział dla debili?
Artykuł ciekawy jednak to dziwne o czym w nim jest ponieważ to właśnie niemieccy żołnierze mieli na pasach munduru napis:"Gott mit uns"...
Bushdorf - to tak po amerykańsku?
W Złotowie, przy Zwierzyńcu (Tiergarten) była dawniej leśniczówka, na jej trenie stoi krzyż drewniany – na rozwidleniu dróg w kierunku Tarnówki [Petzin] i Blękwitu (Blankwit). Nieprawda historyczna: Petzin - to Zalesie, a leśniczówka stała po drugiej stronie ulicy. I literówki.