Felicja Sieg urodziła się w 1936 r. jako drugie dziecko (starszy brat Edward zmarł przed jej urodzeniem) Konrada i Łucji Popów. Po niej urodziła się jeszcze czwórka dzieci (trzy dziewczynki i chłopiec). Najmłodsza, Maria, zmarła po roku od urodzenia. Felicja mieszkała w Świętej na wybudowaniu w kierunku Wąsosza, jej rodzina miała duże jak na te czasy gospodarstwo.
Dzieciństwo Felicji przypada na okres wojny. Święta i cały powiat złotowski od czasów zaborów należały do Niemiec. Mimo że tyle lat upłynęło nadal mieszkali tutaj Polacy, mówili po polsku, a obok nich mieszkały rodziny niemieckie. W związku z tym na tych terenach mieszkańcy tak bardzo nie odczuwali czasów wojny, ponieważ wojska niemieckie poszły walczyć na Wschód. We wsi widzieli przejeżdżające czołgi, czasami słyszeli wybuchy bomb. Felicja pamięta, jak jedna bomba uderzyła w stodołę i pozostawiła w niej dziurę, na szczęście nie trafiła w dom, tylko wybuchła w śniegu. Dzień, w którym Święta została wyzwolona, pamięta bardzo dobrze. Wojsko niemieckie ukradło im wtedy 2 konie, kilkunastu żołnierzy Rzeszy przeszło koło ich domu – uciekali, bo ścigały ich wojska Sowietów.
Po wyzwoleniu Złotowa 31 stycznia 1945 r. do Świętej wkroczyła Armia Czerwona. W pamięci Felicji zostało wspomnienie, kiedy to dwaj Rosjanie wtargnęli do jej rodzinnego domu, zagonili wszystkich do jednego pokoju i chcieli ich rozstrzelać, jeden z nich ulitował się jednak nad płaczem dzieci i darował im życie. Zamknęli ich w piwnicy wraz z rodzinami Brzezińskich i Mullerów, które mieszkały w Świętej. Spali na kartoflach, przykryci grubymi kołdrami.
Żołnierze przychodzili w nocy, zabierali kobiety, dopiero z czasem dowiedzieliśmy się, że były one gwałcone. Wszyscy byli głodni. W gospodarstwie mieliśmy dużo bydła, więc Rosjanie pozwalali tacie wychodzić co jakiś czas karmić inwentarz
Reklama
– mówi Felicja.
My byliśmy zamknięci, a oni rządzili w domu i na podwórku, zabijali i piekli świnie, cały czas imprezowali. W końcu chyba dostali rozkaz, zwinęli obóz i poszli walczyć dalej.
W późniejszym czasie (nie pamięta dokładnie w którym roku) w Świętej zaczęło grasować tzw. polskie wojsko. Byli to ludzie, którzy służyli u Niemców. Teraz, po wygnaniu ich, mścili się na rodzinach, które tu mieszkały, uważali ich za Niemców. Nikt nie interesował się tym, że były to rodziny Polaków z dziada pradziada. Polskie wojsko wymusiło na sołtysie wsi nakaz opuszczania mieszkań właśnie przez te rodziny. Dotyczyło to także rodziny Popów. Konrad Popa nie chciał zostawiać swojego dobytku, jednakże przygotował wóź, wsadził na niego całą rodzinę. W momencie, gdy mieli odjeżdżać coś w nim pękło i zaczął się sprzeciwiać. Polskie wojsko postawiło go pod ścianą. Rozstrzelaliby go, ale ciocia Marta z Krajenki zaczęła krzyczeć i opuścili broń
Reklama
– wspomina Felicja[[pay]].
