Reklama

Ćwierć wieku zespołu Lotyń

01/06/2018 18:00
Zagrali u Kuby Wojewódzkiego, przyjaźnili się z zespołem Myslovitz, dorobili się miana kultowego, choć ich lider do tej pory nie zna nut i dźwięków. Z Robertem Kałużą rozmawia Tomasz Guhs

LOTYŃ - nazwa prosta i swojska, ale może się też wydawać nietypowa dla zespołu rockowego. Czemu tak właśnie się nazwaliście?

Czuliśmy się zawsze związani z tym miejscem. Nie wstydziliśmy się tego, skąd jesteśmy, uważaliśmy, że jest to ważne. Wielu myśli, że skopiowaliśmy to od Myslovitz, który wywodzi się z Mysłowic, ale Myslovitz powstał 2 lata po nas. Potem jednak nasze drogi rzeczywiście się skrzyżowały.

Jak 25 lat temu zaczęła się kariera zespołu Lotyń?

1993 rok to była zupełnie inna epoka. Pojechaliśmy wtedy pociągiem do Szczecina, kolega miał trochę kasy i za jednym razem kupiliśmy perkusję, gitarę basową i akustyczną. Próby zaczęły się tutaj, w domu moich rodziców. Porozkładaliśmy skrzynki po oranżadzie, żeby rozpraszały dźwięk i pukaliśmy sobie.

Reklama

Co Was zainspirowało? Pogrywaliście sobie wcześniej?

Nie. Kupiliśmy sprzęt, ale nie umieliśmy jeszcze grać. Na początku było nas dwóch, ja i kolega Piotr. Słuchaliśmy dużo muzyki – interesujące nas brzmienia wychwytywaliśmy z radiowych audycji Kaczkowskiego i Mroczka z Radia Koszalin oraz Trójki. Tam można było usłyszeć niezależne brytyjskie zespoły gitarowe. Mam takie wspomnienie, kiedy Mroczek powiedział, że teraz zagra jeszcze mało znany zespół Kowalskich, czyli „The Smiths”, o którym świat dopiero usłyszy. Przepowiednia się sprawdziła. Takiego brytyjskiego grania gitarowego słuchaliśmy, staraliśmy się wyczuć ten klimat i powoli też nam się coś tam udawało. Ulubione kawałki nagrywało się z radia na magnetofony szpulowe.

Zaczynaliście jako samouki. Nauczyliście się czegoś przez te 25 lat?


Pozostało jeszcze 85% tekstu
Zaloguj się i zostań stałym Czytelnikiem

[[pay]]

Reklama

Do tej pory nie gramy super technicznie, a ja sam nie operuję pojęciami dźwięk A czy C, tylko ewentualnie pokazuję kolegom palcami chwyt i pytam, czy to o to chodzi. Uważam jednak, że to jest nasz atut. Ktoś po szkole muzycznej nie zagra takiej muzyki, nie będzie miał takiej wrażliwości, operuje już w pewnych standardach i narzuconych schematach.

Ile osób przewinęło się przez zespół?

Skład ewoluował. Najpierw graliśmy w trójkę. Później dołączył gitarzysta „Mysza” i z nim tworzymy trzon zespołu. Najczęściej perkusiści się zmieniali. Teraz mamy od kilku miesięcy Kubę ze Szczecina, dogrywamy się i przygotowujemy do kolejnej płyty. Było też kilku basistów. Od kilku ładnych lat jest z nami Łukasz i myślę, że to już się ustabilizowało.

Reklama

Pracujecie nad nową płytą?

Materiał na tę płytę już mamy od pewnego czasu. Będzie trzeba go dopracować i przebrać, bo jest tego dość dużo. Zbierało się przez ładnych parę lat. Uzupełniliśmy już skład i, mam nadzieję, jesienią nagramy nową płytę. Pierwotnie myśleliśmy o wiośnie, ale nieco plany pokrzyżowało nam odejście perkusisty Jakuba Słubika, który postanowił się skupić na swoich projektach muzycznych. Mamy tu, w moim domu, dobrze wyposażone studio, ale chyba zrobimy to gdzieś w bardziej profesjonalnym miejscu. Może uda się znaleźć wydawcę. Do tej pory nagraliśmy 7 płyt, ale tylko dwie przy wsparciu wydawnictw: jedną wydaliśmy przez Polskie Radio, a drugą przez agencję Multikulti. Tamte nagrania były dobrze zrobione, a z resztą różnie bywało. Z okazji 25 lat chcielibyśmy, żeby ta płyta była zrobiona profesjonalnie, żeby to dobrze brzmiało.