Mama Felicji po urodzeniu ostatniego dziecka ciężko chorowała na płuca, często wozili ją końmi do szpitala i z powrotem. Około dwóch lat leżała w łóżku, zmarła w 1945 r., zostawiając męża z czwórką małych dzieci. W domu potrzebna była pomoc, więc ojciec Felicji pojechał do lagru w Potulicach i wykupił Niemkę Hube Lodynę z dwiema córkami, Adelą i Irką. Nazywali ją Hubiną. Na początku ona ciężko pracowała w gospodarstwie, opiekowała się dziećmi Konrada i Łucji jak swoimi. Ojciec Felicji stwierdził, że musiałby się ożenić, żeby dać swoim dzieciom prawdziwą matkę. Miał do wyboru dwie kandydatki: Hubinę i panią Kozakową, która była w wiosce przejazdem. Spytał swoich dzieci o zdanie. Wybrały Hubinę, bo, jak mówi osiemdziesięciolatka, ona ugotowała, pomagała przy żniwach, dała im ubiór. Nieznana jest data zawarcia związku małżeńskiego przez Konrada Popę i Hubę Lodynę, ale po ślubie wiele rzeczy się zmieniło. Ich historię można by porównać do bajki o Kopciuszku. Macocha zaczęła traktować swoje córki lepiej, przestała pracować tak jak wcześniej, nie zajmowała się już dziećmi Konrada. 11–letniej wtedy Felicji kazała opiekować się młodszym rodzeństwem, oprócz tego nałożyła na nią pracę w gospodarstwie: oranie i bronowanie końmi, dojenie krów. Ten natłok obowiązków sprawił, że dziewczynka nie miała czasu się uczyć, miała coraz gorsze stopnie i musiała zrezygnować – skończyła szkołę na 5 klasie. Ojciec Felicji był cichym człowiekiem i nie potrafił się sprzeciwić Hubinie. Ona natomiast była łakoma na pieniądze, raz w tygodniu z Felicją jechała pociągiem do Bydgoszczy sprzedawać masło, kury i kaczki, ponieważ tam było drożej i lepiej mogły zarobić niż w Złotowie. Za zarobione pieniądze macocha mogła kupić nowe sukienki swoim córkom.
Łąki Popów graniczyły z łąkami Bindków. Letnią porą dzieci tych dwóch rodzin wypasały razem bydło, wymieniały się owocami, pomagały sobie wzajemnie. Pan Bindek wypatrzył, że w rodzinie Popów jest kilka młodych dziewczyn, namówił więc swojego szwagra Zygfryda Siega, aby się rozejrzał, czy któraś panna mu się spodoba. Zygfryd szukał kobiecej ręki do zajęcia się gospodarstwem, upatrzył sobie Felicję. Zaczął często przyjeżdżać, to po jabłka, to chciał coś kupić albo sprzedać. Początkowo Felicja przyjmowała go niechętnie, był bowiem starszy o 12 lat, potem jednak ojciec i macocha zaczęli ją namawiać, aby poszła na większe gospodarstwo. W końcu nie miała wyjścia i się zgodziła.
22 maja 1957 roku Felicja wyszła za mąż za Zygfryda i przeprowadziła się w inną część Świętej, na wybudowanie w stronę Nowej Świętej. W posagu dostała: krowę, bryczkę, meble do sypialni, pierzynę i maszynę do szycia. Przyszła w nowe gospodarstwo, gdzie rządziła teściowa Katarzyna Sieg (jej mąż umarł kilkanaście lat wcześniej). Na początku były różne kłótnie i nieporozumienia, w końcu jednak panie się dogadały i gospodarowały we dwie. Małżonkowie w 1961 roku zbudowali nowy dom, po przeniesieniu się do niego stary zburzono. Praca w gospodarstwie nie była lekka: Felicja musiała codziennie prać, karmić świnie, doić krowy, co dwa tygodnie piekła chleb dla całej rodziny i wszystkich, którzy pomagali. Tutaj mniej pracowała w polu, do jej obowiązków należało: sadzenie i zbieranie ziemniaków, hakanie buraków, wiązanie snopków i stawianie sztyg itp.
W tym domu było zawsze pełno ludzi, mąż miał ośmioro dorosłego rodzeństwa, wszyscy „ciągnęli” do babci Katarzyny na odpust, na urodziny i imieniny, na święta i bez okazji
– wspomina Felicja.

Ślub Felicji i Zygfryda odbył się w rodzinnym domu Popów
W 1959 roku młodym urodził się syn Andrzej, a potem córki Jadzia, Aniela, Ela i Regina.
Najwięcej zmartwień mieliśmy z najstarszym synem, który był schorowany, przebywał w szpitalu, sanatorium, po nie rozpoznanej u niego chorobie zmarł w zeszłym roku
– mówi Felicja.
Rodzina Siegów przeżyła wielki dramat związany z pożarem gospodarstwa w 1975 r. Przyniósł on wiele szkód, które na szczęście z czasem udało się odbudować. Życie toczyło się dalej, dzieci urosły, założyły rodziny, urodziły się wnuki i prawnuk. Zygfryd zmarł w 2000 r. Felicja od 16 lat mieszka z najmłodszą córką w domu rodzinnym. Życie doświadczyło ją niejednokrotnie. Mimo tak ciężkiego dzieciństwa dożyła w zdrowiu 80 lat.
Hanna Wnuk [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bardzo ciekawy artykuł.
Bardzo ciekawy artykuł.