O czym 25 lat temu marzyliście?

Po to się gra, żeby komuś coś przekazać i czym więcej tych ludzi jest, tym lepiej. Czasami się to spełniało. Graliśmy na dużych koncertach, występowaliśmy na Woodstocku, gościliśmy w telewizjach krajowych i regionalnych. Wspaniałą przygodą były wspólne trasy z zaprzyjaźnionym zespołem Myslovitz. Poznaliśmy się przypadkowo na koncercie w Szczecinie, po którym zaprosiliśmy ich na granie do Szczecinka. Mieliśmy podobną wrażliwość na muzykę. Na dwóch płytach są z nami Artur Rojek, Jacek Kuderski i Patrycja Kosiarkiewicz, też ciekawa osobowość.

Reklama

W telewizji byliście m.in. w Teleexpressie, popularnym swego czasu Rowerze Błażeja, a także u Kuby Wojewódzkiego. Ten ostatni, zapowiadając Was, powiedział, że jesteście zespołem, który ma wszystko, ale nie może się wybić. Można było osiągnąć więcej?

Z pewnością. Kwestia szczęścia. Byliśmy w bliskich kontaktach z menadżerami dużych wytwórni płytowych, ale niestety zawsze na koniec okazywało się, że jesteśmy na drugim miejscu i to ktoś inny był wydawany i promowany. W jednym roku przegraliśmy z Atmosphere z Marcinem Rozynkiem, który miał potem także w pojedynkę swoje pięć minut. Innym razem postawiono na Rotary, których hit „Na jednej z dzikich plaż” do dzisiaj często jest grany w popularnych stacjach radiowych. Także trochę szczęścia też trzeba mieć. W Polsce jest wiele zespołów, a my byliśmy naprawdę blisko tego, żeby wskoczyć dużo wyżej. Ale wielkiej tragedii nie ma. Cieszymy się z tego co było i dalej czerpiemy radość z tego, co możemy przekazywać ludziom. Moment tworzenia muzyki i potem koncerty, kiedy możemy się nią dzielić, to jest coś na czym nam zależy.

Brakuje Ci teraz częstszego grania na koncertach?

Oczywiście. Koncerty to mnóstwo pozytywnej energii, adrenalina, emocje. Na scenie staję się innym człowiekiem. Jak już się wyluzuję i złapię kontakt z ludźmi, to jest to najfajniejsze oprócz momentu tworzenia muzyki, wymyślania piosenki. Bywały takie koncerty, że w euforii miałem ochotę rozwalić gitarę. Teraz niestety gramy rzadziej. M.in. przez to, że logistycznie nie jest to prosta sprawa. W zespole mamy osoby ze Szczecina i Głogowa, trudno dograć terminy. Zmieniła się też nieco publiczność. W radiu coraz rzadziej gra się muzykę gitarową, a jak ktoś tego nie zna, to trudniej mu to poczuć.

Reklama

Zmieniła się publiczność, lecz i zespół też już nie ten sam...

Wszyscy się zmieniamy. Jesteśmy bardziej doświadczeni, to niekoniecznie przemawia na naszą korzyść. Na początku mieliśmy otwarte głowy, teraz łapię się na tym, że próbuję naśladować to, co już było, sam siebie. W każdej pracy tak jest, że w pewnym momencie człowiek zaczyna się ograniczać. Kiedyś był bardziej otwarty umysł, było łatwiej. Wydaje mi się też, że pierwsze nasze płyty są prostsze a te nowsze nagrania bardziej urozmaicone i bogatsze w melodie. Chociaż zawsze uważaliśmy, że w prostocie siła. Ktoś kiedyś powiedział, że to co proste, jest najtrudniejsze. Trochę się więc zmieniło, ale mam nadzieję, że zostało w nas jeszcze dużo młodzieńczej świeżości.

Rock’n’roll był także po koncertach?

Kiedyś tego rock’n’rolla na pewno było więcej, teraz zamiast fanek na koncertach towarzyszą nam żony - nasze kobiety.

Reklama

Kiedy był najintensywniejszy okres koncertowania?

Na przełomie wieków. Pod koniec lat 90. graliśmy dwa lata pod rząd na Woodstockach. Wtedy też jeździliśmy z Myslovitz. Zagraliśmy razem kilkadziesiąt koncertów. Oni zaczynali wtedy wchodzić na top, mieli przeboje, jak np. „Z twarzą Marylin Monroe”. Dużo się działo.

Zdarzyło Ci się zepsuć gitarę?

Tak całkowicie nie, trochę tam mikrofonami i statywami się rozbijało... Ciekawą przygodę miałem za to w Dębnie Lubuskim. Tam na koncerty zawsze dużo ludzi przychodziło. Akurat była próba, zacząłem śpiewać, dotknąłem mikrofonu ustami i prąd 220V mnie kopnął. Normalnie mnie na chwilę odcięło. Wszystko przez to, że gitarą dotknąłem statywu i doszło do przebicia. Miałem wrażenie, jakbym umierał, świat mi się urwał. Potem słyszałem, że jakiś metalowiec tak kiedyś zginął. Po tym wypadku krzyczeli do nas elektryczne gitary, bo aż iskry poszły. Na szczęście chwilę później doszedłem już do siebie, mikrofon na koncert naprawili, tylko gitara się rozstroiła.

Reklama

Najgorszy koncert?

Kilkanaście lat temu graliśmy na firmowej imprezie na zamku w Człuchowie. Graliśmy wtedy szybciej niż teraz, bardziej punkowo, a tam było takie towarzystwo starsze, burmistrz, wyższe sfery. Wyciszyliśmy o połowę sprzęt, o połowę wolniej zagraliśmy, ale wytrzymaliśmy może z 5 piosenek i potem był rock’n’roll. Innym razem pojechaliśmy do jakiejś małej miejscowości na południu Polski. Nie wzięliśmy ze sobą perkusji, bo miała być na miejscu. Zabraliśmy tylko werbel i blachy. Przyjechaliśmy i perkusji nie było. Okazało się, że jest to wioska niewiele większa od Lotynia. Graliśmy w remizie, przyszli głównie starsi ludzie ze wsi. Perkusista miał tylko werble i hi-hat, musiał radzić sobie bez kotłów. Po pół godzinie pełna sala opustoszała. Wtedy to było żenujące, ale teraz śmieszy.

25-lecie to też sukces - tyle lat razem wytrzymaliście. Dużo było kłótni po drodze?

Kłóciliśmy się zawsze. W Polsce było pełno zespołów, które trwały rok, dwa. My się spieraliśmy, sprzeczki większe i mniejsze bywały, ale wiedzieliśmy, że musimy się dogadać i dalej to razem ciągnąć. Utożsamialiśmy się z zespołem do tego stopnia, że swego czasu, naśladując zespół Ramones, przedstawialiśmy się jako Robert Lotyń, Artur Lotyń, Arek Lotyń i Norbert Lotyń zamiast podawać prawdziwe nazwiska. Niemniej zdarzało się przecież, że ktoś odchodził i to były ciężkie momenty. Dlatego to 25-lecie to rzeczywiście sukces.

Reklama

O emeryturze nie myślicie?

Nie. Mimo wieku walczymy. Zaczynaliśmy, jak mieliśmy 20-kilka lat. Ostatnio świętowałem swój, aż nie powiem który, jubileusz, a pamiętam jak jeszcze tak niedawno ciągnąłem kolegów na próby i koncerty, żeby grać teraz, bo nie będę potem w wieku 40 lat grał.  Teraz już takich rzeczy nie mówię. I może faktycznie zakończymy – jak mówił Wojewódzki – na wózkach z gitarami.

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    administrator 2018-06-04 08:21:20

    Poprawiona literówka. Dziękujemy za uwagę

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    takbywa - niezalogowany 2018-06-03 15:15:00

    https://www.youtube.com/watch?v=qGJ40IPyLNY

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Xxx - niezalogowany 2018-06-02 06:23:59

    I czego stoisz na torach!! Mandat powinni ci wje....!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości